Kilka niejasności

użytkownik usunięty

- Co oznaczały te origami i ludzik z zapałki?
- Dlaczego android Roy Batty wbił sobie gwoździa w dłoń?
- Dlaczego android Roy Batty paradował na końcu w samych slipach?

Może te pytania są banalne, ale zapytać się mogę

17
  • - Origami, które robił Gaff nabierają szczególnego znaczenia w wersji reżyserskiej. Pojawia się tam krótki sen Deckarda z jednorożcem. W końcowej scenie Deckard znajduje origami jednorożca zrobione przez Gaffa. Jest to sugestia, że Deckard jest androidem. Androidy miały wszczepione wspomnienia i stąd Gaff mógł znać jego myśli. Nie jest to jednak jednoznaczne. Dyskusja czy Rick Deckard jest androidem czy człowiekiem, jest bardzo zaciekła i toczy się po dziś dzień, wśród fanów filmu.

    - Roy Batty wbija sobie w gwóźdź w dłoń bo ma świadomość tego, że umiera. Jeszcze przez moment chce poczuć, że żyje. Paradoksalnie ten ból jest dla niego piękny, bo daje mu pewność, ze jeszcze istnieje.

    - Dlaczego jest prawie nagi? Interpretacji może być naprawdę wiele. Być może jesteśmy świadkami jego narodzin jako człowieka? Uratował swojego oprawcę, kogość kto ścigał go jak zwierzę, by pokazać mu jak wielkiej wartości nabrało dla niego życie. Narodziny duszy, sumienia?

    • Dobrze powiedziane i mądra interpretacja.Pozdrawiam

    • juz lepszego wyjasnienia nie znajdziecie ,tak jak kolega powiedzial dobrze powiedziane

    • prosto i chyba trafnie spisane, tak czy inaczej utwierdzająco również moje odczucia co do filmu.

    • Ja przebicie dłoni traktowałem bardziej prostacko - chciał wymusić brak przykurczu mięśni dłoni, aby była bardziej jeszczeprzydatna

    • no wreszcie po 35 latach strawiłem to dzieło, powiem szczerze tak! było warto! ale kilka pytań jest nieuchronnych:
      1. Jakim cudem twórcy filmu/książki uwierzyli że w ciągu 37 lat (film powstał w 1982- opowiada o 2019 roku) powstaną tak wielkie metropolie, i tak zaawansowane technologicznie? Nowy York obecnie powstaje kilkaset lat a nie jest tak ogromny i zaawansowany, twórcy chyba się z lekka pospieszyli, chyba że macie jakieś w miarę logiczne wytłumaczenie na ten fakt. Wg mnie akcja powinna być przynajmniej w 2160 roku.
      2. Jakim cudem pracownik największej i najbogatszej korporacji na Ziemi (Tyrrel Corp.) robi organy w jakimś starym baraku/garażu w slumsach zamiast w firmowym laboratorium? (oczy dla androidów).
      3. Czy replikanci/androidy to były roboty czy sklonowani ludzie? Android z definicji to robot - replikant niekonieczne, - czemu więc twórcy filmu postanowili zmienić tą nazwę przez co jest myląca?
      4. Jakim cudem policjant wszedł sobie w płaskie zdjęcie jak w obiekt 3d i się w nim poruszał? to niewykonalne.
      5. Jakim cudem łowca androidów nie mógł skorzystać z mikroskopu w laboratorium policyjnym lub nawet czemu sam nie miał w domu mikroskopu tylko po użycie mikroskopu w celu zbadania łuski węża musiał iść na jakiś targ rybny czy budę z chińskim żarciem i tam dopiero staruszka użyła mikroskopu?
      6. Czemu jeden z najlepszych inżynierów genetycznych korporacji mieszka w jakiejś starej, opuszczonej ruderze?
      7. Czy akcent polski był zamieszony specjalnie/ z przymrużeniem oka? Leon Kowalski - wygląd nietrzeźwego menela, kaprawy wzrok, wąs ? Zauważyliście że w filmach amerykańskich z tego okresu często żartują z polaków? no w 'kevin sam w domu' zabawki z fabryki w sklepie zaczynają bluźnić po polsku:)

      • 3. Ridley Scott chciał terminu, który by nie kojarzył się z mechanicznymi androidami np. Bishopem z serii Alien. Pojęcie replikanta nadaje tym tworom biologiczne pochodzenie.
        4. Dzisiejsza technologia już na to pozwala. Kamera/aparat fotograficzny rejestrujący "głębię", tj. odległość obiektów od obiektywu, potocznie zwaną "technologią 3D".
        Oczywiście ktoś może zapytać a co gdy jeden obiekt zasłania drugi lub po prostu jak zobaczyć tył danego obiektu? Tutaj przychodzi z pomocą analiza odbicia światła. Wiadomym jest, że w rzeczywistości nie ma ciała doskonale czarnego, tj, pochłaniającego całego promieniowania, więc dysponując odpowiednio czułą aparaturą, można odtworzyć dany obiekt na podstawie jego odbicia w otoczeniu. Takie skanowanie 3D tyle że z nieruchomą głowicą skanującą :)

      • Spróbuję, tylko zrobię sobie drina ....
        Ad 1. Bezapelacyjnie Riddley Scott przy tworzeniu scenariusza i adaptowaniu opowiadania Philipa K. Dicka konsultował się z różnej maści futurologami.
        Już wtedy, zarówno w Rosji, Europie Zachodniej czy USA były ich setki. Czy to amatorów - zapaleńców czy realnych naukowców.
        W latach 70tych znawcy tematu już widzieli możliwości i tempo rozwoju postępu technologicznego.
        Dzisiaj - gdy szczytem nowoczesności dla zjadacza chleba jest jego smartfon, globalni decydenci inwestują w "technologie jutra", o którym nam się nie śniło.
        Mowa o przenoszeniu przedmiotów siłą umysłu czy podróżach międzygwiezdnych z poziomu fotela......
        Moim zdaniem siła "Blade Runnera" polega na braku ograniczeń odbiorcy w percepcji przekazu treści i obrazu.
        Trochę to zakrawa o odbiór dzieł Davida Lyncha - "usiądź wygodnie w fotelu, zamknij oczy i oddaj się obrazom, które będą przesuwać się przed Tobą"
        Na 100% Scott nie chciał wstawić swego filmu w sztywne ramy, czy to czasowe, czy interpretacyjne.

        Ad.2 Wiesz, jak ktoś jest dobry, pracuje za grubą kasę w korporacji a "po godzinach" trafia mu się dobrze płatna "fucha", too ...... Życie :-)

        Ad.5 Niezbyt wnikliwie oglądałeś początek - Deckard to "wyrzutek" wśród policjantów, być może dlatego, że sam jest replikantem
        i dlatego policjanci - ludzie traktują go "z góry". Z tego powodu nie ma dostępu do full profeski tylko musi "wszystko sam".
        Inna sprawa - wierzy w to, że nikt nie wie o jego "replikanctwie", próbuje to ukryć, dlatego stara się działać "bez świadków".
        To taki wytarty schemat "sprawiedliwego gliny", który wszystko zrobi sam, bez łaski i pomocy z góry, jak nasz Franc Maurer ;-)

        Ad.6 To prawdopodobnie przyszłość wziętych inżynierów czy specjalistów z branży IT, niestety ......
        Dziś są noszeni na rękach i hołubieni... Ale skoro to taka fajna robota - w ich ślady pójdą tysiące innych, samotnych strzelców,
        w następstwie wiedza i doświadczenie spowszednieje i rozmowa o pracę w korporacji będzie krótka - "pracujesz czy nie?"
        Za 50 lat pracę księgowej, telemarketera, REPa, ochroniarza, szefa transportu, logistyki, sprzedaży, magazyniera - wykona maszyna ......
        Gdzie więc miejsce dla tzw. ETATOWEGO PRACOWNIKA ?? Brak.
        Specjaliści wysokiego szczebla zamieszkają więc w ruderach ....
        "Blade Runner" przedstawia wizję przyszłości, gdzie duża część populacji nie żyje, reszta ludzi bieduje albo szuka jadalnych śmieci na ulicy.
        Tylko nieliczni, wybrańcy mają "pracę" i stać ich na cokolwiek ponad próg ubóstwa. Dlaczego ?
        Bo dziś pozwalamy grubym rybom i globalnym cwaniakom na zawłaszczenie Ziemi dla nich,
        nie bacząc co się może zadziać z naszymi dziećmi czy wnukami :(

        Ad.7 Akcenty polskie pojawiają się często w am. filmach (choćby Łiżboski w "Obcym 2")
        To taka norma, ukłon w stronę tysięcy polskich żydów zamordowanych w II WW,
        których kuzyni do dziś dnia walczą w Hollywoodzie o lepsze jutro lub klepią dużą kasę....
        A to, że Jankesi śmieją się z Polaków to całkiem "inna inszość" ...

        • dzięki za próbę wytłumaczenia, odbijam piłkę,
          ad 1 - skoro nie chciał wstawiać filmu w sztywne ramy czasowe, to czy nie było błędem umiejscowienie akcji tak wcześnie? Wg mnie gdyby naprawdę nie chciał ograniczeń ''czasowych'' zrobiłby datę np 2560 rok i nikt by się nie zastanawiał czy nie za wcześnie. My tu się zastanawiamy a być może po prostu trzymał się książki.
          ad 2 - no tak, jak wytwarza np gumowe dilda to na pewno, jednak takie precjoza jak oczy androida wymagają pewnych sterylnych warunków jednak :) a poza tym jak dorabia na boku to ma kasę na coś lepszego od zapyziałego baraku jeśli chodzi o warunki pracy :)

          właśnie skończyłem oglądać 'ex machina' super film, klimat całkiem prawie podobny :) pozdrawiam.

          • książka powstała w 1968 roku - w okresie lat 40 do końca lat 60 wśród pisarzy popularnym było wyobrażanie sobie XXI wieku, jako coś bardzo futurystycznego. Poza tym wydaje mi się, że bardziej to musiało wpływać na wyobraźnię czytelników, bo sporo mogło dożyć tych czasów (lub ich dzieci) - czyli 2019. Poza tym, jakby się nad tym zastanowić to Dick tak bardzo nie odbiegł od rzeczywistości - fakt, świat jest mroczny, bo pokryty pyłem, który powstał po wielkiej wojnie - to się nie wydarzyło. Radioaktywny pył w dużej mierze zakrywa słońce, a bohater nawet w pewnym momencie rzuca, że nigdy nie widział gwiazd. Hovery - bardzo popularne w tamtych czasach dla twórców SF - faktycznie nie wypaliły - nadal jeździmy samochodami. A poza tym co jest takiego futurystycznego w przedstawieniu miasta? Los Angeles jest gigantyczne, tak jak w filmie (w książce nie wspominali o tym). Drzwi się nie przesuwają w górę jak w filmie (w książce też nie). Nie wydaje mi się, żeby film był bardzo futurystyczny, poza oczywistymi androidami, jakby się nad tym zastanowić. Po prostu jest inny - mroczniejszy, zniszczony wojną.

      • użytkownik usunięty

        1. Pewnie twórcy po prostu nie mają wyczucia. Może też tak być, że ma to być niby odległa przyszłość, ale taka, której można dożyć i porównać wizję filmu z rzeczywistością.

      • Odpowiedz nr 2: To był jego prywatny zakład-laboratorium, której dorabiał sobie na boku. W czasie przesłuchania twierdził ze juz nie pracuje Tyrel Corp i nie wiedział jakie ma zwyczaje właściciela fabryki. Wskazywał osobę co ma częstą styczność do szefa. Logicznie.

    • 100/100

    • To paradowanie w negliżu to raczej efekt obłędu Deckarda jakiego jesteśmy świadkami w końcowej fazie filmu. Wiele cech typowo ludzkich otrzymał na koniec ów android.

    • to, że Deckard jest replikantem jest jasne i powtarzane od dłuższego czasu ale ja odkryłem coś jeszcze! Zwróćcie uwagę na słowa Gaffa po śmierci Roya - nie pamiętam dokładnie ale brzmiały one mniej więcej tak: "Szkoda, że musi umrzeć ale czy ktoś z nas przeżyje?". Te same słowa pojawiają się w momencie znalezienia przez Deckarda jednorożca. Wg mnie jednoznacznie sugerują one, iż nie tylko Deckard był replikantem ale WSZYSCY blade runners' nimi byli! Tym bardziej, że jak wiemy, replikanci używani byli do zadań trudnych, ryzykownych, których zwykły człowiek by się nie podjął - polowanie na zbuntowanych replikantów mogło być taką właśnie czynnością ;-) Czyli - replikanci polowali na replikantów :-) Takie kolejne surprise na koniec filmu. Co wy na to?

      • Fajnie, że ten wątek odżył. Jako, że dzisiaj obejrzałem łowcę po raz pierwszy może też się wypowiem.
        Padły tu słowa, że to, że Deckard jest replikantem jest jasne i w ogóle. To, że wszyscy Łowcy to replikanci to fajna teoria, niestety nie czytałem książki i nie mogę porównać, ale można dojść do takich wniosków. jednak jedna kwestia mnie dziwi. Może ktoś spróbuje mi wytłumaczyć, dlaczego Deckard... nie był zbyt wytrzymały. Cały czas był poobijany, nie walczył zbyt dobrze, momentami ledwo trzymał się na nogach, a patrząc na innych replikantów można powiedzieć, że byli dość 'sprytni'.

        • No i tu właśnie ta teoria ma pewną słabość ;-) Aczkolwiek i to można wytłumaczyć. Otóż wiemy o blokadzie żywota replikantów (4 lata). Z rozmowy między Roy'em a dr. Tyrellem wynika, iż blokada ta to nie tyle celowy zabieg twórców replikantów ile skutek uboczny - po prostu "podkręcone" do granic możliwości ciało replikanta nie jest w stanie żyć więcej niż 4 lata (tak to przynajmniej zrozumiałem). W związku z tym aby replikant mógł żyć dłużej wystarczy pozostawić jego ciało na poziomie zwykłego człowieka. Może kolejne wersje (po nexus 6) były już takimi "zwykłymi" replikantami?

          A może "supermocą" Deckarda była właśnie taka wytrzymałość? Mógł dostać po kubku wiele razy ale i tak za każdym wstawał - ale to już chyba mocno naciągane :-P

        • W książce Deckard replikantem nie był, ale w filmie - jest to niemalże pewne, zwłaszcza że unika odpowiedzi o to, czy zdał test Voight-Kampffa oraz ostatnia scena dostarcza nam odpowiednich wniosków.
          Sadzę, że filmowy Deckard miał być replikantem stworzonym z myślą o długim działaniu, by w tym czasie mógł zebrać odpowiednią ilość doświadczenia i wiedzy o tropieniu replikantów, by być wystarczająco efektywnym - to właśnie dedukcja i inne umiejętności detektywistyczne (a nie wytrzymałość) miały być jego bronią.

      • Początkowo sądziłem, że te słowa dotyczyły ogółu ludzkości tzn. "szkoda, że ten replikant musiał umrzeć, ale czy ma aż tak źle? Nawet ludzie kiedyś umierają, w tym się w ogóle nie różnimy". Teraz jednak myślę, że równie dobrze może to być potwierdzenie teorii, że każdy Blade Runner był replikantem szkolonym do ścigania "swoich".

        • Nie czytałem książki, wiec jakbyś mogł, to powiedz prosze skad wiadomo, ze w ksiazce nie byl replikatnem? jak to zostalo potwierdzone?

          • Niestety nie mam książki przed sobą, więc ciężko mi się odwołać do konkretnych fragmentów, ale:
            - w książce nie ma żadnych argumentów świadczących o tym, że Deckard był replikantem (nie było wspomniane nic o motywie ze snem o jednorożcu, origami, żadnych znaczących cytatów itp.)
            - w książce androidy nie nabywają uczuć ludzkich tak, jak zostało to pokazane w filmie - Deckard zaś uczucia posiada
            - w książce nie istnieją Blade Runnerz'y (w takiej formie jak w filmie, są za to bodajże niezależni łowcy głów), więc motyw specjalnej grupy policji złożonej z replikantów możemy odrzucić
            - w książce istnieje pewna instytucja pomagająca zbiegłym androidom (nie chcę mówić za dużo, by nie zdradzić fabuły), Deckard był prawie przez nią zlikwidowany (zamiast ewentualnie zwerbowany)

            Na upartego można argumentować bycie replikantem przez Deckarda, ale na pewno nie ma na to takich wyraźnych wskazań jak w filmie.

      • w oryginale to idzie: "It's a shame she won't live - but then again, who does?" "WHO" przetłumaczone na "ktoś z nas" trochę myli. Tu raczej chodziło o to, że NIKT nie będzie żył wiecznie i w tym wszyscy są równi. a nie, że łowcy szybciej umierają, bo są replikantami

    • Roy w oryginale był androidem rolniczym. W oryginale nie ma również zadnych gwoździ czy paradowania półnago. Ot wymysł reżysera. Wśród fanów ksiązki nie ma żadnej dyskusji czy Decard był tezczy nie był androidem.

    • Ja zaczęłam podejrzewać, że Deckard może być replikantem, w momencie jego potyczki z Leonem. Leon mówi do niego, że żyje 4 lata, po czym dodaje: "więcej od ciebie". Ale może mieć to też metaforyczne znaczenie.. jak zresztą prawie wszystko w tym filmie.

    • A nie przyszło wam do główek że wbijając sobie gwóźdź w dłoń znał przynajmniej genezę roku 2019 i legendę o ludziku który narodził się w roku zero żeby inni byli nieśmiertelni- jak bardzo trzeba być tę..m. żeby tego nie dostrzec?

      • Co Ty bredzisz?

        • Chyba chodzi mu o to, że Roy znał postać Jezusa i uznał siebie za takiego Jezusa wśród androidów. Wtedy wbicie gwoździa to odniesienie do ukrzyżowania, uratowanie Deckarda to przejaw przebaczenia oprawcom, a (jak to ktoś napisał) "paradował w samych majtkach" bo tak też jest przedstawiany Jezus na krzyżu.
          Moim zdaniem wbił sobie gwóźdź, żeby po prostu zaradzić skurczowi w dłoni.

        • Wbijanie sobie gwoździa w dłoń a przy tym trzymanie gołębia to symbolika chrześcijańska. Ludzie wierzą że ukrzyżowanie sprawiło że są nieśmiertelni. Gołąb w biblii to symbol ulatującej, wędrującej duszy. Android miał nadzieję że go też dotyczą te symbole. Poza tym człowiek to maszyna bio-chemiczna i cały film dotyczy lęków i pragnień ludzi- dziwię się że nikt z was tego nie zrozumiał.

          • Nie masz kompletnie żadnych powodów do zdziwienia, bo to, że cały film dotyczy lęków i ludzkich pragnień jest bardzo proste do wychwycenia i zaręczam Ci, że nikt nie miał z tym większych problemów. Ale z tym Jezusem jest to trochę naciągana teoria, ponieważ wcześniej w ręce łapie go skurcz czy coś podobnego i mówi "jeszcze nie teraz". Tak jakby zaczęło obumierać mu ciało i chciał temu jakkolwiek zaradzić, czy po prostu poczuć ból. Gdyby ta symbolika o której mówisz miała odpowiednio wybrzmieć, wyglądałoby to nieco inaczej, chociaż kto wie. Gryzie mi się to jednak z tym wyciem jak wilk... Jezus, wilk, majtki, trochę tego za dużo i wszystko z innej beczki :P Ale z gołębiem jak najbardziej się zgadzam, to w ogóle jest przepiękna scena.

            • Pamiętajmy że kino to sztuka, która zostawia dla widza miejsce do własnej interpretacji. Rzeczy nigdy nie będą tu przedstawione jednoznacznie, dyskusja nad filmem jest wartością samą w sobie. Dlatego gwóźdź mógł sobie wbić z dowolnego powodu- ale chrześcijanin może to odbierać jako odwołanie się do Jezusa- włączone do scenariusza właśnie z taką intencją, zwłaszcza że tuż obok mamy kolejny chrześcijański symbol gołębia, którego też mógł trzymać z jakiegoś innego powodu.

              • "Rzeczy nigdy nie będą tu przedstawione jednoznacznie..."
                ?
                Jest sporo filmów, które widzowi nie zostawiają przestrzeni do domysłów czy dywagacji.
                Odnośnie gwoździa: ten trop ma potencjał.

                • Niech zgadnę mówisz o nakręconych w niemczech w latach 1933-1945? Jeżeli nie masz przestrzeni do domysłów to masz film dokumentalny lub kronikę filmową. Ewentualnie hasło w starej encyklopedii: "Koń jaki jest każdy widzi". Po co oglądasz film skoro nie chcesz w nim czegoś odszukać- przeczytaj dwa zdania zamiast oglądać film- "androidowi kończyło się życie, był nerwowy, żeby pozbyć się skurczu wbił sobie gwóźdź w dłoń" amen.

                • Kino bywa sztuką, ale wcale nie jest nią zawsze czy choćby zazwyczaj.

                  Nie zgadłeś. Mówię o "normalnych" filmach, w których fabuła podana jest w sposób referencyjny, bez zakładania, że widz ma sam cokolwiek odkrywać, czy być niepewny sensu przedstawionych wydarzeń.
                  Filmy propagandowe to zupełnie inna historia, ale oczywiście też pasują.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: