Greek state of mind

Filmweb   |   autor: Piotr Szcześniak   |    |   Artykuł
Czy z upadku Grecji może wyniknąć coś dobrego? – Pewnie, z każdej katastrofy czy kryzysu coś wynika, będzie wreszcie lepiej, powstanie coś nowego, ale jak nisko trzeba upaść, by dotknąć ostatecznego dna? – mówił Yannis Economidis, autor "Nożownika", podczas zakończonego niedawno NYC Greek Film Festival.

Kolejne filmy młodych reżyserów z Hellady robią międzynarodową karierę i przechodzą niemal niezauważone w kraju pochodzenia. Giorgos Lanthimos, Athina Rachel Tsangari zbierają festiwalowe laury, równocześnie z marnym skutkiem walcząc w Grecji o finansowanie nowych projektów, pod względem budżetu porównywalnych zresztą do kameralnych polskich produkcji. Ten paradoks łatwiej wytłumaczyć, jeśli przyjrzymy się ich filmom. Eksperymentalne zarówno w warstwie narracyjnej, jak i estetycznej obrazy bez odpowiedniego klucza mogą zdawać się zakrapianą perfidnym czarnym humorem fantasmagorią. Żeby oswoić ich egzotyczny smak, trzeba nabrać dystansu, a o ten niezwykle trudno, gdy stoi się w samym środku przedstawionego świata. O ileż łatwiej zrozumieć pozornie dziwacznych bohaterów "Kła", gdy zdecydujemy się potraktować przedstawioną w filmie historię czysto metaforycznie – jako ilustrację  "stanu umysłu" współczesnej Grecji, procesu myślowego zapętlonego w głowie protestującego gdzieś w Atenach wściekłego i jednocześnie całkowicie zagubionego dwudziestolatka.

photo.title   photo.title
"Kinetta"

Otwierająca "Kinettę" eskapistyczna sekwencja niespokojnej wędrówki mężczyzny, ze słuchawkami na uszach i bez cienia emocji na twarzy, mknącego przez ohydną, podmiejską przestrzeń, jest symptomatyczna dla nielicznej, acz podejrzanie spójnej grupy młodych filmowców, nieopatrznie nazwanych przez kogoś grecką nową "falą". Pierwszy film Lanthimosa sygnalizuje problemy, które całkowicie zdominowały ostatnie lata w greckiej kinematografii. "Kinetta" to studium ruchów pozornych, relacji, które tylko wydają się do czegoś prowadzić, nieść znaczenie, posiadać ciężar. Z jednej strony starania bohaterów wyrażają nie do końca uświadomioną, być może wyuczoną, potrzebę pozostawania w związku zależności od innych osób, z drugiej ich zachowania – i te teatralne, jak choćby pokraczne odgrywanie scen zbrodni, i te zupełnie codzienne, np. wyścigi na gokartach czy seks – nie przybliżają ich w żaden sposób do zrozumienia drugiej istoty ludzkiej.

Bohaterowie odzwierciedlają pustkę i jałowość otaczającego ich krajobrazu – odrapanych, pustych hoteli, szarych trawników i wyglądających jak plac budowy plenerów. Ani dwoje rówieśników, ani starszy od nich o przynajmniej dwadzieścia lat reżyser amatorskich, teatralnych "mordów" nie potrafią, nie chcą, wyjść poza fasadowe role.  Trudno o zaskoczenie, skoro nawet uratowanie kogoś przed samobójstwem nie prowadzi ani do skrócenia dystansu, ani do wytworzenia jakiejkolwiek więzi, choćby poczucia odpowiedzialności za czyjeś życie.


Wyobcowanie bohaterów "Kinetty" koresponduje ze statusem wiecznego "obcego" centralnej postaci "Small Business of Going". Bohaterka pierwszego filmu Tsangari – Petra, urodzona w samolocie lecącym z Meksyku do Grecji, a więc w konsekwencji nigdzie nie zakorzeniona, nie potrafiąc nazwać domem żadnego miejsca na Ziemi, przywołuje całą gamę problemów ze skonfliktowaną tożsamością. W Grecji ów dysonans, próba sił – między potrzebą uwolnienia się od tyranii przeszłości, nazywanej przez Tsangari "swoistą formą narodowej nekrofilii", a paniką i bezradnością wynikającymi z poczucia dojmującej samotności staje się wspólnym mianownikiem całego pokolenia.

Tutaj każdy sam jest sobie okrętem i dryfuje w stronę samotności i odrętwienia. W "Kinettcie" (w dosłownym tłumaczeniu – "ktoś pełen energii") życie, przewrotnie filmowane na przemian statycznie i wyjątkowo ruchliwie, zdradza finalnie swoje nieuniknione dążenie do bezwładu.  Na torze gokartowym nie bez powodu mknie w tym samym czasie tylko jeden bolid, kolizja, interakcja z innym kierowcą jest tym samym niemożliwa i najwyraźniej zbędna. Jeździe towarzyszy cisza – dodatkowo sugerująca mechanicyzm kierowcy, całkowite wygaszenie emocji. Ta zachowawczość, niezdolność do przeżywania, wchodzenie w bardziej lub mniej kuriozalne role, to, jak twierdzi Lanthimos, prezent po przodkach, a może raczej efekt skrajnego wykorzenienia i okaleczenia młodych Greków. Czy jest jakaś nadzieja? Jeżeli nic nas nie łączy, to znaczy, że jednak coś łączy nas wszystkich, zdaje się mówić Lanthimos. Coś, cokolwiek.

photo.title   photo.title

Jakością wyróżniającą greckich filmowców jest jednak sposób dochodzenia do tej konkluzji – senny, instynktowny, oparty raczej na przeczuciu, wnioskach wyciąganych z bezwarunkowych odruchów. Ich bohaterowie mają niejasne przeczucie, że powinni do czegoś dążyć, coś czuć, starają się nauczyć tej sztuki, w odtwórczy sposób oswajają życie, które wydaje się obce i nierealne, jak podróż na Marsa, albo fascynujące jak tajemniczy świat fauny i flory przedstawiany przez Davida Attenborougha. Nawiązujący do tych przyrodniczych dokumentów "Attenberg" równie subtelnie diagnozuje, co przepisuje lekarstwo. Marina, córka umierającego na nowotwór architekta, traktuje ludzkość jako jeszcze jeden gatunek zwierząt. Bada ciało, język i zachowania z bezstronnością i zapałem naukowca, jednocześnie pamiętając, że jest zarazem badaczem i przedmiotem badania. Jej odrealniona, w pełni kontrolowana socjalizacja osiąga kolejny etap – wejścia w dojrzałość. Ryzyko tego ruchu jest olbrzymie, umierający ojciec jest przecież zawiedzionym światem i swoim własnym pokoleniem intelektualistą, który z pominięciem etapów pośrednich, w przyspieszonym tempie "post-industrializując" Grecję, skazał mieszkańców na samotność i wyobcowanie. Nie bez powodu Yannis Economidis, autor m.in. "Matchboxa" i "Nożownika" nazywa greckie miasta ziejącymi pustką, pełnymi klatek i krat potworami. Spyros opowiada Marinie: "to tak jakbyśmy zaprojektowali ruiny", usprawiedliwiając swoją rezygnację z udziału w społeczeństwie i tłumacząc seanse przedziwnych zabaw językowych i intelektualnych, za pomocą których przygotowywał córkę do stawienia czoła światu. Jakie życie czeka tych, którym nie dane było nabrać "attenbergowskiego" dystansu, wyraźnie widać w "Nożowniku" – głucha frustracja i niespełnienie prędzej czy później przeradzają się w przemoc. Przykład prowadzącego do zabójstwa pseudo-romansu Nikosa i Gogo pokazuje, jak daleko współczesnej Grecji do antycznych tragedii – odebranie życia nie jest tu wynikiem porywu namiętności, a tylko wykonaną w letniej temperaturze czynnością, która obywa się również bez wyrzutów sumienia.

photo.title    photo.title

Społeczeństwo jest najwyraźniej do tego stopnia przerażające, że trzeba się przed nim chronić za wszelką cenę. Przynajmniej do takich wniosków dochodzi ojciec, niekwestionowana głowa rodziny w "Kle", który konsekwentnie odcina dzieci od świata zewnętrznego. Poza barierą fizyczną – wysokim płotem otaczającym odosobnioną rezydencję – tworzy bardziej skuteczne bariery na poziomie języka i umysłu – nadaje słowom nowe znaczenia ("zombie" to "żółty kwiatek"), tłumaczy, że lecący po niebie samolot jest w rzeczywistości równie mały jak jego papierowy, puszczany na wiatr odpowiednik czy w końcu, że za bramą czyha potworna śmierć z ręki (a właściwie łapy) krwiożerczego kota. Oczywiście, razem z pozostałymi członkami rodziny staje się zakładnikiem zbudowanej fikcji, bo musi ją w nieskończoność podtrzymywać. Aby "dzieci" uzyskały samodzielność i decyzyjność, zgodnie z zasadami tytułowy kieł musiałby wypaść. Okazuje się jednak, że mimo opresyjnych reguł i pozornie totalitarnej konstrukcji ogniska domowego, podobnie jak w filmie Tsangari, w człowieku rodzi się nie do końca uświadomiona, instynktowna potrzeba wolności. Narzędziem rewolucji może być niemal wszystko – w "Kle" zapalnikiem dla starszej córki stają się oglądane potajemnie amerykańskie filmy akcji. Tylko cóż to może być za rewolucja? Przecież rówieśnicy ojca bohaterki "Attenberga", budując "przemysłową kolonię na zagrodzie dla owiec", też myśleli, że robią rewolucję. Za tę arogancję, twierdzi Spyros, płaci pokolenie ich dzieci.

Zgubny wpływ przeszłości uchwycił w chaotycznym montażu i notorycznych przeskokach czasowych Syllas Tzoumerkas w artystycznie nierównej, niestety, "Ojczyźnie". W atmosferze permanentnego konfliktu na trzech planach widzimy, jak niedostatki zamieniają się w błędy, a te w dalszej perspektywie prowadzą do patologii. Niezrównoważony, niepanujący nad napadami agresji Stergios jest przecież efektem zaburzeń swojej matki. Źródło jej problemów psychicznych pozostaje dla widza ukryte, ale zdaje się wskazywać na umierającego starca, ojca rodu. Atmosfera niezrozumienia i nieuniknionej konfrontacji potęgowana jest przez ciągłe przeskakiwanie kamery między rozmówcami i sugestywne zderzanie obrazów rodzinnych kłótni z materiałem telewizyjnym z gwałtownych zamieszek. Tzoumerkasowi wyraźnie żal manifestantów – jak mają zapanować nad wzbierającym w nich gniewem, skoro poprzednie pokolenia zostawiły ich samych sobie, równocześnie odbierając im jakąkolwiek moc decydowania o swoim losie?

photo.title   photo.title
"Kieł"

Każdy ma taką rewolucję, na jaką sobie zasłużył, drwi z Greków Lanthimos, nie odmawiając przy tym swojej bohaterce odwagi i sprytu. Ale okaleczeni buntownicy są z góry skazani na porażkę. Ich spontaniczny, zwierzęcy niemal odruch buntu, jest tylko impulsem, za którym nie idzie trwała zmiana. Umysły młodych rewolucjonistów nie są w stanie stworzyć niczego poza negacją świata rządzącego się absurdalnymi, obcymi wobec nich zasadami. Być może najbardziej pesymistyczna metafora trwających w Grecji wydarzeń to smutna finałowa epifania "Kła", wyzierająca z zamkniętego bagażnika ojcowskiego samochodu: innego świata nie ma. Przynajmniej nie dla nas. Czy zatem z upadku Grecji może wyniknąć coś dobrego? – Pewnie, z każdej katastrofy czy kryzysu coś wynika, będzie wreszcie lepiej, powstanie coś nowego, ale jak nisko trzeba upaść, by dotknąć ostatecznego dna? – mówił Yannis Economidis, autor "Nożownika", podczas zakończonego niedawno NYC Greek Film Festival. Ale jak długo będziemy musieli czekać? I ile niezaleczonych ran i ofiar pozostanie? Póki co, jedno jest pewne – im gorzej dla Grecji, tym lepiej dla greckiego kina.

zobacz też:

komentarze

Dodaj komentarz

Kieł to kompletny niewypał.

No i świetnie.Ja muszę w końcu zobaczyć "Kła",bo planowałam od dawna już.

Wpis został zablokowany z uwagi na jego niezgodność z regulaminem

Faktycznie, na pewno za wcześnie, żeby mówić o "nowej fali kina greckiego", ale chyba można powiedzieć, że kino greckie staje się obecnie tym, czym kilka lat temu było kino rumuńskie. Jak dla mnie "Kieł" był bardzo dobry, zaś "Attenberg" jest bardziej hermetyczny. Jestem ciekawe, jakie będą kolejne filmy tych reżyserów.

nikt nie mówi o horrorach?

Nie slyszalem o tych filmach wczesniej, szczeze mowiac nie przepadam za tego typu produkcjami bo przewaznie sa to autorskie pseudo dziela dla jakiejs waskiej grupy odbiorcow o losowych upodobaniach. Np Hiszpanski REC w ogole mi sie nie podobal, dla mnie to kupa totalna byla a wiele osob sie spuszczalo nad tym jakby to bylo nie wiadomo co.

Z kina europejskiego dla mnie rzadza Dunczycy ze swoja trylogia Pusher/Diler i Ameryka moze im lizac odbyt na okolo przez caly dzien a i tak nie wylize odpowiednio i do czysta

"attenberg" i "kieł" są ładne wizualnie, surowe, ale starannie wykadrowane. "kieł" mnie rozczarował, za dużo moim zdaniem było scen ukazujących zagubienie seksualne dzieci, brak rozmów, rozważać na temat świata - dziewczyna po obejrzeniu paru filmów wpada na pomysł wywalenia sobie zęba, to było moim zdaniem nielogiczne. "attenberg" podobał mi się, chociaż scenariusz faktycznie nie jest zbyt oryginalny.

Kieł miał duży potencjał, lecz był śmiertelnie nudny, z trudem dotrwałam do końca. Chyba spodziewałam się innych scen, jak dla mnie zmarnowali pomysł.

Ostatnio obejrzałem dwa greckie filmy - "Kieł" i "Attenberg". Rozczarowany pierwszą produkcją sceptycznie podszedłem do drugiej, aczkolwiek przekonała mnie do jej obejrzenia pozytywna opinia znajomej.

Nie byłem specjalnie zachwycony, moim zdaniem w "Kle" nie wykorzystano potencjału z pomysłu na film, który był naprawdę ciekawy, natomiast "Attenberg" niczym się nie wyróżniał. Ot smutna historia o życiu człowieka, który nie ma po co żyć.

Interpretacja symboli, głębokie postacie... chęci duże, ale czegoś zabrakło.

kwestia czysto techniczna: linki z odnośnikami do "Matchboxa" i "Nożownika" błędnie prowadzą do amerykańskich produkcji o tych samych tytułach. Poprawcie to

Greckie kino a kryzys? hmm.Taki Kieł jest filmem stwarzającym ogromne pole do interpretacji, wiec i odczytanie tego jako alegorii sytuacji grecji jest tyleż uzasadnione co IMO zbyt łatwe. reszty wymienionych nie widziałem, mam w planach attenberg i nowy film Lanthimosa.

''im gorzej dla Grecji, tym lepiej dla greckiego kina''

Ha, ja w ogole zacząłem śledzić sytuacje w Grecji, po obejrzeniu ''kła'', ale nie w sensie szukania jakichś analogii fabuły filmu do rzeczywistości spoleczno-politycznej, tylko zmartwiłem sie czy kryzys nie podetnie skrzydeł ambitnemu reżyserowi. Czy przy takiej zapaści finansowej znajdzie fundusze na tak niekomercyjne przecież filmy?

Ciekawy artykuł, dziękuję za niego. "Kła" niestety nie widziałem jeszcze, ale na "Attenberg" już się wybiorę.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:

zmierz Twój gust filmowy!

Oceń 50 filmów, a otrzymasz rekomendacje filmów w Twoim guście!

2009
2011-06-10
2009-05-18
2005
2005-09-09
2010
2010-09
2010
2011-11-25
2010-09-08

newsy

zobacz wszystkie newsy

gorące newsy

magazyn