ARTYKUŁ: Przekroczyć rzeczywistość nie tylko w "Avatarze"

Filmweb   |   autor: Marta Brzezińska   |    |   Artykuł
Po seansie "Avatara" wyszłam z kina z poczuciem dziwnej tęsknoty, to trochę tak, jakby wysiąść po podróży na lotnisku i pójść do domu, do którego niekoniecznie chciało się wracać. Wszystkie opinie o filmie, których tak wiele czytałam, nie okazały się przesadzone. Być może naprawdę coś się w kinie zmieniło. A może raczej zmienia, jakbyśmy byli w sytuacji przekraczania progu, gdy tkwimy głupawo z nogą w powietrzu, zastygli w geście, jeszcze wciąż możemy się cofnąć (choć chyba nie chcemy), ale już właściwie jesteśmy po tej drugiej stronie… kina. I to nie tylko dlatego, że wszystko, co związane z nowym filmem Jamesa Camerona jest "naj" – najbardziej oczekiwane, najdroższe, najśmielsze, najbardziej zaskakujące. Najnowszy film reżysera wydaje się spełnionym projektem, przeczuwanym, wyśnionym marzeniem pewnej ewolucji, choć wielu przypisuje "Avatarowi" moc wręcz rewolucyjną. Nie spierając się o drobnostki, film jest z pewnością ukoronowaniem pewnego procesu w ramach przemian kina i gatunku filmowego, jest bardzo mocnym akordem. Czas pewnie pokaże, na ile faktycznie przełomowym, jednak mnie film Camerona zwyczajnie oczarował. Powiem więcej, złapał mnie za fraki i rąbnął o podłogę. I powiem prościej, trzeba byłoby mieć ścierkę zamiast wrażliwości i drewno zamiast oczu, żeby się tym filmem nie zachwycić. Chociaż to, co na ekranie jest dziecinne, naiwne, widziane tyle razy, ale jak to działa! Jeśli się kocha obrazy, to naprawdę można się poczuć wniebowziętym.    Co ci przypomina widok znajomy ten… "Avatar", baśń w gruncie rzeczy stara jak świat, urzeka wizualnością na niespotykaną dotąd skalę. Choć znających wcześniejsze dokonania twórcze reżysera znakomita forma nie zdziwi jakoś szczególnie (dodatkowo, biorąc pod uwagę wyjątkowo długi czas realizacji filmu), a problematyka wyda się znajoma. Cameron w "Otchłani" kreował przecież świat obcej cywilizacji tyleż przedziwny i zagadkowy, co fascynujący, podobny do ludzkiego w swojej złożoności, lecz pozbawiony ludzkiej pazerności, negatywnych instynktów, i chyba lepszy niż nasz, odwracając częsty w science fiction motyw, w którym to obca ludziom cywilizacja była agresorem. Lektura "Avatara" zachęca do spojrzenia na kino sf z pewnej perspektywy, biorąc najnowszy film Camerona za rodzaj punktu odniesienia. Wśród filmów, które przychodzą od razu na myśl, jest klasyk kina science fiction "Łowca androidów" Ridleya Scotta. Znakomicie zrealizowany film, oparty na prozie Philipa K. Dicka, odporny na upływ czasu, dający spójną, niezwykle przemyślaną wizję świata przyszłości, która okazała się nośna nie tylko z powodu swoich znakomitych walorów wizualnych, lecz także z uwagi na interesującą interpretację znaczeń zawartych w literackim oryginale. Film Scotta dyskutował o ludzkiej kondycji i tożsamości, pokazywał zetknięcie z "innym" (w tym wypadku z androidami), sytuując się gdzieś w świecie zniszczonym, posępnym, bez przyszłości. Futurystyczna wizja Camerona wydaje się podobna do "Łowcy androidów" tak w swojej kompletności, jak i w smutnym przeświadczeniu, że przyszłość ludzkiego świata nie rysuje się w radosnych barwach, nie czeka na nas szczęście, najwyżej monotonna, zautomatyzowana egzystencja w miastach molochach. Jakim kontrastem dla ludzkich miast przyszłości, przeludnionych, zdegradowanych (choć de facto w "Avatarze" ich nie widzimy, jedynie o nich słyszymy) jest planeta Pandora, najnowszy obiekt ludzkiej chciwości, przypominająca nieco sen o prehistorycznej Amazonii z niewielkim dodatkiem malarstwa René Magritte'a. Jest niczym raj utracony, czas niewinności, urzeczywistnienie mitu o dobrych dzikusach i wojownikach Wielkich Równin. Krok w niemożliwe Motyw wyprawy z pogranicza podróży w czasie i przestrzeni – co prawda jedynie do wnętrza umysłu, w najdalsze rejony podświadomości – oraz doświadczenia innego świata (czasami może nieco tandetnie) próbował pokazać Ken Russell w "Odmiennych stanach świadomości". To film już dziś może zapomniany, zupełnie nie widowiskowy, przynajmniej nie w dzisiejszych kategoriach, lecz był ciekawą i dla mnie pierwszą mocno przeżytą filmową opowieścią o pragnieniu przekroczenia rzeczywistości, wyjścia poza ograniczenia ludzkiego ciała i umysłu. Bohaterowie "Dziwnych dni" Kathryn Bigelow doświadczali emocji innych ludzi za sprawą pewnego urządzenia umożliwiającego odtwarzanie cudzych przeżyć, zanurzali się za jego pomocą w cudze wspomnienia, przeżywali maksymalne złudzenie życia w cudzym ciele, bycia kimś innym. To ciekawy film, ważny, jeśli pomyślimy o bohaterze "Avatara" Jake'u Sullym, kalekim weteranie wojennym, który "dostaje" nowe ciało "do ponoszenia". Z tym, że nie jest to ciało człowieka, a mieszkańca Pandory, przedstawiciela innej, choć podobnej do ludzkiej rasy, wykonane niejako na miarę, jak garnitur. Dzięki eksperymentalnemu programowi były żołnierz wypełnia te powłokę swoim umysłem, świadomością, przywdziewa je niczym kostium. Może znowu chodzić, biegać…  Jest sobą, ale przecież jednocześnie również kim innym. Jest operatorem swego nowego ciała –  awatara za pomocą najnowocześniejszej techniki, a impulsy z jego mózgu uwięzionego wciąż w sparaliżowanym ciele, ożywiają "kostium". Postać Jake przypomina trochę bohaterów "Matrixa", lecz jego dwa życia, dwie tożsamości są równie realne, rzeczywiste, materialne. Technologia i jej użytkownicy Ta filmowa wizja "świadomościowych podróży" nie byłaby możliwa, gdyby nie przypisywany przyszłości ogromny rozwój techniki i medycyny. Inżynieria genetyczna i eksperymentujący naukowcy to temat kina science fiction i horroru znany nie od dzisiaj. "Mucha" Davida Cronenberga, "Gatunek" Rogera Donaldsona, "Park Jurajski", by wymienić przykłady najbardziej jaskrawe i popularne, ale zaraz potem należałoby też pamiętać o "Tronie", "Kosiarzu umysłów" czy "Matrikse", które otwierają drogę elektronice, problematyce komputerowej, w tym, kwestii rzeczywistości wirtualnej. W "Matriksie" zręcznie połączyła się ona ze starszym motywem zagrożenia ze strony maszyny. Bohater "Avatara", który przekracza swoją cielesność, jest dla mnie bardzo frapującym elementem filmu, może nawet najciekawszym w całym przedsięwzięciu. Technologia, dzięki której wychodzimy poza własną cielesność, porzucamy ją na rzecz wciąż humanoidalnej, ale zupełnie odmiennej. Jake w nowym wcieleniu przywodzi na myśl postać cyborga, ale inną niż świat ożywionych lalek, automatów, androidów, mechanicznych ludzi W pierwszej grupie znalazły się filmy, przy których produkcji czy też montażu posługiwano się elektroniką. I jak łatwo się domyślić, klasyfikację otwiera Stanley Kubrick z filmem "2001: Odyseja kosmiczna" z roku 1968. Nieubłagane wchodzenie komputera i wideo w przestrzeń kinematograficzną znaczyła kategoria filmów hybrydowych, łączących kino i technikę wideo, manipulację obrazem, jego statusem, nie bez znaczenia dla estetyki filmu. Kolejnym krokiem były filmy, w których technologia cyfrowa wyparła analogowy sposób tworzenia filmowej rzeczywistości, sztucznych światów, będących rezultatem obliczeń komputerowych niematerialnych obrazów. Skala manipulacji jest tu dowolna, od drobnych trików, manipulacji archiwaliami ("Zelig", "Forrest Gump"), po dominujące wykorzystanie cyfrowości. To, na co szczególnie zwraca uwagę autor, opisując przemiany kina, to kwestia inspiracji – dla filmu korzystającego z dobrodziejstw nowych mediów – płynącej ze strony gier komputerowych, które narzucają "swoje wzorce narracyjne i struktury ikonograficzne"Sytuacja odbioru filmu zmieniała się przecież już wcześniej, w latach 80. z nadejściem wideo, potem pojawienie się nośników cyfrowych i sieci zrewolucjonizowało świat filmu, prymat obrazów osiągnął apogeum. A przecież jeszcze wcześniej nastąpiło brzemienne w skutki zderzenie kina z telewizją. W latach 50. wynalazek telewizji, przypominającej z początku bardziej mebel niż ważne medium przyszłości, wymusiło na kinie zmiany. Panoramiczny dźwięk i wielkie widowiska kostiumowe stanowiły bastion obrony wobec ruchomych obrazów z telewizji. Dziś można odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z powtórzeniem sytuacji sprzed lat. Zresztą relacje między kinem a telewizją są znacznie bardziej złożone. Film i telewizja wydają się naznaczone dziś przez seryjność, jednak to być może w małym ekranie tkwić będzie nowy filmowy potencjał, gdy kino zajmie się wielkimi, efektownymi widowiskami, gdy przekazem stanie się feeria coraz to nowych obrazów. Myśląc o "Avatarze" należałoby pewnie zaklasyfikować go do tej właśnie grupy filmów, bazujących na porywającej obrazowości. Ostatnią kategorią w klasyfikacji Gwoździa są "filmy nowych widzialności"

komentarze

Dodaj komentarz

No, żeby oddać sprawiedliwość to "Król Lew" nawiązuje i do "Hamleta" i do "Makbeta".

Jeden z przedmówców slawek1207 wprowadził ludzi w błąd. "Król Lew" nie nawiązuje do "Makbeta", a do "Hamleta". Natomiast fantasy piszemy przez "s".
Co do "Avatara" to gdyby historia opowiedziana w nim była oryginalna, to miałby zadatki na bycie arcydziełem. A niestety nie jest. Nie zapadł mi w pamięć, tak jak choćby wspominany "Król Lew" czy "Requiem dla snu". Ale to oczywiście trochę inne gatunki.

Odczucia mam podobne jak devir i alekgub. To prawda - obrazy dżungli na Pandorze są olśniewające. Jednak nie zachwycają mnie bardziej niż te z dokumentalnych filmów Davida Attenborough. Po prostu przyroda ma w sobie tyle piękna i taki potencjał emocjonalny, że wystarczy ją dobrze sfotografować by wywołać duże wrażenie. Efekty specjalne, obraz 3D - mogą to wrażenie spotęgować, lecz przecież nie zmieniają go radykalnie, nie tworzą nowych doznań. Po przeczytaniu recenzji miałam wrażenie, że idę na film rewelacyjny, a nie tylko na galerię pięknych zdjęć. Tymczasem fabuła jest miałka. Nie tylko "ale to już było..." jest wadą filmu. Samo powtórzenie wątków nie jest niczym złym, pewne tematy są wieczne - lecz powtórkę trzeba poprowadzić umiejętnie. Tymczasem bohaterom zabrakło głębi - obraz jest trójwymiarowy, a psychika postaci płaska. (Jeden prosty przykład: Główny bohater rezygnuje bez mrugnięcia okiem z życia na Ziemi, z czego wnioskuję, że nie miał - może poza zmarłym bratem - nikogo bliskiego. Nie tylko rodziny, ale też żadnych przyjaciół, dziewczyny, dobrych kumpli. Ani żadnych przyzwyczajeń, choćby kulinarnych. Nie tęskni ani za chlebem, ani za piwem). Ponadto fantastyka dominuje nad nauką, co mój naukowy mózg źle znosił, ale to zastrzeżenie pewnie dla większości widzów bez znaczenia. Rozczarowująca jest końcówka - chyba, że miał to być zamierzony pastisz kina akcji i hollywoodzkiego happy endu. A przez kilkadziesiąt sekund miałam wrażenie, że ten film wybroni się przez tragiczny finał.

byłem dwa razy i pójde ...jeszcze raz.. dawno nie
byłem tak zafascynowany...historia z dużym przesłaniem...o miłosci...walce ze złem..ekologii i poddekstami...antywojennymi....matyrologi indian...i przy tym niesamowita atmosfera....tempo akcji...że 160 minut to mgnienie oka...to przełom kina brakuje jeszcze tylko zapachu...myslę że będą nastepne filmy w tej technice już tańsze...sukces kasowy...przekona banki do udzielania kradytów na takie produkcje...

Bez przesady, ale może też mam "ścierkę" i "drewno" albo jestem bardziej wymagający niż większość widzów i nie tyle co efekty, a fabuła, oryginalni bohaterowie bardziej zyskują na mojej uwadze, a nie tylko dobrzy i tylko źli jak to było w owym Avatarze.Efekty faktycznie były b.fajne, przyroda tam pokazana, sama historia jest do bólu banalna.Inne wyżej wymienione filmy jak np. Matrix zrobił na mnie większe wrażenie, tam nie tylko efekty, ale też muzyka była dobrze dobrana i chwilami ten klimat cyberpunkowy dało wyczuć.

W pełni zgadzam się z artykułem pani Marty . Po seansie uznaliśmy wraz ze znajomymi,że lecimy na Pandorę ;) Cudowny romans,poświęcenie,odnalezienie najważniejszych wartości,magiczny świat oraz niesamowita wprost muzyka-najlepszy film jaki obejrzałam , a było ich naprawdę wiele . Świat ginie-rodzi się nowy świat . Ziemia pochłania ofiary , lecz nie z własnej woli . Bardzo polecam. To trzeba przeżyć na własnej skórze.

Nie jestem w stanie powiedzieć nic konstruktywnego na temat Avatara,przynajmniej na razie. Po prostu kocham ten film.

Dziękuję za wszystkie komentarze.

artykuł na wysokim poziomie. gratuluję.

miło się dowiedzieć, że:
"trzeba byłoby mieć ścierkę zamiast wrażliwości i drewno zamiast oczu, żeby się tym filmem nie zachwycić." No cóż, ma ścierkę zamiast wrażliwości i drewno zamiast oczu, bo film mnie nie jakoś zachwycił. Nie dostrzegłem też w nim jakiegoś wielkiego przełomu

Kolejny dowód na to, że w "postmodernizmie" każdy może uchodzić za "oświeconego" redaktora jeśli tylko umie cytować, a o kulturze można zapomnieć. Osobiście czuje się urażony. Trzeba też mieć ścierkę zamiast wrażliwości żeby z takim napuszeniem oceniać oczy ludzi o innym guście jako drewniane. To ja dziękuje bardzo za takie wyżyny "znawstwa" zamykam moje drewniane oczy i idę spać zadowolony jako reprezentant ciemnoty.

podpisuję się pod tym tekstem wszystkimi kończynami. A film genialny - jak długa i barwna podróż. Szkoda tylko, że trzeba było wracać.

avatar to swietny film, szczerze spodziewalem sie przereklamowanego niewypalu, ale jednak spelnily sie zapowiedzi Camerona. gratulacje

"Pierwsza część artykułu słowo w słowo oddaje moje odczucia względem filmu".

Dokładnie...

Pierwsza część artykułu słowo w słowo oddaje moje odczucia względem filmu. To co czułem na końcu seansu to tęsknota za tamtym przepięknie wykreowanym światem, i trudne do opisania uczucie pustki. Ludzie którzy nic wielkiego w Avatarze nie widzą, oprócz efektów i przewidywalnej fabuły po prostu utracili bezpowrotnie pewną cząstkę siebie, która pozwoliła by im dostrzec w filmie "to coś". Tym czymś jest piękno które przepełnia cały film, piękno trudne do opisania zapierające dech w piersiach! Tęsknota i pustka jakie zostały mi po Avatarze każą mi obejrzeć film jeszcze kilka razy, co mi się w życiu nie przytrafiło ani razu przy jakimkolwiek innym filmie. Bez wątpienia Avatar jest wyjątkowy, trudno go porównywać z innymi filmami o ile w ogóle jest to możliwe. Gdybym spotkał Camerona uścisnąłbym mu rękę, podziękował, a potem zdzielił prosto między oczy za okrutne doświadczenie jakim były napisy końcowe(oraz muzyka im przygrywająca która nadszarpnęła z lekka klimat filmu). I niech inni mówią sobie o tym filmie co im tam tylko do głowy przypełznie. Ja w tym czasie usiądę wygodnie w sali kinowej, na nosie usadowię sobie okulary 3D, i ponownie dam się wciągnąć w ten przepięknie wykreowany świat...Dziękuję za uwagę :)

jedynym ciekawym aspektem tej recenzji jest cytat Sobolewskiego. Dotyka sedna Avataru.

A ja nie chcę być zombie :(.

Ja szedlem z zalozeniem ze zobacze cos nowego i moze te wszystkie opinie o slabej fabule to wyssane z palca przez krytykow bzdury...ale jednak to prawda film oferuje tylko efekty.

Film jest wspaniały, wzruszający, co do efektów wg mnie doskonałe. Uważam,że jak się idzie do kina z założeniem, iż film jest beznadziejny i komercyjny i specjalnie szuka się błędów to nic dziwnego, że niektórym się on nie podoba...:) Mam nadzieję, że to nie plotki o trylogii avatara!

"I powiem prościej, trzeba byłoby mieć ścierkę zamiast wrażliwości i drewno zamiast oczu, żeby się tym filmem nie zachwycić." Jasne, każdy myśli i czuje w ten sam sposób co recenzentka, jeśli nie to jest oczywiście na niższym stadium ewolucji. Gratuluję podejścia....

Co cala prawda o rzeczywistości jaka żyjemy a niektórzy żyją złudzeniami czy warto nimi żyć?
Avatar to zdecydowanie piękny film genialny wrecz;)
avatar to tak jaby spelnienie marzen tam jest wszystko czego pragnimy ale to tylko film a nie rzeczywistosc ;(

Pani Marta musi zawstydzać.TurboDymoMen nie musi.

Turbodymoman zawstydził panią Martę... Cholera, jednak nie zawstydził. Nie dał rady.

Pani Marta zawstydziła malkontentów.

Można napisać dobry artykuł? Można! Po raz kolejny zastanawiam się, czemu na Filmwebie takich artykułów nie ma więcej, a zatrudnia się pana Gumisiunio i pozwala wypisywać takie bzdury... Dziękuję pani Marto!

Brawo! Wspaniały artykuł! A co do filmu, gdy wyszedłem z kina, byłem jak zaczarowany. Jego cudowne spojrzenie na naszą przyszłość, te efekty i urokliwa fabuła stanowią taki film, że po prostu chciałem zostać w kinie i czekać na kontynuację. James, byle tak dalej!

nie wiem jak inni ale ja tak mam ze po obejrzeniu filmu Avatar czulem sie dziwnie.Tak jakby cos sie skonczylo lecz tego nie chcialem... to jest trudne do opisania... nie wiem ale moze mam tak ze jestem znudzonym realnym swiatem i pragne przenies sie do swiata z lekka nutka magii... co by bylo...ehhh

Powrót człowieka pierwotnego.
Efekty 3D i scenografia na duży plus. Fabuła na minus. Że wtórna, to pal licho, ale infantylna! W żaden sposób nie mogłem współodczuwać z dzikusami, którzy nie słuchają, w zamian posługujących się ,,modlitwami, które czasem zostają wysłuchane''. Żyć z nimi w lesie to zrezygnować ze świata obecnego, do którego jestem przywiązany i bardzo ucieszyłem się po seansie, że mogłem do niego wrócić.
Jak dla mnie, główna oś fabuły, to wciąż żywy kompleks Amerykanów wobec Indian (,,Tańczący z Wilkami''). A przybywający z wrednego--białego ludu marine staje się po krótkim (rok? pół?) nauczaniu bardziej ,,indiański'' niż tubylcy. Ujeżdża stwory największych przywódców, prowadzi lud i szanuje władzę swojego rywala, skoro może zatrzymać przeznaczoną temuż kobietę.

haron29- Lucas albo Cameron:-)Ale tylko produkcją. Co jak co ale Altered Carbon to powieść w dużym stopniu o podłożu psychologicznym. Ergo, najbardziej w tej książce pasjonuje nie wątek głównej fabuły, ale świat, i jego konsekwencje oparty na jednej idei- ciało nie ma znaczenia, to tylko pojemnik. Implikacje jakie z tego wynikają są pasjonujące. A Lucas i Cameron, mają jednak tendecje do robienia uniwersalnych filmów,które mają trafić do jak największej ilości widzów. Wolałbym żeby reżyserował Nolan, albo Ridley Scott. Nota bene, najważniejszy news ostatnich lat to chęć Ridley'a Scott'a do nakręcenia fabuły "Wiecznej Wojny"- już się doczekać nie mogę.

Od autorki - dziękuję za wszystkie komentarze :)Również za interesujący (i tak obszerny) komentarz Internauty "slawek1207".
Cieszę się, że sprowokowałam do dyskusji.
Co do przypisów, zupełnie nie wiem, co jest nie tak...Jeśli ktoś wie, zapraszam na mego bloga.
Dzięki! :)

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:

newsy

zobacz wszystkie newsy

gorące newsy

magazyn