REGUŁY GRY: Niekończąca się opowieść

autor: Michał Walkiewicz   |    |   Artykuł
Kiedy mowa o grach wideo, mainstreamowe media nie wiedzą, czy mają do czynienia z ewolucją przemysłu rozrywkowego, czy rewolucją całej kultury. Póki z pomocą  branżowych środków masowego przekazu nie pogodzą tych perspektyw, póty kształtowany przezeń obraz elektronicznej rozrywki zawsze będzie niekompletny, zafałszowany, przejaskrawiony.

Historia dziesięcioletniego Kacpra wstrząsnęła w zeszłym roku całą Polską. Kacper dźgnął babcię nożem, bo myślał, że miała jeszcze siedem żyć. Ratujący staruszkę lekarz, a w cywilu domorosły detektyw, szybko odkrył prawdę: babcia miała siedem żyć, gdyż w oczach wnuczka była postacią z gry wideo. Historii ich dramatu nie powstydziłyby się połączone siły "Faktu" i "Super Expressu", więc dlaczego mieliby się jej wstydzić producenci telenoweli "Na dobre i na złe". Opowiedzieli nam o Kacprze ku przestrodze, tak jak kiedyś doktor Lubicz zabrał ku przestrodze swoją córkę na policję, żeby wyjaśnić jej niebezpieczeństwa związane z nieograniczonym dostępem do Internetu. Mission in progress – nie regulujcie odbiorników. 

photo.title   photo.title
Anna Borowiec i Jakub Małek w "Na dobre i na złe"

Casus straumatyzowanego przez gry wideo Kacpra nie jest może najlepszą metaforą relacji kształtujących się między elektroniczną rozrywką a mediami głównego nurtu, ale w pewnym sensie oddaje jej dynamikę. Nie ma tu miejsca na analizę zjawiska, tylko na błyskawiczne, poparte wyimaginowanym vox populi konkluzje. Pal licho produkcję serialową, wpisującą się zwykle w propagandową strategię telewizji publicznych i prywatnych. W impasie znajdują się same media (papierowe, elektroniczne, radiowe, telewizyjne), których dziennikarze nie wiedzą, czy mają do czynienia z ewolucją przemysłu rozrywkowego, czy rewolucją całej kultury. Efektem jest przedziwny dysonans: z jednej strony wysokobudżetowe kampanie reklamowe, promocje w sektorze lifestyle'owym, zapowiedzi nowych tytułów, materiały publicystyczne o e-sporcie, z drugiej – permanentna nagonka, socjologowie zadumani nad upadkiem cywilizacji i wieczna rozmowa w toku. Póki mediom nie uda się pogodzić tych perspektyw, póty obraz gier będzie niekompletny, zafałszowany, przejaskrawiony. A Kacper będzie stałym gościem Ewy Drzyzgi, obok galerianek, celebrytów po nieudanej liposukcji oraz pana Wiesia, który od dwudziestu lat widzi uchem. 

Utrzymać status quo

Gracze z pokolenia wchodzącego w dorosłość jeszcze przed denominacją złotego lubią katalogować przykłady niedoświadczenia, niekompetencji i lenistwa mediów. Konieczność podtrzymywania tego partyzanckiego konfliktu wpisuje się w dawno wymarły subkulturowy etos. Zanim ogromny kapitał wepchnął gry do głównego obiegu kultury, gracze byli  subkulturą – nieufność dziennikarzy ich cementowała, a kpina była adekwatnym narzędziem walki z ignorancją. Świadomość obcowania z ogółem elektronicznej rozrywki dawała im przewagę, zwłaszcza że oponentom wystarczyły monstrualne symbole postępującej brutalizacji gier – kiedyś był to "Doom" i "Mortal Kombat", dziś – "GTA" i "Call of Duty".

photo.title photo.title
"Mortal Kombat"

Z czasem ów stan rzeczy musiał jednak ulec zmianie. Dziś konflikt trwa w cieniu rozkwitu gigantycznego biznesu oraz dyskusji o grach jako nowym medium narracyjnym. Nieufność prasy i telewizji nie jest więc usprawiedliwiona, a sednem problemu są niekompetencja oraz etyczne wypaczenia. Dlaczego autorka "Polityki" rozprawiająca o edukacji seksualnej młodzieży nie komentuje cytowanych przez siebie słów profesora Zbigniewa Izdebskiego, według którego ulubioną grą nastolatków jest symulator zbiorowego gwałtu (sic!)? Trzeba przecież odróżnić autorską interpretację zjawiska od wierutnej bzdury.

Realizując imperatyw pogoni za sensacją, media obserwują głównie marginesy relacji gier oraz ich odbiorców. Na przekór casualowej rewolucji i dynamicznej ekspansji przemysłu w rejony zagospodarowane dotąd przez kino i telewizyjną rozrywkę próbują utrzymać status quo poprzez kreowanie obrazu nowej subkultury. Ta oczywiście składa się z ofiar drapieżnego technologicznego postępu – nastolatków, którzy po partyjce w "Counter Strike'a" zawitali do szkoły z bronią automatyczną, otyłych Teksańczyków, którzy ze złości na przegrany mecz w "Fifę" próbowali zaszlachtować swoją rodzinę, oraz zdruzgotanych niepowodzeniami w "World of Warcraft" potencjalnych samobójców. I myli się ten, kto sądzi, że to tylko polski problem. Wystarczyło obejrzeć utrzymany w duchu programów państwa Gucwińskich reportaż z zeszłorocznych targów Gamescom w Kolonii nagrany przez jedną z niemieckich telewizji, żeby się o tym przekonać.


Pole rażenia telewizji i prasy jest zresztą tak szerokie, że odłamki ranią nawet kino. Ten, kto ulega pokusie i – jak Paweł Sala w "Matce Teresie od Kotów" – zamienia tabloidową pulpę w ruchome obrazy, daje temu najlepszy wyraz: to brutalne gry wideo są jedną z przyczyn mordu dokonanego na matce przez dwóch nastolatków. Zostają wrzucone do jednego worka z kościelną indoktrynacją, wojną w Iraku oraz ruchami New Age.  

Socjolog czyli Bóg

Język mówienia i pisania o grach w mediach niebranżowych został zbudowany na bazie stereotypów, z których ten najmocniej ugruntowany, paradoksalnie, jest najprostszy do obalenia. Podobnie jak komiks, który w medialnej optyce sprowadza się do historii superbohaterskich i jest produktem skierowanym głównie do nastolatków, tak i gry są  sprofilowane na nasze starsze i młodsze pociechy. I kiedy jedna z nich zaczyna w wirtualnym świecie tłuc prostytutki albo dekapitować kosmitów, pan w garniturze marszczy czoło i pyta głosem, w którym pobrzmiewają strach i frasunek: "Kto na to wszystko pozwala?".

Odpowiedź na to pytanie jest prosta, ale trudno wypowiedzieć ją głośno, skoro rating gier i ograniczenia wiekowe to w Polsce temat tabu. Rozkładanie odpowiedzialności na developera i rodzimego wydawcę jest tak częstą praktyką, że z radaru całkowicie znikają sklepy – podmioty odpowiedzialne za ostateczną kontrolę treści. Prowadzi to do sytuacji, w której do defensywy zostają zepchnięci twórcy i dystrybutorzy – osoby, które w normalnych warunkach byłyby jedynie stroną w dyskusji.

photo.title   photo.title
"Rule of Rose"

To właśnie przypadek sprzed pięciu lat, gdy przeciętnym tytułem "Rule of Rose" z japońskiego studia Punchline zainteresowały się europejskie organizacje rządowe, m.in. rodzime Ministerstwo Edukacji Narodowej oraz Komisja Europejska, a także media, jak "Rzeczpospolita". Mroczna przygodówka, parafrazująca m.in. "Dzieci kukurydzy" i "Władcę much", zebrała cięgi za promowanie przemocy wśród najmłodszych, ale dopiero gdy do akcji wkroczył włoski wydawca tytułu, 505 Games, w dyskusji pojawiły się ocenzurowane wcześniej słowa: "rating" oraz "gatunek". Gra otrzymała w USA kategorię PEGI 16+, zaś na rynku europejskim miała być dozwolona od 18 lat. Ponadto była survival horrorem i właśnie w oparciu o ten fakt budowano jej markę. Medialni przeciwnicy wydawniczej polityki 505 Games nie przytaczali jednak tych argumentów, gdyż byłoby to równoznaczne z wywieszeniem białej flagi – skoro kryterium gatunku oraz kategorii wiekowej nie powinno być brane pod uwagę, to jak zastosować podobną zasadę wobec innych tekstów kultury?

photo.title   photo.title
"Dzieci kukurydzy"

Powyższa sytuacja jest doskonałą ilustracją błędów w myśleniu większości socjologów zajmujących się komentowaniem "z doskoku" zagadnień związanych z grami. Spoglądanie na gry tylko i wyłącznie od strony niezobowiązującej rozrywki sprawia, że pojęcia takie jak "konwencja", "genologia", czy nawet "narracja" zostają usunięte na dobre z krytycznego języka.

To casus Pawła Majchrzaka, jednego z autorów zbioru "Ekran, mit, rzeczywistość". Majchrzak pisze: "Większość gier, których sens oparty jest na koncepcji masowej destrukcji, dorabia na siłę ideologię, mającą utwierdzić gracza w przekonaniu, że dokonująca się na ekranie rzeź ma pełne uzasadnienie. Radosnej eksterminacji poddaje się więc wszystkich kosmicznych najeźdźców, których jedynym celem jest unicestwienie gatunku ludzkiego, nazistów, których eliminowanie jest poza dyskusją i grającemu może przysporzyć tylko chwały, kryminalistów tudzież terrorystów, oraz całą masę "ziemskich" wytworów ludzkiej wyobraźni, których złe zamiary uzasadniają ich całkowite wybicie". Tyle tylko że gra, która korzysta często w warstwie narracyjnej z języka innych sztuk (np. kina),  musi być osadzona w jakiejś konwencji, a jeśli założeniem tejże jest eksterminacja wirtualnych oponentów, to nadany jej sens jest "sensem" w znaczeniu umownym (takim samym jak sens wzajemnego mordowania się nazistów i aliantów w filmach osadzonych w realiach II WŚ), a nie czynnikiem mobilizującym gracza do efektywniejszego działania.

Głos z rubieży

Co na to wszystko media branżowe? Jak pięć, dziesięć i piętnaście lat temu, dziennikarze trwają na stanowiskach i gromadzą kolejne przykłady "rażącej niesprawiedliwości". Puentują i piętnują. Rozdarci między oczekiwaniami chłopców-etosowców a całkiem nowej grupy casualowych czytelników szukają języka, który zadowoli wszystkich. Nie są już w swojej misji popularyzacyjnej tak zapalczywi jak kiedyś, bo czasy im sprzyjają. Są jednak zbyt łagodni dla swoich kolegów z mediów niebranżowych. Nie korzystają z fundamentalnego prawa do polemiki, czekają, aż problem rozwiąże się sam. Ci, którzy znaleźli przystań w tygodnikach opinii, zadowalają się ramką w dziale "Kultura" i zmuszeni są do konfrontacji na łamach tej samej gazety z opinią profesora Iksińskiego. Za dnia recenzują "dla ludu", po godzinach chcą być forpocztą nowej rewolucji i kształtować rodzącą się właśnie wrażliwość. Nie rozumieją, że tylko łącząc te role, mogą coś zmienić w społecznym postrzeganiu naszego ukochanego medium. Miejsce w wysoko- i średnionakładowej prasie oraz ogólnopolskich telewizjach, jako emisariuszom z wciąż nieznanego lądu,  po prostu im się należy.
źródło: Filmweb

Zobacz też:

komentarze

Dodaj komentarz

moje zdanie jest takie: grałem w różne gry, zdarzały się i takie które były zwyczajną sieczką a w rzeczywistości nigdy nie byłbym w stanie zabić kogokolwiek, nawet zwykłe pająki prędzej w moim wypadku kończą na wolności aniżeli pod moim kapciem. Prawda jest taka: zawsze się mówi o wpływie gier na człowieka, muzyki itd, niemniej jednak jeśli dochodzi do tragedii to głównie wina rodziców , którzy nie byli wstanie "prawidłowo" wychować dziecko i tyle.....

Bzdurny artykuł. Tyle na ten temat.

Wpis został zablokowany z uwagi na jego niezgodność z regulaminem

Aż się wierzyć nie chce, że większość odebrała ten artykuł, jako potępiający gry. No ręce normalnie opadają. Najwidoczniej umiejętność czytania ze zrozumieniem jest dla nich obca. Tak więc łopatologicznie, jak @uber_k napisał - AUTOR TEKSTU NIE UWAŻA, ŻE GRY SĄ ZŁE. TAK ODBIERAJĄ I PRZEDSTAWIAJĄ JE "SPECJALIŚCI", KTÓRZY SIĘ NA TYM KOMPLETNIE NIE ZNAJĄ, A PISZĄ O TYM DLA SZTUCZNEJ SENSACJI. Mam nadzieję, że to pomoże co niektórym zrozumieć ten tekst.

Jak miałem 9 lat to najbrutalniejszą grą w jaką grałem był PAC-MAN, dzisiaj gry mnie nudzą bo są robione dla debili kiedyś to była rozrywka elitarna dzisiaj każdy się reklamuje konsole jako centrum domowego ogniska, czy to źle wcale nie twierdzę, że źle ale dlaczego gry straciły na klimacie a zyskały na komercji. Ja jestem graczem wychowanym na Commodore i PSX. A jak patrzę jaka jest mechanika dzisiejszych gier to aż żal dupe ściska - patrz Battlefield 3 - singleplayerowy koszmar i nuuuda,

Co do brutalności gier to jest ona pokazywana na minimalnym poziomie bo rzadko w której grze widać realne efekty naszego postępowania. Patrz znikające ciała brak śladów po pociskach na trupach. W mało której grze wylatują flaki, latają ręce i mózgi.

Tylko w nowym Batmanie jak chrupią kości to aż się człowiek krzywi :). Gry są proste i nieskomplikowane jak odruchy wymiotne. Po 20 latach grania oczekuję czegoś niebywałego oczekuję, że będę grał z wypiekami na twarzy tak jak się grało w Final fantasy 7.

PS2 gry udają brutalność ale dosyć sztucznie im to wychodzi.

Pieprzenie i tyle nie artykuł. Kiedyś nie było gier komputerowych a ludzie byli tacy sami. Ludzie muszą znaleźć jakieś usprawiedliwienie

wracajac do przykladu psychopaty i counter strike`a to gram powiedzmy od 16 lat gdy dostalem pierwszego PC i przeszedlem przez gorsze tytuly, chocby manhunt, czy beznadziejny punischer ( pod wzgledem zabijania i pomyslow w jaki sposob mozna to zrobic - ideal ) i nic mi nie jest, jakos nigdy nie mialem wybuchu fantazji i nie zabjam zwierzat, nie kopie ludzi, nie sikam na groby, nie przejezdzam ludzi ? glupi temat i tyle

psychopata w szkole z bronia, mysle ze tu nie counter strike odgniotl sie na jego psychice? wszystkie odstepy od normy ktore dokonujemy gdzies drzemia w nas, siedza i czekaja na odpowiedni bodziec i jezeli ktos jest "twardy" radzi sobie z takimi pierd olami od tak, ale Ci "slabsi" psychicznie wymiekaja i daja zapanowac nad soba tym drugim ja.... a co do gier to sa gusta i gusciki nie kazdemu bedzie podobac sie fifa bo jest tez pes lub nfs albo jak u Melzara stare MMO, tak wiec pie rdu pie rdu, problemem w tym kraju na pewno sie gry i sposob ich odbierania a polityka !! .

Dzisiejsze gry są po prostu w 80% gówniane. Trzeba to powiedzieć wprost - robione są tak, aby nie wymagały myślenia. PR i marketing skutecznie urabia sobie przyszłe pokolenia wabiąc grafiką i głównie tym bo gameplay zazwycza jest bardzo ubogi. Dobrze ze gram w stare gry i ewentualnie czasem w jakies stare mmo.

Wszyscy tutaj po kolei łechtają swoje poczucie wartości - bo do tego zazwyczaj sprowadzają się internetowe fora, rozmówki itp. Był wcześniej artykuł o niedojrzałości społeczeństwa... Szkoda, że stało się to normą jakościową - nic tylko ukłon w stronę mediów.

Proponuję sprawdzić znaczenie wyrazu 'sic' i jego użycie w tekstach. PODPOWIEDŹ: to wcale nie oznacza angielskiego 'sick'.

Hy... sry pewnie za mało łopatologicznie... Ten pan pisze, że postrzeganie gier jako brutalnej jatki i źródła wszelkiego zła jest błędne i że trzeba by coś z tym zrobić XD .... Jezus ludzie litości... XD

hy.... :D
- Wstęp jest ironiczny...
- Autor boleje nad płytkim i ignoranckim postrzeganiem gier.
- Rozpisuje się o problemie (historia przeszła, oraz tu i teraz)
- Ostatni akapit można uznać za apel do ludzi z "branży growej", o zrobienie coś z tym fantem (nawiązanie sensownej, merytorycznej rozmowy w mediach majnstrimowych czy coś.. (to chyba główny nurt? :))..)

Więc czemu do jasnej anielki połowa (lub lepiej) komentarzy pod artykułem linczuje go za jeżdżenie po grach? :D :D... lol...

Ja także uważam, że na normalnego człowieka gra nie powinna mieć jakiegokolwiek wpływu psychicznego,gdyż nawet pięciolatek powinien wiedzieć co dobre a co złe i co realne a co nie. Podłoże tkwi w wychowaniu, które często jest skrajnie nieodpowiednie, a później ludzie chorzy umysłowo myślą że świat to gra. Ale gdyby gier nie było, to by kierowali się filmami a jak nie to prasą, a jak nie to radiem itd. Jeżeli ktoś jest psychiczny to żadna cenzura nie pomoże i jeżeli ma zabić to i tak zabije, z grą czy bez. I prosiłbym aby autor artykułu nie wciskał ludziom kitu i nie robił im wody z mózgu

Dorabianie ideologii do szkodliwości gier komputerowych uważam za bezsens. Twierdzenie że gry video potęgują poziom agresji w człowieku bo można w nich zabijać wirtualnych ludzi to głupota. Tak samo można tłumaczyć że gry strategiczne np. "Cywilizacja" zachęcają graczy do ludobójstwa ponieważ można tam zrzucić na miasto broń atomową. Najwięksi ludobójcy w historii ludzkości (Stalin, Hitler i inni) nigdy nie grali w gry komputerowe. Jakoś nikt nie podnosi lamentu na brutalności filmów, seriali które niejednokrotnie przewyższają gry video jeżeli chodzi o poziom odwzorowania aktów przemocy, seksu itp. "Zakazane imperium" - świetny serial a ile w nim zabijani, tortur, seksu, nagości i rasizmu. A przecież to wszystko na niby, prawda? Tak samo w grach video - przelałem morze krwi, zarówno czerwonej jak i innych barw (kosmitów). Dokonywałem aktów sabotażu, łamałem i wyrywałem kręgosłupy (Mortal Kombat, AvP), odstrzeliwałem ludziom głowy a ich mózgi rozpryskiwały się na ścianach (Soldier of Fortune 1 i 2). Rannym podrzynałem gardła nożem, słuchając ich charczenia, albo odstrzeliwałem ich kończyny jedna po drugiej by słuchać krzyków, jęków i skomlenia. Kradłem, zdradzałem, łamałem prawo zarówno moralne jak i stanowione (GTA, Fallout). Nie zważałem na życie moich żołnierzy – często wysyłałem je na pewną śmierć, tylko po to by osłabić przeciwnika lub dokonać dywersji. Wybiłem wiele ras i gatunków, kraje i nacje obracałem w perzynę. Niszczyłem całe planety które nie chciały przyłączyć się do mojego imperium (Galaxy Empire 1 i 2). Zabijałem nazistów, komunistów, terrorystów, białych, czarnych, Azjatów, homoseksualistów, liberałów, demokratów, wszystkich bez wyjątku. Byłem bogiem śmierci, niszczycielem światów. I jedyny problem jaki miałem z prawem w prawdziwym życiu to mandat za nie przejście po pasach oraz za jazdę bez biletu. Dlaczego? Bo zawsze wiedziałem że tylko bity i bajty, rzeczywistość wirtualna, zera i jedynki.

co ten artykuł ma na celu? zapchanie dziury w filmwebwych zasobach? prowokację? o co wogóle chodzi autorowi?

odnoszę wrażenie że to tylko pseudointelektualne pier.dolenie

zresztą nic odkrywczego w tym artykule nie ma tylko przypomina stare afery o których już dawno zapomniano - i tak powinno z nimi być

sorki za bledy - tak to jest jak wielka zoltopomaranczowa kula jarajacej sie materii wali ci przez szybe do pokoju ;)

jedno moge powiedziec na pewno - po co sie robi filmy i gry o takiej a nie innej tematyce? ludzie jak wiemy, nie zawsze byli tym czym sa; kiedys byli prymitywni, walczyli o przetrwanie jak kazdy gatunek na ziemi; walczyli o "samice" (przepraszam drogie Panie, to dla podkreslenia wyrazu), walczyli o terytoria; byli jednoczesnie mysliwymi jak i zwierzyna; teraz jestesmy wielce wyedukowanym gatunkiem na poziomie, ale brakuje nam tych emocji i dlatego upajamy sie w pewien sposob takim a nie innymi filmami czy grami; wyzwalaja one w nas te pierwotne instynkty i u niektorych nawet zdolnosci, ktore rzekomo zwiemy 7 zmyslem; jestem niemal pewien ze osobo notorycznie grajace w gry wyscigowe po odpowiednim przeszkoleniu z samochodem beda genialnymi kierowcami, nawet rajdowymi i beda stwarzac mniejsze zagrozenie na drodze niz osoby wyszkolone przez nasze kochane WORDy; bo tam ucza nas po dziesieciokroc jak jezdzic miedzy tyczkami, a nie jak zachowuje sie samochod w takiej czy innej sytuacji; malo tego umiejetnosc szybkiej reakcji jaka nabywasz w grze przenosi sie na zycie; nie mialem jeszcze ani jednej kolizji, mimo ze nie raz pieszy wlazl mi przed maske, albo jakis madrus zajechal mi droge, czy tez jechal na czolowe; paradoksalnie jedyna kolizje mialem z predkoscia 15km/h i to ja stracilem lewy migacz a facet (raczej dwoch pakerow w BMWicy) mial ryse na tylnym nadkolu i tylko dlatego ze "krol szosy" jechal BMWica srodkiem drogi, czyli polowa samochodu byl na moim pasie i to jeszcze ja mialem pierwszenstwo; niestety panowie w mundurkach stwierdzili ze to moja wina;
strzelanki - gdyby zrobic normalne przeszkolenie graczom, to okazaloby sie ze w realnym zyciu sa lepszymi strzelcami niz osoby od lat sluzace w armii; to samo gry ekonomiczne, strategiczne itd; gry karciane? przypuszczam ze jest wsrod internautow wielu ktorzy pokonaliby mistrza swiata, ale o tym nei mysla, bo graj abo lubia a nie dla kasy; a dlaczego by go pokonali? bo oni moga zagrac z milionami innych graczy i poznac miliony taktyk w krotszym czasie niz gracz z realnego swiata; innymi slowy, gry to nie tylko gry, ale symulatory w doslownym tego slowa znaczeniu, a biorac pod uwage obecna grafike w grach to juz tylko odpowiedniego fotela interaktywnego brakuje by go podpiac pod USB; ale masa ludzi wraca do gier 2D tych z lat mojego dziecinstwa, zreszta producenci odswiezaja te gry; slynne Worms'y wrocily znow do wersji 2D, bo to bylo to co wciagalo; przypuszczam ze gdyby najnowsza wersja GTA wyszla w 2D poszlaby w milionach pudelek; ludzie mimo wszystko chca gry widziec jako gry, jako forme rozrywki; zaczynaja byc zmeczeni symulacja realnego swiata od ktorego to wlasnie probuja sie oderwac; ja koncze w temacie, napisalem sie i nic nowego nie dodam... a tematy takie jak ten na filmwebie i innych portalach sa po to by podwyzszyc liczbe klikniec na witrynie co powoduje wzrost w rankingu google - pozycja idzie do gory; to nie jest ten filmweb ktory ja pamietam sprzed paru lat... powinni zmienic nazwe lub otworzyc blizniacza stronem ale po co jak tego jest od groma; powinni sie skupic na filmach, bo po to filmweb powstal, no chyba ze chca oceniac filmy z gier...

dlaczego ja podalem przyklad gier wyscigowych na mojej osobie? juz wyjasniam - chodzilo mi o to by pokazac po pierwsze ze gry maja wplyw na czlowieka, bo tego nie zaprzeczylem, a to jaki maja wplyw zalezy od nas; rownei dobrze moglem wsiasc za kierownice i scigac sie nieleglanie po ulicach lamiac przepisy ruchu drogowego; to od nas zalezy co my zrozbimy z wplywem jaki dana rzecz ma na nas, bezposredni czy tez posredni; rownei dobrze moglbym powiedziec ze wszystkie dzieci wychowane w rodzinach patologicznych, albo w domach dziecka sa zle i kwalifikuja si ena margines spoleczny bo wychowaly sie w chorej rodzinie, albo w niekompletnej, albo w ogole bez rodziny - i tu z calym szacunkiem dla wyksztalconych pedagogow i psychologow jak i socjologow - g....uzik prawda; znam osobiscie wiele osob z takich rodzin czy tez bez rodzin i... sa o wiele bardziej dojrzali emocjonalnie i stawiaja na lepsze wartosci niz nie jedna osoba z tzw pelnej rodziny; nie wazne jaki bym przyklad nie podal - to ludzie, sami ludzie decyduja o tym jaki dana rzecz, sytuacja bedzie miala na nich wplyw; ja narzekam ze WoW ma tak wysoki abonament (dla polakow, bo trzeba placic w euro, a nie na przyklad w dolarach), ale z drugiej strony jest to dobre, bo gdyby byl nizszy to odsetek mlodziezy wbijajacej na serwery z tekstami na wejscie: "k...a po....lo Cie h...u" "wy....aj stad, a twoja stara to wielka k...a jest" - takimi tekstami na przyklad na serwerach CSa bylem wieloktornie "pozdrawiany" od dziewczynek, badz chlopak przed mutacja i to wiadomo na pewno bo slychac przez mikrofon; problemem jest rowniez to ze dzieciaki na lekcjach informatyki zamiast uczyc sie jak praktycznie rozwiazywac problemy notoroycznie pojawiajace sie w windows to graja po sieci;
co do mycia zebow - tu tez jest problem rodzicow; nie jest sztuka gonic dzieciaka sila do czegos; sztuka jest tak przetlumaczyc dziecku mycie zebow, czy tez jedzenie surowek, lub gimnastyke, by wiedzialo ono ze to jest dla jego dobra a nie dla dobra rodzica; by wiedzialo ze jak nie bedzie myc zebow to skonczy w wieku lat 30 z protezami plukanymi w szklance co wieczor; jak to sie ima gier? gdyby rodzic pokazal dziecku ze z gry mozna miec wielka frajde i wyciagac z niej nauke, cos dobrego, to nie byloby takich chorych zarzutow pod ich katem; czego ucza gry planszowe, np. taki chinczyk? z(a)bijania przeciwnika ktory stoi Ci na drodze; szachy? to samo, malo tego masz jeszcze poswiecic najslabszego obronce, czyli pionka, bo pionki sa po to by je poswiecac... czego to uczy stratega? na pierwszy ogien dawaj najslabszych, bo zal mocniejszego woja; jest to sprzeczne z istota bycia czlowiekiem - chronic i pomagac slabszym, szachy ucza by poswiecac slabszych dla wlasnej korzysci i przyszlego dobra reszty, a zwlaszcza krola (wladzy);
filmy - naogladalem sie wielu filmow akcji z tzw karate choc w wiekszosci jest tam kung-fu albo inna sztuka walki i jakos nie chodze po ulicach i kopie ludzi, albo nie latam jako samozwanczy bohater po przeczytaniu komiksow o batmanie, supermenie, spidermanie, ghost riderze, thorgalu, wiedzminie itd (mysle o tych pierwszych komiksach sprzed dwudziestu paru lat, a nie o tym czyms co dzisiaj sie pojawia); i tak mozna bez konca... wszystko zalezy od tego jak masz poukladane w glowie zanim dostaniesz do reki ksiazke, film, gre czy cokolwiek innego, chocby wspomniany tutaj noz;

Mam takie spostrzezenie, jako gracz i kinoman - lat 29 (czyli stary gracz i młody kinoman), iż po raz kolejny artykuł "o grach komputerowych" jest ciut o niczym (pewnie moje kilka zdań także takie będzie :/). Od dawna wydaje mi się bezsensowne pisanie o grach jako przyczynie zła wszelakiego, gdyż czy ktoś tego chce, czy nie gry stały się nieodłącznym i integralnym składnikiem kultury, i wszelkich jej tworów. Zawsze, gdy czytam jakiś artykuł o podobnym wydźwięku, wzdycham i wizualizuję sobie takie apele i pokrzykiwania (przewrotnie, rzecz jasna :D): Czemu nie ma publicznej dyskusji o szkodliwym wpływie noży na nasze dzieci? Noze są ostre, przestępcy nieletni dźgają nimi staruszki! Nie dla noży do pieczywa! Zakażmy ustawowo sprzedaży długich i ostrych noży! ... głupie, prawda? To nie gry są szkodliwe, ale wpływ silnych bodźców na słabe umysły osób (nie tylko dzieci!), które być może są nieszczęśliwe, samotne, rozgoryczone, a w skrajnych sytuacjach mają po prostu problemy psychiczne. Kiedyś gier nie było, a zdarzały się skrajne przypadki, że nastolatkowie dźgali bezdomnych zaostrzonymi kijami (tak jak i dzisiaj)... Wszystko może być przyczyną. A spoglądając z łagodniejszej strony na temat obecności gier już od dość dawna w nurcie głównym kultury, aby raz na zawsze wskazać niezorientowanym jak się rzeczy mają, przytoczę sytuację z życia. Niedawno rozmawiałem z osobą ze starszego pokolenia i rozmowa zeszła na temat Krystyny Jandy. Moja rozmówczyni powiedziała, iż jest to jedna z niewielu aktorek, która nigdy nawet nie miała styczności z żadnymi nierealistycznymi filmami, jakimiś "strzelaniami, kosmitami i innymi takimi" i chwała jej za to. Ja się zdziwiłem i powiedziałem, że przeciez grała w kilku filmach science-fiction, a ostatnio (tego moja rozmóczyni mogła nie wiedzieć) wzięła udział w dubbingu gry komputerowej. Oczywiście oskarżony zostałem o gadanie bzdur, że się nie znam, że za młody jestem i musiałem udowadniać, jak jest naprawdę. Wyszło na to, że zwykła niewiedza i jedynie powierzchowne zainteresowanie tematem/osobą/zagadnieniem były źródłem oskarżenia i na szczęście szybko ugaszonego żaru gniewu :) Zakończyło się wizytą w sklepie i zakupem 4 płyt z fimami sci-fi z Krystyną Jandą :P Tak zwykle widzę przyczynę mianowania "gier komputerowych" przyczyną śmierci, zniszczenia i zgorszenia (czyli czynność samą w sobie bezsensowną, bo wrzuca się do jednego worka przykładowo Tetrisa, Magiczną Farmę Kucyków, Kolorowanki z Garfieldem z Call of Duty, WoW i japońskimi grami o roznegliżowanych uczennicach :P) Jakby ktoś się zapoznał z tematem, to na pewno miałby inne zdanie i nie pisałby bzdur (szczególnie o grach, które są przeznaczone dla dorosłych, więc dzieci w świetle prawa - i zdrowego rozsądku - grać w nie nie powinny - wszystko w gestii rodziców i sprzedawców).

Niesamowite... Chyba faktycznie prawdą jest, że większość społeczeństwa ma problemy z czytaniem ze zrozumieniem. :) Artykuł ma ewidentnie wydźwięk pozytywny w stosunku do gier jako do medium, którego obraz jest cały czas wypaczany przez inne, bardziej zadomowione w naszej kulturze środki przekazu. Mimo to, spora część komentujących atakuje autora za rzekome wytykanie grom brutalności. Aż smutno się robi.

Jeszcze śmieszniejsze są zarzuty o nadmierne używanie "małoznanych" (?) słów i ciężkiego stylu. Byłbym wdzięczny, gdyby ktoś był uprzejmy zaprezentować stosowne przykłady. Czyżby chodziło o "konwencję" albo "narrację"? :D

Filmweb się stacza takimi tekstami. Pierwsze akapity to intelektualna masakra dokonana na czytelniku. Dalej odpadam. Miłego oglądania "Na dobre i na złe" + "Rozmów w toku"... ;)

Mysle, ze cognito podsumowal wszystko odpowiednio. Jednak nie rozumiem co filmonieznawca mial na mysli twierdzac ze gry nie maja zlego wplywu na czlowieka po czym przyznal ze granie w wyscigowki przyczynilo sie do lepszego opanowania auta. Czlowiek to jeden wielki receptor na bodzce i ogromnym bledem jest zakladac ze jak cos ma dobry wplyw na czlowieka to nie moze mniec zlego. Zarzuty wobecy socjologow sa bezpodstawne bo Ty drogi filmonieznawco przyjales, ze gry nie maja zlego wplywu na czlowieka. Najsilniejszym bodzcem oddzialujacym na czlowieka sa wrazenia wzrokowe. W grach jest to jeszcze bardziej potegowane przez wrazenia sluchowe i tylko moze sie wydawac ze gra nie oddzialuje na odbiorce, bo robi to po trochu w stopniu na codzien nie zauwazalnym. Oczywiscie wychowanie odgrywa wieksza role w ksztaltowaniu osobowosci, ale tak jak mama codziennie kazala myc zeby przed snem az weszlo to w nawyk, tak granie w strzelanki przyzwyczaja do widoku krwi i smierci, a co za tym idzie zmneijsza opory przed zlym postepowaniem. Bo czego innego moze uczyc gra GTA jak nie bycia czlowiekiem do wynajecia, ktory jest gotow krasc i zabijac dla pieniedzy.

ten autor żarł te same tablety co gosciu z filmu "Jestem bogiem"
artykuł niepojetny dla ludzi zdrowych psychicznie

@filmonieznawca - zgadzam się co do spolszczania słów z języków obcych. Nie jest to może najfortunniejszy sposób wyrażania się w polskiej publicystyce, jednakże jeden wyraz (bo z tego co widziałem tylko ten jeden się tam pojawił) nie jest jakimś strasznym wynaturzeniem.
A co do sformułowań, to pewnie gdyby wszystko zostało napisane językiem prymitywnym i potocznym wielu z czytelników stwierdziłoby, że "artykuł jest na żenującym poziomie. pogratulować profesjonalizmu redakcji filmwebu" (niejednokrotnie takiego rodzaju stwierdzenia już tutaj widziałem). Rzeczą potrzebną jest wynalezienie złotego środka. Mnie poziom merytoryczny i formalny tej wypowiedzi jak najbardziej odpowiada. Myślę, że dla skoncentrowanego na wyczytaniu treści z artykułu "masowego odbiorcy" też nie jest on znowu takim wielkim wyzwaniem. Co innego jeżeli chodzi o dzieci - tu masz absolutną rację.
Na temat tego co piszesz o wpływie gier również się zgadzam. Zgadza się z Tobą też sam autor w swoim artykule. Więc nie wiem czemu po raz kolejny podnosisz tę kwestię, bo nikt tutaj jak do tej pory Ci nie zaprzeczył.
Co do zapotrzebowania na uczelnie to nie zgodzę się, bo gdyby uczelnie te nie były potrzebne to nie byłoby chętnych do studiowania na nich i zostałyby zlikwidowane. Absolwenci mogą nie być potrzebni. Uczelnie są potrzebne tak długo jak długą są chętni do rozwijania się w danym kierunku.

a co do zawodow - jezeli ktos dostaje regularne wynagrodzenie za to ze jest socjologiem, politologiem, filozofem itd to jest to jego zawod; AWF - blednie trafione, bo to akurat jest potrzebne; malo tego ja dorzucilbym tam anatomie czlowieka, konkretna i fizyke; jezeli masz byc mgrem wfu to masz wiedziec wszystko odnosnie ludzkiego ciala, poczynajac od budowy, konczac na prawach ktore nim rzadza; rownolegle cwiczenia praktyczne na sobie - mysle o sporcie; paradoksem jest wysylanie na trenerow ludzi ktorzy skonczyli AWF a w zyciu nie uprawiali sportu, jednakze trener musi tez posiadac jakas tam wiedze by nie zrobic krzywdy podopiecznym; ASP tu sie zgodze zbedna, jesli chcesz byc artysta; natomiast jesli chcesz byc nauczycielem, to musisz byc artysta wyksztalconym; artysta ma swoj styl, natomiast wyksztalcony artysta zna inne style i moze o nich rozmawiac; zreszta co ja sie bede powtarzal, juz ktos to kiedys powiedzial:
"Fakty nie są najważniejsze. Zresztą, aby je poznać, nie trzeba studiować na uczelni - można się ich nauczyć z książek. Istota kształcenia w szkole wyższej nie polega zatem na wpajaniu wiedzy faktograficznej, lecz na ćwiczeniu umysłu w dochodzeniu do tego, czego nie da się znaleźć w podręcznikach" - A. Einstein - i za takie podejscie ja sie pozegnalem ze studiami fizyki; szkoda ze tego cytatu nie znalem wczesniej, bo bym go przedstawil mojemu wykladowcy z fizyki, ktory usilnie wpajal mi co do kropki wiedze ze skryptow uczelnianych; a matematyka... to tylko jezyk (prawie) jak kazdy inny; jezyk przy pomocy ktorego mozna zapisac pewne fakty niezapisywalne zadnym innym jezykiem, jak chociazby zjawiska fizyczne... ludzki mozg jest zbyt zlozony by zrozumiec dlaczego pewne rzeczy zapisujemy tak a inne inaczej... a gry? moj instruktor nauki jazdy stwierdzil ze granie w wyscigi samochodowe duzo mi dalo, mimo ze uzywam do tego tylko palcow; ale moj mozg rejestrowal jak zachowuje sie samochod i niczym symulator przekalkulowal bez mojej wiedzy co i jak maja robic moje rece i nogi jak wsiade do prawdziwego auta... nie wiem jak to dziala, ale wiem ze ludzki mozg mnie fascynuje i zadziwia, dlatego nikt mi nie powie ze gry nie ucza albo ze sa zle - wszystko zalezy od nas samych;

a propos wypowiedzi ponizej; ja znam wiele maloznanych slow, ale jezeli prowadze dyskusje czy tez pisze artykul do masowego odbiorcy staram sie uzywac slow masowo znanych; na wybitna elokwencje moge sobie pozwolic w waskim gronie osob mi znanych, co do ktorych moge miec pewnosc ze moje slowa zrozumialy; filmweb jest witryna ogolnodostepna dla ludzi w roznym wieku, o roznym stopniu znajomosci slow... mysle ze wiadomo o co mi chodzi; nie mowie ze ktos jest glupi, albo nieuk, po prostu nie kazdy musi znac chocby takie slowo jak "casual", ze juz nie wspomne o jej idiotycznie spolszczonej wersji, tak jak dzis slyszalem w sklepie dwoje mlodszych ode mnie: "mozemy zjemy dzis sandwiche na kolacje"; nie mozna powiedziec kanapki? bo sandwich to kanapka, fakt ze moze specyficzna, ale to jednak kanapka;
wracajac do gier - mysle ze WoW czy CS pojawily sie tu ze wzgledu na masowa ilosc filmikow z youtube na ktorych mozna zaobserowac fatalne skutki oderwania gracza od jego ulubionej gry; ale sa to skutki nie samego grania w gry, tylko zlego procesu wychowania w ktorym to zapomniano nauczyc dziecko odrozniac zycie realne od fikcyjnego, malo tego nie nauczono go tego ze zycie realne jest wazniejsze niz fikcyjne; dlatego twierdze ze socjologowie sa potrzebni jak plog sniezny na pustyni, poniewaz twierdzenie ze gry sa zle jest bledne; tak samo twierdzono ze Rock'n'Roll jest zly i pare jeszcze innych rzeczy; nie ma rzeczy zlych, to ludzie sprawiaja ze te rzeczy sa zle; istnieja rzeczy ktore wymyslono po to by robic cos zlego, teoretycznie; chocby noz... od poczatku istnial jako narzedzie smierci, do zdobywania pokarmu, czy tez przygotowywania go... ale ktos wymyslil ze nozem mozna zabic czlowieka; i tak poczynajac od obrobionej galezi zwanej maczuga, poprzez ksiazki, filmy, gry, a konczac na rozpadzie atomu wszystko moze sluzyc dobru i zlu, a zalezy to od czlowieka, a nie od martwego przedmiotu; to tak samo jak ja tlumacze kierowcom - dlatego ze ludzie nie potrafia jezdzic to trzeba drzewa wycinac przy drogach, ktore sa bardzo pozyteczne chocby w upalny dzien; logika czlowieka - drzewo jest winne ze ja zle jade; gra jest winna ze ja kogos pobilem - nie moje chore myslenie, tylko rzecz; od kiedy to rzeczy maja nad nami wladze?

Filmweb ostatnio wygląda jak tania dziwka, te błyskotki i reklamy, aż odechciewa się tu wchodzić....

@exe13 - nie widzę podstaw do dyskusji. prawie się zgadzamy. też nie uważam tego za zawody a raczej sposób na rozwijanie swojej wiedzy i zainteresowań. Nie twierdzę, że kierunki te należałoby zlikwidować. Nie twierdzę również, że są to głupoty. Socjologia jest dziedziną młodą i zobaczymy - może coś z tego wyrośnie. Politologia to tyle nauk połączonych w jedność, że lepsze nazwanie jej 'nauki z gatunku politologicznych', bo chyba nie chcemy jej zamykać w 'wiedzy o polityce'. A wiadome, że jak ktoś wie trochę o wszystkim to najczęściej kończy się to tym, że nie wie o niczym. Filozofia to sposób myślenia i może uprawiać ją każdy kto tylko ma na to ochotę. Jednakże znów - jak chcą się uczyć o teoriach filozoficznych - niech się uczą.
Nie sądzę, żeby zdolności biznesowe Palikota wynikały z kierunku studiów, który skończył.

Niech tam gry będą brutalne, one mają dawać ludziom rozrywkę. A jeżeli nie potrafi się rozróżnić fikcji od rzeczywistości to już inna sprawa.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: