Kino seksualnej przemocy

  • Filmweb
  • autor: Łukasz Maciejewski
  • Artykuł
Przemoc, śmierć i seks to bardzo filmowe zestawienie. W kinie seks staje się często stymulatorem życia, pruderia oznacza natomiast odmianę duchowej perwersji. Kino seksualnej przemocy pokazuje konflikt pomiędzy zahamowaniami dyktowanymi przez kanon kulturowych wzorców a realnymi potrzebami.

1.
Patrząc na czerwcowy repertuar naszych kin, można odnieść wrażenie, że nadchodzi miesiąc perwersji. W filmie "Kobieta, która pragnęła mężczyzny" młoda Dunka, fotograf mody, spotyka mężczyznę. To będzie seks od pierwszego wejrzenia.

Laura, bohaterka "Roku przestępnego", jest nudna jak prowadzone przez nią życie. Jakaś praca, jakieś jedzenie, jakieś kopulacje. Ale tylko do momentu, w którym na jej drodze pojawi się Arturo. Seksualne eksperymenty tej pary pójdą bardzo daleko. Zbyt daleko.

photo.title
"Rok przestępny"

Dziewiętnastolatce ze "Studentek" permanentnie brakuje pieniędzy. Jest ambitna, ma dobre oceny, pracuje na pół etatu, ale i tak ciągle nie stać ją na opłacenie czynszu, jedzenie, przyjemności. Wtedy zaczyna się puszczać.

W greckim "Kle" rodzice w laboratoryjnych warunkach przestronnej wilii tresują dzieci. Wmawiają im, że nie ma innego świata. Istnieje jedynie rzeczywistość, którą mogą objąć wzrokiem. W tym układzie związek brata i siostry nie jest aberracją. A kopulacja to przede wszystkim fizjologia.

2.
"Krwi sztuce potrzeba, krwi i bólu!" - pisał w "Próchnie" Wacław Berent. Bohaterowie adaptacji powieści J.G.Ballarda "Crash" w reżyserii Davida Cronenberga czerpali seksualną satysfakcję z samookaleczeń wskutek prowokowanych wypadków samochodowych. Uprawianie seksu w samochodzie to banał, chodzi o coś więcej. Przekroczenie, w ramach którego przedmiot - w tym wypadku samochód, staje się seksualnym partnerem, fetyszem.

Seksualny akt - na przykład w "Gorzkich godach" Polańskiego - ma w sobie coś obsesyjnego. Mimi goli partnera brzytwą, celowo go raniąc, a następnie wysysa jego krew. W "Imperium zmysłów" Oshimy jajko na twardo konsumowane jest wprost z krocza partnerki, a kiedy wskutek celowego duszenia, doprowadzającego erotyczną gorączkę do ekstremum, umiera kochanek kobiety, dziewczyna obcina nożem jego penisa. Zdaniem seksuologów fantazje te odnoszą się do pierwotnych instynktów, które Freud określał jako "instynkt śmierci".

photo.title   photo.title
"Gorzkie gody"

Georges Bataille pisał, że erotyzm rodzi się z przekraczania zakazu. W "Roku przestępnym" ostateczna rozkosz jest stygmatem śmiertelnym. Seks często łączy się w kinie ze śmiercią. Zbrodnie i przemoc powiązane są z rozkoszą i podnieceniem. Skoro nie obowiązują już żadne zakazy, a perwersja w każdej formie jest na wyciągnięcie ręki, jedynym, niedościgłym i ciągle tajemniczym punktem odniesienia wydaje się absolutny kres. Fetyszyzacja śmierci.

Kino pokazuje Erosa stojącego w sąsiedztwie Tanatosa. Agnieszka Holland mówiła niedawno: "Śmierć jest teraz najbardziej interesującym i najsilniej penetrowanym zjawiskiem w sztuce. To bardzo ciekawe zagadnienie: bo z jednej strony strach przed śmiercią jest dzisiaj silniejszy niż kiedykolwiek wcześniej, bardzo boimy się starzenia, rozpadu - desperacko, bywa, że w żałosny sposób, usiłujemy cofnąć biologiczny zegar; ale  z drugiej strony, fascynuje nas to, co ukryte. Niepokojący majestat śmierci ewokuje rodzaj erotycznej fascynacji".

W sztuce śmierć powiązana z miłością towarzyszy nam od wieków. Była  najważniejszym emblematem wielkiej tradycji romantycznej. Przypomnijmy - Werter Goethego popełnia samobójstwo, ponieważ nie może zdobyć Lotty. W "Fauście" Mefisto mówi: "Chcę na tym świecie oddać się w twe służby / Na twa skinienie krzątać się co tchu / Lecz gdy na tamtym świecie znów się ujrzymy / Ty mi oddasz, com dał tobie tu".

photo.title
"Salo"

Faust oddał diabłu seks. Czyli wszystko. Pier Paolo Pasolini w "Salo, czyli 120 dniach Sodomy", opisanych przez markiza de Sade'a libertynów, przebrał w mundury faszystowskie. Czworo nazistów nadzoruje orgię z udziałem kilkudziesięciu, starannie wcześniej wybranych, urodziwych dziewcząt i chłopców. Nic, co nieludzkie, nie będzie im zaoszczędzone. Seks to tortura. Seks to śmierć. Zygmunt Kałużyński pisał, że w filozofii de Sade'a chodziło o "ostateczną analizę emocji erotyzmu, największej siły, jaka istnieje w biologii człowieka". Markiz, mnożący potworności o podłożu seksualnym, dotarł do ostatecznej wolności w sferze popędów.

Zniknęła zupełnie radosna feeria szczerbatych naturszczyków "Trylogii życia" Pasoliniego. W "Salo" dominuje negliż psychiczny i fizyczny. Wystudiowane kadry kryją metaliczny chłód literackiego pierwowzoru, w którym de Sade, zamknięty w lochach Bastylii, opisywał rozmaite zboczenia i zwyrodnienia z pełnym dystansem, jakby sporządzał rejestr urzędniczych przychodów. Pier Paolo Pasolini, zamordowany tuż przed premierą "Salo", powtarzał, że jego zdaniem faszyzm był analogicznie  skodyfikowany do rejestru obsesji de Sade'a. Ludobójstwo, przynajmniej w pierwszych latach drugiej wojny światowej, było regulowane z chirurgiczną  precyzją. Schludnie, solidnie, na czas.

W sadystycznych (to pojęcie pochodzi oczywiście od nazwiska de Sade'a) scenach "Salo" również nie ma niczego podniecającego. Co najwyżej przerażenie, bierne, bezsilne współuczestnictwo widza. Reżyser wykorzystał muzykę klasyczną, choćby Chopina i Orffa, do ilustracji sadycznego misterium. Narratorki w "Salo" podczas coraz dotkliwszych wykładów znieważają nie tylko naiwność dziewczątek i "chłopiąt", ale także religijne insygnia, które w filmie zyskują funkcję seksualnego aksjomatu.

Finał "Salo" oznacza ostateczne przesilenie. Czas życia się wyczerpał. W sztucznej rzeczywistości założonej przez "rasę panów", nazistowskich dygnitarzy, największym tabu pozostawał akt seksualny traktowany jako erotyczna satysfakcja. Seks musi boleć, jak przemoc. Po wyczerpaniu wszelkich perwersji z katalogu de Sade'a, w tym poniżającego aktu koprofagii, ostatnim akcentem przekroczenia jest śmierć. W torturach, w męce, bez miłosierdzia.

3.
Ona ma na imię Olga i jest typową ukraińską krasawicą. Ma blond loki, duży biust i niezłą pupę: wszystko jak trzeba. Kiedy przyjedzie z ukraińskiego piekła do wiedeńskiego nieba, okaże się, że niebo było jednak zupełnie gdzie indziej. On (Pauli) ma niezłe bicepsy i chyba nic poza tym. Ciężko idzie mu myślenie, nie potrafi znaleźć (albo utrzymać) żadnej pracy. Kiedy z ojczymem przyjedzie w interesach na Ukrainę, zrozumie, że austriackie piekło bywało jednak niebem.

photo.title
"Import/Export"

"Import/Export" Ulricha Seidla jest jedną z najdotkliwszych w ostatnich latach filmowych opowieści o fizjologicznym splocie uzależnień życia i perwersji umierania. Seidl mnoży w tym filmie sceny, od których cierpnie skóra. Seksualna przemoc zestawiana jest z bolesnymi sekwencjami z udziałem umierających, rzężących i złośliwych pensjonariuszy oddziału geriatrycznego w wielkim wiedeńskim szpitalu. Uśmiech przywołującej ciągle mamę staruszki niesie tę samą wstrząsającą prawdę, co wymuszony grymas wykorzystywanej seksualnie przez ojczyma Paula, przerażonej ukraińskiej dziewczynki. Ten tik wyraża całe zło świata: przemoc i okrucieństwo oraz ponurą konkluzję, że innego świata i tak już nie będzie.

Kiedy oglądałem "Upały", wcześniejszy, wybitny film Seidla, miałem wrażenie, jakbym czytał prozę Thomasa Bernharda albo oglądał jedną z kongenialnych teatralnych adaptacji Bernharda autorstwa Krystiana Lupy. Przy "Import/Export" to odczucie jeszcze się wzmocniło. Wiedeń i Ukraina w "Imporcie/Exporcie" wyglądają jak Wolfsegg z "Wymazywania" Bernharda. To "hasse liebe" – znienawidzona miłość, jak mówią Niemcy. Dwa światy, które stają się taką samą matnią. Wiedeń z jego sterylnym uporządkowaniem i Ukraina. Tam schludna sprośność, tutaj żałosna, perwersyjna matnia. Plus brud, syf i ubóstwo.

photo.title
"Import/Export"

Największe wrażenie w tym zimnym, nieludzko biologicznym filmie robią jednak sceny, w których do głosu dochodzi niezaplanowana czułość. Taniec Olgi ze staruszkiem albo piosenka, którą śpiewa przez telefon do zostawionego na Ukrainie synka. Znamy ją dobrze z wykonania Ireny Santor: "Serce - to najpiękniejsze słowo świata". Z "Importu/Exportu" Ulricha Seidla trzeba koniecznie zatrzymać w pamięci te czułe drobiny. I trzymać się ich kurczowo, jak ostatniej nędznej wysepki liryzmu na morzu wynaturzenia. Inaczej chyba zwariujemy.

4.
Anais Nin, bohaterka "Henry'ego i June" Kaufmana, wchodzi w relację erotyczną  zarówno z Henrym ego Millerem, jak i jego żoną. Miller to intelekt, June - cielesność. Rozedrgana,  nieobliczalna myślowo i emocjonalnie Anais, stanowi dopełnienie tej dychotomii. W "Skazie" Louisa Malle'a sztywny filister pchany siłą Erosa wpada w ramiona kochanki swojego syna. Tutaj również rozprężenie symbolizować będzie dopiero śmierć jednego z bohaterów zaangażowanych w erotyczny tercet.

Tytułowa "Madame Satã" z filmu Karima Ainouza zespala przeciwności. Jest gwałtownym mężczyzną i przegiętą divą; gubi tożsamość seksualną po to, żeby odnajdywać tożsamość serca. A jej serce bije niespokojnie w rytm nerwowego życia na ulicach Lapo, przeklętej dzielnicy Rio.

photo.title
"Madame Satã"
 
Karim Ainouz prowadzi widzów zakazanymi dzielnicami, gdzie kwitnie rozpusta, śmierdzącymi rynsztokami, brudnymi melinami. Lata trzydzieste ubiegłego wieku: w Rio de Janeiro ciągle trwa karnawał, którego uczestnicy tańczą swoją straceńczą capoeirę. Taniec w Lapo jest spełnieniem erotycznym, ale także wyrokiem: życia lub śmierci. Ale życie jest tutaj często udręką, a śmierć – oddechem, bo w Lapo nie ma czym oddychać. Zapach najtańszych perfum bardzo tanich dziewczyn, miesza się z potem ich alfonsów, burdele są tancbudami, przedszkola – sierocińcami.
 
W takich okolicznościach poznajemy Madame Satã, czyli João Francisco dos Santosa. To muskularny Murzyn (Lázaro Ramos), który drwi z nakazów i zakazów, szydzi z norm i konwencji. Kocha facetów, ale kocha także kobietę w sobie.  Jest dumny i niezłomny. Nie zmieni go więzienie, nie zniszczą ludzie. Madame Satã na pewno dokończy swój hymn. To będzie pieśń o zwycięstwie.

João jest bohaterem wyjętym z prozy Geneta. Ten sam typ. Złodziej i homoseksualista, który z bujnej przeszłości – karierę prostytutki rozpoczął w wieku dziewięciu lat; nieobliczalnej teraźniejszości – był kucharzem w burdelu, bojownikiem i wrażliwym ojczymem gromadki dzieci; zbudował legendę przyszłości. W historii João czerwień jest kolorem perwersji, błękit - cieniem nieba, którego w Lapo nie zobaczymy nigdy, żółć - przeczuciem piekła nieustannie towarzyszącego bohaterom filmu. Ale w niebie jest nudno, za to w piekle gorąco, zmysłowo i brutalnie.

5.
Philip Roth pisał w "Everymanie": "Mamy tylko ciało, które rodzi się i umiera na wzór innych ciał, które żyły i poumierały przed nami".


Tęskniąc za arcydziełami znacząco spoglądamy wstecz, zwracając się w stronę chwalebnej przeszłości kina. Tymczasem wielkie filmy ciągle jeszcze się pojawiają. Najczęściej przechodzą niezauważone. "Jego brat" Patrice’a Chéreau to według mnie najwybitniejszy film minionej dekady.

Wyznanie miłości antycypuje śmiertelny pocałunek. Kiedy bracia powiedzą sobie już wszystko, jeden z nich, ciężko chory Thomas, wejdzie do wody. Obmyje życie. Przywita śmierć. Zniknie.

Thomas jest chory – umiera. Luc do niedawna wydawał się bratu chory – bo był gejem. Jednak perspektywa niewzruszonego finału zbliża tę dwójkę. Złogi dawnych pretensji, żali i niedopowiedzeń grzęzną teraz w marzeniu o bliskości, która będzie ponad erotycznym spazmem, obok rodzinnych konieczności. Bliskości, która nie wymaga żadnych przymiotników, grupuje wszystkie. Jest jednocześnie czułością, spełnieniem, pożądaniem, ale także wielkim egoizmem, gdyż braterska miłość Luca i Thomasa ruguje spoza ich świata najpierw banalnych, niepotrafiących zrozumieć śmierci syna rodziców, potem oddaną dziewczynę umierającego, wreszcie wrażliwego kochanka Luca. Zostają tylko oni. Thomas i "jego brat". Cały świat; świat pełen ludzi, zdarzeń i głosów, z wolna minimalizuje się do podpatrzonej przez mikroskop szpitalnej izolatki, w której nie ma miejsca na ludzi, zdarzenia i głosy. Jest tylko jeden głos. Głos brata.

Gorzki, ponury film Chéreau, będący adaptacją znakomitej powieści Philippe’a Bessona, uświadamia, że kino ciągle może jeszcze zadawać pytania najistotniejsze. Boli, wzrusza, rani. Najbardziej wstrząsającą sceną filmu jest nieskończenie długa sekwencja golenia Thomasa przed operacją. Sala, dwie pielęgniarki, maszynka do golenia, krem. Rytuały dręczenia ciała Thomasa pokazane z perspektywy dręczącej się duszy Luca. Trzy, cztery minuty smutnego spektaklu nędznej doczesności. Cztery minuty, a przecież jakby cała wieczność...

photo.title
"Królowa Margot"

Wydawało się że temat śmierci, choroby i umierania, został w kinie dostatecznie zbanalizowany. To nieprawda: odwieczne, mitotwórcze tematy czekają tylko na artystę, który autentyczny żal zamieni w artystyczną pełnię. Film Chéreau przywrócił godność zdesakralizowanej w popkulturze tajemnicy śmierci. Zanurzony w cielesności mówił o uczuciu, które spełnia się poza seksualnością. Kamera Erica Gautiera nie oddala się na odległość kroku i widok twarzy Thomasa oraz cierpiącego ciała wypełnia cały ekran. Patrice Chéreau, autor pamiętnej "Królowej Margot" oraz "Intymności" pokazał śmierć, która jest częścią życia. Nie ma w niej patetycznego majestatu, kirowej płachty, a zamiast religijnych lamentów ponad żyjącymi unosi się przejmujący głos Marianne Faithful śpiewającej o tym, że każdy początek jest początkiem końca, a nowe życie – pierwszym krokiem w stronę śmierci.



komentarze

dodaj komentarz
  • Tekst dobry ale niech ten temat już zejdzie ze str głównej bo już nie moge patrzeć na to zdjęcie o_O

  • Ja tam wolę pornola obejrzeć, niż te filmy!

  • Devir, filmy pokazują świat w jakim żyjemy, więc nie można uciec od pokazywania "ekstremum", bo ono także istnieje. Sensem tworzenia takich obrazów jest, jak dla mnie, zmuszenie oglądającego do refleksji, czasem nad tematami z których istnienia nie zdaje sobie sprawy. Nie jest to moim zdaniem przekroczenie granicy, a jedynie pokazanie, że jej nie ma lub, że sami decydujemy, gdzie chcemy żeby była. a poza tym, brawo dla autora za tekst

  • Świetny tekst. Niezwykle inspirujący. Jeden z najlepszych jakie tu można przeczytać. Brawo Autor!

  • Inport/export - zajebisty obraz, ze specyficznym klimatem. Salo... gdzie "nekromantic" czy "august underground" ? Jak można pominąć takie filmy pisząc artykuł o przemocy i seksie ? W "Salo" opiera się na de Sadzie(częściowo) więc ten film ma coś więcej do przekazania(teoretycznie). W ww. filmach przemoc i seks osiągają ekstremum i żadne filozoficzne gadania nie jest dla mnie przekonujące, że te filmy mają jakiś głęboki przekaz - mają szokować, obrzydzać - nie rozumiem sensu tworzenia i oglądania takich obrazów(biorąc pod uwagę psychologię kina i widza oglądającego film) i myślę że pewna granica w tych obrazach została przekroczona. Jak ktoś jest mądrzejszy niech mi to wytłumaczy.

  • Trudno już znaleźć dobry film w którym nie ma pornograficznych upiększeń. Obecnie filmy "ambitne" nie różnią się wiele od filmów pornograficznych, no chyba jedynie budżetem i fałszywą otoczką artyzmu. Przykładowo, wg mnie `erotyzm` np. Lynch`a miał w sobie coś mistycznego. ` Hmm.. sam nie wiem co o tym myśleć. Wydaje mi się, że dzisiejsi `artyści` nie maja już wiele do zaoferowania znudzonemu widzowi bazują więc na najprostszych popędach. Tania sensacja zawsze dobrze się sprzedawała. Cóż, jak pisał Ernst Fischer: "W upadającym społeczeństwie sztuka, jeżeli jest autentyczna musi również odzwierciedlać upadek.."

  • dzięki za kilka tytułów o których nie miałem pojęcia...

  • przekrojowo=zdawkowo, ale ogólnie wyłowić można ciekawe tytuły, a temu chyba ma służyć ten tekst (mam nadzieję). Zabrakło mi tu wyraźnie choćby wzmianki o twórczości Catherine Breillat - w zasadzie ta postać powinna niemal otwierać rozważania n/t seksu i przemocy w kinie.

  • mk34 - Takie "Imperium zmysłów" jest mądrzejsze od twoich Requiemów i Ryanów.

  • Osobiście nie lubie nadmiaru seksu czy przemocy w filmie. Dla mnie służą one w zdecydowanej większości tylko celom marketingowym - żeby można było napisać w reklamie - super kontrowersyjny i perwersyjny!!!!, Mega krwawy i ostry!!!! itp. Dużo bardziej szanuje filmy które potrafią przyciągnąć widza w bardziej subtelny, nienachalny sposób. Nie sztuka zrobić dobrze sprzedający się film o dziwkach puszczających się na prawo i lewo przy setkach scen akcji z lejącą się krwią i efektami w 3d. Sztuka jest zrobić dobry film np o szacunku syna do ojca który się sprzeda. Chwytanie się nadmiaru seksu czy nadmiaru przemocy to takie łapanie się deski ostatniego ratunku - "nie mamy dobrej fabuły, aktorzy gówniani, praca kamery leży - to chociaż wrzućmy do tego wiele seksu i przemocy a napewno nasz film się sprzeda!!!"

  • Hassliebe nie jest 'znienawidzoną miłością' "jak mówią Niemcy", to zjawisko kulturowe, to mieszanina miłości i nienawiści, jak yin i jang, nie ma światła bez mroku, łączenie przeciwieństw, które w ostatecznym wymiarze stapiają się w jedno.

  • @duude - nie zabrzmiała seksistowsko, tylko wolałam sprostować, wielu osobom nie chce się sprawdzać płci w czyimś profilu ;) fakt, trudno przedstawić w miare wiernie miłość na ekranie, ale równie trudno jest pokazać seks z jakąś dawką brutalności i (sic!) miłością jednocześnie. bo zwykle jak już seks i brutalność, to brak fabuły albo brak wgłębienia się w psychikę... a jak jednak ta analiza psychologiczna gdzieś jest, to robimy film skrajny i przedstawiający ekstremalne aspekty takich relacji. ale to fascynuje tłum. ;) czyli ogólnie zgadzam się, poza fragmentem o tym, że brutalny seks to od razu tylko wymiana płynów ustrojowych. zależy rzecz jasna, o jak daleko posuniętej brutalności mówimy, ale w ograniczonym stopniu jest to jak najbardziej możliwe w relacji dwojga ludzi, którzy darzą się jednak uczuciem. :) oczywiście każdy ma na to swój własny pogląd i nikomu do łóżka z butami i swoimi poglądami nie mam zamiaru wchodzić, ale nie popadajmy w skrajności. :)

  • Zgodzę się z tobą duude. Tego typu filmy są trochę jak wypowiedź Larsa Von Triera w Cannes, zwracają uwagę i szokują, co nie oznacza, że są mądre i dobre.

  • Wszystko świetnie, ale warto by było wspomnieć o jakimś kontrowersyjnym filmie. :P "Gorzkie gody", "Import/Export", filmy Chereau, czy "Crash" nie szokowały chyba nigdy (?), "Imperium zmysłów" - może kiedyś, ale dzisiaj - wcale. Nawet osławione "Salo" - poza dwiema scenami jedzenia kału - nie robi już większego wrażenia. Nie oceniam tutaj jakości tych filmów (właściwie wszystkie są wartościowe, część wręcz znakomita), ale jednak "seksualna przemoc" jest tematem na tyle... kontrowersyjnym, że pewnie ktoś nakręcił na ten temat coś, co nawet dziś ogląda się z trudem. :P

  • "Jeżeli to "panowie" było do mnie - ostatnim razem kiedy sprawdzałam byłam kobietą ;) artykuł jest faktycznie z taką manierą" Jeżeli ta wypowiedź zabrzmiała seksitowsko, to oznajmiam, że nie miałem takiego celu. :) "zgadzam się też, że zrobiła się teraz jakaś nieszczęsna moda na epatowanie nagością i przemocą, ale pewnie nie pójdzie to dalej - nie jest to nic nowego i moim zdaniem jakby miało się stać o wiele gorzej, to nastąpiło by to już dawno. nie pójdzie to dalej - nie jest to nic nowego i moim zdaniem jakby miało się stać o wiele gorzej, to nastąpiło by to już dawno." Jakaż zaściankowość bije z Twojej wypowiedzi! I ten konserwatyzm! To nie moda, to uwalnianie się z więzów, które narzucił kościół! A tak na poważnie, to tak jak powiedziałem i w czym trochę zgadzam się z panem Maciejwskim: to nie pójdzie dalej, bo dalej już raczej nic nie ma. A sama fetyszyzacja się nie przyjmie, bo ona z góry zakłada, że seks i brutalność dominuje nad fabułą. Problemem wielu filmów, które starają się pokazywać brutalność i seks jest to, że często są to mało absorbujące historie. Mają może jakichś zarys, szkic, co odróżnia je od pornografii, ale to zdecydowanie za mało, by nazwać je pełnoprawnymi filmami. Poza tym - samo opisywanie seksu jest moim zdaniem żadnym wyzwaniem. Seks to powierzchowność, a rolą artysty jest sięganie głębiej. Dlatego uważam, że dużo trudniejszym zadaniem dla artystów jest opisanie prawdziwej miłości. To, że łatwo wtedy popaść w banał, nie oznacza, że trzeba ten temat porzucać na rzecz kręcenia filmów o brutalnym seksie - czynności, który jest jedynie wymianą płynów, zaspokajaniem żądz. Nie wiem, dlaczego wielu stawia znak równości pomiędzy kochaniem się, a seksem.

  • @duude jeżeli to "panowie" było do mnie - ostatnim razem kiedy sprawdzałam byłam kobietą ;) artykuł jest faktycznie z taką manierą "napiszę pseudoartystycznie o czymś kontrowersyjnym, będzie fajnie", zgadzam się też, że zrobiła się teraz jakaś nieszczęsna moda na epatowanie nagością i przemocą, ale pewnie nie pójdzie to dalej - nie jest to nic nowego i moim zdaniem jakby miało się stać o wiele gorzej, to nastąpiło by to już dawno. a irytujące jest to, że niektórzy popadają w paranoję pt. "seks i brutalność to zbrodnia". nie musi to przecież być wyrywanie języka. zaraz dojdziemy do tego, że od tyłu to tak po barbarzyńsku, bo ciężko w oczy patrzeć i powinno się tylko czułe słówka szeptać, a wszystko inne to dewiacja ;)

  • Nonsens, dyletanci prócz Salo nie oglądają innych filmów Pasoliniego. Przyciąga tych ciekawskich ich aura kontrowersyjności. Crash i Imperium zmysłów to również intrygujące filmowe wypowiedzi. I wartościowe.

  • Ciekawe jest też to, jak niemal zawsze krytycy pozostają w kontrze do zapatrywań widzów. Jak analizują i rozkładają na czynniki pierwsze to, co zazwyczaj się ludziom nie podoba. A przecież praca krytyka nie polega na pisaniu do szuflady, on żyje z tego, że ktoś czyta jego artykuły. Zobaczmy zatem oceny kilku filmów(stan na 9.06.2011), jakie wziął na warsztat pan Maciejewski Import/Export 6.8 Salo 120 dni Sodomy 5.6 Rok przestępny 4.8 Crash 6.2 Imperium zmysłów 6.0 Studentki 6.2 Skaza 6.9 Autor podał także kilka dobrych tytułów, np. "Gorzkie gody" Polańskiego, czy "Królowa Margot". Zakładam, że tych filmów nie oceniali wcale dyletanci. Wąpię, żeby przeciętny zjadacz popcornu kiedykolwiek sięgnął po Pasoliniego. Konkluzja jest taka: nie wydaje mi się, żeby epatowanie, a nawet fetyszyzowanie brutalnego seksu kiedykolwiek się w kinie przyjęło. Oczywiście, krytycy będą mówili, że to niebanalne, ale jeśli nawet - to, czy niebanalny oznacza od razu: dobry? Artystyczne? Pojęcie względne, bo dla każdego artyzm to, co innego. Być może w pewnych kręgach jest to modne, ale czy trend usprawiedliwia wszystko?

  • Im bardziej kontrowersyjny film - tym większy artysta. Dodaj trochę nagości, szczyptę pieprznej brutalności, a otrzymasz niebanalne dzieło, wyzbyte z konwenansów i mitów. Panowie, turpizm miał swój szczyt dwa wieki temu - teraz to nikogo już nie rusza. To w średniowieczu było tak, że jak pokazano nagą kobietę, to uważano kogoś za kontrowersyjnego.

  • graviton wez sobie trzepnij i nie kozacz bo przezywasz jak cie ktos pojechal w necie hahahaahahah

  • @Lantaluin - intrygujące, ludzie od wieków próbują zdefiniować sztukę i określić jej funkcje, a Ty tutaj ślicznie sobie założyłeś, że ma inspirować i być "ładna", a nie np. gorsząca, bo to fuj i cała reszta to nie sztuka. ;) rozumiem, że przedstawiciele takiego np. turpizmu to degeneraci i ze sztuką mają wg Ciebie tyle wspólnego, co wiewiórka ze Sputnikiem? ;)

  • "Georges Bataille pisał, że erotyzm rodzi się z przekraczania zakazu. W "Roku przestępnym" ostateczna rozkosz jest stygmatem śmiertelnym. Seks często łączy się w kinie ze śmiercią. Zbrodnie i przemoc powiązane są z rozkoszą i podnieceniem. Skoro nie obowiązują już żadne zakazy, a perwersja w każdej formie jest na wyciągnięcie ręki, jedynym, niedościgłym i ciągle tajemniczym punktem odniesienia wydaje się absolutny kres. Fetyszyzacja śmierci. " No tak, a do czego dojdzie za 10-15 lat? Strach pomyśleć. Jednak pewnie, jak to zwykle w historii było - po osiągnięciu jedną skrajność, odbija się w inną skrajność (np Szwecja - od sterylizacji gejów po hipertolerancję, która powoli zaczyna ludzi frustrować...)

  • Ludziom się nudzi i tyle. Bestialstwo, przemoc i łączenie tego z seksem cieszy tylko małe umysły. I tak, uprzedzę ironiczne docinki. Ja jestem zajebiście mądry, wykształcony i erudyta pełną gebą... <ziewa>

  • ale mi podniosło ciśnienie pierd....ne Emo...nie mogę

  • @Lantaluin zgadzam się...Pan enxlol to koleiny frustrat pokroju Fritzla chyba, któremu przydało by się przetrzepać skóre i wytłumaczyć co jest normalne a co chore

  • co tu rozumieć panie enxlol ...chory to jest ten co nawet ogląda takie kretyństwo..chcesz to może pogadamy osobiście bohaterze? Zapraszam do Wrocławia to sobie pogadamy:) Oj dawno komuś nie wytłumaczyłem nic ręcznie:)

  • haha smiech poprostu , nie pasuje to won nie czytac , graviton jest przykladem czlowieka chorego - nie rozumie a pie...li .

  • Chore filmy dla chorych ludzi. Nie wiem jak można kręcić takie świnstwa. Sztuka powinna inspirować, rozwijać, budować, a nie być odzwierciedleniem chorych fantazji ich twórców. A łączenie przemocy z seksem, erotyką, to już normalnie zbrodnia... Brak słów jakim świecie żyjemy.

  • Swoją drogą, miałam dzisiaj wyjątkowo obrzydliwe koszmary. Zakładam, że to przez ten artykuł, któremu, tak przy okazji, brakuje pointy. Ale przynajmniej dowiedziałam się o istnieniu kilku wcześniej mi nieznanych filmów.

  • To zdjęcie jest nieodpowiednie a artykuł średni

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
WTF:false,ads:true