Filmweb sp. z o.o.
http://www.filmweb.pl/article/Walkiewicz%3A+By%C4%87+jak+Seth+Rogen-69702

Walkiewicz: Być jak Seth Rogen

  • Filmweb
  • autor: Michał Walkiewicz
  • Artykuł
Kiedyś porównywano go do zielonego Shreka, dziś udaje Zielonego Szerszenia. Najbardziej jednak przypomina…Batmana. Zakładając, że Batman ma poczucie humoru. I kiepskiego dietetyka. 

Wprawdzie nie prowadzi podwójnego życia, nie jest przewodnikiem zagubionych dziatek i nie walczy z tyranią złych ludzi, ale podobnie jak Człowiek-Nietoperz, poważny facet z niepoważnymi gumowymi uszami, potrafi nawet w najbardziej kompromitującej sytuacji obronić swój autorytet. Jak wtedy, gdy w talk-show Jimmy'ego Kimmela nogę podłożyła mu Megan Fox. Przyszła gwiazda "Transformers", wtedy jeszcze szerzej nieznana, wkroczyła do przebieralni Setha Rogena i poprosiła go, żeby został w studiu na czas jej występu – zapobiegł niezręcznym sytuacjom, przegnał chwile krępującej ciszy. Gdy kilkanaście minut później aktorka pojawiła się w studiu, Rogen nachylił się, by wzorem Kimmela pocałować ją w policzek na powitanie. Ta jednak minęła go niczym wytrawna slalomistka. Aktor zrobił to, co robi najlepiej – obrócił sytuację w żart. Musiał to zresztą robić jeszcze kilkukrotnie, gdyż Kimmel lubił wracać do tego wydarzenia w kolejnych programach. Ciekawe, który z hollywoodzkich pomników męskości mógłby sobie pozwolić na taką rysę? 28-letni Rogen ma to szczęście, że pomnikiem nie jest i żadne rysy mu nie grożą. Z autoironii uczynił swoją wizytówkę.

3 21


Seth Rogen odciął sobie głowę w wieku sześciu lat. Leżała w lodzie przez klika tygodni, zanim kanadyjscy lekarze przyszyli ją z powrotem. Tak przynajmniej twierdzi sam aktor, żartując na temat swojego pochodzenia i poziomu służby zdrowia w Kanadzie. Rogen lubi wracać wspomnieniami do kraju urodzenia, bo właśnie tam zaczęła się jego kariera scenicznego komika. Przyszedł na świat w Vancouver, w rodzinie "radykalnych żydowskich socjalistów", jak sam mówi. Zaczytywał się w Torze i Talmudzie, lecz jego przeznaczeniem była scena, na której pojawił się już w wieku 13-lat (nie bez przyczyny w "Mini wykładach o maxi-sprawach" Kołakowski przekonywał, że tylko Bóg z Talmudu ma poczucie humoru). Żydowskie korzenie stały się  przedmiotem jego pierwszych żartów podczas komediowych występów. Rogen opowiadał o swojej rodzinie ("Wiecie, co jest najgorsze w byciu Żydem? Tysiące lat prześladowań i cierpienia? Nie! Najgorsi są dziadkowie. To cały ból tego świata sprasowany i zamknięty w maluteńkich ciałkach"), fryzurach cioteczek na bar micwie i przygodach na żydowskim obozie letnim. Do tego ostatniego motywu powrócił w filmie "Funny People" Judda Apatowa z 2009 roku, w którym jako ambitny adept stand-upu Ira Wright przedstawił historię erotycznych zabaw z poznaną na obozie rówieśniczką, Sharon Mizrahi.

Na szerokie wody wypchnęła Rogena współpraca z dwoma osobami. Pierwszą był jego serdeczny przyjaciel z dzieciństwa, Evan Goldberg, z którym Kanadyjczyk napisał większość swoich późniejszych scenariuszów (m.in. "Supersamca", "Boski Chillout" i "The Green Hornet 3D"). Drugą – reformator amerykańskiej mainstreamowej komedii, Judd Apatow. Kiedy Rogen pojawił się na castingu do jego serialu "Luzaki i kujony" (1999), mówił o trudnym życiu na wsi i naśmiewał się z marzeń swojego wyimaginowanego ojca. Ekipa była zachwycona, a poszukiwania odtwórcy roli gburowatego i cynicznego Kena Millera dobiegły końca. W kolejnym projekcie Amerykanina, "Studenciakach", łączył już funkcje aktora i scenarzysty. Osiem lat później, po rolach w "40-letnim prawiczku" i "Wpadce" Apatowa, Rogen stał się gwiazdą. O swoim ulubionym reżyserze mówi z właściwą sobie ironią: "Judd jest dla mnie tym samym, kim dla Davida Gordona Greena (reżysera "Boskiego chilloutu" - przyp.MW) jest Terrence Malick. Po prostu dobrym kumplem".

3 21


Emblematycznym, choć nieznanym epizodem w karierze Rogena, jest odcinek serialu "Jezioro Marzeń" z 2003 roku. W epizodzie "Rock Bottom", jako pierdzący, upalony zielskiem Bob, doprowadzał do białej gorączki cnotliwe towarzystwo z Katie Holmes na czele. Już w tej małej rólce wykrystalizowało się jego przyszłe emploi faceta uwięzionego w pułapce między dzieciństwem a dorosłością, rozkochanego w kulturze popularnej kidultsa, który w obawie przed dojrzałością, trwa w permanentnym okresie bezdecyzyjnym. Taki jest Ben Stone z "Wpadki", który wegetując w towarzystwie wiernych kumpli i snując plany wielkiego internetowego biznesu (strona pozwalająca sprawdzić, która aktorka, w jakim filmie i na jak długo obnażyła się przed kamerą), utrzymuje się z odszkodowania po niegroźnym wypadku. Taki jest Dale Denton z "Boskiego chilloutu", który potrafi jak nikt doręczać sądowe pozwy, ale boi się zjeść obiad z rodzicami swojej ledwie pełnoletniej dziewczyny. Podobne problemy ma Zack Brown z "Zack i Miri kręcą porno", żyjący w ciasnym mieszkanku z przyjaciółką z czasów licealnych, zduszony w nędznej pracy, uwięziony w mroźnym Pittsburghu. Rogen jak mało kto potrafi wygrać wewnętrzne rozdarcie generacji, którą za Chuckiem Palahniukiem nazwalibyśmy pokoleniem mężczyzn wychowanych przez kobiety. Z jednej strony, jego bohaterów cechuje łatwość w nawiązywaniu kontaktów, poczucie humoru, ostry jak brzytwa język, olbrzymia samoświadomość i rozwinięta autoironia, z drugiej – emocjonalne rozchwianie, niepewność siebie, skłonność do maskowania uczuć zgrywą.

sethhh.jpg


Oczywiście, w dydaktycznych narracjach spod znaku amerykańskiego kina, każdy letarg musi wreszcie dobiec końca. O dojrzewaniu do kompromisów, o dialogu między światem dorosłości a królestwem chłopięcych fantazmatów opowiadają filmy, w których Rogen zagrał swoje najlepsze role. Postawiony w obliczu niechcianej ciąży swojej "jednonocnej" partnerki, przebojowej Allison, Ben będzie musiał przewartościować swoje dotychczasowe życie. Choć przygoda wplątanego w kryminalną aferę Dale'a Dentona skończy się wielką pochwałą męskiej przyjaźni, układ na jego drabince priorytetów zmieni się na dobre. Uczestnicząc w produkcji amatorskiego, realizowanego chałupniczymi metodami pornosa, Zack zrozumie, że roszczeniowa postawa wobec życia ma sens tylko wtedy, jeśli poparta jest wolą zmiany i działaniem.

Bodaj tylko raz w karierze Rogen wcielił się w postać skończenie żałosną. Wzbudzającą litość i przerażającą zarazem. To Ronnie Bardhardt, bohater "Observe and Report" Jody'ego Hilla, opatrzonego idiotycznym polskim podtytułem "Złap, zapakuj, zabłyśnij". Ronnie jest szefem ochrony w supermarkecie i trzyma swoich podwładnych na krótkiej smyczy. Dzień upływa mu na wzdychaniu do dziewczyny z działu kosmetycznego, opijaniu się darmową kawą i oglądaniu telewizji z matką-alkoholiczką. Gdy klienci galerii stają się celem ataków podstarzałego ekshibicjonisty, Ronnie wkracza do akcji. Ze swoich współpracowników formuje bojówkę. W interpretacji Rogena, Barnhardt jest nielotnym bękartem amerykańskiej kultury, obdarzającej miłością i otaczającej kultem relikwie władzy. Reżyser gromadzi najpopularniejsze fetysze Amerykanów – mundury, broń, centra handlowe – i bezlitośnie obnaża system, umożliwiający niezrównoważonym jednostkom uczestnictwo w społecznych rytuałach. W kluczowej scenie Ronnie opowiada policyjnej egzaminatorce swój sen. Nad plac zabaw nadciąga "czarna chmura raka i nieczystości", ale oto pojawia się bohater uzbrojony w "największą strzelbę, jaką widzieliście"  i bez zbędnego komentarza "wszystko rozpieprza". Ludzie padają do jego stóp. Dziękują, zalani rzewnymi łzami. Wiadomo, dlaczego właśnie o tym marzy pragnący szacunku Ronnie. Nie jest też tajemnicą, że to popkultura uzbroiła go w język potrzebny do opisu podobnych "snów o potędze".

observeduocrop.jpg



To nie przypadek, że stałą cechą uwiarygodnianych przez Rogena postaci jest płomienne uczucie do popkultury. Zanurzeni w popularnych narracjach bohaterowie "Wpadki" czy "Supersamca" prześcigają się w konkursie na filmowo-komiksowych omnibusów. To kultura popularna kształtuje ich ogląd świata, to ona jest bazą postaw, wzorców, perspektyw, marzeń. Może być przyczyną słabości, gdy okazuje się jedynie azylem, chroniącym przed dojrzałością. Lecz bywa również źródłem siły i paliwem dla wyobraźni. Na takiej samej zasadzie popkulturowa wrażliwość napędza wyobraźnię Rogena. A że biada wyobraźni bez poczucia humoru, wiemy ze słów niejednego klasyka.

zobacz też: