Mam odwagę opowiadać historie - spotkanie z Wimem Wendersem

-   |   autor: Marcin Kamiński   |    |   Wywiad
Gościem honorowym tegorocznego Warszawskiego Festiwalu Filmowego jest Wim Wenders, którego film "Nie wracaj w te strony" został pokazany na otwarciu imprezy. Dziś reżyser spotkał się z dziennikarzami.

"Jestem jednym z nielicznych reżyserów w Ameryce, którzy mają odwagę opowiadać w swoich filmach ważne historie" - mówił o swojej pracy reżyser. "Większość hollywoodzkich produkcji to dziś kosztowne, wypełnione efektami specjalnymi ekranizacje bądź produkcje przygotowane według sprawdzonych pomysłów i receptur, których celem jest zarobienie pieniędzy. Nie ma juz zbyt wielu filmowców uprawiających takie kino, jakie lubię".

Najnowszy film Wima Wendersa "Nie wracaj w te strony" opowiada historię podstarzałego aktora, przebrzmiałej gwiazdy westernów Howarda Spence'a (Sam Shepard), wyruszającego na poszukiwanie dorosłego już syna, którego jeszcze nigdy nie widział. Dociera do Doreen (Jessica Lange), kobiety którą kochał przed laty i do Earla (Gabriel Mann) - ich wspólnego syna - który odrzuca nowopoznanego ojca. Co więcej, poznaje Sky (Sarah Polley), która prawdopodobnie jest jego córką z innego przelotnego związku. Sytuacje komplikuje pojawienie się prywatnego detektywa (Tim Roth), który ma odstawić Howarda na plan filmowy, z którego ten zniknął bez słowa.

"To jeden z moich ulubionych filmów" - mówi o "Nie wracaj w te strony" Wim Wenders. "Wreszcie mogłem pracować na planie z Samem Shepardem nie tylko jako ze scenarzystą, ale również aktorem. Dysponowaliśmy budżetem w wysokości 11 milionów dolarów, który zapewnił na komfort i spokój pracy".

Reżyser dużo mówił o swojej pracy z aktorami. "Przez wiele lat pracy zawodowej nauczyłem się, że zadaniem reżysera nie jest narzucanie swojej wizji aktorom, ale zapewnienie by dobrze czuli się w swoich rolach".
"Lubię aktorów i pracuję tylko z tymi, z którymi się przyjaźnię" - mówił Wim Wenders. "Jeśli kogoś nie lubię, to z nim nie pracuję. Zależy mi, żeby na planie panowała spokojna, miła i przyjacielska atmosfera. Aktorzy wykonują najcięższą pracę. Obnażają się przed widzami. To ogromne poświęcenie, które reżyser musi docenić".

Na Warszawskim Festiwalu Filmowym pokazany zostanie również wcześniejszy film Wima Wendersa "Kraina obfitości" - dzieło w swojej wymowie bardzo krytyczne wobec Stanów Zjednoczonych. "Kocham USA i czułem się w obowiązku pokazanie jak zmienił się ten kraj po 11 września" - tłumaczył Wenders. "To najbardziej spontaniczny projekt w mojej karierze powstały z autentycznej potrzeby serca. Cały film nakręciliśmy za 500 tysięcy dolarów niewielką kamerą cyfrową. Pierwszą wersję scenariusza napisałem w 3 dni. Gotowy skrypt był po dwóch tygodniach a zdjęcia trwały 16 dni".

"Nie wracaj w te strony" i "Kraina obfitości" to dwa ostatnie filmy Wima Wendersa, o których sam reżyser mówi, że są jego ulubionymi dziećmi. "Film jest jak dziecko. Niektóre odnoszą sukces w świecie i dalej żyją własnym życiem, inne cały czas chowają się za naszymi plecami. Kocham je wszystkie, ale jeśli miałbym wskazać filmy, które lubię najbardziej to byłyby te dwa ostatnie" - mówił reżyser.

komentarze

Dodaj komentarz
brak komentarzy

newsy

zobacz wszystkie newsy

gorące newsy

magazyn