Dekada XXI w.: "Cholerne bachory" J.K. Rowling

Filmweb   |   autor: Marta Brzezińska   |    |   Artykuł
"Cholerne bachory" J.K. Rowling, czyli Harry i inni

No cóż, na początku muszę poczynić zastrzeżenie, że jestem chyba klasycznym przykładem "mugola", czyli godnego współczucia osobnika, który wedle cyklu opowieści dla dzieci o Harrym Potterze brytyjskiej pisarki J.K. Rowling, nie posiada zdolności magicznych i zapewne mimo tytanicznego wysiłku, nie nauczyłby się w życiu żadnego zaklęcia. Ba! W jego wyobraźni nie mieści się przypuszczenie, że jakikolwiek świat czarodziejów i magii może w ogóle istnieć. Jedyna możliwa do pomyślenia magia dla mugola to przecież ewentualnie maggi do zupy... Ale pamiętam, że na moje dziewiąte urodziny dostałam "Srebrne krzesło" C.S Lewisa, jedną z części "Opowieści z Narnii", o tych angielskich dzieciakach, które odkrywają inny świat, poza "tym" światem. Jakieś czary zatem, miały szansę na mnie spłynąć... Potem znalazłam zupełnie przypadkowo zbiór baśni białoruskich, w których bohaterowie łamali prawa fizyki oraz, w których – co już mniej nadzwyczajne – występowało dość obficie (ku radości zapewne każdego dziecka) słowo na literę "d" . Następnym przełomem była książeczka o tej jednej mało rozgarniętej, co to wpadła do króliczej jamy... Niestety, magiczne sztuczki cyklu powieściowego o Harrym Potterze objawiły mi się dużo za późno, bym mogła uratować jeszcze swoją mugolską duszę, w pełni docenić walory opowieści i rozszerzyć swoje prywatne czytelnicze "sacrum" i "profanum" czasów dzieciństwa.

   
Miałam możliwość przyjrzenia się magii historii o chłopcu-czarodzieju już dorosłym, trochę odpornym na wtajemniczenie okiem, gdy na początku nowego millenium zza bibliotecznego kontuaru musiałam zacząć niejako "służbowo" rozeznawać się jako tako w zawiłościach przygód młodego czarodzieja rodem z Wysp Brytyjskich. Później, do czytelniczego szaleństwa doszły filmowe adaptacje cyklu, co sprawę skomplikowało, ale i przyjemnie rozszerzyło moje obowiązki o rezerwacje płyt DVD z filmami. Na swój prywatny użytek, subiektywnie uznaję lata 2003 i 2004 za okres wyjątkowego zainteresowania historią (literacką i filmową) autorstwa J.K. Rowling, szczyt oczekiwania i emocji.


Idą młodzi (jeszcze młodsi)

photo.title Siedmiotomowa opowieść o alternatywnym świecie pełnym magii i o Harrym Potterze – pozornie zwyczajnym chłopcu, który okazuje się czarodziejem, przywołuje znane już wcześniej skądinąd – i co ważne – brytyjskie opowieści o dzieciach w roli głównej, jak choćby wymienione już "Opowieści z Narnii". Dodatkowo, książki (co ciekawe, brytyjskich autorów) takie jak "Władca much", "Jestem królem zamku", "Orkan na Jamajce", które przeszły do historii literatury jako niepokojące historie o ambiwalentnej naturze dzieciństwa, każą dorosłemu czytelnikowi (a także widzowi) uważnie przyglądać się każdej następnej, aspirującej do miana wydarzenia i (lub) kanonu dziecięcej opowieści.
   
Historia o Harrym prowokowała do szerokiej dyskusji, sytuując każde z wydań książki i premiery filmów opartych na książce w kontekście pewnego rodzaju wydarzenia. Trudno nie dostrzec, że dziecięcy odbiorca stał się niezmiernie ważny, dziecko, (a także nastolatek) stał się, ujmując nieco górnolotnie, "władcą trendów", odbiorcą, który chce być traktowany jak dorosły. Ma swój świat, swoich bohaterów, swoje kino, jest samodzielnym uczestnikiem kultury.
   
Harry Potter może być, jak sądzę, dobrym przykładem na to, jak bardzo dziecko stało się ważne w kulturze współczesnej, może być przykładem ogromnej "dziecięcej" emancypacji.


3 razy K: konsekwencja, kontynuacja i kondensacja
    
Pierwsza część cyklu w wersji filmowej – "Harry Potter i kamień filozoficzny" miała swoją premierę w roku 2001. Na barki reżysera (Chrisa Columbusa, scenarzysty fenomenalnego "The Goonies") spadła duża odpowiedzialność za nadanie wizualnego kształtu prozie Rowling, począwszy od właściwego doboru obsady filmu po wykreowanie ważnych elementów alternatywnego świata. Przy tym na tyle trafnie, by w tym kształcie mógł być kontynuowany w filmowych interpretacjach kolejnych części powieściowego cyklu. Od tego momentu kolejne obrazy musiały trzymać się wytyczonego szlaku, chociaż nieuchronnie różną się stylem i dynamiką.

   
Myślę, że warto zdać sobie sprawę ze skali przedsięwzięcia jako całości. Pierwszy film o Harrym Potterze jest z roku 2001, a pierwsza część filmu na podstawie ostatniego tomu z cyklu będzie miała swoją premierę w listopadzie w tym roku. Co więcej, adaptacje poszczególnych tomów książki dla dzieci można było rozpatrywać w kategorii poważnego wyzwania dla realizatorów, propozycje "reżyserowania Pottera" otrzymywali przecież nie tylko twórcy-rzemieślnicy znani z kina o charakterze przygodowym.
   
Warto zauważyć, że w tym samym roku, co "Harry Potter i kamień filozoficzny" na ekrany trafiła pierwsza część "Władcy Pierścieni" według Tolkiena, a w rok i w dwa lata potem następne części trylogii. Od roku 2001 mieliśmy w kinach renesans filmowych narracji dla dzieci, przygodowych opowieści, czerpiących z motywów o równoległych światach i wykorzystujących wątki fantasy. W roku 2005 na ekranach zagościły "Lew, czarownica i stara szafa", potem "Złoty kompas" (2007) oraz "Most do Terabithii" (2007). W roku 2008 na ekrany weszła kolejna część z cyklu Opowieści z Narnii – "Książę Kaspian", do tego należy doliczyć sporą ilość filmów telewizyjnych, oraz produkcję nie tylko amerykańską (niemiecki "Uczeń czarnoksiężnika").    
  

Filmowe opowieści o Harrym Potterze zostały niejako wzmocnione przez towarzyszące im premiery obrazów o podobnym charakterze, przez adaptację Tolkiena i triumf kina cyfrowego, widowiskowego, porywającego wizualnie a dodatkowo, co ważne, kina o charakterze seryjności. Jeśli przypomnieć sobie o popularności wszelkiego rodzaju nie tylko kinowych serii, książkowy i filmowy Harry Potter wydaje się wpisywać w ogólną współczesną tendencję. Warto też zwrócić uwagę, że opowieści o czarodzieju towarzyszyło wciąż napięcie i ciekawa promocja: z niecierpliwością oczekiwało kolejnych części książki, które autorka pisała niejako na bieżąco, następnie opasłe tomy znikały z księgarń wykupywane przez entuzjastów cyklu (obowiązkowo po nerwowym oczekiwaniu) i znów niejako w międzyczasie, ruszała filmowa produkcja, komentowana przez media…
  
photo.title   photo.title

Przyglądając się filmowemu Potterowi, widzimy wiele interesujących wątków, jednym z nich jest niezwykła efektowność, sprawność, kondensacja efektów, w tych filmach nie ma chwili przestoju,  mieszane są filmowe gatunki i konwencje. Mamy też często do czynienia w filmach z hiperbolizacją w stosunku do literackiego pierwowzoru, zwiększeniem efektu i dramaturgii, lub przeciwnie, z próbami stworzenia widowiska przeznaczonego dla jak najszerszej dziecięcej widowni, przede wszystkim efektownego, niekoniecznie kładącego nacisk na indywidualny styl reżysera, oryginalne zdjęcia, wierność faktom literackim.
   
Warto zauważyć, że niemal każda ze scen w filmach przynosi interesujące szczegóły, drobiazgi. To one wydają mi się bardzo ciekawe, sprawiają bowiem, że historia zaskakuje nawet dorosłego widza, którego uczestnictwo w rozrywce nie jest już kontrowersyjne a nawet – mile widziane.


Gadżet jest dobry na wszystko
   
Filmowy świat Harrego Pottera jest światem fantastycznych przedmiotów. Można się tu, jak sądzę, dopatrzeć też nieco ironicznego widzenia Wielkiej Brytanii. To kraj, w którym do szczegółu przywiązuje się dużą wagę, gdzie każdy przedmiot otrzymuje swoje użyteczne znaczenie, w którym każda pieczątka, każdy formularz gra swoją rolę, a Rowling chyba trochę z angielskich przyzwyczajeń i przywiązania do procedur pokpiwa. Przedmiotów-gadżetów mamy zatem nieprzebrane mnóstwo.
 
Przedmioty stereotypowo wiązane z uprawianiem magii, takie jak różdżki, kryształowe kule, dziwne rośliny, eliksiry znajdują tu swoje miejsce. Prócz tego mamy mnóstwo skomplikowanych mechanizmów cofających czas, interaktywnych, samo rysujących się map, gazet z ruchomymi fotografiami… Przedmioty codziennego użytku otrzymują dodatkowe role do zagrania, jak budka telefoniczna sprawdzająca się jako winda albo "świstoklik", czyli coś, co można określić hasłem: "dowolny-przedmiot-środkiem-lokomocji". Na marginesie dodam, że jest też na przykład samochód, model Forda bodaj z końca lat 50., który fruwa (jako żywo samochód ten przypomina mi Trabanta, cóż to byłaby za pyszna ironia – Trabant, który fruwa!).
  

Reżyserzy wyzyskują życie przedmiotów, by zaskoczyć widza, zadziwić efektownym trickiem, bo gdyby nie te wszystkie przedmioty, z ekranu wiałoby chyba nudą... A kino to ruch. Przedmioty, rekwizyty, kostiumy zapewniają go aż nadto.
   
To, co zastanawia, to starość tego świata, jego wyjątkowa wręcz anachroniczność. Młodzi adepci magii otrzymują i piszą listy (nie sms-y); fruwają niemal z prędkością światła ale… na miotłach. Czyżby tęsknota za światem mniej stechnicyzowanym, opartym na tradycyjnie przekazywanej wiedzy, nie wykluczając przesądów? Paradoksalne, bo oto widzimy elektroniczne kino w służbie gęsiego pióra, lecz kino popularne (młodzieżowe, a jakże!) odświeżyło ostatnio motyw wampiryczny, zatem – co stare, ciągle "jare".
 
Przyglądając się egzystencji Harrego Pottera "po drugiej stronie", można odnieść wrażenie, że poza interesującym, zabawnym kostiumem jesteśmy w istocie ciągle w starej dobrej Brytanii, w "naszym" świecie, filmowa konkretyzacja tylko to podkreśla –  wygląd szkoły, hierarchiczność, pochodzenie społeczne i "rasowe"... Ten świat czarodziejów jest troszkę takim światem z pchlego targu, antykwariatem, zakurzonym sklepem gdzieś przy londyńskim Bloomsbury, gdzie znajdziemy i winylowe płyty, i wypchaną sowę...


Witaj szkoło, żegnaj szkoło
   
photo.title Harry Potter to też opowieść szkolna – w sensie dosłownym i metaforycznym. Chłopiec przenosi się do świata, którego centrum jest (stara) szkoła z internatem. Nauki, które pobiera młody czarodziej (w szkole, "poza" domem rodzinnym) są, by tak rzec – życiowe. Należy pilnie się uczyć, panować nad emocjami, dorównać rodzicom – dorastać, to takie zadanie. Świat szkolnych opowieści w dziecięcej dydaktyce literackiej i filmowej znany jest każdemu, od "Serca" Amicisa po wspomniane "Opowieści z Narnii". Przyjaźń, waśnie, nauka i nieustanne próby charakteru – to brzmi aż nadto znajomo. Nikt nie wyjaśnia dzieciom, o ile mnie pamięć nie myli, po co właściwie uczą się na czarodziejów… Nie ma przecież takiej potrzeby.
   
Filmowy Harry Potter, czyli Daniel Radcliffe jakże często jest zdumiony, zaskoczony, wadzi się z samym sobą, nie umie sobie znaleźć miejsca… Młody aktor gra swego bohatera nieustannie w jakiejś emocji, płynącej często ze wspomnienia, ze złego snu. Kim jest groźny przeciwnik chłopca – Lord Voldemort? Może zwyczajnie, mężczyzną, "takim dorosłym" Harrym Potterem? Jestem jak najdalej od jakiejś interpretacji psychoanalitycznej, sytuującej bohatera jako chłopca, który nie chce dojrzeć czy też przeżywa różnego typu niepokoje "niebezpiecznego" wieku, lecz taka interpretacja wydaje się możliwa. Filmowy Harry to opowieść, w której aktorzy dorastają wraz ze swymi postaciami, cała seria ewoluuje, od dziecięcego (i dziecinnego) jeszcze "Harry’ego Pottera i Kamienia Filozoficznego" coraz bardziej w stronę konfrontacji z dorosłością,  a także w stronę dyskusji o nowej formule przygodowego kina i formule kina dla dzieci.


Na tle dotychczasowej sześcioodcinkowej serii filmów, według mnie wyróżniają się: "Harry Potter i więzień Azkabanu" według Alfonso Cuaron, a następnie "Harry Potter i Czara Ognia" wyreżyserowana przez Mike’a Newella. To niejako środek opowieści, od którego główny bohater zaczyna się zmieniać (nie tylko fizycznie).
   
Filmowa historia o Harrym balansuje między kinem dla dzieci a opowieścią dla nastoletnich widzów (i młodych duchem dorosłych), którzy powoli zaczynają domagać się krwi bohaterów i dramatycznych emocji. To oczekiwanie na kino, które byłoby zdolne pogodzić dziecięcość, bajkowość i dramaty na miarę dorosłego kina. Czy okaże się to możliwe, zobaczymy w listopadzie.

komentarze

Dodaj komentarz

Dawno nie czytałam żadnego artykułu/felietonu na temat Harry'ego Pottera.
Pamiętam,że najpierw obejrzałam pierwsze dwie adaptacje filmowe,a później przyjaciółka mi podrzuciła książki.I połknęłam "bakcyla".Była fascynacja,ale także pragnienie przyjaźni takiej jak ta ukazana w tej książce.
Ja osobiście uważam,że jeśli już ktoś chce oceniać Harry'ego i jego losy niech przeczyta książki a nie obejrzy filmy,bo to całkowicie coś innego.
Wg mnie najlepsze adaptacje przygód magicznego chłopca to Kamień filozoficzny i Komnata Tajemnic.Każdą następna została już strasznie okrojona.
Jest to dobra książka na oderwanie się od szarej.otaczającej nas rzeczywistości.

Świetny artykuł, naprawdę, użyłem go i powołałem się na niego w mojej prezentacji maturalnej. Zdobyłem 100%. Dziękuje.

Canthon, dziękuję. Wiesz za co? Za to, że udowodniłeś, że nie trzeba być fanatykiem, a jednocześnie można wierzyć! Niestety, częściej mamy do czynienia albo z zaślepionymi, albo z bardzo biernymi ludźmi. Nawet wśród duchownych. Naprawdę cieszę się, że wypowiedziałeś się na ten temat. ; )

Ale przecież to jest temat poświęcony Harry'emu Potter'owi. : ) To nie dział poświęcony religijności ani wyznaniom.

Dubito ergo cogito, cogito ergo sum...
Te słowa są Ci obce szanowny Amadeuszu, ponieważ w fanatycznym szale ślepo podążasz za wybranymi przez Ciebie i równie jak Ty fanatycznymi umysłami kościoła.
Kościół sam w sobie nie potępia bardzo wielu rzeczy, jednak zawsze znajdzie się ktoś, kto ma dany temat inną opinię niż jego zwierzchnicy. To jedynie przeniesiony na globalną skalę - dzięki szatańskim mediom, w tym internetowi;) - efekt wiejskiej ciasnoty, gdy dla zbiorowiska parafialnego ksiądz ważniejszy jest od Boga. Swoją drogą kościół zadbał o to by lud tak uważał, gdy w 1563 r. ustalono, ze tradycja Kościoła jest ważniejszym źródłem objawienia od Słowa Bożego.
Tak więc szanowny Amadeuszu pamiętaj, że owszem chwalebna jest obrona wiary i powinieneś czytać, by poszerzać swoje horyzonty... nie zapominaj jednak ZAWSZE starać się znaleźć teorię przeciwną do tej, którą właśnie poznałeś i dopiero po konfrontacji opowiedzieć się po jednej ze stron.
Tyle do powiedzenia a miejsca tak niewiele.
Pamiętaj Amadeuszu, że Jezus powiedział: "Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz? Jak możesz mówić swemu bratu: "Bracie, pozwól, że usunę drzazgę, która jest w twoim oku", gdy sam belki w swoim oku nie widzisz? Obłudniku, wyrzuć najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka swego brata." Łk 6, 41-42
A na koniec przytoczę Ci jeszcze słowa Dalaj Lamy do naszego Jana Pawła 2: "Katolicyzm to najpiękniejsza religia świata... ale niestety nie spotkałem jeszcze prawdziwego katolika".
Postaraj się zrozumieć najpierw sens swojej wiary, a dopiero potem nawracaj innych.
I nie odwołuj się do Biblii, bo jako 23 letni lektor kościoła katolickiego i członek RCSu znam zapewne więcej ksiąg niż zdołałeś przeczytać i uwierz mi, że nie znajdziesz w żadnej z ksiąg natchnionych potępiania wyobraźni samej w sobie, bądź też wyobrażeń, które nie są przeciw Panu skierowane; lecz jedynie potępienie tych, którzy Szatana czcić zaczynają. Amen

"(...)paru starych niewyżytych panów mogło oddawać się perwersyjnym badaniom, niewiast (przecież znak szatana musi się gdzieś znajdować, a jak już gdzieś to na pewno w pochwie! <na serio chciałbym żartować, ale tak to wyglądało>)(...)"

Mam jeszcze jeden genialnie pasujący przykład! Na stos z kobietą, albo do wody, a jak się uratuje to znaczy, że czarownica, a jak nie to znaczy, że mówiła prawdę... Oto prawdziwy surrealizm rzeczywistości inkwizycji.

"A poza tym widać, że nikt nie czytał z was opinii papieża Benedykta XVI na temat Pottera"

Myli się Pan, Panie Wolfgangu.

Osobiście lubię tą serię. Muszę przyznać, że natrafiłam na nią w bardzo trudnym dla mnie okresie. Ani nie sprowadziła mnie na "złą drogę", ani nic podobnego. Nauczyła mnie, że warto walczyć, kiedy ma się jakiś cel. Nauczyła mnie, że warto rozwijać siebie, swój umysł, swoje człowieczeństwo.

"(...)umysły osób które atakują wiarę i Boga są ograniczone, powiem więcej są już opętane.(...)"

Umysły ludzi, którzy nie potrafią zaakceptować różnic, które istnieją wśród ludzi, są dopiero ograniczone i opętane. Opętane przez ideologię, na którą patrzą bezkrytycznie. Nie każdy musi być wierzącym, nie każdy musi być wyznania katolickiego.

"Odsyłam wszystkich do kart Biblii, do Katechizmu Kościoła Katolickiego, do Kodeksu Prawa Kanonicznego(...)"

Odsyłam wszystkich do najbardziej okrojonego z wszelakich wiadomości zbioru. Odsyłam wszystkich do najlepiej ocenzurowanych ksiąg, które funkcjonują w naszym życiu. To prawda, że Biblia została skorojna. Wybrano tylko fragmenty, które zostały umieszczone w Bibli. To co czytamy na jej kartach jest tylko (oby tylko!) jedną dziesiątą całości. Wiele dokumentów jest przechowywanych w bibliotece w Watykanie i dostęp do nich ma tylko wąskie grono dostojników kościelnych. Część z nich funkcjonuje także w internecie, ale jest to nikły procent, który daje nam tylko wyobrażenie o całości watykańskich zbiorów. Nie mam zamiaru teraz opowiadać o wszelkich wiadomościach, które przeczytałam z różnych źródeł. Powiem jedno - przeciętnie ludzie, którzy są bardzo religijni, nie wiedzą większości rzeczy z tą religią związanych. Są to ludzie całkowicie bierni. A także tacy, jak Wolfgang nie są w posiadaniu takich danych. Wiara to nie tylko Biblia, to także wszelkie teksty, które powstawały w przeciągu dwóch tysięcy lat istnienia religii chrześcijańskiej. I rozgraniczmy, proszę bardzo, katolicyzm jako instytucję kościoła, a wiarę. Kościół Katolicki powstał w 325 r. n. e. na Soborze Nicejskim.

Nie przyszłam tutaj, aby ganić instytucję Kościoła Katolickiego, ale oczywiście wyszło inaczej. : ) To, czy wierzę, czy nie i w jaki sposób pojmuję zachowania dotyczące religii, jest to sprawą w największym stopniu indywidualną. Mówię tylko, że "Kod da Vinci" etc. autorstwa Dana Browna to totalna pomyłka, która nie powinna w ogóle być uważa za źródło w dysputach o religii.

Chciałam także zauważyć, że część ludzi wierzących nie posiada takich wiadomości o swojej wierze, jak ludzie, którzy są ateistami, albo poszukującymi. To wątpliwości są napędem człowieka. A ludzie, którzy stoją i bazują tylko na tym, co jest im podawane, zaczynają się cofać. To równia pochyła.

Benedykt XVI nigdy nie będzie dla Polaków takim autorytetem jak Jan Paweł II.
Tym bardziej w świetle afer, które wychodzą na światło dzienne, cytuję za Dziennikiem.PL :

"

W latach 80., gdy Joseph Ratzinger - obecny papież Benedykt XVI - był arcybiskupem Monachium i Fryzyngi, przeniesiono tam księdza oskarżanego o pedofilię - podaje dziennik "Sueddeutsche Zeitung". Ratzinger zasiadał w radzie, która to zaaprobowała. Tymczasem ksiądz-pedofil nie zaprzestał swych zboczonych praktyk. "

Więc kim jest naprawdę Twój wzór cnót wszelakich ???

"Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle" (Mt 10, 28). Adekwatny cytat do całej sytuacji

Żadna książka nie jest groźna dla ludzkiej wiary, jeśli potrafi się rozgraniczyć, co jest dobre, a co złe oraz jeśli czytając książkę nie weźmiemy treści za prawdę (mowa o Kodzie da Vinci oraz Aniołach i demonach). Co do ofiar w chrześcijaństwie, to powiem tylko, że II wojna światowa pociągnęła za sobą więcej ofiar niż wszystkie grzechy chrześcijaństwa. Hitler i Stalin byli ateistami. Ateizm niesie więcej zła niż którakolwiek religia i są na to dowody.

A z wolnej woli należy mądrze korzystać!

Skoro każdy ma prawo do wyrażania swojej opinii, to również i ja. A poza tym widać, że nikt nie czytał z was opinii papieża Benedykta XVI na temat Pottera

Wolfgang_Amadeusz_Mozart:
"Nie słucham Radia Maryja, to po pierwsze, a po drugie, to umysły osób które atakują wiarę i Boga są ograniczone, powiem więcej są już opętane. "

Ograniczony wydaje mi sie, ze jestes ty,majacy klapki na oczach, tylko Biblie masz w glowie, a tak naprawde jej nie rozumiesz, piszac na forum takie rzeczy tylko psujesz humor milosnikom HP, co z "nie rob drugiemu co tobie nie mile", albo z wolna wola, ktora zostala nam dana, jesli Bog istnieje, to on jest tym ktory nas bedzie oceniac, nie ty.

Btw: wiezien Azkabanu najlepszy!

chrześcijaństwo to sekta, która powinna już dawno zostać zakazana za wszystkie morderstwa, których się dokonali a obecnie za kradzież pieniądzy i niszczenie umysłów słabych ludzi.
Dowodów jest wiele jak i tutaj wpisy 'Mozarta'

A kto tu jedzie po wierze ???
Gdyby nie durne wpisy pana (samozwańca) Wolfganga Amadeusza Mozarta, to nikt słowem by nie wspomniał o wierz czy religii.
Nie toleruję tylko zakłamania.
Jak można mówić o głębokiej wierze i krytykować chociażby Harrego Pottera a mieć w ulubionych : Czarownice, Drakulę czy Martwy krzyk ???
Coś się nie zgadza panie Mozart !!!
A może to ty jesteś opętany, bo filmiki dosyć krwawe, aby prawić o moralności, głębokiej wierze i pokoleniu Jana Pawła II (z całym szacunkiem).

A tak na marginesie, nie należy zapominać, ze Harry Potter to posta fikcyjna, jak i cały świat wymyślony przez Rowling.

Amadeuszu drogi :) czy nie uważasz, ze książki Dana Browna są dużo groźniejsze dla Twojej wiary ?

Ja po przeczytaniu dwóch pierwszych ( a przypadek zrządził, że były to w kolejności : Anioły i demony i dopiero potem Kod Da Vinci ) zacząłem zastanawiać się czy on ma coś do kościoła.

No cóż sądzę, ze Twoje oświecenie nie doszło, ąż tak daleko, dlatego skupiłeś się na lżejszej literaturze.

To niedobrze, kiedy człowiek zatraca świadomość, co jest faktem, a co fikcją.
To tyle.
Przemyśl zanim odpiszesz.

ciężko się to czyta.. akapity pobudowane z 1-2 zdań.. tragedia

Wolfgangu Amadeuszu, jest wiele książek fantasy, a to że paru księży sobie powiedziało, że akurat HP jest złe to o niczym nie świaczy. Uważasz, że kler jest zawsze nieomylny i jego działania są szlachetne? A przepraszam bardzo, o czym słyszymy w ostatnich tygodniach, że co się dzieje w kościele? Nadal uważasz, że zawsze kler ma rację, to może niedługo będziesz chciał zalegalizowania takich czynów, jakich ostatnio księża się dopuszczają?
Nie mówię, że jestem ateistą, w żadnym razie, ale uważam że zdania księży należy słuchać krytycznie, bo księdzem może zostać każdy, a nawet w takiej sprawie jak HP Kościół nie jest wewnętrznie zgodny, bo jak już wspomniałem nawet Jan Paweł II wypowiadał się pozytywnie o tych książkach.

Niestety genial widać, że jesteś ateistą

Mogliby pomyslec i animowanego Harrego wyprodukowac w kazdym odcinku jakies zagadki do rozwiazania mysle ze wypalilo by to

Dobra jestem wierzący, ale jednocześnie mam trochę oleju w głowie. Wystarczy tylko TROCHĘ pomyśleć, że jedynym prawdziwym powodem atakowania Harrego Pottera jest to, że odniósł taki kasowy sukces. Wydawanie książek typu "JK Rowling jest nałożnicą szatana, a jej książki uduszą Twoje dzieci!!" jest dosłownym oddzieraniem kuponów od sukcesu.
Gandalf jest stawiany przez niektórych księży jako symbol dobra, a Aslan (który ma niejako być Jezusem) także używa magii i "starych praw", które też mają z magią coś wspólnego.
O ile dobrze pamiętam, Jezus głównie potępiał wyganianie magią demonów. Kompletnie abstrahując od tego, to to z czym mamy doczynienia teraz to pozostałości inkwizycji, która służyła głównie temu by paru starych niewyżytych panów mogło oddawać się perwersyjnym badaniom, niewiast (przecież znak szatana musi się gdzieś znajdować, a jak już gdzieś to na pewno w pochwie! <na serio chciałbym żartować, ale tak to wyglądało>) i tak samo tamte i te dzisiejsze, nie są zgodne z jakimkolwiek zdrowym rozumem.

PS.
Wolfgang_Amadeusz_Mozart
wiesz co to świat fantastyczny? zmyślony? Nie mów, że wiesz, bo Twoje posty świadczą o tym, że powinieneś postudiować kilka encyklopedii.

HARRY POTTER to bajka, MAGIA nie istnieje i nie sprowadzi na Ciebie SZATANA, ani innego demona/diabła/czegoś tam

Książki dzielą się bardzo ogólnie na dwa rodzaje: edukayjne i "rozrywkowe". Te pierwsze niosą nam dużą ilość wiedzy potrzebnej nam w nauce, w szkole i w życiu. Te drugie - "rozrywkowe", jak sama nazwa wskazuje - mają nam przynieść rozrywkę. Ćwiczymy wyobraźnię i przenoimy się w inny świat, by odpocząć. A aurat seria o Harrym, nie przekazuje nam żadnych złych treści. Przecież ani tam nie przeklinają, ani "dobrzy ludzie" nie zabijają. Pokazane jest tylko dobro i zło. I to powinno dać do myślenia wszystkim, którzy sądzą, że książki młodzieżowe są bez sensu i niosą złe treści.

Bardzo lubię te książki.Dużo czytam i odbieram książki jako rozrywkę. Czytałam także książki Browna dla mnie jego książki to fikcja literacka.A HP to opowieść dla małych i dużych dzieci.Ja nie widzę w magii czegoś złego, zawsze uważałam ze źli są tylko ludzie, to od nas zależy czy coś zostanie wykorzystane w złym lub dobrym celu.

To skoro wierzysz w magię, to dlaczego jeszcze nie skoczyłeś z okna z miotłą między nogami?

To mam nadzieję, że się nawrócisz efamon. Będę się o to modlił

Harry rządzi!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Co w przypadku, kiedy dla kogoś biblia jak i harry potter to fikcja literacka?

Nie twierdzę, że "Freddy kontra Jason" to jest dobry i szlachetny (w sensie mówienia o dobru) film. Oceniam tylko pomysł i napięcie podczas oglądania filmu.

W magię wierzę, bo mowa o niej w Biblii, ale też jest mowa o tym, że jest to zło wcielone i każdy kto używa magii (a nie ma magii białej i czarnej, jest sama magia) służy Szatanowi, nawet jeśli ma dobre myśli. Odsyłam wszystkich do kart Biblii, do Katechizmu Kościoła Katolickiego, do Kodeksu Prawa Kanonicznego i do książek mówiących szeroko o tym, np. "Wyznania egzorcysty", "Satanizm" etc

@Wolfgang_Amadeusz_Mozart - jeżeli to nie jest prowokacja, to ja Ci współczuję z całego serca. Pomijam fakt religii, wyznań i wierzeń bo to temat rzeka, ale hipokryzja dzisiejszych "chrześcijan" (i nie tylko) sięga zenitu. Skoro nie wierzysz w magię, to jak nazwiesz przemienianie wody w wino, chodzenie po wodzie i inne banialuki?
Ja tam wielkim miłośnikiem HP nie jestem, aczkolwiek za dzieciaka dobrze się te książki czytało. Sam nie wiem co myśleć o kimś, kto twierdzi, że H.P. to zło, ale filmowi "Freddy kontra Jason" daje ocenę 10. Wracaj na Onet człowieku.

Powołujesz się na pokolenie Jana Pawła II, zapominasz że On pozytywnie wypowiadał się nt. tych książek. Może jeszcze powiesz, że wg. Ciebie to on służył szatanowi.
A po drugie każda fikcja jest niebezpieczna jeśli ktoś ma za mało oleju we łbie, ale czy to powód by całkowicie zrezygnować z literatury? Nie, po prostu jak ktoś po przeczytaniu HP bierze miotłę i myśli, że na niej odleci to powinien zgłosić się niezwłocznie do lekarza. Ja jakoś, choć uwielbiam te książki i czytałem już cały cykl wielokrotnie jeszcze wiem, że mówiąc "Lumos" do patyczka nie uda mi się go zapalić i że nie ma co się obawiać Voldemorta, bo są to jedynie wytwory wyobraźni pani Rowling. I każdy, kto mówi, że HP to jest jakiś atak na Boga albo że to książka satanistyczna to ma poważny problem z odróżnieniem fikcji literackiej od rzeczywistości.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:

newsy

zobacz wszystkie newsy

gorące newsy

magazyn