Żona Józefa K

czyli Rosjanin kontra państwo, a raczej i kraj/naród, bo mocno obrywa się postsowieckiemu społeczeństwu, co unaocznia (tym, którzy tego nie zauważyli w trakcie seansu) zwłaszcza oniryczna końcówka, trochę a'la Kabaret Olgi Lipińskiej - może zbyt przydługawa, ale jakżeż brutalna w swym finale. Jeżeli ktoś uważa, że Smarzowski wali widza pięścią w ryj, to Łoźnica nie bawi się w takie subtelności, leje szpadlem na odlew.

    Zgłoś nadużycie

    Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: