Filmweb sp. z o.o.
http://www.filmweb.pl/article/15.+Millennium+Docs+Against+Gravity%3A+Geneza+sceny-128319

15. Millennium Docs Against Gravity: Geneza sceny

  • autor: Marcin Stachowicz
  • Relacja
Marcin Stachowicz recenzuje dwa kolejne dokumenty z programu festiwalu Millennium Docs Against Gravity: "Genesis 2.0." (reż. Christian Frei, Maxim Arbugaev) oraz "78/52" (reż. Alexandre O. Philippe)

676326498_1280x720.jpg

Siódmego dnia odpoczął ("Genesis 2.0.", reż. Christian FreiMaxim Arbugaev)

Ziemia pod stopami zamarzła na kamień. Czasami kilof po prostu nie wystarcza, trzeba chwytać za młot pneumatyczny, a jeśli w dole będzie dużo kości – jeszcze złożyć ofiarę, przebłagać demona. Dla Jakutów znalezienie szczątków mamuta to zły omen, zwiastuje nieszczęście i śmierć. Ale myśliwi doskonale wiedzą, że na tym interesie mogą dobrze zarobić – dlatego co roku wyruszają na niebezpieczne wyprawy, przemierzając Arktykę w poszukiwaniu mamucich kłów. Jednocześnie tysiące kilometrów od wysp Nowej Syberii naukowcy uprawiają innego rodzaju biznes. Chcą wskrzeszać pradawne zwierzęta i projektować nowe – np. geep'a, hybrydę kozy i owcy. Niektórzy mówią zupełnie otwarcie – naszym celem jest boskość. Poznanie i spisanie cyfrowym atramentem genomów wszystkich żywych istot. Nowa Księga rodzaju.

"Genesis 2.0." konstrukcją przypomina podwójną helisę – bezboleśnie splata dwa wątki, dwa porządki geograficzne i kulturowe. Śledztwo w sprawie nowej nauki – biologii syntetycznej – prowadzi para dokumentalistów oddzielona – zdawałoby się – bezkresem przestrzeni i doświadczeń. Szwajcarski reżyser Christian Frei zagląda do sal konferencyjnych i sterylnych laboratoriów, gdzie sekwencjonowanie DNA i klonowanie wymienia się jednym tchem jako szansę na postęp (wyeliminowanie chorób genetycznych, ratowanie zagrożonych gatunków) oraz dobry zarobek (komercyjne wskrzeszanie ukochanych zwierząt domowych). Co roku tysiące studentów konkuruje na Genetically Engineered Machine Competition w Bostonie, a w kuluarach próbuje przekonać starszyznę naukową i świat wielkich pieniędzy do zainwestowania w ich pomysły. W chińskim Narodowym Banku Genów – gigantycznym kompleksie militarno-przemysłowym – setka nowoczesnych sekwencerów przepisuje kod genetyczny na kod cyfrowy. Seulskie białe fartuchy witają sklonowane pieski i kotki okrzykiem: Jesteście z nami na tej pięknej Ziemi!. Ot, kolejny dzień w świecie progresywnych idei naukowych. Cegiełka w historii postępu.

Równolegle Maxim Arbugaev towarzyszy jakuckim łowcom w poszukiwaniu kłów mamutów – im lepiej zachowane, tym większe pieniądze zaoferują chińscy kupcy. Na Dalekim Wschodzie rzemieślnicy wykonają z nich misternie zdobione sprzęty domowe i rzeźby. Historia syberyjskiej ekspedycji jest w zasadzie kontrapunktem dla świata supernowoczesnych technologii – myśliwi posługują się prostym sprzętem, wykonują fizyczną pracę w ekstremalnych warunkach. Surowe krajobrazy arktycznej tundry w połączeniu z muzyką duetu Richter/Artemiev i odczytywaną z offu jakucką poezją wydobywają z filmowej narracji niespodziewane sensy – wskazują na naszą przedhistoryczną przeszłość, trudne początki, rosnący gatunkowy egoizm i poczucie wszechmocy. A wspólnym mianownikiem tych odmiennych obrazów i narracji staje się mamut – obiekt pragnienia zarówno walczących o finansową niezależność myśliwych, jak i bogatych centrów naukowych. W ekspedycji Arbugaeva swoje życie ryzykuje doświadczony łowca kości Piotr Grigorjew. W tym samym czasie jego brat Siemion – dyrektor muzeum w Jakucku – podróżuje kolejnymi samolotami, obwożąc po laboratoriach najlepiej na świecie zachowane szczątki mamuta. Szuka naukowców, którzy mu je przywrócą do życia, sklonują dawno wymarłe zwierzę, oszukają czas i historię. Po co? Żeby pokazywać prehistorycznego ssaka w muzeum. A tak naprawdę – żeby zadośćuczynić woli mocy samego Siemiona.

Całą recenzję Marcina Stachowicza przeczytacie TUTAJ.

Pierwsza kąpiel ("78/52", reż. Alexandre O. Philippe)

Niby zwykły prysznic, a jednak oko na historię kina. Wszyscy wiemy, co się kryje za zasłoną – scena łazienkowa z "Psychozy" Hitchcocka to ciągle powracające mamidło, obsesja ekranu, najwdzięczniejszy materiał analityczny świata. Zainspirowała całe legiony filmowców. Bez niej nie byłoby slasherów czy włoskiego giallo, a krew w "Rozmowie" Coppoli nie odpływałaby z kibla z takim wdzięcznym pluśnięciem. I nie chodzi wyłącznie o nowatorstwo sprowadzające się do zestawieniu seksu z przemocą – w kinie amerykańskim po raz pierwszy tak otwarcie, bez większych interwencji cenzury – ale o rewolucyjne zastosowanie techniki filmowej: wszystkie te – w 1960 roku zupełnie dziwaczne – kąty patrzenia kamery, cięcia montażowe, zbliżenia.

1781_bgslds.jpg


"78/52" dostarcza detalicznej, z ducha geekowskiej analizy jednej z najsłynniejszych filmowych scen świata. W kluczu filmoznawczym, antropologicznym, historyczno-kulturowym, politycznym. Ale przede wszystkim – w atmosferze niesłabnącego entuzjazmu dla kina, które daje się oglądać wciąż i wciąż na nowo. To czysta kinofilia podyktowała Alexandre'owi O. Philippe'owi pomysł na ten film. Nie była to jednak cinephile w typie francuskim – scena prysznicowa nie jest własnością jakiejś koterii kawiarnianych myślicieli w czarnych golfach, ale dotyka nas wszystkich, drzemie w podświadomości i to z niej wędruje prosto na srebrne ekrany. Jest wspólnym dobrem kulturowym, właściwie już – archetypem kina grozy. Wychodząc z takiego założenia, Philippe'owi udało się przeprowadzić bardzo inteligentną dyskusję, która zarazem poszerza nasza wiedzę o "Psychozie" i obsesjach Hitchcocka, jak i sama stanowi świadectwo pewnej wyjątkowej obsesji: bezgranicznej miłości do gadania o kinie. W każdym detalu.
  
Gadkę o 78 ustawieniach kamery i 52 cięciach, które składają się na scenę prysznicową, prowadzą osobowości tak różne jak Peter Bogdanovich, Bret Easton Ellis, Eli Roth, Jamie Lee Curtis, Elijah Wood czy Guillermo del Toro. Czasami – w archiwalnych fragmentach wywiadów telewizyjnych – z komentarzem wciska się sam Hitchcock. Albo Marli Renfro, dublerka Janet Leigh w "Psychozie", powspomina, jak czuła się pod Hitchcockowskim prysznicem ubrana wyłącznie w nakładkę na krocze. Philippe i jego eksperci-entuzjaści z wielką uwagą patrzą na niemal każdy aspekt łazienkówki – grę aktorską, produkcję, muzykę i efekty dźwiękowe, pracę kamery, storyboard, makijaż, kostiumy (lub ich brak). Analizują rewolucyjność postaci Marion Crane i Normana Bates'a; chwytają słabo widoczne detale – np. że Batesowską dziurę do podglądania zasłania obraz "Zuzanna i starcy" z biblijną sceną gwałtu – i pytają o ich sensy, ukryte emocje, zamaskowane wskazówki i pułapki na spojrzenia.

Całą recenzję Marcina Stachowicza przeczytacie TUTAJ.

zobacz też: