REACTION SHOT: Bestia nie zdycha, Piękna pięknieje

Filmweb   |   autor: Michał Oleszczyk   |    |   Felieton
Polska premiera disnejowskiej "Pięknej i Bestii" odbyła się prawie dwadzieścia lat temu – przyszła zatem pora na "wydojenie z kasy" wszystkich tych, którzy w roku 1993 wpatrywali się jak cielęta w najbardziej dochodową wówczas animację w dziejach, a obecnie wychowują już własne pociechy i marzą o nakarmieniu ich nostalgią za przed-cyfrową prehistorią. I rzeczywiście, na nasze ekrany niedawno trafiła "ulepszona" – bo trójwymiarowa – wersja filmu, który swego czasu (o ile dobrze pamiętam) krążył po polskim rynku wideo-piratów w wersji niemieckojęzycznej z doklejoną chrypką lektora Tomasza Knapika (jego gardłowa interpretacja głosu Bestii przebijała oryginał).

photo.title Być może jest to też dobra okazja, by skonfrontować siebie samego z filmem, który – na dobre i na złe – pomógł ukształtować pokoleniowe wyobrażenie o tym, czym jest miłość spełniona i prawdziwa. Opowieść o rezolutnej Belli, trafiającej do zamku zaklętego w Bestię księcia i zdejmującej klątwę z jego właściciela mocą szczerej miłości, jest jednym z filmów niemożliwych do zapomnienia, jeśli tylko obejrzeć go wystarczająco wcześnie na życiowej drodze (dla dzisiejszych rodziców może to być tyleż zachętą, co przestrogą, jeśli chcą, by ich dzieci miały choć trochę inne sny i marzenia od nich samych).

Pod względem wizualnym Bella to jeden z doskonalszych produktów wytwórni Disneya, mimo że jest rysunkowym składakiem – ma wielkie oczy jelonka Bambiego, pączkującą kobiecość Ariel z "Małej Syrenki", a także – last but not least – błękitną sukienkę, białą bluzkę i pleciony koszyk Dorotki z "Czarnoksiężnika z Oz". Podobnie jak ta ostatnia, Bella marzy o wyrwaniu się poza prowincjonalny świat, jaki ją otacza – pierwszy numer muzyczny w filmie jest jednocześnie zbiorowym wykrzyczeniem lokalnej tożsamości przez mieszkańców francuskiej wioski oraz aktem odcięcia się głównej bohaterki od jej ograniczonych ziomków. Bella czyta, myśli i marzy – jej zatopiona w książkowych snach słodycz wydaje się graniczyć z feministycznym buntem i zniecierpliwieniem.

Takie ustawienie postaci Belli – jako obyczajowej rewolucjonistki in spe – zrywa z kanoniczną wersją baśni autorstwa Charles'a Perraulta, ale i tak pozostaje niczym wobec przeformułowania samej Bestii na potrzeby kreskówki. Cały film Disneya jest bowiem opowieścią o okiełznaniu gbura: kiedy Bella trafia do zamku Bestii, ten traktuje ją w sposób brutalny i bezpardonowy, ku rozpaczy swych zaklętych w przedmioty codziennego użytku sług (którzy dobrze wiedzą, że jeśli ich pan nie złagodnieje i nie rozkocha w sobie Belli, to rzucony na nich wszystkich czar stanie się wkrótce wieczystym wyrokiem).

W bajce Perraulta odbiorca nie ma dostępu do tej wiedzy: o klątwie dowiadujemy się dopiero w momencie jej uchylenia, a ponadto jest ona przypisana "złej czarownicy", a nie – jak w filmie – wróżce pragnącej ukarać pychę i bezduszność księcia. Książkowa Bestia od początku przejawia wielkie ucywilizowanie ("Gdy zostali sami, potwór wziął dziewczynę za rękę i delikatnie posadził obok siebie, potem wybrał z półki książkę i czytał Pięknej cudowne opowieści", jak czytamy w przekładzie Małgorzaty Andrzejewskiej). Wersja Disneya ustawia sens opowieści zupełnie inaczej – to Bella, roztropna (nawet jeśli nierealistycznie nowoczesna) dziewczyna z ludu, uczy Bestię dobrych manier i ogłady, podobnie jak czynił to profesor Higgins z Elizą w "My Fair Lady".

photo.title Oryginał Perraulta w ogóle nie miał czarnego charakteru; w filmie jest nim zadufany osiłek Gaston, reprezentujący uogólnioną próżność rodzaju męskiego. Mimo że w filmie Disneya w zasadzie nie ma śladów niepokojącego erotyzmu, jaki przenikał wersję Jeana Cocteau z 1946 roku (gdzie zamczysko Bestii wypełnione było wszędobylskimi, zmysłowymi dłońmi), to i tak postać Gastona – rozochoconego samca – nie pozwala zapomnieć, że sens baśni jest ściśle związany z seksem. Wersja Perraulta traktowała o konieczności porzucenia ojca na rzecz małżonka i przezwyciężenia dziewiczego strachu przed męskim ciałem ("bestią"). Jest znakiem czasu, że inteligencja filmowej Belli czyni ją całkowicie odporną na erotyczny urok Gastona. Dla Belli i widza Gaston pozostaje fizycznie atrakcyjny co najwyżej w teorii, mimo że ma na podorędziu wpatrzone weń jak w obraz trzy piersiaste gracje, a także pomocnika imieniem Lefou, który wydaje się w nim zakochany równie beznadziejnie, co całe miasteczko (to on inicjuje pamiętną pieśń o krzepie swego pracodawcy). Spryt wersji disnejowskiej polega na tym, że macho Gaston czyha zarówno na ojca Belli, jak i na Bestię, tak że całe zło zostaje ulokowane w jego narcyzmie, a Bestia może spokojnie przeistoczyć się w finale w gładkiego blond Kena z lwią grzywą i dobrze zarysowanymi mięśniami – jakby żywcem wyjętego z pensjonarskich snów, na których niejeden boys band zbił ciężkie pieniądze.

Oglądany po latach film jest równie porywający, co zawsze – w czym duża zasługa oprawy muzycznej Alana Menkena i Howarda Ashmana, którzy z premedytacją pomyśleli całość jako animowane wcielenie broadwayowskiego musicalu (jakim, nota bene, "Piękna i Bestia" w końcu stała się także w sensie dosłownym). Z dzisiejszej perspektywy jeszcze lepiej widać, jak ważnym punktem zwrotnym w historii mainstreamowej animacji okazał się ten film. Nie tylko po raz pierwszy wykorzystano w nim na tak dużą skalę animację trójwymiarową (w pamiętnej sekwencji balowej, w której kamera nurkuje i wzlatuje wokół tańczących bohaterów, a za oknami rozpościera się ultramarynowe niebo), ale ponadto był to pierwszy pełny metraż wytwórni Disneya kierowany tak wyraźnie zarówno do dzieci, jak i do dorosłych. Sam fakt, że projekt powstał wedle klasycznie napisanego scenariusza, w przeciwieństwie do zwyczajowego rozwijania opowieści ze storyboardów i szkiców, mówi – zdaniem Leonarda Maltina, autora monografii "The Disney Films" – sam za siebie. Co więcej, wytwórnia z rozmysłem pokazała nieukończoną wersję w ramach prestiżowego Nowojorskiego Festiwalu Filmowego w 1991 roku, co podgrzało atmosferę i od razu ustawiło odbiór o kilka poprzeczek ponad zwyczajnym kinem familijnym.

photo.title   photo.title

Ukoronowaniem tej strategii była pierwsza w historii (i do dziś powtórzona tylko przez "Odlot" i "Toy Story 3") nominacja do Oscara w kategorii najlepszego filmu roku, którą niestety nie mógł się już cieszyć – zmarły na AIDS przed premierą filmu – Ashman. Co prawda w marcu 1992 statuetka powędrowała do innego filmu o pięknej i bestii, ale był on znacznie mniej optymistyczny w swych konkluzjach – o ile bowiem Hannibal Lecter zakochiwał się w Clarice Starling, to całe "Milczenie owiec" sugerowało, że to bynajmniej nie dobre maniery stanowią lek na zło tego świata, skoro wykwintne wino może równie dobrze służyć do zapijania sufletu, jak i ludzkiej wątroby.

Swoją drogą, nigdy nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że grany przez Anthony’ego Hopkinsa doktor doceniłby najbardziej spektakularny numer muzyczny "Pięknej i Bestii", czyli "Gościem bądź", w którym ożywione przedmioty gospodarstwa domowego zapraszają Bellę na wielką ucztę, przekształcając całą jadalnię w scenę musicalową jakby żywcem wyjętą z produkcji Busby’ego Berkeleya. Cała sekwencja jest orgiastyczną celebracją rytuału, jakim może być wspólne jedzenie – i jako takiej nie przebije jej w kinie nic aż do pojawienia się "Ratatuja". Podobnie jak inny disnejowski klasyk o ucywilizowaniu dzikusa, czyli "Zuzia i Hultaj", tak i "Piękna i Bestia" sugeruje koniec końców, że bez kobiecej ogłady faceci skazani są na dożywocie w chlewie. Zamek Bestii pozostaje norą tak długo, póki Bella nie staje się jego gościem – niech się więc młode mamy nie zdziwią, jeśli po seansie ich leniwi małoletni synkowie nie zaczną ochoczo sprzątać swoich zabawek, a tylko zaczną czekać, aż któregoś dnia zrobi to za nich jakaś (piękna bądź nie) dziewczyna.

zobacz też:

komentarze

Dodaj komentarz

Dobrze się czyta :)

Gratuluję artykułu, napisany z polotem, sensownie i widać, że autor przemyślał temat :) Duży plus za odkrycie "pięknej i bestii" w "Milczeniu owiec" :)))

Komentuje, bo o jednej z 3 najlepszych animacji Disney'a w moim skromnym Disney Top 3 xd Piękna i Bestia Disney'a = arcydzieło <3 Jeszcze tylko Aladdin i mamy komplet 'odgrzewaczy' 3D <3<3<3

btw. nie podoba mi się wstawianie angielskich zwrotów, jakoś się do tego nie mogę przekonać.

A tak swoją drogą, mam nieodparte wrażenie, że ową finalną przemianę Bestii można idealnie porównać do tego co się dzieje z dzisiejszymi mężczyznami. Od normalnych, nieco nieokrzesanych, włochatych, ale co najważniejsze, PRAWDZIWYCH facetów do ciotowatych metro-pajaców, lubujących się w makijażu, malowaniu paznokci i stanowczo zbyt wielu rzeczach od lat zarezerwowanych dla kobiet.
Taka moja mała konkluzja.

Osobiście od dziecka nie mogę przeboleć, że Bestia zmienia się na koniec w "gładkiego blond Kena z lwią grzywą i dobrze zarysowanymi mięśniami". Jako "potwór" był dużo bardziej męski i interesujący niż ten, za przeproszeniem, spedalony książę.

Ciekawy artykuł, ale nie ze wszystkimi spostrzeżeniami się zgadzam. "to Bella, roztropna (nawet jeśli nierealistycznie nowoczesna) dziewczyna z ludu, uczy Bestię dobrych manier i ogłady" - np. w scenie z miską Bella nie upiera się przy jedzeniu łyżką. Zadaniem Belli jest nauczenie Bestii akceptacji samego siebie a nie manier (skąd ten pomysł?!?). Bella jest odmieńcem, ale się tego nie wstydzi. A dla Bestii to dramat, źródło agresji, buntu i rozpaczy. No i konkluzja jakaś taka... antyfeministyczna?

PS
Zamek jest odzwierciedleniem duszy Bestii. Miłego sprzątania pokoju ;)

"tak i "Piękna i Bestia" sugeruje koniec końców, że bez kobiecej ogłady faceci skazani są na dożywocie w chlewie."
Ha ha!
Tekst napisany bardzo czytliwym stylem. Ciekawy. Czekamy na więcej!

Bardzo dobry artykuł :) Lubię to :)

Tekst napisany w czytelnej formie, widać przygotowanie autora i jego rozległą wiedzę.
I - co najwazniejsze - na temat ;)
Gratuluję i czekam na wiecej, bo bardzo milo mi sie go czytalo.

Dziękuję za ten artykuł :) Kiedy pierwszy raz widziałam Piękną i Bestię, miałam ok. 5 lat. Z lektorem, a jakże (i ta wersja (angielskojęzyczna) moim zdaniem jest o wiele lepsza; utwory muzyczne wykonane są znacznie lepiej niż w polskiej wersji). Kiedy siadłam w kinie z moją 8-letnią siostrą, zgasły światła, a na ekranie pojawiły się pierwsze klatki, oczywiście się popłakałam. To coś pięknego, zobaczyć bajkę, która zabiera nas z powrotem do dzieciństwa, która jest tak bardzo sentymentalna, na wielkim ekranie. Czułam się jak ta mała dziewczynka, która oglądała Piękną i Bestię po raz pierwszy i była zachwycona tak pięknie opowiedzianą historią. Wiem, że wielu ludzi nie jest za odgrzewaniem starych produkcj (chodzi mi tu też trochę o remake'i), ale naprawdę fantastyczna to była przygoda. Tak samo jak było kilka miesięcy wcześniej z Królem Lwem. Oczywiście wielu może uznać, że to tylko trzepanie kasy z braku pomysłów na coś nowego. Tego zdania jestem w przypadku Gdzie jest Nemo - odświeżanie tej bajki jest bez sensu. Po co? Zróbcie to za 20 lat, jak z Piękną i Bestią, żeby wszystkie wspomnienia dzieciństwa mogły powrócić :)

Film stary- ale wg mnie jedna z piękniejszych bajek . OI tyle, wolę ośdwieżone piękną i bestie niż ekeciarskie, lub puste nowe produkcie dla zwariowanych nastolatek

Świetnie napisany tekst ;) a co do filmu to nie ma co się oszukiwać, że dzisiejszy Disney wypuszcza te wszystkie odświeżone wersje mając na celu podzielenie się ich magią ze współczesnymi dziećmi , a nie czysty zysk ;p

Kimi_Sama co ty człowieku a ile można płacić za jeden i ten sam film jak będę chciał puścić dziecku króla lwa to kupie blu-ray i nie będę psuł dziecku oczu kiepskim 3D

Stary dobry Disney, trudno uwierzyć co sie teraz tam dzieje, i jak shitem karmią dzisiejsze dzieci :(.

@VVampir Bo w starych, ale za to porządnych bajkach nie ma bajerków i efekcików które mają na Ciebie wyskakiwać. 3D jest tam jedynie głębią obrazu... I uważam że dobrze robią, ponieważ dzieciaki moga nareszcie zobaczyć dobry film, a nie Hanny Montany i inne badziewia.

Genialny tekst, wreszcie po przeczytaniu nie mam wrażenia że coś źle zrozumiałam : )

3D którego nie ma i zarabianie kasy na 20 letnich filmach oto nowa polityka disney jak tak będą robić wszystkie wytwórnie z każdym filmem to po co ACTA jak nie będzie co piratować. XD

a no i oczywiście dobry tekst.

miałem oryginalną kasetę VHS z piękną i bestią. angielskojęzyczna wersja z polskim lektorem. katowałem ją kilka razy w tygodniu. najwspanialsza bajka mojego dzieciństwa. do kina nie pójdę ze względu na dubbing, ale mam nadzieję, że rodzice z dziećmi pójdą masowo.

"przyszła zatem pora na wydojenie z kasy" <--- hej! co to za tekst? Nie ma żadnego dojenia kasy! Mechanizm każdej transakcji zawsze zakłada obustronną korzyść. Oni dostają pieniądze, ja dostaję film.

Król Lew, Bestyjka a za chwile Aladyn? co jeszcze? odgrzewane kotlety.

"a Bestia może spokojnie przeistoczyć się w finale w gładkiego blond Kena z lwią grzywą i dobrze zarysowanymi mięśniami – jakby żywcem wyjętego z pensjonarskich snów, na których niejeden boys band zbił ciężkie pieniądze" - genialne porównanie. Cały artykuł czyta sie jednym tchem bez bólu, że sie czegoś nie zrozumie, jak to czesto bywa w wypowiedziach innych felietonistów filmwebu ;-)

Artykuł świetny, niestety jest tylko jeden problem - w sumie elementarny, ale jednak gryzie. Najbrdziej rozpowszechnioną wersją baśni jest ta autorstwa Jeanne-Marie Leprince de Beaumont, co prawda jego prawdziwą autorką była inna osoba, ale to właście Leprince de Beaumont ją spisała. Z kolei Charles Perrault napisał w sumie zbiór 9 baśni - barokowych dla Ludwika XIV. Ale palców w "Pięknej i Bestii" nigdy nie maczał.

Gratuluję panu Michałowi świetnego artykułu :)

Bardzo dobry artykuł:)

Jak za raz zrobioną pracę dostać dwa razy kaskę.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:

zmierz Twój gust filmowy!

Oceń 50 filmów, a otrzymasz rekomendacje filmów w Twoim guście!

1991
2012-02-03
1991-11-13
1997
1997-11-11
1998
1998-02-17
1999

newsy

zobacz wszystkie newsy

gorące newsy

magazyn