POL(IF)ONIA: Pasikowski: W imię zasad

Filmweb   |   autor: Łukasz Muszyński   |    |   Artykuł
Dopóki kręcił obrazy zaszufladkowane przez krytyków jako "zamerykanizowane kino akcji", dopóty udawało mu się znajdywać pieniądze na następne projekty. Gdy postanowił pójść po bandzie i opowiedzieć o mordowaniu Żydów przez Polaków,  został dyskretnie zepchnięty na margines.

Pierwsze, co przychodzi mi na myśl, gdy myślę o Władysławie Pasikowskim, to knajpa Corso. Położony przy stołecznym Placu Zbawiciela lokal zagrał w jednej z ostatnich scen "Operacji Samum" (1999) – to tutaj ostatecznie godzą się ze sobą ojciec-szpieg i jego syn. Za każdym razem, kiedy odwiedzam Corso, widzę tę samą klientelę po czterech piwach, każdy z papierosem w dłoni. Wyglądają na zmęczonych i rozczarowanych życiem. Dokładnie to samo można by pewnie powiedzieć o twórcy "Psów".

photo.title
"Psy"

Pasikowski nie nakręcił nic dla dużego ekranu od dekady, choć w latach 90. był przecież najpłodniejszym i najbardziej kasowym polskim reżyserem. Miał wierną publiczność, która karnie stawiała się w kinach, by oglądać, jak wymyśleni przez niego szlachetni twardziele wymierzają sprawiedliwość "w imię zasad". Wszystko zmieniło się po "Reichu" (2001) – jednym z najciekawszych tytułów w filmografii Pasikowskiego, który nie przypadł do gustu ani widzom, ani krytykom. Kolejne scenariusze łódzkiego reżysera, choć spotykały się z entuzjastyczną opinią ekspertów, nie otrzymały dofinansowania od Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej.

Sprawy wyglądałyby może inaczej, gdyby "Reich" –  żart opowiedziany z kamienną miną – został zrozumiany. A przecież już od pierwszej sceny, w której paru groźnych dżentelmenów dyskutuje o "Losie człowieka" Siergieja Bondarczuka, Pasikowski mruga do nas okiem. "Reich" przedstawia historię dwóch zabójców na zlecenie  spędzających przymusowe wakacje w Sopocie. Jeden nazywa się Alex, drugi – Andre, wożą się mercedesem z odkrytym dachem i noszą dobrze skrojone garnitury. Światowy image bohaterów nie pasuje do polskiego siermiężnego podwórka, którym trzęsą gangsterzy o ksywach Wiesiek, Seler, Cygan albo Pajac. I o to właśnie Pasikowskiemu chodzi: o humor powstający przy zderzeniu rzeczywistości z  pozą rodem z tandetnych kryminałów. Tak jak w scenie w restauracji, gdy Andre próbuje wyznać uczucie głupawej modelce, w której się zakochał: Jestem sam. Dużo podróżuję, spotykam sporo dziewczyn.  Są piękne. Niektóre są miłe, inteligentne, ale ja wiem, że to nie to. Kiedyś to miałem i straciłem, więc wiem, czego szukam. Możesz to nazwać energią, chemią,  to jest coś takiego, co się zdarza tylko wtedy, gdy trafisz na tę właściwą osobą, jedyną na całym świecie. Wczoraj trafiłem na ciebie. Wiem, że to ty.  Modelka słusznie zauważa: Ale pan mnie przecież nie zna. Skonfundowany Andre spuszcza na chwilę wzrok, a potem prosi: No właśnie, daj mi swoje namiary: nazwisko, adres i telefon.

photo.title   photo.title
"Reich"

Pasikowski celowo naśmiewa się w "Reichu" z uniwersum, który konsekwentnie budował już od czasu swego pamiętnego debiutu ("Kroll", 1991). Nieco upraszczając, można napisać, że zaludniają je: cynicy romantyczni, cynicy właściwi, idealiści oraz złe kobiety. Ci pierwsi obowiązkowo noszą obco brzmiące nazwisko (Kroll, Maurer, Keller, Mayer) i pomimo pesymistycznego poglądu na ludzkość oraz świat zdolni są do heroicznych czynów. Cynikom właściwym zawsze chodzi o pieniądze i cudze kochanki, za co w finale ponoszą zasłużoną karę. Idealiści pełnią rolę sumienia romantycznych cyników, wyrażając głośno obawę o moralne konsekwencje ich  czynów. Nie pozwolę ich pozabijać! Co z wami jest?! K..., oprzytomniejcie! – krzyczy w "Psach 2" Waldek Morawiec, gdy Maurer i Wolf masakrują złodziei samochodu.

Pozostają jeszcze złe kobiety, które regularnie knują, oszukują i zdradzają romantycznych cyników.  Pasikowski musi być masochistą, bo każda z pań w ostatecznym rozrachunku najwięcej zyskuje ze wszystkich bohaterów: Andżela z "Psów" (1992) zostaje modelką w Paryżu, Paulina ("Słodko-gorzki", 1996) znajduje bogatego męża, zaś Nadii ("Psy 2", 1994) i Iwonie ("Reich") zdrada zostaje wybaczona. Polskie feministki na czele z Kazimierą Szczuką od lat zarzucają Pasikowskiemu zahaczający wręcz o absurd szowinizm. Nie będę polemizował z tym oskarżeniem. Warto jednak zauważyć, że w twórczości Pasikowskiego jedynie kobiety wykazują się zdrowym rozsądkiem. Jeśli dopuszczają się czynów "haniebnych" z punktu widzenia twórcy, robią to po to, aby odmienić swoje życie na lepsze. Faceci zajęci są wyłącznie bajdurzeniem o honorze i zasadach, w rezultacie czego regularnie obrywają  po tyłkach.

W filmach Pasikowskiego kluczową rolę odgrywa mundur. To on decyduje o tym, komu ufają bohaterowie. W obu częściach "Psów" chodzi o mundur policyjny, w "Krollu" i "Demonach wojny" (1998) – wojskowy, a w "Słodko-gorzkim" – mundurek szkolny. Największym wrogiem ekranowych twardzieli jest władza reprezentowana przez polityków, skorumpowanych przełożonych oraz... nauczycieli.

photo.title   photo.title
"Słodko-gorzki"

Niechęć Pasikowskiego do wszelkiej maści instytucji widać dobrze nie tylko w jego filmach. Wystarczy rzucić okiem na jeden z niewielu wywiadów, jakie zdarzyło mu się udzielić w trakcie trwającej dwadzieścia lat kariery. W rozmowie z dziennikarką "Wysokich obcasów" w 2008 roku  reżyser atakuje szefową PISF-u, Agnieszkę Odorowicz. Zarzuca jej, że z pobudek politycznych odrzuciła scenariusz "Kadiszu" nawiązującego do zbrodni w Jedwabnem. Dowiedziałem się, że jest to film antypolski, szkodliwy dla wizerunku narodu –  jakby mordowanie nie szkodziło wizerunkowi, tylko publiczne mówienie o tym – stwierdził Pasikowski i po chwili dodał – Na starość zostałem żywym dowodem na istnienie, 19 lat po 1989 roku, cenzury politycznej stosowanej przez agendy poprzedniego i obecnego rządu RP. Dalej więc, jeśli chcemy sądzić cenzurę, to się spieszmy, zanim umrę. Chyba że nie. Chyba że cenzura jest dobra, a wolna wypowiedź zła.

Pasikowski miał też w zanadrzu scenariusz "Stankiewicza" oparty na wybitnej minipowieści Eustachego Rylskiego. To był wymarzony materiał dla autora "Demonów wojny" – opowieść o służącym w armii cara Polaku, który postanawia pomścić śmierć ojca, uczestnika powstania styczniowego. Reżyser wnioskował w PISF-ie o 5 milionów złotych dofinansowania. Zaproponowano mu dwa i pół. Gdyby je przyjął, musiałby zrezygnować ze scen batalistycznych i kręcenia w ukraińskich plenerach. Pasikowski zachował się tak, jak zachowaliby się bohaterowie jego filmów:  odrzucił uwłaczającą ofertę. Gdyby jednak udało mu się zabrać cały budżet, mogłoby powstać dzieło mówiące o historii Polski i różnych odcieniach patriotyzmu więcej niż wszystkie bogoojczyźniane knoty razem wzięte. PISF wolał jednak wesprzeć produkcję tragicznego "Popiełuszki", "Ślubów panieńskich", a ostatnio "Bitwy warszawskiej 3D". Ostatni projekt otrzymał aż 10 milionów złotych!

photo.title
"Psy"

W ten sposób wracamy do Corso, gdzie w rogu sali siedzi jeden z najlepszych polskich filmowców, obdarzony stylem i wyobraźnią, jakiej brak większości jego kolegów z kamerą. Ma na koncie trzy nagrody za reżyserię na festiwalu w Gdyni i co najmniej dwa filmy, które doczekały się statusu kultowych. Dopóki kręcił obrazy zaszufladkowane przez krytyków jako "zamerykanizowane kino akcji", dopóty udawało mu się znajdywać pieniądze na następne projekty. Gdy postanowił pójść po bandzie i opowiedzieć o mordowaniu Żydów przez Polaków,  został dyskretnie zepchnięty na margines.

O tym, że Pasikowski wciąż jest w wielkiej formie, świadczą nakręcone dla telewizji publicznej dwie serie kryminału "Glina" (2003). Reżyser wraz z producentem Dariuszem Jabłońskim musiał stoczyć na Woronicza długie boje, aby przepchnąć decyzję o nakręceniu serialu na taśmie 16 mm, a nie prostackiej cyfrówce. Efekty ich starań widać jednak od razu – "Glina" przypomina raczej film w kilkunastu częściach, a nie kolejnych "Kryminalnych". W dodatku stanowi dowód na to, że w Polsce da się zrobić czarny kryminał z prawdziwego zdarzenia. Czy gdyby było inaczej, główną rolę w serialu zgodziłby się zagrać sam Jerzy Radziwiłowicz? Niestety, z jakichś absurdalnych powodów druga seria została umieszczona w ramówce w piątek w późnych godzinach wieczornych, co przełożyło się na niską oglądalność. Nie słyszałem, żeby planowano realizację trzeciej odsłony "Gliny". W TVP też chyba Pasikowskiego nie lubią.

Tak to już jest, gdy znający własną wartość reżyser chce zrobić film na poziomie: bez cięcia wydatków, zmian w scenariuszu i chałturzenia. Marzę o tym, aby znalazł się prywatny producent, który zaufa Pasikowskiemu i da mu nakręcić kino na miarę jego ambicji. Zasługuje na to jak mało kto.

zobacz też:

komentarze

Dodaj komentarz

A ja się właśnie zastanawiałem, dlaczego taki wybitny reżyser ma jak dotąd taki skromny dorobek filmowy... Szkoda...

mldavis, aleś przyp ierdolił. Lol

Świetny artykuł, popieram całkowicie. Gdybym był bogaty, to nie omieszkał bym wspomóc Pana Władka.

mldavis debilu! PISF, a nie PiS! Jeszcze skrót rozszyfruję dla Ciebie: Polski Instytut Sztuki Filmowej.

P.S. nie podzielam homofobicznych poglądów Pasikowskiego. W jego filmach brak realistycznego przedstawienia stosunku dwóch męzczyzn, który zawsze opiera się na pożądaniu fizycznym według prof rechabilitowanej Czwartek. W Gazecie pisali.

Troche żałosne biadolić, że PiS nie dał kasy. Bez dotacji z PiS-u powstały choćby "Psy", albo "Demony Wojny". Czy w Hollywood biadolą, że Demokraci albo Konserwatyści nie dali dotacji na "
Helikopter w ogniu" albo "Łowcę Jeleni?"

Nie tylko kasa sie Pasikowskiemu skonczyla ale aktorzy tez. Linda i Baka sa przystarzy juz na bieganie z klamkami a nowi polscy aktorzy sa za bardzo ciepli. Jakis spe|)alony Malaszynski? Szyc by jeszcze udzwigna jakis film akcji a co z reszta?

Świetny artykuł!

Jasne, że się naparzali. Ale czy gdyby Polska przegrała, to ktokolwiek by się tym przejmował? Nie. Piłsudski by dostał czapę za atak.

Tyle w temacie, bo fakt, to nie miejsce na takie dyskusje.

@ob_mf
Nie jest to miejsce do toczenia historycznych sporów, więc pokrótce. Wyprawa kojowska była tylko jednym z etapów konfliktu polsko-bolszewickiego... fakt, takim katalizatorem, który wniósł ten konflikt na nową płaszczyznę, niemniej Polacy i bolszewicy np. na odcinku białoruskim otwarcie naparzali się (m.in. walki o Mińsk) już w 1919 r.
I nie Petlura z Piłsudskim - tamta operacja była od początku do końca inicjatywą Piłsudskiego, a Petlurę dokooptował w międzyczasie.

Świetny artykuł!

Super tekst!

Dawno nie było tutaj tak ciekawego i dobrego artykułu. Widoczna ilość komentarzy pod nim świadczy tylko o tym, że Pasikowski i jego filmy to temat ciągle gorący, wielu ludzi czeka na jego powrót. Mam nadzieję, że się doczekamy tego powrotu w wielkim stylu...

Aha. No i zrobiłem oczywistą pomyłkę: nie Wschodniukraińską SRR, bo ZSRR jeszcze wtedy nie było, a Rosję Sowiecką.

Może gdyby nie to, że moją rodzinę wygnano z Warszawy po powstaniu (a i tak mieli sporo szczęścia, że ich nie rozstrzelano, jak większości ludzi z domów na tamtej ulicy) to miałbym do tego powstania inny stosunek. A tak mam taki, jaki mam. I z całym szacunkiem dla poległych i zabitych, moja ocena powstania jest bardzo krytyczna.
Oczywiście, to co piszę jest bardzo niepopularne, teraz powstanie jest właśnie "trendy", a kwestionowanie jego sensu jest antypaństwowe. Ale ja się tym nie przejmuję.

Patriotyzm... Co to jest patriotyzm? Patriotyzm to uczciwa praca, płacenie podatków i bycie porządnym człowiekiem. Patriotyzm to niewywalanie śmieci do lasu i chodzenie na wybory. Tym jest patriotyzm dla mnie. Jest wiele twarzy patriotyzmu, opcja historyczno - kościelno - powstańcza nie ma na niego monopolu.

Co do tego nieszczęsnego psiego gówna, to mi się to nie podoba. Ale angażowanie aparatu państwa w taką błahostkę nie podoba mi się jeszcze bardziej. Jakoś owi wspaniali Amerykanie, którzy dla wielu są wzorem patriotyzmu (źle pojętego, moim zdaniem) ze swoją obsesją na punkcie flagi nie uważają jej niszczenia za przestępstwo. Czy warto się zatem tym przejmować?

I tu sie mylisz kolego. Nazywanie Powstania Warszawskiego tematem "trendy" w pogardliwym tonie - bo takie mam wrażenie - jest właśnie takim postępowym odwracaniem kota ogonem. Takim "trendy" w najgorszym tego słowa znaczemiu, bo z poczatku łagodnie, z usmiechem politowania, z puszczenie oka w stronę "zaślepionego" tłumu nacionalistów - słowem obśmianie go, kończąc na histerycznych apelach ostrzegających przed polskim neofaszyzmem, antysemityzmem, zatrważajacą homofobią.
W myśl nowych, wbijajacych nam do głowy, politycznie poprawnych elit czas skończyć z tym "bogoojczyźnianym" nurtem, ciemnogrodem, katolicką mową nienawiści.
Takie nachalne, odgórnie narzucanie proeuropejskości, wyszydzanie patriotyzmu to jest trend ostatnich lat - wbicie polskiej flagi w psie gówno przez idola postępowo myślących młodych wykształconych z dużych miast genialnie obrazuje ten sposób myślenia. Myślę, bardzo bliskie twoim zapatrywaniom panie Ob_mf

ja też nie jestem za kręceniem Kadiszu. Po prostu nie chciałbym by podtrzymywano obecny w mediach obraz tej zbrodni. nie jest wiarygodny.

A to nie Piłsudski z Petlurą zawarli układ o zaatakowaniu Wschodnioukraińskiej SRR?

@Obywatel @ob_mf
Oboje poniekąd macie rację.
Problem w tym, że polskie kino historyczne - niezależnie czy w wydaniu "bogoojczyźnianym" czy samobiczowania - to smęcenie. Smęcenie zawsze z emfazą i zadęciem, w dodatku kiepsko nakrecone. Z jakiej strony nie spojrzeć, nudy.
W miarę fajny, jak na polskie warunki, był może "Szwadron". Również właśnie Pasikowski w Psach, zupełnie tylko przy okazji sensacyjnej opowiasdki, najlepiej do tej pory dotknął najnowszej historii przełomu 1989 r.
Z innej beczki, podobał mi się też rosyjski Rok 1612 - rzadko w którym filmie mamy okazję zobaczyć Polaków jako zdobywców.

Sam wiele sobie obiecywałem po projekcie Hardkor44, chociaż nie ma widoków na realizację. Ale to właśnie takich obrazów nam brakuje.

PS. To nie Polska wywołała wojnę polsko-bolszewicką.

@Obywatel - na jakiej podstawie zarzucasz mi ignorancję? Bo nie raczę się zgadzać z Twoimi nacjonalistycznymi wywodami?

Mam dość tych "bohaterskich Polaków". Mam dość "Męczeństwa i Pielgrzymstwa". A co do samych filmów i ich tematyki, to jak rzekł Bóg do Styki: "Ty mnie nie maluj na kolanach. Ty mnie maluj dobrze!" Wolę obejrzeć film, który da mi do myślenia, w którym żołnierze będą sikali na portret Piłsudskiego, jeśli będzie to wynikało ze scenariusza i będzie to w nim dobrze uzasadnione, a nie podniecać się bitwą warszawską i żalić się całemu światu, że nikt się na Polakach nie poznał.

Piszesz o Amerykanach. Obejrzyj sobie "Czas Apokalipsy", "Łowcę Jeleni" czy "Pluton". To nie są bogoojczyźniane gnioty, to są akty oskarżenia! Jeśli ktoś kręciłby film o bitwie warszawskiej w taki sposób, to trzeba by zacząć od oskarżenia Polski, że rozpoczęła tę wojnę. Polska jest wolna, nie trzeba już pisać tandetnych powieści "ku pokrzepieniu serc". Teraz trzeba spojrzeć sobie w oczy i przyznać, jak dorośli ludzie, że nie wszystko w naszej historii było cacy i że dzieje naszego kraju to niestety nie jest lukrowana czytanka dla klas I - III nauczania początkowego.

Co do debiutantów, to obejrzawszy kilka filmów jak np. "Ostatnią Misję", która była tragiczna, ale była o powstaniu warszawskim, które jest trendy, więc dostała dotację, zastanawiam się, na jaką komu cholerę ten PISF, skoro finansuje takie gnioty?

Watpie zeby jeszcze kiedys nakrecono w polsce cos w rodzaju filmow Pasikowskiego.:((

waka waka

Wbrew opinii autora nie uważam, aby "Reich" był dobrym filmem. Ani nawet filmem średnim. "Kroll", "Psy" - owszem, dowodzą dużego talentu Pasikowskiego. Potem jednak coś się popsuło i kolejne projekty tego pana były w zasadzie bez wyjątku niezamierzonymi parodiami. Co nie zmienia faktu, iż sygnowany nazwiskiem Pasikowskiego projekt inspirowany wydarzeniami w Jedwabnem mógłby się okazać ciekawym doznaniem.

Aha, i podobnie jak krytykant, uważam że "Glina" to był dobry serial i żałuję, że TVP jakoś nie jest skora do kontynuacji.

Wbrew pozorom jestem zupełnie spokojnym człowiekiem. :)

Obywatel - nie pluj się tak, młodo zejdziesz.

Można narzekać, że "Psy", "Reich" i "Demony wojny" to kalki jankeskich filmów, badziewne, wtórne itp., ale nikt nie zaprzeczy, że są to filmy dla polskiego widza kultowe, bez których polskiemu kinu czegoś brakuje. Dopiero po latach, gdy je oglądamy po raz kolejny, zaczynamy dostrzegać ich drugie dno i doceniać. Co do serialu "Glina" to obok "Pitbulla" jest to mój ulubiony polski serial. jeden jego odcinek jest lepszy od 100 odcinków "Kryminalnych". Wielka szkoda, że na 3 serię się nie zanosi :(

Co do pomysłów na dobry, polski film, to jest duuuużo historii autentycznych, na podstawie których można nakręcić film, niektóre niemal leżą na ulicy, np. "Tam i z powrotem". Czy choćby historia Tadeusza "Teddy" Pietrzykowskiego, polskiego mistrza boksu w Auschwitz. W Hollywood nakręcili "Triumf ducha" z Willemem Dafoe, a my co ?

Powiem Ci, co mnie uwłacza w okresleniu "bogoojczyźniany knot" - to, że przez niemal 50 lat komuny nasza chlubna historia była traktowana właśnie tak, jak Ty ją traktujesz w swoim bezmiarze ignorancji, a teraz to myślenie wraca na salony jako "postepowe". Polacy bohaterscy - głupie i do lamusa. Polacy, dopuszczający się zbrodni - ooo, super. Widzę w tym jakiś kompleks, może jesteśmy masochistami? Cała "szkoła polska" bez przerwy tylko się "rozliczała" z "beznadziejnym bohaterstwem".

Na palcach jednej ręki da się wyliczyć te "gnioty", dla wycieczek szkolnych, które przedstawiają polską historię w ten sposób - o wiele więcej jest szumu wokół "rozliczeń win", demaskowania historii", "odbrązowiania bohaterów. Vide scenariusz filmu o Westerplatte, gdzie żołnierze mieli szczać na portret Piłsudzkiego. Opluć, zgnoić, to rozumiemy - Słobodzianek na Nike, chociaż napisał bardzo kiepski dramat, sie nadaje. Film o Jedwabnem ma być, zróbmy z tego "konflikt religijny", podkreślmy jeszcze rolę złej endecji i polskiego katolicyzmu, wszystko w imię narodowego samobiczowania się. Ale film o bitwie warszawskiej - no nie no, co za obciach, no japierdoza.

Tak, są rzeczy, z których moglibyśmy być dumni - tacy Amerykanie na przykład rozumieją to doskonale i dlatego właśnie kręcą "bogoojczyźniane knoty", którymi wszyscy się tutaj zachwycamy. Jest w nich odrobina krytycznego spojrzenia, ale i wychwalanie męstwa dzielnych żołnierzy, które przecież było faktem. My byśmy tylko siebie opluwali.

Bitwa Warszawska to wydarzenie przełomowe dla całej historii Europy - nasi żołnierze, a także nasz wywiad i radiotelegrafiści, którzy złamali sowieckie szyfry, odwalli kawał i od metra porządnej roboty. Uratowaliśmy Zachód przed nawałą komunizmu, a dzisiaj mamy o tym zapomnieć, tylko dlatego, że ówczesny Zachód wcale nie życzył sobie być uratowanym? To zasługuje na porządne, epickie kino. Bohaterowie podziemia, tacy jak Nil również na to zasługują (choć Fieldorfowi dostał się film kiepski i mam o to żal do Bugajskiego), bo nie robili niczego uwłaczającego. To samo z rotmistrzem Pileckim, którego odwaga była ewenementem w skali światowej. Że nie wspomnę o naszych żołnierzach, walczących u boku Napoleona, o których mówiono niegdyś "najlepsza armia świata" (i o księciu Poniatowskim, w którym tacy jak ty widzieliby pewnie "nacjonalistę", albo innego demona).

Takie filmy są po trosze propagandą, ale propagandą potrzebną, uprawianą przez każdy kraj jako wyraz dumy z narodowej tradycji. Robią to Amerykanie, robią Francuzi i Brytyjczycy. I nie mam nic przeciwko finansowaniu właśnie ich z budżetu państwa, gdyż są one "propaństwowe" właśnie i logika interesów tego wymaga. A jak mamy jeszcze dobrego rzemieślnika, to powstanie dzieło sztuki.

Bo co do sztuki, to de facto pieniądze z PISF-u potrzebne są najbardziej debiutantom i tym, którzy nie mają jeszcze odpowiedniego rozeznania w branży, czy znajomości. Tym, którzy jeszcze nie wiedzą jak rynek funkcjonuje. Albo też właśnie produkcjom historycznym, które mowią o sprawach ważnych. Wielu z tych, którzy dzisiaj kręca filmy popularne (Machulski, Saramonowicz), w ogóle z tych funduszy nie korzystają.

PISF istnieje od 2005 roku. Dla fanów retoryki "Gazety Wyborczej", mam remedium: Odorowicz to przecież "pisowski" dyrektor (nie ma związków z PiS, ale to przecież "jasne", kiedy została mianowana na stanowisko), co się tak nią przejmujecie? Kiedyś instytutu nie było i filmy się kręciło, więc o co cho?

@PPS? Zaraz, zaraz. W Jedwabnem Polacy wyznania rzymskokatolickiego zamordowali Polaków wyznania judaistycznego. Czemu ma nie być o tym filmu?

I co Ci konkretnie uwłacza w określeniu "bogoojczyźniany gniot"? Ja osobiście mam dość tego emocjonalnego samogwałtu nad naszymi "moralnymi zwycięstwami" i ekranizacji lektur, kręconych w jednym cynicznym celu: żeby zarobić na wycieczkach szkolnych.

Jak ktoś chce sobie kręcić "Śluby Panieńskie", "Syzyfowe Prace" czy ekranizować wiersze Asnyka, proszę bardzo. Ale nie za pieniądze podatników, a za własne. PISF ma w nazwie słowo "sztuka". Ale tutaj bliżej chyba sztuce mięsa, niż sztuce filmowej.

Nie "znajdywać" tylko znajdować, ewentualnie wynaleźć, znaleźć, wziąć. Jezyk polska trydna jezyk.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:

zmierz Twój gust filmowy!

Oceń 50 filmów, a otrzymasz rekomendacje filmów w Twoim guście!

1991
1991-10-11
1991-10-11
1992
1992-12-31
1992-12-31
2001
2001-02-09
2001-02-09
1994
1994-04-05
1994-04-05

newsy

zobacz wszystkie newsy

gorące newsy

magazyn