HOLLYWOODLAND: Modelki z Fabryki Snów

Filmweb   |   autor: Marcin Pietrzyk   |    |   Artykuł
Choć bez modelek świat X Muzy po prostu nie mógłby się obejść, większość z nich traktowana jest jak zło konieczne.

Kino jest z samej  natury sztuką wizualną. Związane jest to z pięknem formy, w tym także formy ludzkiego ciała. Na przestrzeni epok definicja piękna ulegała zmianie, ale leżące u podstaw kanonów urody psychologiczne zasady pozostały niezmienne. Ludzie po prostu lubią patrzeć na pięknych ludzi.

Przyzna się do tego większość przedstawicieli klas niższych. Ich potrzeby są "proste": w kinie chcą oglądać męskich facetów czynu, seksowne babki oraz trochę akcji. Podobnie patrzą na sprawę ci najbogatsi. Piękno jest przecież synonimem dobrobytu. Tylko w klasie średniej sprawa jest bardziej skomplikowana. W kręgach pretendujących do intelektualnej elity przyznanie się do czysto estetycznych potrzeb kinowych jest największym faux pas, jakie można popełnić. Nikt z nich nie przyzna się, że "Błękitną lagunę" obejrzał dla prawie nagiej Brooke Shields. O nie! Zamiast tego rozprawiać będą o podobieństwie filmu do "Romea i Julii" i "Przypadków Robinsona Kruzoe" i o tym, na ile twórcom udało się ukazać byt człowieczy w warunkach cywilizacyjnej deprywacji.

photo.title   photo.title
"Błękitna laguna"

Większość producentów wie, gdzie są pieniądze i jak je wydobyć. Dlatego też wypełniają swoje filmy pięknymi ciałami, licząc, że przyciągną one szerszą widownię. Na świecie istnieje wiele agencji specjalizujących się w wynajdywaniu modelek do występów w filmach. Są to role epizodyczne bądź całkowicie nieme. Modelki zapełniają imprezy basenowe, plaże, kluby, dyskoteki i kawiarnie. W większości przypadków pozostają anonimowe. Ich zadanie jest proste: mają tworzyć estetyczne tło, które choć często przez widzów niedostrzegane, przekłada się na pozytywną ocenę całości.

Oczywiście kiedy rola modelek sprowadza się do bycia "żywymi akcesoriami", talent aktorski czy inteligencja schodzi na dalszy plan. W ten sposób jednak zamyka się błędne koło niskiej oceny ich aktorskiego potencjału. Jak jednak widać, znaczną część winy ponoszą w tej kwestii producenci i specjaliści od obsadzania ról. Nie zdejmuje to rzecz jasna odpowiedzialności z samych modelek, które w pogoni za pieniędzmi często rezygnują z nauki. Nie będzie przesadą, jeśli  powiem, że modelka z maturą jest tym, kim w świecie nauki jest osoba z dyplomem Harvardu bądź MIT.

To tylko rozrywka

Bycie anonimową statystką na planie nie jest oczywiście szczytem marzeń. Większość modelek liczy, że zostanie zauważona, że otrzyma ofertę "poważnej" roli. Części z nich się to udaje. Prawie zawsze są to jednak osoby, który wyróżniły się w świecie mody. A i wtedy "poważna rola" jest pojęciem względnym.

photo.title
Naomi Campbell

Podręcznikowym przykładem jest Naomi Campbell, jedna z sześciu supermodelek swojego pokolenia. W kinie pojawia się regularnie od początku lat 90. Konia z rzędem temu, kto bez zaglądania na jej profil jest w stanie podać tytuł choćby jednego filmu z jej udziałem. Jeśli już coś przychodzi na myśl, to pewnie jest to "Dziewczyna nr 6" – rzecz pamiętana raczej dlatego, że jej reżyserem był Spike Lee. Campbell wielką aktorką nigdy nie została. Osobiście za jej największy aktorski wyczyn uważam udział w teledysku Michaela Jacksona "In the Closet". O 10 lat za stara jak na upodobania piosenkarza (i nie tej płci co trzeba) mimo wszystko potrafiła wiarygodnie odegrać rolę uwodzicielki.

Gorszy los spotkał Elle MacPherson. Piękna Australijka zawojowała świat mody. Oczarowała też grupę trzymającą władzę w Hollywood, która na widok jej zdjęć trzymała się za co innego. MacPherson dostała swoją "poważną" rolę. I po premierze nikt nie miał się za co trzymać, tak bardzo oklapł entuzjazm, a jej dopiero co rodząca się aktorska kariera została żywcem pogrzebana. Cóż to za film? Oczywiście niesławny "Batman & Robin", w którym zagrała Julie Madison, miłość Batmana.

photo.title   photo.title
Elle MacPherson / "Batman i Robin"

Są jednak takie modelki, które mimo nieprzychylności mediów i widzów uparcie próbowały udowodnić, że są prawdziwymi artystkami. Ich aktorskich talentów nie sposób dziś ocenić. Nie ulega jednak wątpliwości, że publika nie zaakceptowała ich jako aktorek.

Czołową przedstawicielką tej grupy, wręcz jej nieformalną liderką jest Brooke Shields. W pewnych kręgach kontrowersje wzbudził jej udział w filmie "Ślicznotka", jednak w świadomości widzów pojawiła się dopiero wraz "Błękitną laguną". Wszyscy poszli obejrzeć film. Każdy mężczyzna pragnął mieć jej plakat. Nie przeszkodziło to jednak w wyśmiewaniu jej jako artystki, czego zwieńczeniem była nominacja do Złotej Maliny. Pierwsza, lecz nie ostatnia. Rok później ponownie dostała nominację za rolę w filmie "Niekończąca się miłość". W 1985 roku otrzymała dwie kolejne nominacje, z których jedną zamieniła na "nagrodę", a wszystko za rolę w filmie "Sahara". W 1990 roku dostała kolejną Złotą Malinę za "Wyścig Armatniej Kuli 3" oraz nominację dla najgorszej aktorki dekady. Jej późniejsze wyczyny aktorskie (poza rolą w sitcomie "A teraz Susan") zna raczej bardzo mała garstka widzów. Dopiero w "Nocnym pociągu z mięsem" dostała szansę powrotu do drugiej ligi, na razie trudno ocenić, czy z niej skorzystała.

photo.title   photo.title
Brooke Shields

Wiceprzewodniczącą tej grupy mogłaby zostać Milla Jovovich. Zabawne, ale swoją pierwszą nominację do Złotej Maliny dostała za rolę w filmie... "Powrót do błękitnej laguny". Później jeszcze dwukrotnie miała szansę zdobyć nagrodę: za "Piąty element" i "Joannę d'Arc". Jovovich ma jednak szczęście, że wyszła za mąż za reżysera, który za punkt honoru postawił sobie zatrudnianie jej w każdej swojej produkcji. Dlatego też na dobre i na złe stała się częścią popkultury za sprawą serii "Resident Evil".

photo.title
Milla Jovovich

Kilka modelek miało jednak więcej szczęścia i zostały zaakceptowane jako aktorki. Oczywiście z zastrzeżeniem, że są to aktorki kina rozrywkowego. Dobra prezencja i przynajmniej przeciętny talent pomogły, jednak o wszystkim zdecydowała ta jedna rola, która podbiła serca widzów.

Tak było z Famke Janssen. Choć w jej przypadku można mówić o dwóch rolach. Przełomem był występ u boku Pierce'a Brosnana w "GoldenEye". Jednak rola w "Bondzie" nie gwarantuje jeszcze sławy. Wystarczy spojrzeć na naszą rodaczkę Izabellę Skorupko, która w "GoldenEye" też wystąpiła. Po tym filmie obie panie przez chwilę szły tą samą drogą. Ku zapomnieniu. I wtedy Janssen dostała propozycję zagrania Jean Grey w "X-Men". Fani ją pokochali. W przypadku jej koleżanki z drużyny fani nie  byli już tak łaskawi. Niebieski strój Mystique wyglądał powabnie, ale nie obronił jej przed nominacją do Złotej Maliny za film "Rollerball".

photo.title
"Golden Eye"

Jeszcze lepiej niż Janssen radzi sobie w Hollywood Freida Pinto. Trudno sobie wyobrazić lepszy start. Pierwszą rolę kinową zagrała w "Slumdogu. Milionerze z ulicy". Widzowie i krytycy na całym świecie padli z wrażenia. Aktorka, być może trochę na wyrost, otrzymała nawet nominację do nagrody BAFTA. Pinto oczarowała wszystkich, łącznie z Woodym Allenem, który natychmiast obsadził ją w swoim filmie ("Poznasz przystojnego bruneta"). Wystąpiła też u Schnabela ("Miral") oraz w dwóch komercyjnych produkcjach – "Geneza planety małp" i "Immortals. Bogowie i herosi 3D".

Prawdziwe aktorki

Przypadek Pinto jest zbyt świeży, by już dziś oceniać jej artystyczny potencjał. Nie można wykluczyć, że jej popularność to kwestia krótkotrwałej mody, po której pozostanie tylko wspomnienie.

Zjawiskowo piękna Andie MacDowell, podobnie jak Pinto, była twarzą Elite Model Management. Zaczęła dobrze, choć nie tak rewelacyjnie jak jej młodsza koleżanka, rolą w "Greystoke: Legendzie Tarzana". W zasadzie należy to uznać za falstart, ponieważ jej kwestie zostały później zdubbingowane przez Glenn Close. Potem był epizod w "Ogniach św. Elma" i w końcu rola w "Seksie, kłamstwach i kasetach wideo", która przyniosła jej pierwszą nominację do Złotego Globu. Rok później została nominowana ponownie za "Zieloną kartę". Dwa lata później uznano ją najlepszą aktorką festiwalu w Wenecji (za film "Na skróty"). W tym samym roku zagrała w jednym ze swoich największych kasowych przebojów – "Dzień Świstaka". I w końcu rok 1994 i wielki sukces komedii "Cztery wesela i pogrzeb". Potem było już niestety z górki. Co prawda zagrała jeszcze u Wima Wendersa, lecz widzowie woleli oglądać ją w reklamach L'Oreal niż w filmach. MacDowell wciąż gra, ale mało kto o tym wie. Może remake "Footloose" to zmieni, choć osobiście bardzo w to wątpię.

photo.title   photo.title
Andie Mac Dowell / Charlize Theron

Obecnie modelką, która wybiła się najwyżej, jest Charlize Theron. To prawdziwy ewenement, ponieważ Theron nie podążała drogą typową dla dziewczyn z wybiegów. Przełom w jej nieciekawej karierze nastąpił dopiero, gdy zrezygnowała ze swego pięknego wizerunku, postawiła wszystko na jedną kartę i wystąpiła w "Monster". Ryzyko opłaciło się. Zdobyła nagrodę dla najlepszej aktorki na festiwalu w Berlinie, a potem Złoty Glob i Oscara. Dwa lata później była nominowana do Oscara i Globu ponownie za film "Daleka północ". Zachowuje równowagę, wspierając artystyczne dokonania kasowymi sukcesami ("Hancock").

Do grona "prawdziwych aktorek" zaliczyć też trzeba Cameron Diaz i Halle Berry, choć obie panie mają oddane grono przeciwników. Diaz jest jednak jedną z najlepiej zarabiających aktorek na świecie, a to oznacza, że filmy z jej udziałem przynoszą zyski. Do tego, będąc czterokrotnie nominowana do Złotych Globów (m.in. za "Gangi Nowego Jorku"), udowodniła, że ma talent. Berry także ma cztery nominacje do Globów, jednak jedną – tę pierwszą za "Wschodzącą gwiazdę" – zamieniła na statuetkę. Ma też na swoim koncie Oscara, którego dostała za rolę w filmie "Czekając na wyrok".

photo.title   photo.title
Cameron Diaz / Halle Berry

Jest taka scena w "Czarnej Wenus" Abdellatifa Kechiche'a, w której główna bohaterka staje przed sądem w Londynie. Jej partner biznesowy oskarżony jest o to, że traktuje ją w sposób uwłaczający ludzkiej naturze. Bohaterka występuje bowiem w tanim show, gdzie udaje dzikuskę z afrykańskiej dżungli. Kiedy przed sądem kobieta stanowczo stwierdza, że jest artystką, nikt jej nie chce uwierzyć. Ludzie wolą widzieć w niej ofiarę, obiekt przedmiotowego traktowania. Gdy upiera się przy swoim, ci, którzy jeszcze minutę wcześniej gotowi byli jej współczuć, teraz zajadle ją atakują i wyzywają.

Scena ta doskonale ukazuje stosunek publiczności do modelek próbujących swych sił w kinie. Choć bez nich świat X Muzy po prostu nie mógłby się obejść, większość z nich traktowana jest jak zło konieczne. Jest obiektem drwin, wyśmiewania i mocno przedmiotowego traktowania; wychwalane są jedynie ich fizyczne walory. Rzadko kiedy widzowie godzą się nazywać je aktorkami. Jeśli już to czynią, zazwyczaj opatrują ten termin cudzysłowem, podkreślając tym samym, że nie uważają ich za prawdziwe artystki. Czy zasłużyły sobie na takie traktowanie?

zobacz też:

komentarze

Dodaj komentarz

Ciekawy i rzeczowy artykuł.

propsy jak mało kiedy za motyw z jacksonem :D

nie bądźcie sztywni jak wasz idol

nie wiem po co te wstawki o Jacksonie i "trzymaniu się"? Miało być chyba śmiesznie..., a wyszło żałośnie. Ciekawy temat, ale popsuł mi Pan przyjemność jego czytania.

Na pewno nie po to oglądałam Błękitne Laguny, żeby pogapić się na nagich aktorów. Obie części zaliczają się do ulubionych filmów mojego dzieciństwa, chociaż nie wiem czy w oczach takich pwhażnych i ętelektualnych krytyków dodaje im to wartości :) Nie rozumiem też czepiania się Milli Jovovich. Wybitną aktorką nie jest, ale świetnie pasuje do ról, które dostaje, może z wyjątkiem Joanny D'Arc. Ale w Piątym Elemencie była fenomenalna. Nie wyobrażam sobie Leeloo (czy jak tam to się pisze) zagranej inaczej :)

"[...] na ile twórcom udało się ukazać byt człowieczy w warunkach cywilizacyjnej deprywacji." - możesz mi nie wierzyć, ale właśnie po to oglądałam "Błękitną lagunę", a nie po to, żeby się gapić na nagich aktorów. Zbędne szufladkowanie widzów, a tak poza tym artykuł OK.

Dobry temat, nie najlepszy artykuł. Jeśli by sięgnąć pamięcią wstecz, można znaleźć wiele przykładów za i przeciw postawionej tezie. Trochę powierzchownie, a szkoda.

Natomiast kwestia tego, czy modelki są dobrym "elementem" hollywoodzkiego krajobrazu - myślę, że tak. Dostatek urody nie oznacza z miejsca pustej głowy i braku talentu. Większość gwiazd Hollywood to piękności i trudno liczyć na to, że to miałoby się zmienić tak nagle - bo i po co? Może być i estetycznie, i ciekawie jednocześnie.

jeżeli już wspominasz coś o intelektualnej elicie, zachowaj dla siebie infantylne, zaściankowe żarty pijące do Michael'a.

http://www.facebook.com/questions/160730194023837/

prosze glosuj na Moody's !!! :)

Ciężkostrawny artykuł a szkoda bo temat bardzo ciekawy i daje pole do popisu.

Skorupko nie grała Mystique tylko Rebecca Romijn (wtedy jeszcze Stamos). Fatalny, nieśmieszny artykuł.

bardzo mi si epodoba podsumowanie artykułu, może uświadomi cos jednemu czy drugiemu

Po pierwsze: kilkukrotne jazdy po bandzie (uwagi o Jacksonie, koligacjach, "trzymaniu się") zdecydowanie poniżej poziomu
Po drugie: przytłaczająco szpanujące nagrodami (w ostatnim akapicie nazwa jakiejś nagrody jest chyba w każdym zdaniu) zawiera parę błędów (Brooke Shields) oraz nadużyć (nagrodę aktorską w Wenecji wraz z McDowell zdobyło 30 innych aktorów występujących w "Na skróty" - zbiorowy puchar Volpi). Zanim szpanujemy - sprawdzamy!
Po trzecie: po łebkach. Kilka przykładów, tępawych dowcipasów i...
Po czwarte: pseudointeligentna puenta z odwołaniem do "Czarnej Wenus". WTF is it about?

Innymi słowy - śmieć!

... Fajne )

Tak przelecieć temat po łebkach to każdy głupi potrafi, kiepski artykuł. Przez moment odniosłem wrażenie,że to copypasta z wp lub onetu z uwagi na poziom operowania językiem. Żenada.

CYCKI FOR LIFE!

niezły tekst przyznam że przeczytałem 1/3 i nie uciekłem ale dlatego że były fotki :-)

widzę, że nie tylko mi się ten tekst nie podobał (mimo, że ogólnie ze sprawą się zgadzam)...

Villamote: cytat "Jovovich ma jednak szczęście, że wyszła za mąż za reżysera, który za punkt honoru postawił sobie zatrudnianie jej w każdej swojej produkcji" dobitnie świadczy, że chodziło o Andersona - sprawdź sobie z kim najczęściej Milla pracuje (Besson tylko 2 filmy).
Jednak cała ta uwaga jest nie na miejscu, bo w Hollywood większość osób dostaje role po znajomości (nie ważne czy ich samych, przez wujka, czy obrotnego agenta), więc tak czy siak kompromitacja autora.

a gdzie angielka Kelly Brook? typowa modelka która występowała w kilku filmach (m.in. w Piranii 3-D) typowy przykład gdzie modelki najlepiej wypadają :)

lotr, najpierw naucz się pisać..

Właśnie pzreczytałem co Pietrzyk znowu kretynskiego spłodził... żenada.

@ Vladislava - wybrali podchwytliwe zdjecie :)

Autor zapomnial o pewnej postaci (byc moze celowo, aby paswalo do tezy artykulu). Oprocz Charlize Theron, jest jescze jedna Aktorka, ktora zasluguje na uwage- Sharon Stone. Zaczynala jako modelka, pozniej stala sie aktorka i zyskala uznanie na calym swiecie. moze byc przykladem że polaczenie uroda+ talent jest mozliwe.

Pan krytyk się mądrzy, a i tak to widzowie decydują czy film się podoba. Zresztą, czy wszystkie filmy muszą być festiwalowe?

Wzmianki o Jacksonie były bardzo nie na miejscu - bo nie są obiektywne - owszem moga być dla niektórych smieszne, ale z pewnością nie dla wszystkich. Poza tym nikt nigdy Jacksonowi niczego nie udowodnił - wiec te zdania tym bardziej nie pasują.
Maliny także nie są żadnym wykładnikiem złego aktorstwa - "zwycięscy" tych nagród to po prostu znani ludzie którym mozna dokopać bo tak jest fajnie.
Jovovich mimo wszystko bardziej kojazona jest z filmami niz wybiegiem.
MacPherson o ile pamiętam zagrała w całkiem udanym filmie pt Syreny - żenujący Batman był kilka lat później.
W ogóle artykuł nie jest zbyt dobry. Niektóre wymienione modelki nawet nie miały aspiracji stac się aktorkami - zaproszono je po prostu do filmu (np Campbell). Autor chciał być zabawny... a wykazał się stronniczością i brakiem wiedzy. Ja, który filmy oglądam z zamiłowania wiem chyba więcej na ten temat niż człowiek, którego jest to pracą ( w dodatku do artykułu się przygotowywał (chyba) a ja sobie z marszu piszę...

Wzmianka o Jacksonie jest skandaliczna - Pan Pietrzyk jest teraz dla mnie żałosny...

W tekście o Mili jest zły link do filmu Joanna d'Arc. Były dwa filmy pod tym tytułem. W jednym główną rolę grała Mila Jovovich w drugim Leelee Sobieska. Link jest do drugiego filmu.

Potknięcie w akapicie o Janssen. Wiem,że chodzi o Romijin w końcówce, jednak tekst został tak zbudowany, iż wygląda na to,że w dalszym ciągu chodzi o Scorupco.

Wzmianka o Majkelu i Naomi Campbell była świetna. To się nazywa mieć "ostre pióro".

shamar i Gr2Go; daję link do zdjęć z tej sesji http://www.gotceleb.com/charlize-theron/charlize-theron-scan...

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:

newsy

zobacz wszystkie newsy

gorące newsy

magazyn