Rozmowa z Mattem Reevesem, reżyserem "Pozwól mi wejść"

Filmweb   |   autor: Łukasz Muszyński   |    |   Wywiad
Matt Reeves zdobył szturmem kina na całym świecie dzięki pomysłowemu i trzymającemu w napięciu "Projektowi: Monster". Teraz powraca z przeróbką szwedzkiego "Pozwól mi wejść", który uważany jest za jeden z najlepszych horrorów ostatnich lat. W wywiadzie dla Filmwebu amerykański reżyser zdradza kulisy powstawania filmu oraz tłumaczy fenomen "Zmierzchu" i "Czystej krwi"




Horror dekady, najlepszy film o wampirach, jedna z najstraszniejszych produkcji wszech czasów – to tylko niektóre z określeń, jakie można znaleźć w Internecie na temat szwedzkiego "Pozwól mi wejść". Nie boisz się, że widzowie i krytycy, którzy pokochali oryginał, zechcą rozszarpać Ci tętnicę za zrobienie jego remake'u?

Może nie będzie tak źle. Aczkolwiek pamiętam, że gdy obejrzałem oryginał, zachodziłem w głowę, po co kręcić jego remake (śmiech).

No właśnie, po co?

Wszystko zaczęło się od projektu zatytułowanego "Invisible Woman", który chciałem nakręcić po zakończeniu prac nad "Projektem: Monster". To miała być niezależna produkcja. Rynek tego typu filmów w Stanach Zjednoczonych i na całym świecie zaczął się wówczas jednak zawężać. Miałem spore trudności ze znalezieniem na niego pieniędzy, tym bardziej, że scenariusz był ambitny i wymagający.  Zwróciłem się wtedy do studia Overture Films. Jego szefowie stwierdzili, że bardzo podobał im się "Projekt" i chcieliby mnie zaangażować do swojej nowej produkcji. Okazało się, że chodzi o remake "Pozwól mi wejść". Był styczeń 2008, prawie rok przed amerykańską premierą szwedzkiego horroru.  Dostałem od nich płytę z filmem i wróciłem do domu. Obraz Tomasa Alfredsona dosłownie rozwalił mnie. W dodatku okazała się, że jego fabuła ma wiele wspólnego z "Invisible Woman".

Słyszałem, że scenariusz "Invisible Woman" powstał w oparciu o pomysł na serial.

Zgadza się. Ładnych parę lat temu z J.J. Abramsem, z którym robiłem "Felicity",  przygotowywaliśmy projekty nowych seriali. Pomysł J.J. przeobraził się w "Agentkę o stu twarzach". Ja wymyśliłem mroczną opowieść o dorastaniu. Jej akcja rozgrywała się w późnych latach 70. Bohaterem był 11-letni chłopiec, który wraz z  szykującymi się do rozwodu rodzicami przeprowadził się do nowego miejsca. Spotkał tam rówieśniczkę wychowywaną przez samotną matkę. Nawiązała się między nimi głęboka więź. Ostatecznie z serialu nic nie wyszło, więc przerobiłem go na scenariusz "Invisible Woman", gdzie cała historia opowiedziana jest z punktu widzenia matki jednego z dzieci. Gdy zobaczyłem sceny z "Pozwól mi wejść" rozgrywające się na podwórku przy śmietniku, nie wiedziałem jak zareagować. Było w nich tyle emocji, które tak bardzo lubię.  Potem okazało się, że są one wstępem do horroru.

I jak Ci posmakowała taka mieszanka?

Reżyser Tomas Alfredson znakomicie wykorzystał mit wampira, by pokazać cierpienia dojrzewających dzieciaków.  Zadzwoniłem do studia i powiedziałem im dwie rzeczy. Po pierwsze, nie wiem, dlaczego chcecie kręcić remake, skoro oryginał to skończone arcydzieło. Po drugie, jeśli jednak zrobicie przeróbkę, to nie możecie zmieniać wieku bohaterów, bo zniszczycie całą historię. Jest ona bowiem w całości oparta na bólu i niepokoju, jakie przeżywa człowiek w tym okresie dojrzewania.


Co było dalej?

Gdy prawa do remake'u zostały zakupione, zacząłem się zastanawiać, jak przenieść historię rozgrywającą się w Szwecji na amerykański grunt. Podobnie jak bohaterowie "Pozwól mi wejść", ja też dorastałem w latach 80. Postanowiłem więc przypomnieć sobie, co się działo w tamtym okresie w Stanach Zjednoczonych. Powróciły do mnie obrazy Ronalda Reagana mówiącego z ekranu telewizora o tym, że Ameryka jest dobra, a zło jest poza jej granicami.  Zastanawiałem się, co wtedy czułem, słysząc słowa prezydenta.

Spotkałeś się z twórcami oryginalnego "Pozwól mi wejść"?

Okazało się, że w realizację remake'u będą zaangażowani producenci oryginalnego "Pozwól mi wejść". Im też spodobał się "Projekt: Monster". Twierdzili, że był on odświeżeniem starego mitu o wielkim stworze atakującym miasto. Z kolei mnie szwedzki horror podobał się m.in. dlatego, że odświeżał w niebanalny sposób postać wampira. Szybko znaleźliśmy wspólny język.  

Nazwałeś szwedzki film arcydziełem. Jaka w takim razie jest recepta na zrobienie remake'u obrazu doskonałego?

Przystępując do realizacji, starałem się zachować to, co najlepsze w oryginale, a przy okazji wyeksponować jeszcze bardziej pewne elementy znajdujące się w powieści, na podstawie której powstał film. Zacząłem więc pisać scenariusz. Wówczas na ekrany amerykańskich kin trafił szwedzki film i publika dosłownie oszalała na jego punkcie. Pomyślałem sobie: czy mi odbiło, co ja do cholery robię?! Potem doszedłem jednak do wniosku, że moja wersja będzie inna i widzowie na pewno to zauważą. Zanim rozpoczęły się zdjęcia, zakazałem moim aktorom oglądania oryginału. To samo powiedziałem operatorowi Gregowi Fraserowi, który wcześniej zrobił zdjęcia m.in. do "Jaśniejszej od gwiazd".

W lipcu pokazaliście fragmenty filmu na Comic-Conie w San Diego. Jaka była reakcja widowni?

Byłem jednocześnie podekscytowany i strasznie przejęty konfrontacją z publicznością, która na pewno kochała oryginał. Jej reakcja była na szczęście ciepła. Fani zrozumieli, że nie kręcimy tylko wykalkulowanego i cynicznego remake'u. Że nasze "Pozwól mi wejść" to coś więcej.


"Pozwól mi wejść" to kolejny z serii filmów i seriali o wampirach, które podbiły publiczność na całym świecie. Mieliśmy już m.in. "Zmierzch", "Czystą krew" i "30 dni mroku". DreamWorks szykuje właśnie remake "Postrachu nocy". Skąd bierze się popularność krwiopijców wśród widzów?

Myślę, że wymienione przez ciebie tytuły są dowodem na moc wampirzego mitu. Poza tym, opowiadając historię z pogranicza fantasy i horroru, możesz zająć się bardzo realistycznymi problemami. Tak zrobili między innymi twórcy oryginalnego "Pozwól mi wejść", tak, mam nadzieję, zrobiliśmy też my. Poza tym, umówmy się, wampiry są cholernie seksowne, co bardzo dobrze widać w "Czystej krwi". Można też tak jak twórcy "Zmierzchu" opowiedzieć o zakazanej miłości. Dla mnie jednak esencja mitu wampira znalazła się w filmie "Martin" George'a A. Romero z 1977 roku. Są tam mrok, ból i niepokój, ale także pokazany realistycznie problem dorastania. To mi się podoba! "Czysta krew" czy "Dracula", choć naprawdę znakomite, wydają mi się zbyt stylowe. Brakuje w nich realizmu. W "Pozwól mi wejść" będzie inaczej.

Jakie są Twoje ulubione filmy o wampirach?

Oczywiście "Pozwól mi wejść" (śmiech). Poza tym lubię stare horrory z Christopherem Lee kręcone dla wytwórni Hammer, która, notabene, współprodukowała remake. Przy realizacji swojego filmu przypomniałem sobie "Lśnienie" Kubricka i "Egzorcystę". Nie ma w nich, co prawda, wampirów, ale jest realistycznie pokazany strach dziecka. Inspirowałem się też trochę dziełami Polańskiego i Hitchcocka. "Pozwól mi wejść" przypomina przecież pod paroma względami "Okno na podwórze". Chłopiec podglądający sąsiadów był też w "Krótkim filmie o miłości" Kieślowskiego.

To miło usłyszeć, że polskie kino też ma swój udział w gatunku filmów wampirycznych.

zobacz też:

komentarze

Dodaj komentarz

Oryginał zdecydowanie...mimo ze remake'u jeszcze nie widzialem


Moją poprzednią opinię napisałem zaraz po powrocie z kina - napisałem kwintesencję bo nie chciało mi się rozpisywać. Teraz, gdy po dwóch dniach nic nie zmieniło się w kwestii tego co o nim myślę - kilka zdań
więcej. Być może, ktoś skorzysta i przeznaczy te 23 PLN lub wielkokrotność na jakiś inny
lepszy film lub inną rozrywkę.

Przez cały czas trwania filmu nie było ani jednego momentu
bym podskoczył na fotelu ze strachu, odczuł obrzydzenie, zaskoczenie
lub JAKICHKOLWIEK innych silnych emocji spodziewanych po filmie gatunku horror.
Właściwie nie odczuwałem niczego poza skrajnym znudzeniem i sennością
powodowaną przewidywalnym scenariuszem i płytką fabułą.
Zresztą podobne reakcje można było zaoserwować uwielu innych widzów na wypełnionej
po brzegi sali. Pod koniec była już tylko kupa śmiechu.
Film jest najeżony czasopochłaniaczami w postaci
scen, na których bohaterzy po kilka minut tylko na siebie patrzą i nic nie mówią.
Większość dialogów skałada się tylko z kilku słów wypowiadanych z kikudziesięcio sekundowymi
przerwami. Wręcz porażająca dynamika akcji! Całość ubarwiona męczącym tłem muzycznym.
Co do akcji: Żenująco płytki wątek chłopca, który ma kłopotyw szkole z kolegami, którzy mu dokuczają
oraz mający prawdopodbnie wzbudzić emocje mroczno-romantyczne wątek wiecznie głodnej (krwi) dziewczynki-wampirzycy. Najbardziej mnie rozbawił koleś z czarnym workiem na głowie, który zdobywałjej pożywienie chowając się w samochodzie ofiary. I na końcu happy-end: On jej pomógł, ona jemu, wyjechali razem i żyli długo i szczęśliwe.

Komentarz piszę specjalnie dla tych, którzy usłyszeli reklamę w z hasłem "najlepszy horror wszechczasów etc." Ja popełniłem ten błąd, że wybrałem film, na który pójdę tylko na podstawie reklamy usłyszanej w samochodzie w radio. BTW - brawo panowie marketingowcy można: widać to prawda że przy
odpowiednim marketingu można skutecznie sprzedać dowolny shit.

ciekawe że ten film źle oceniają ludzie którzy go nie oglądali o.O

Pierwowozór jest o wiele lepszy od remake'u... Tych dwóch filmów nawet nie da się porównywać. Szwedzi zrobili genialny mroczny film, a amerykanie zrobili swoje typowe kino siekane.

Ten film jest mega siekaną zdecydowanie odradzam.

polecam "let the right one in"! Obejrzalam szwedzka wersje i jest powalajaca! Amerykanie maja za duzo kasy i za malo wlasnych pomyslow.....
Oryginal jest boski!

Wczoraj widziałem ten film na Horror Festiwal i jest bardzo fajny, naprawdę godny polecenia.

Z tego co widziałam w trailerze, ten film jednak jest kalką oryginału, tyle że mocno zamerykanizowaną i ze słabszymi aktorami. Więcej efektów specjalnych, zero tamtego wspaniałego, zimnego, szwedzkiego klimatu. Reeves może gadać co chce, dla mnie robienie remaków zawsze pozostanie niesmacznym trzepaniem kasy.

Z tego co tu napisano można wywnioskować, że rimejk nie będzie kalką oryginału, a to chyba dobrze nie?

Jestem za. Tego filmu w szwedzkim stylu nie jestem w stanie oglądać, ani słuchać ich języka. Widziałem kilka fragmentów i mnie odrzuciło. Klimat dziwny, jak dla mnie kompletnie nie interesujący. Hollywod daje radę, mimo że jest na jedno kopyto. Oryginału nie zamierzam oglądać, a remake z chęcią obejrzę.

rozumiem remake filmu który był naprawdę słaby i odtworzono go by wyduśić z niego sok przyzwoitości!
ale jak można robić remake tak dobrgo filmu który zachwyca pod każdym względem?nie wiem i jestem przeciw temu!!!!

Wolę orginał:)

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:

zmierz Twój gust filmowy!

Oceń 50 filmów, a otrzymasz rekomendacje filmów w Twoim guście!

2010
2010-10-22
2010-09-13
2008
2010-10-22
2008-01-26

newsy

zobacz wszystkie newsy

gorące newsy

magazyn