Ryje banię.

Przyznam, że widziałem już dużo okrutnych, krwawych filmów... Ale przy tym to już mną nerwy pod koniec szarpały. Bałabanow niesamowicie ukazał schodzenie do piekła, maltretowanie fizyczne i psychiczne.
Akcja filmu dzieje się powoli, jak spaghetti western. Obserwujemy bohaterów, którzy zalewają pały spirolem i jeżdżą po pijaku.
Rozwlekłe tempo filmu sprawia, że bardziej wczuwamy się w akcje, wręcz film nas zasysa. Okrutna scena się urywa i mamy wątek innych postaci. Widz (jeżeli się wciągnął) zaciska już pięści a serducho mu telepie.
Zakończenie to prawdziwy szok i zawrót głowy. Nie przypominam sobie by takie emocje wywołał na mnie film, od dawna dawna.
Scenografia to rozkładający się ZSRR, blokowiska przy których nasze polskie to Singapur, zapleśniałe mieszkania, pełno paskudnych, porytych ludzi, niewrażliwych na cierpienia innych.
Muzyka to radzieckie przeboje lat 80, świetnie się słucha beztroskich, sentymentalnych kawałków, gdy przed oczami mamy brud i zepsucie.
Jednym słowem - uczta.

8
  • masakra. po oglądnięciu nie mogłem o nim długo zapomnieć ;/. Wrył się w banie ostro ;/

  • Ta końcówka, jak ten milicjant czyta list, obok gołej baby leży trup, robale, muchy w pokoju i ta muzyka.. coś okropnego.

  • użytkownik usunięty

    Hmm... w sumie założyłem już o tym oddzielny wątek, ale nie ma reakcji, więc może zwrócę się do kogoś osobiście. Prawdę mówiąc nie rozumiem tych komentarzy o tym, jak to "Ładunek 200" ryje psyche/banię/mordę, rani, kaleczy i rozkłada na łopatki. Ja niczego takiego nie poczułem. Tak, było kilka strasznych scen, ale... czy aż takich wyjątkowych? Wiele jest filmów o wiele straszniejszych, które zdarzyło mi się przypadkiem zobaczyć, choć nie uważam się za gustującego w ekstremach. Np. "Toćka" albo "Men behind the Sun", ale o nich jakoś nikt u nas nie mówi. Jeśli ktoś chce się przekonać, co to znaczy film naprawdę ryjący banię, niech sięgnie po te dwie produkcje. Ale UWAGA! Ten drugi tylko dla ludzi o diabelnie mocnych nerwach. Sam musiałem oglądać na rany, bo za jednym razem nie dałem rady. Potem koszmary i brak apetytu przez tydzień. A po "Ładunku 200".... nic. Pooglądałem i już. I żeby nie było - jako dramat społeczny, kryminał itp. ten film jest znakomity, co chyba widać po mojej ocenie. Po prostu nie rozumiem tych peanów nad jego rzekomą brutalnością i wpływem na widza.
    Jeśli mam być szczery... "Katyń" podziałał na mnie mocniej, niż to...

    • Jeśli chodzi o mnie, to Men Behind The Sun na mnie specjalnie nie zadziałało :) A brak apetytu miałem jedynie po scenie utopienia laski w jej gównie w 'Dead or alive' Takashi Miike.
      Ładunek 200 to nie jest film epatujący zniszczeniem ciała, scenami gore i obrzydliwości. Szok, który wywołuje, składa się z dwóch czynników: fabularnego i społecznego.

      (spojlery)

      1. Fabularny - To jest film o znęcaniu się psychicznym, o odbieraniu człowiekowi wszystkiego, o całkowitym zniszczeniu komuś życia. O pomylonym stróżu prawa który mówi przepitej matce że kocha Andżelikę a sam zabiera jej wszystko co może: dziewictwo (butelką!), godność, komfort, nadzieję że uratuje ją chłopak czy ojciec. W dodatku zmusza do seksu z owrzodzonym żulem. Niszczy dziewczynę tak że nawet jeżeli wydostanie się z tego zapleśniałego mieszkania, to już nigdy nie będzie normalnie żyć.
      2. Społeczny - Ładunek 200 to obraz rozkładu społeczeństwa w byłym ZSRR. O całkowitym upadku moralności, współczucia. O zapijaczonych, zwyrodniałych ludziach, którzy tyle najedli się strachu w życiu; żyli taką beznadzieją, że kompletnie obojętne jest, czy ktoś cierpi. Chłopak, który ją tam przywiózł, nie zainteresował się niczym. Żona meliniarza, która zabija Żurowa, ale ją zostawia obojętnie. Matka kapitana, która kompletnie nie widzi co się dookoła niej dzieje. Policjanci, którzy wnoszą z Żorią trupa żołnierza i rzucają go obok dziewczyny.

      Pomimo tego wszystkiego, Gruz 200 to także film o nadziei. Zaciekły ateista przechodzi chrzest, co może być symbolem pierwszych zmian (prieriestrojka). Piękne ballady o miłości, życiu i krainach pełnych kwiatów na tle kombinatów, dymów i rozpadających się budynków.
      Reżyser także zdaje się mrugać okiem do widza. Zakończenie z babką z dubeltówą jest niemal tarantinowskie :)
      Film zrobił niesamowite wrażenie też na moich znajomych, a na wielu stronach, forach czytałem, że w kinach niewielu ludzi wytrzymywało do końca.

      • użytkownik usunięty

        Dziękuję za długą odpowiedź, rzuciła ona dla mnie mnie trochę inne światło na ten film. Nie myślałem, żeby spojrzeć na to z tej strony, po prostu cały czas zdawało mi się, że ten mocny wpływ na widza ma być osiągany właśnie hektolitrami krwi i odciętymi głowami. Myślę, że kiedyś wrócę jeszcze do "Ładunku 200", mając już trochę inne spojrzenie na ten film.

        • mnie osobiście nie przejmują hektolitry krwi i flaków, co najwyżej brzydzą :) bardzo nie lubię jednak połączenia nagości, seksu i gore.
          Natomiast czarne komedie gore, zwłaszcza klasy B (Toxic Avenger, Bad Taste, Braindead, Hobo with a shotgun) to dla mnie świetna zabawa :)

          Powiem Ci, że jeśli chodzi o niesławne 'Cannibal Holocaust' - ludzi zaszokował w nim fakt udokumentowania polowań ('znęcanie się nad zwierzętami', idąc tą drogą Cejrowskiego mogliby ukrzyżować za to że pokazuje jak Indianie małpy gotują :)), oraz realistyczne sceny zabijania i zjadania ludów.
          Mnie najbardziej poruszył problem o którym mówi film - kto jest bardziej dziki? prymitywny kanibal czy 'cywilizowany człowiek'?
          Film oczywiście serdecznie polecam :)

        • A dla mnie nie rzuciła. Mam nadal takie same odczucia jak Ty jeden post wyżej. Spodziewałem się bógwieczego czytając różne opinie na temat tego filmu, no i nic. Nie zrobił na mnie wrażenia. To co pisze Bruce Lee, to racja, ale ja chyba za stary jestem na takie rzeczy. O degrengoladzie, upodleniu, psychicznym zmaltretowaniu to ja już przerabiałem. Niejeden Teatr TV o tym był. I nie jedna książka. A to, że to Związek Radziecki, to nawet wpływało uspokajająco. O wiele większe wrażenie zrobił na mnie film 'The Girl Next Door', który jak dotąd uważam za najokropniejszy jaki widziałem (być może też już by nie zrobił na mnie wrażenia, to 6 lat temu było).

    • zgadzam się, ten film to słabizna. jak dla mnie to taka lokalna psychoza. Momentami film wręcz nudny

    • Na mnie też ten film nie zrobił wielkiego wrażenia. Poleciła mi go ostatnio moja przyjaciółka, nastawiłem się na nie wiadomo co a tu... w sumie niewypał. Był umiarkowanie brutalny. To mały miś w porównaniu do wymienionego już "Man behind the sun" oraz "Ludzkiej stonogi" i "Salo, 120 dni Sodomy."

      Niektóre sceny mnie wręcz śmieszyły. Może jest coś ze mną nie tak, ale np. (UWAGA - SPOJLER) scena w której ten kapitan wrzuca dziewczynie do łóżka ciało jej narzeczonego, wywołała u mnie uśmiech. Taki fajny czarny humor.

      To film smutny, umiarkowanie brutalny. Wydaje się być też niedopracowany w niektórych elementach fabuły. np: nie dowiedziałem się dlaczego zginął ten wietnamski służący i czemu jego "pan" nie chciał udowodnić swej niewinności.

      • użytkownik usunięty

        W sumie co do większości kwestii zgoda, ale akurat odpowiedź na Twoje dwa pytania jest dziecinnie łatwa;) Żurow zabił Wietnamczyka, bo ten nie chciał mu pozwolić na jego bezeceństwa, a Aleksiej na pewno próbował udowodnić swoją niewinność, ale w sowieckim "systemie prawnym" nie było na to szans. Sprawa wyglądała prosto i można ją było szybko zakończyć, więc kto by się trudził szukaniem prawdziwego sprawcy gdzieś na końcu świata. A być może sąd wiedział, kto jest mordercą, ale to oczywiste, że swojego będą kryć. Woleli kropnąć zwykłego człowieka, niż milicjanta.

        • OK. Ale dziwne jest to (nawet w byłym ZSRR), że trumna z ciałem żołnierza poległego w Afganistanie nie trafia do jego rodziny ani od razu na cmentarz, tylko do mieszkania kapitana milicji (służb specjalnych, czy co to tam było).

          Pytam się jakim cudem przywłaszczył on sobie to ciało i zdołał je zabrać do mieszkania??!! Ot tak sobie!

          Ten film nie trzyma się kupy.

          • użytkownik usunięty

            Ta sprawa, o której piszesz, to akurat jedno z głównych zagadnień tego filmu, wymieniona jest nawet w tytule;) Ładunek 200 (bez cudzysłowu) to właśnie potoczna nazwa trumien z sołdatami zabitymi w Afganistanie, jakie krążyły wtedy po Związku Radzieckim. Możesz sobie chyba wyobrazić, że transport takiej trumny do rodzinnej miejscowości poległego, w kraju wielkości ZSRR był operacją bardzo kosztowną i czasochłonną. Dlatego często odsprzedawano trumny niższym oficerom radzieckim, którzy chcąc nieco dorobić, sami odwozili je do rodzin nieboszczyków. Z resztą zostało to dokładnie opowiedziane w filmie w czasie rozmowy dwóch wojskowych, bodajże nawet w pierwszej scenie;) Naturalnie przy takim systemie przewożenia zwłok często dochodziło do nadużyć. (Oczywiście takie sytuacje naprawdę miały miejsce, reżyser tego nie wymyślił) No jasne, można zapytać, dlaczego rodzina nie dochodziła swoich praw, przecież pewnie dostała zawiadomienie o śmierci, a nie otrzymała ciała. Ale kto by się przejmował prawami takiej zwykłej rodziny? Tego typu pytań można przy tym filmie zadać setki.

            Wydaje mi się, że powinieneś spróbować obejrzeć ten film jeszcze raz. Nie wszystko trzeba rozumieć od razu.

        • wydaje mi się że za kryciem Żurowa przez meliniarza kryło się coś więcej, żona skazanego mówiła profesorowi coś o ich 'przeżyciach z wojny'. To już pozostanie bez odpowiedzi. Podobnie, dlaczego Żurow tam przesiadywał, jadł i spał? Na początku myślałem że to upośledzony brat Aljeksjeja :)

  • użytkownik usunięty

    Zgadza się! Robi masakrę w głowie!

  • Porównywanie radzieckich blokowisk z rzekomo singapurskimi polskimi osiedlami to nonsens. Albo w ogóle nie widziałeś np. osiedli popegeerowskich. Raczej na pewno nie widziałeś.

  • Zgadzam się w stu procentach!

  • No to mnie zachęciłeś :D

  • Srpski film jeszcze bardziej ryje banie :D

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: