Felieton: Walkiewicz o pojedynku Bigelow-Cameron

Filmweb   |   autor: Michał Walkiewicz   |    |   Felieton
WAŁKIEM NA ODLEW: BIGELOW, CAMERON I RYCERZYK NIEZGODY Choć Hollywoodzkie gwiazdy opanowały sztukę fałszywej kurtuazji do perfekcji, ten wieczór okazał się dla nich najtrudniejszym egzaminem. Niektórzy wytrwali z pokerową twarzą, innych zdradził język ciała. Quentin Tarantino starał się klaskać do rytmu, jednak myślami był w Północnej Dakocie. Oblicze Jasona Reitmana przypominało zaciśniętą pięść. Najlepiej poradziła sobie aktorska rasa, ale i tu zdarzały się dramatyczne boje z mimiką, która nagle uzyskała samoświadomość. A wszystko przez Jamesa Camerona i jego Złote Globy. Wiara w  sprawiedliwość umierała na raty: po nagrodzie za reżyserię, wytrwali w niej tylko kontrkandydaci do lauru za najlepszy film; po tym, jak Julia Roberts wręczyła twórcy "Titanica" najważniejszą statuetkę, przypomniał się aforyzm, że nadzieja jest dobrym śniadaniem, ale kiepską kolacją. Od razu wyszło na jaw, kto na Pandorze bawił się nieźle, a kogo ta przejażdżka przyprawiła o mdłości.   Cameron wkurzył zgromadzonych nie tyle zwycięstwem, co butą i bezkompromisową postawą. Porzucił strategię półśrodków, zrezygnował z bezpiecznej retoryki i autopromocyjnej przyzwoitości. Wybrał staroświecki wariant: veni, vidi, vici, w ten deseń. Najlepszą minę do złej gry zrobiła Kathryn Bigelow, reżyserka o imponującym doświadczeniu, wielkim talencie, wspaniałej urodzie oraz – last i bez wątpienia least – ex-małżonka Camerona. Na jej twarzy zagościł szeroki uśmiech. Mogła to być kwestia przyjacielskiej radości albo wyraz pewności siebie. To bez znaczenia, liczy się jedynie fakt, iż Bigelow stoi dziś przed szansą zdetronizowania "króla świata". W pojedynku "Hurt Lockera" z "Avatarem" międzynarodowa publiczność widzi starcie Dawida z Goliatem. Prolog już za nami – Cameron zgarnął Glob, Bigelow osiągnęła sukces jeszcze większy, bo jako pierwsza autorka w historii została uhonorowana przez Amerykańską Gildię Reżyserów. Statystyki są po jej stronie. W ciągu ostatniej dekady tylko trzykrotnie laureat nagrody Gildii nie kończył z Oscarem w dłoni. Jednak statystykom nie wypada wierzyć, co najdobitniej wyraził Aaron Levenstein, żydowski profesor, kronikarz organizacji humanitarnej IRC i autor tej oto mądrości: "Statystyki są jak bikini. Pokazują wiele, ale nie to, co najważniejsze". Wynik meczu Cameron-Bigelow będzie zależeć od kilku czynników, począwszy od oscarowego marketingu, na personalnych sympatiach skończywszy. Nie zapominajmy o konkurencji: "Bękartach wojny", "W chmurach", "Precious: Based on the Novel Push by Sapphire". Jest też polityczny wymiar tego starcia. Mimo gatunkowych różnic (delikatnie powiedziane), obydwa filmy są krytyką imperializmu, który utożsamiają z wojną i pokazują jako nieuleczalną chorobę Ameryki. Kręcąc film za XXX milionów dolarów, Cameron nie miał wielkiego pola manewru. Sięgnął po prostą alegorię, potępił zbrodnicze idee, wygłosił proekologiczne przesłanie i poszedł liczyć pieniądze. Bigelow, nie uciekając od formuły kina akcji, sięgnęła głębiej i zaryzykowała próbę redefinicji pojęcia bohaterstwa. Tam gdzie Cameron skończył, określając heroizm jako przymiot niezłomnego i pięknego ducha, twórczyni "Błękitnej stali" dopiero zaczęła. Jej saperzy są współczesnymi herosami, ale ciąży na nich klątwą obłędu. To "wojenni narkomani", których bohaterstwo jest okupione krwią niewinnych i napędzane szaleństwem. Ten rozbudowany, uniwersalny motyw zagwarantuje "Hurt Lockerowi" miejsce w klasyce (anty)wojennych utworów, poczynając od dokumentu Johna Hustona "Niech stanie się światłość", w którym podglądaliśmy kurację psychiatryczną ofiar II Wojny Światowej.  Czy jednak zapewni Oscara? Swojego uczucia do Jamesa Camerona nie muszę udowadniać. Wychowałem się z nim, poświęciłem mu pracę magisterską, puszczałem jego film na Nowych Horyzontach. Chciałbym się pysznić równie długim związkiem z Kathryn Bigelow. Niestety, zakochałem się w niej dopiero na festiwalu Camerimage, gdzie przedpremierowo pokazywano "Hurt Lockera". W pamięci mam jednak scenę z wyreżyserowanego przez nią kultowego sensacyjniaka "Na fali". Oto nonszalancki policjant Keanu Reeves zostaje przechytrzony i skompromitowany przez uciekającego bandytę. Z tej bezsilności i smutku, leżąc na ziemi, mierzy do pierzastych obłoków i strzał za strzałem, opróżnia cały magazynek. Wydaje przy tym długi, niosący zapowiedź rychłej zemsty, krzyk. Oby Kathryn Bigelow nie była zmuszona do podobnej desperacji, gdy Akademia wyda swój werdykt. 

zobacz też:

komentarze

Dodaj komentarz

a poza tym znacznie lepszy K19 Bigelow przepadł, i ktoś z obecnych go widział w ogóle? :F

etam, oba filmy od strony fabularnej nie reprezentują niczego zachwycającego. Avatar do mało ambitne s-f (raczej f, bo z s ma mało wspólnego), a Hurt Locker to kolejny film o tragedii wojny (koleeeeejny). Cała sprawa z 'walką' Bigelow/Cameron jest tylko po to żeby padająca gala oscarów miała oglądalność. no przecież widać że sprawa jest skrojona wręcz pod publikę. no co Wy ludzie... kto przed nominacjami kojarzył Hurt Locker? sporo osób, ale teraz znacznie więcej.

czipsy dwa - zgadzam sie z toba w 100%. Ja tez uwazam ze The Hurt Locker to film "do obejrzenia" i nic wiecej. Zdziwila mnie nominacja do oskara a ewentualna wygrna bylaby ogromnym nieporozumieniem. Biorac pod uwage rozczarowujace Bekarty Wojny(jeden ze slabszych filmow Tarantino niestety,choc jestem wielkim fanem jego kina) to jedynym kandydatem jest Avatar ktorym bylem zachwycony.

Nadrabiaj chłopie z tą Kathryn bo nie sposób się nią nie zauroczyć :)

Zastanawia mnie szał dotyczący "Hurt Lockera". Obejrzałam ten film jakiś czas temu i ani mnie nie porwał, ani nie zachwycił. Co więcej - uważam, że nie był szczególnie dobry, był po prostu przeciętnym filmem wojennym, kolejnym uderzającym z amerykańską martyrologię. Reżyseria? Kilka ładnych sztuczek i dobry montaż to dla mnie za mało. Najlepszy film? Było co najmniej kilka lepszych filmów wojennych czy odwołujących się do zbrojnego konfliktu, które nie dostały Oscara, żeby wymienić chociaż "Czas apokalipsy", "Szregowca Ryana" czy "Cienką czerwoną linię", a także tych, które Oscary dostały i z którymi "Hurt Locker" nie może się równać, jak "Pluton", "Most na rzece Kwai" czy "Łowca jeleni". Ale mogę sobie mówić cokolwiek - dla każdego filmu z dziesiątki znajdzie się rzesza osób, które uważają go za szrota. Ja "Hurt lockera" za szrota nie uważam - uważam go za film przeciętny, który na Oscara ani za reżyserię, ani za najlepszy film nie zasługuje.

Mam gorącą prosbe o wypelnienie 3 miutowej ankiety, pomoze mi to w napisaniu pracy magisterskiej, bede wdzięczny

http://www.moje-ankiety.pl/wypelnij/kwestionariusz/10866/

trzymam kciuki za Kathryn Bigelow!

Faktycznie może być tak, że wygra film, który większość postawiła na 2, 3 miejscu. Czyli mniej kontrowersyjny, a bardziej solidny, powiedziałabym. Stawiałabym przeto na "Avatar", ale kto tam wie. Wyjdzie w praniu jak to funkcjonuje.
Niemniej, byłabym przeszczęśliwa, gdyby wygrały "Bękarty", a najbardziej gdyby nagrodami podzieliły się z "The Hurt Locker". "Avatara" nie widziałam, obejrzę, mimo że nie przepadam za filmami w 3D (ot, tak już mam), a takie na przykład "Up in the Air" jest ok, ale jednak jak dla mnie, nie wyróżnia się.

Michale, zdajesz sobie sprawę, iż wymienione przez Ciebie filmy-kandydatury stanowią krytykę pozorną, w rzeczywistości podtrzymują zastaną ideologię. Avatar gdyba, THL egzystencjonalizuje, Bastardy fantazjują na temat przeszłości - ale te pęknięcia występujące w ramach ideologi pozwalają na jej właściwe funkcjonowanie. Dlatego w mojej opinii nie ma pewniaka. jak pięknie byłoby, gdyby twórca przeciętnego, ale za to nieudającego, że z czymkolwiek walczy 'up in the air' mogł odebrać statuetkę i pocalowac wszystkich w dupę...

woody2007 - to jednak trochę za duże uogólnienie.

ludzie, avatar podoba sie ludziom w wieku 12-19 lat.
natomiast hurt locker ludziom 19+ wieć avatar i hurt locker mają wg mnie takie same szanse.

Dołączam się do pytania. Gdzie można by przeczytać tą prace magisterską?

"poświęciłem mu pracę magisterską, puszczałem jego film na Nowych Horyzontach"

dobrze wiedzieć, że są jeszcze wśród krytyków ludzie bezpretensjonalni, którzy potrafią docenić prawdziwy geniusz, choć sam Avatar jest w tyle za pierwszym Termistrzem, Aliensami i Titanikiem

P.S.
można dostać namiary na tą magisterkę?

Wiecie co, ja jednak wolę porządną dawkę akcji i rozrywki cieszącej oko w dopieszczonym do granic Avatarze, niż nie do końca przemawiającą do widza i momentami na siłę "ambitną" wizję saperów w Iraku. Film mi się podobał, ale główny bohater to jakaś karykatura i nie wierzę, żeby znalazł się choć jeden taki w Iraku czy Afganistanie. Ostatnia scena właściwie nie wiem miała wstrząsnąć, a mnie zemdliła.
Jak już się tak rozpisałem to dodam, że koleś uzależniony od adrenaliny nie zachowuje się tak jak główny bohater w THL. Adrenalina to jedno a zgrywanie Rambo w filmie nakręconym a'la dokument to zupelnie co innego. Już w Demonach Wojny nasi byli o lata świetlne przed byłą Panią Cameron.

Przyznaję, że nie wiedziałem jak to działa. To zapewne zmienia nieco postać rzeczy. Choć nie rozumiem tego wciąż do końca. Nie wiem jaki jest cel takiego głosowania.
W każdym razie i tak wydaje mi się, że zwycięży jeden z tych dwóch filmów:)

Tutaj macie obrazową prezentację, jak to MOŻE zadziałać: http://www.usatoday.com/life/movies/news/2009-10-30-10oscars...

Kothbiro: być może inne filmy WCHODZĄ w grę. Zapomina się, że w tym roku zmieniono system głosowania i liczenia głosów w kategorii najlepszy film. Nie wystarczy już po prostu oddać głos na najlepszy film (i nie wygrywa po prostu ten, który ma najwięcej głosów oddanych na siebie). Teraz każdy akademik musi uporządkować filmy w kolejności od najlepszego - jego zdaniem - do najgorszego. Następnie głosy dzieli się na 10 "kupek", według tego, który film został umieszczony na danej karcie na pierwszym miejscu. Jeśli jakiś film zdobędzie w ten sposób ponad 50% głosów, liczenie się kończy, jeśli jednak nie, likwiduje się kupkę z najmniejszą ilością pierwszych miejsc i głosy te rozkłada się na pozostałe kupki według tego, które filmy zostały wymienione na tych kartach na drugim miejscu. Jeśli teraz jakiś film ma ponad 50% głosów, kończy się liczenie, jeśli nie - powtarza się to samo z dziewiątą pod względem ilości głosów "kupką", a głosy z niej rozkłada się według trzeciego wymienionego na kartach tytułu. Itd. Wątpliwe jest, moim zdaniem, by przy dziesięciu nominacjach i braku jednego wyraźnego faworyta (mamy ich dwóch - równie "wyraźnych") już w pierwszej turze udało się "Avatarowi" lub "The Hurt Locker" zdobyć ponad 50% głosów. A im więcej będzie tur - tym większe będą szanse tych filmów, które częściej będą wymieniane przez akademików na drugich i trzecich miejscach, niż na pierwszym - np. "Bękartów wojny".

avatar wygra, ale mnie sie duzo bardziej podobal Hurt Locker


avatar na 98%, 1 że hurt locker i 1 że bękarty

mi osobiscie z nominowanych filmow najbardziej sie podobaly Avatar (oczywiscie), The Hurt Locker, Up in the Air i Precious...Precious moim zdaniem odbada z walki o statuetke, zaskoczyc moze swiezy, nieswyczajny pelen klimatu Up in the Air. natomiast gora sa narazie Avatar i Hurt Locker...przyznam, ze THL jest czasami nudnawy i to go rozni od Avatara, ale ogolnie filmy pierwsza klasa, trzymaja w napieciu :) natomiast Inglorious Basterds.. filmik spoko, dobry - ale nie powalil mnie na kolana, po strokroc wole Tarantino za czasow Pulp Fiction lub Reservoir Dogs, spodziewalem sie poprostu wiecej od niego, i pisze to z bolem serca!

Wszyscy mówia tylko ze oskara za
najlepszy film i reżyserie dostanie Hurt Locker lub Avatar. Ale nie bez szans są Bekarty wojny i
W chmurach.

Gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta i w ten sposób Cameron i Bigelow pogodzić mogą "Bękarty Wojny" xd
Ale tak na poważnie to myśle, że Avatar wygra w cuglach.

Powiem wam - Avatar Avaterem, ale ja kibicuję Bękartom Wojny :P

Moja opinia: Avatar jest dobry (dałem mu nawet 8/10) jako całość (bez pieprzenia o formie i treści) ale i tak jest grubo przereklamowany. To po prostu dobra rozrywka (przy czym, widziałem lepsze) i niewiele więcej. Hurt Locker oczywiście ma większe ambicje ale moim zdaniem nie jest do końca udany. Jest nieco nudnawy, oklepany, pełen niedorzeczności i jakby brakuje mu fabuły. Jako całość (co podkreślam po raz drugi) jest gorszy od Avatara. Dlatego sytuacja jest prosta - Oscar dla Bękartów :)

Nic szczególnie oryginalnego w "THL" nie ma, ale jest klimat i porządna dawka zdrowego napięcia. No i pare wspaniałych wizualnie scen, przede wszystkim pierwsza scena eksplozji. Warto zobaczyć.

Nie ziom ja tylko żartuję sobie z filmu którego nie widziałem bo wszyscy mówili nie oglądaj, nuda :) I teraz zostałem pokarany nominacją i muszę go w końcu zobaczyć ;) Tak czytam o tym filmie i piszą, że jest o uzależnionych od wojny saperach, to od razu mi się kojarzy z hot shots albo z rambo, rambo tez nie umiał żyć bez wojny.

Negative skoro ty w hurt locker widzisz tylko film o saperach to sie nie dziwie czemu wolisz avatar :d

The Hurt Locker troche mnie zawódł, dużo lepszym filmem wg. mnie był Up in The Air..
Stawiam na Avatara :)

bez jaj co oryginalnego w filmie o saperach? W tym temacie wszystko powiedziano w zabójczej broni w scenie z kiblem i wierzowcem.

Kathryn Bigelow zasługuje na Oscara bo widać u niej postęp. Cameron i Quentin zaprezentowali stare produkty w nowym opakowaniu. Mimo tego, że zrobili to po mistrzowsku to jednak zaistniało zjawisko "samopowtarzalności". Obaj nie wykraczają poza "swoje nurty" co dobrze o nich nie świadczy.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:

newsy

zobacz wszystkie newsy

gorące newsy

magazyn