Filmweb sp. z o.o.
http://www.filmweb.pl/article/Filmweb+na+Era+Nowe+Horyzonty%3A+Dzie%C5%84+3-63232

Filmweb na Era Nowe Horyzonty: Dzień 3

  • Filmweb
  • autor: Michał Walkiewicz
  • Relacja
DUSZA Z CIAŁA ULECIAŁA

Trzeciego dnia festiwalu wkroczyliśmy w pustkę wraz z Gasparem Noe, wypasaliśmy kozy na włoskich pastwiskach, dowiedzieliśmy się, że nawet terroryści poddają się liposukcji i ponownie odwiedziliśmy nieszczęśliwych bohaterów "Happiness" Todda Solondza.

Nocne wojaże i grzebanie w odchodach, martwy płód i Tybetańska Księga Umarłych. Klip do kawałka "Smack My Bitch Up" zespołu Prodigy zmiksowany z hardkorową wersją "Nostalgii anioła" Petera Jacksona. Scena z perspektywy waginy podczas stosunku i kolejna – tym razem z perspektywy plemnika, zmierzającego do komórki jajowej. Wystarczy kilka słów, parę gestów i już wiemy, że jesteśmy w królestwie faceta, który podarował światu "Nieodwracalne".

enter.jpg
Witajcie w Tokio. Kamera odwiedza młodego dilera narkotyków. Rozgaszcza mu się w głowie, pozwala spojrzeć na świat jego oczyma. Rozmazane barwy, neonowa dżungla, gadki szmatki z przyjacielem, odlot po kwasie – rzeczywistość jak z wygaszacza ekranu. Wreszcie, śmierć. Niespodziewana i brutalna, początek nowej drogi. Ciało umiera, ale dusza rozpoczyna swoją podróż. Unosi się ponad budynkami, podgląda pozostałe przy życiu trupy – siostrę, przyjaciela, zdychających w rynsztoku dilerów i alfonsów. Wędruje w czasie i przestrzeni, dociera do głębszych warstw podświadomości żyjących i nieżyjących.

Szok umiarkowany, raczej znudzenie, gdyż film trwa dwie i pół godziny. Zaznajomieni z poprzednimi utworami Gaspara Noe – zwłaszcza z krótkometrażowym segmentem z nowelowego projektu "Destricted" – właściwie i ten już widzieli. Powracają tu leitmotivy i stylistyczne znaki firmowe: zaburzona chronologia, zamaskowane przejścia między ujęciami, kamera epileptycznie omiatająca ściany. A oprócz tego tunele, dziury i cały ten freudowski krajobraz. W idealnym świecie przed wejściem na salę każdy widz dostawałby skręta i trójwymiarowe okulary. Jednak nie żyjemy w idealnym świecie i seans "Wkraczając w pustkę" to dla publiczności chowanej na nowohoryzontowym wikcie żaden rarytas. Nihil novi, z dużej chmury mały deszcz.

lequatr.jpg
Był już symulator mnicha, przyszła pora na symulator pasterza. Z dala od Planety Noe żyje sobie stary dziad. Wypasa swoje kózki, robi kupę w wysokiej trawie, a po pracy ciężko choruje. Reżyser "Le Quattro Volte" wprowadza nas w meandry pasterskiej egzystencji, aby uzmysłowić istnienie odwiecznego kręgu natury, którego człowiek – nic się w tym względzie nie zmieniło od dziesięciu edycji festiwalu – wciąż jest częścią. Pasterz umiera, ale zaraz zastępuje go nowo narodzona kózka. I ona jednak szybko przenosi się na tamten świat. Pada bez ducha tuż pod samotną sosną, której od tej pory będzie przyglądać się kamera. Przynajmniej do czasu, gdy dumne drzewo stanie się mniej dumnym węglem drzewnym. W finale, człowiek usypie węgiel w wielką hałdę i wróci do swoich zajęć. Historia zatacza koło. Po wyczerpującej pracy pasterz będzie spał spokojnie, z kolei widz może się obudzić. Kolejna pozycja z konkursu zaliczona. Trudno czynić jej jakiekolwiek zarzuty. W końcu każdy ma swoje kino.

"W chwili prawdy naciśnie spust" – wyraża swoją pewność co do poświęcenia bohatera  Saddam Hussein. I tak, Ilich Ramirez Sacnchez (znany też jako "Carlos" oraz "Szakal") naciska spust. Raz za razem. Oprócz tego podkłada bomby, nosi się jak Che sprzed epizodu boliwijskiego i generalnie dobrze się bawi. Jak wielu terrorystów, odmalowanych w zgodzie z romantyczną optyką (patrz "Baader-Meinhof Complex" Ulego Edela), bohater przedstawiony jest jako człowiek niezachwianej wiary i w gruncie rzeczy swój chłop. W akcie miłosierdzia rozdaje zakładnikom kanapki, a z niektórymi pozwala sobie nawet na wymianę sarkastycznych uwag.  

Reżyser Olivier Assayas leci na złamanie karku i "odhacza" kolejne punkty z biografii. W skróconej wersji "Carlosa" (w Cannes pokazywano pięciogodzinną, Wrocław otrzymał "tylko" trzygodzinną) jest miejsce wyłącznie na tę galopadę. Nie zostaje rozwinięty ani wątek przemocy jako afrodyzjaku, ani ciekawy motyw "celebrycki". Carlos posiada w końcu wszystkie cechy gwiazdy, z arogancją na czele, co staje się zresztą przyczyną jego odejścia z Ludowego Frontu Wyzwolenia Palestyny. W najlepszej scenie filmu, mężczyzna, tuż po uwolnieniu porwanych przywódców szczytu OPEC, jest eskortowany do hotelu przez algierskie władze. Uchyla okno, zakłada ciemne okulary i naraz zostaje zalany gradem błyskających fleszy.

carlos.jpg


O takich dziełach mówimy wśród znajomych, że to "solidny chleb razowy". Rzetelne, przyzwoicie nakręcone, sprawdzają się jako kino oświatowe, ale nie znajdziemy w nich wiele więcej. Tylko tyle i aż tyle.

Lekkim rozczarowaniem okazał się natomiast nowy film Todda Solondza. "Życie z wojną w tle" to rzecz zgrabna i zabawna, nie ma w sobie jednak mocy "Happiness", którego jest nieformalną kontynuacją. Bohaterowie poustawiani są tu w absurdalnych pozach, ich życie przypomina sceniczny skecz. Trudno zgadnąć, dlaczego sensownie pozamykane wątki z poprzedniego filmu miałyby otwierać się ponownie. Autopastiszowe podejście Solondza nie przenosi słodko-gorzkich anegdot o emocjonalnych wykolejeńcach na inny poziom. Nie dowiadujemy się o postaciach niczego nowego, zaś wyszydzanie "fasadowości amerykańskich przedmieść" po raz pierwszy w karierze Solondza ma brzydki, elitaryzujący artystę wymiar. 

zycie.jpg
zycie2.jpg


Już jutro przeczytacie o nowym filmie Harmony’ego Korine’a (banda szaleńców gwałcących śmietniki? Dlaczego nie!) – "Trash Humpers", mainstreamowej duńskiej produkcji "Valhalla Rising" oraz kolejnym filmie konkursowym – włoskiej "Paszczy wilka" Pietra Marcello. Z kolei Agnieszka Jakimiak, tegoroczna zwyciężczyni Konkursu Mętraka (nawiasem mówiąc najmłodsza laureatka głównej nagrody w historii konkursu), zaprezentuje "Desperację" Fassbindera. Serdecznie zapraszam wszystkich zbłąkanych wędrowców!  

zobacz też: