Filmweb sp. z o.o.
http://www.filmweb.pl/article/WENECJA+2017%3A+%C5%9Acigaj%C4%85cy+i+%C5%9Bcigani-124788

WENECJA 2017: Ścigający i ścigani

  • autor: Piotr Czerkawski, Łukasz Muszyński
  • Relacja
Impreza na Lido powoli zbliża się ku finałowi. W środę Łukasz Muszyński zobaczył australijski western, a Piotr Czerkawski – japoński kryminał. Poniżej ich wrażenia z filmów walczących o Złotego Lwa.
***

Uciec, ale dokąd?
(rec. filmu "Sweet Country")

Tytułowy "Sweet Country" to północna Australia w latach 20. XX wieku. Kraj mający w sobie tyle samo słodyczy co kawa z octem. Na wypalonych słońcem, zapomnianych przez Boga preriach przemoc i rasizm wydają się czymś równie naturalnym jak oddychanie. Pozornie kontrolę nad tym miejscem ze swoimi garnizonami oraz wymiarem sprawiedliwości pełni brytyjska korona. W praktyce obowiązuje jednak wolna amerykanka (australijka?) – władzę sprawuje ten, kto w danym momencie trzyma w garści nabity sztucer.

8061650-3x2-940x627.jpg

Zdaje sobie z tego sprawę aborygen Sam Kelly (kapitalny naturszczyk Hamilton Morris), który w samoobronie zastrzelił białego napastnika. Mężczyzna woli nie czekać na rozwój wypadków – wraz z żoną ulatnia się na terytorium zamieszkane przez dzikie plemiona. W pościg za zbiegami ruszają m.in. zmęczony życiem sierżant Fletcher oraz osadnik Mick Kennedy, który szuka okazji do wyrównania rachunków z Samem. Gorący piasek oblepia ciała, skorpiony szukają okazji do ataku, a dookoła rozciągają się nieprzyjazne człowiekowi pustkowia. Każdy z bohaterów zaczyna zdawać sobie sprawę z daremności swoich działań. Sierżantowi i spółce nigdy nie uda się dopaść sprytniejszego i lepiej zorientowanego w terenie uciekiniera. Z kolei państwo Kelly nie mają dokąd iść. Jeśli nie dopadną ich ludzie, zrobi to przyroda.

Tę inspirowaną autentycznymi zdarzeniami historię reżyser Warwick Thornton wpisuje w gatunkowy wzorzec westernu. Są tu kowboje i bandyci, jest szeryf oraz czekająca na niego w saloonie piękność, z kolei Indian zastępują półnadzy, żyjący w głuszy aborygeni. Jednak środki, przy pomocy których filmowiec opowiada o tym świecie, czynią jego dzieło bliższe europejskiej aniżeli hollywoodzkiej tradycji. Thornton nigdzie się nie śpieszy – ma czas, by kontemplować przyrodę oraz niemłode już, nieruchome twarze bohaterów. Dialogi są skąpe, a ich treść rzadko wykracza poza najprostsze sformułowania. Mimo tego że bohaterowie nie są mistrzami retoryki i bronią się przed zdradzaniem tego, co im w duszy gra, w filmie nie brakuje emocji. Za zasłoną milczenia mogą skrywać się zarówno rozczarowanie, urażona męska duma, jak i miłość. Agresja staje się jedynym sposobem na wyrażenie rozpaczy. Najprostsze gesty dowodzą współczucia i solidarności.

Całą recenzję można przeczytać TUTAJ

***

Długo film o zabijaniu (rec. filmu "The Third Murder")

Nie ma trudniejszego doświadczenia dla kinofila niż oglądanie nieudanego filmu ulubionego reżysera. Z podobną sytuacją będą musieli teraz skonfrontować się zwolennicy talentu Hirokazu Koreedy. Pozbawiony polotu "The Third Murder" stanowi świadectwo kryzysu w karierze Japończyka, który urastał do rangi ulubieńca najważniejszych światowych festiwali. Kilka naprawdę udanych scen pozwala jednak mieć nadzieję, że zapaść jest tylko chwilowa, a reżyser już wkrótce powróci do olimpijskiej formy.

37540-sandome_no_satsujin__the_third_murder__1_-____2017__fuji_television_networkamuse_inc._gaga_corporation__all_rights_reserved._copy_-_h_2017.jpg

Porażka Koreedy, choć ewidentna, ma w sobie coś heroicznego. "The Third Murder" pomyślany został jako popis artystycznej wszechstronności. Szufladkowany często jako spec od kameralnych dramatów obyczajowych Japończyk z premedytacją sięgnął zatem po obcą dla siebie konwencję dramatu sądowego. W punkcie wyjścia nie zwiastowało to jeszcze żadnych kłopotów. Kilka lat temu w "Jak ojciec i syn" Koreeda udowodnił przecież, że potrafi odcisnąć autorskie piętno na znacznie mniej szlachetnym gatunku, jakim jest melodramat. Tym razem po obcym dla siebie terenie reżyser porusza się już zwyczajnie po omacku. Choć "The Third Murder" zaczyna się obiecująco, paliwa starcza Koreedzie raptem na kilkadziesiąt pierwszych minut filmu. W ich trakcie orientujemy się, że pozornie klarowna sprawa podwładnego, który zabił i okradł swego szefa, by uregulować karciane długi, jest w praktyce znacznie bardziej skomplikowana. Chcący grać z oczekiwaniami widza Koreeda bardzo szybko wpada jednak we własne sidła. 

Mnożone bez składu i ładu zwroty akcji, zamiast potęgować nasze zainteresowanie fabułą, sprawiają, że od pewnego momentu śledzimy ją z rosnącą obojętnością. "The Third Murder" ciążą również nieznośnie przeciągnięte i do bólu deklaratywne dialogi. Decyzja, by poświęcić tak dużą uwagę słowom, wydaje się zaskakująca, tym bardziej że w przeszłości – choćby w znakomitej "Naszej młodszej siostrze"Koreeda dał się poznać raczej jako mistrz opowiadania obrazem. Inaczej niż w tamtym, poetyckim i impresyjnym, filmie, teraz reżyser pokusił się o rozważania filozoficzne. Niestety, nie okazują się one specjalnie wyrafinowane. Choć podejmujący temat względności prawdy "The Third Murder" chciałby pewnie budzić skojarzenia z "Rashomonem", finalnie znacznie bliżej mu do serialu "Sędzia Anna Maria Wesołowska".

Całą recenzję można przeczytać TUTAJ

zobacz też: