Filmweb sp. z o.o.
http://www.filmweb.pl/article/WENECJA+2017%3A+Anio%C5%82y%2C+demony+i+wieczna+impreza-124816

WENECJA 2017: Anioły, demony i wieczna impreza

  • autor: Piotr Czerkawski, Łukasz Muszyński
  • Relacja
Festiwal w Wenecji zbliża się już ku końcowi, ale nasi dziennikarze wciąż trafiają na udane filmy. Wczoraj Piotr Czerkawski oglądał nową produkcję reżysera "Życia Adeli" – "Mektoub, My Love: Canto Uno", a Łukasz Muszyński – "Jia Nian Hua" – ponury dramat o tym, jak trudno być dziewczyną w męskim świecie. Sprawdźcie, co o nich sądzą. 

***

Impreza życia (rec. filmu "Mektoub, My Love: Canto Uno")

Nie regulujcie odbiorników. Nowe dzieło Abdellatifa Kechiche'a, laureata festiwalu w Cannes za "Życie Adeli", to naprawdę wielka, niekończąca się impreza. Jak zwykle w takich przypadkach, jedni będą świetnie się bawić, a inni wybiorą podpieranie ścian. Bezpretensjonalny, niemal błahy ton filmu nie powinien jednak zwieść fanów reżysera. Nawet jeśli "Mektoub, My Love: Canto Uno" przypomina "Pamiętniki z wakacji", to tylko takie, które mogłyby wyjść spod ręki Balzaca albo Marivauxa.

kechiche.png

Film Kechiche'a rodził się w bólach. Co jakiś czas z planu dochodziły niepokojące wieści o problemach ze sfinansowaniem przedsięwzięcia. W pewnym momencie francuski twórca okazał się zdesperowany na tyle, że aby dopiąć budżet, wystawił na aukcję zdobytą w 2013 roku Złotą Palmę. Efekt końcowy nie pozostawia na szczęście wątpliwości – determinacja w pełni się opłaciła. Podczas seansu "Mektouba" czuć, że oglądamy film reżysera, który zyskał pełną niezależność i robi ze swoją fabułą wyłącznie to, co chce.

Dzieło Kechiche'a nie ma klasycznie rozumianej dramaturgii, stanowi raczej zbiór impresji z życia młodych ludzi spędzających lato na francuskim wybrzeżu. Bohaterowie "Mektouba" zachowują się jak przystało na urlopowiczów – jedzą, piją i tańczą albo rozmawiają o jedzeniu, piciu i tańczeniu. Jak łatwo się domyślić, w życiu nastolatków pojawia się także mnóstwo okazji do przelotnych romansów oraz kilka szans na bardziej stabilne relacje. Opisując ten aspekt egzystencji bohaterów, Kechiche umiejętnie pogrywa z dwuznaczną sławą, której przysporzyły mu odważne sceny erotyczne z "Adeli". Choć nawiązująca do nich sekwencja pojawia się w "Mektoubie" już po pierwszych kilkudziesięciu sekundach seansu, przez resztę czasu reżyser pozostaje znacznie bardziej powściągliwy. Zamiast pokazywać seks w sensie dosłownym, Kechiche woli potęgować erotyczne napięcie zaklęte w gestach, spojrzeniach i dialogach.
 
Całą recenzję można przeczytać TUTAJ

***

Zbrukane anioły (rec. filmu "Jia Nian Hua")

W filmie Vivian Qu raz za razem powraca obraz mierzącej kilkanaście metrów, wykonanej z plastiku statuy. Przedstawia ona graną przez Marilyn Monroe piękność ze "Słomianego wdowca" – kobietę-dziecko, blondynkę w białej sukience nieświadomie rozpalającą zmysły tytułowego bohatera. Przy całym swoim seksapilu postać Monroe to dziewczę zupełnie niewinne, beztroskie i pełne radości życia. Posiada więc wszystko to, czego poturbowane przez los młodziutkie bohaterki "Jia Nian Hua" mieć nie mogą. 

jia_nian_hua_angels_wear_white_still.jpg

12-letnia Wen pochodzi z rozbitego domu i nie najlepiej dogaduje się z agresywną matką. 15-letnia Mia pracuje na czarno w motelu położonym przy plaży. Nie ma rodziny, a za mieszkanie służy jej klitka z piętrowym łóżkiem. Obie dziewczynki zobaczą się tylko raz, jednak to króciutkie spotkanie zaważy na życiu obydwu. Pewnej nocy młodsza zostaje zgwałcona, zaś starsza jako jedyna posiada dowód obciążający sprawcę. Nic nie wskazuje jednak na to, że sprawiedliwości stanie się zadość. Winowajca ma pieniądze oraz wpływy, zaś  Mia boi się zeznawać w obawie o utratę pracy i dachu nad głową. Czy zajmującej się sprawą Wen dociekliwej prawniczce uda się mimo to doprowadzić do wydania skazującego wyroku? 

– Jeśli reinkarnacja istnieje, to nie chcę się odrodzić jako kobieta – mówi w jednej ze scen rozgoryczona współlokatorka Mii. Dziewczyna próbowała zapewnić sobie lepsze życie, grając przed mężczyznami uległą kokietkę. W efekcie została jednak wykorzystana i poniżona. Jej historia to dla reżyserki jeszcze jeden dowód na to, że we współczesnych Chinach za pozłacanym parawanem propagandy sukcesu lęgną się rozmaite patologie. Bohaterki "Jia Nian Hua" (po polsku: Anioły noszą się na biało) na każdym kroku spotykają się z dyskryminacją płciową, szowinizmem, korupcją i kolesiostwem. Do długiej listy społecznych bolączek ukazanych w filmie należy doliczyć również wszechobecny egoizm oraz brak wrażliwości na cierpienia słabszych. Qu piętnuje, rozlicza, ale ma też w sobie dużo empatii w stosunku do nastoletnich postaci. Potrafi w poruszający sposób ukazać ich samotność i zagubienie. Nieprzypadkowo akcja dzieła rozgrywa się w nadmorskim miasteczku po zakończeniu sezonu turystycznego – puste plaże i jesienna apatyczna aura za oknem współgrają z tym, co dzieje się w głowach dziewczynek. 

Całą recenzję można przeczytać TUTAJ

zobacz też: