To jest po prostu nieprawdopodobne,że największe dzieło w historii gatunku SF

Ma ocenę na filmwebie 7.7.
Ten film jest jak kosmos sam sobie. Jest niebotycznym odlotem w inny świat, z muzyką, aktorstwem, scenografią i reżyserią wznoszącą nas w inne wymiary.
Film nad filmy.

134
  • no wreszcie po 35 latach strawiłem to dzieło, powiem szczerze tak! było warto! ale kilka pytań jest nieuchronnych:
    1. Jakim cudem twórcy filmu/książki uwierzyli że w ciągu 37 lat (film powstał w 1982- opowiada o 2019 roku) powstaną tak wielkie metropolie, i tak zaawansowane technologicznie? Nowy York obecnie powstaje kilkaset lat a nie jest tak ogromny i zaawansowany, twórcy chyba się z lekka pospieszyli, chyba że macie jakieś w miarę logiczne wytłumaczenie na ten fakt. Wg mnie akcja powinna być przynajmniej w 2160 roku.
    2. Jakim cudem pracownik największej i najbogatszej korporacji na Ziemi (Tyrrel Corp.) robi organy w jakimś starym baraku/garażu w slumsach zamiast w firmowym laboratorium? (oczy dla androidów).
    3. Czy replikanci/androidy to były roboty czy sklonowani ludzie? Android z definicji to robot - replikant niekonieczne, - czemu więc twórcy filmu postanowili zmienić tą nazwę przez co jest myląca?
    4. Jakim cudem policjant wszedł sobie w płaskie zdjęcie jak w obiekt 3d i się w nim poruszał? to niewykonalne.
    5. Jakim cudem łowca androidów nie mógł skorzystać z mikroskopu w laboratorium policyjnym lub nawet czemu sam nie miał w domu mikroskopu tylko po użycie mikroskopu w celu zbadania łuski węża musiał iść na jakiś targ rybny czy budę z chińskim żarciem i tam dopiero staruszka użyła mikroskopu?
    6. Czemu jeden z najlepszych inżynierów genetycznych korporacji mieszka w jakiejś starej, opuszczonej ruderze?
    7. Czy akcent polski był zamieszony specjalnie/ z przymrużeniem oka? Leon Kowalski - wygląd nietrzeźwego menela, kaprawy wzrok, wąs ? Zauważyliście że w filmach amerykańskich z tego okresu często żartują z polaków? no w 'kevin sam w domu' zabawki z fabryki w sklepie zaczynają bluźnić po polsku:)

    • 1. Typowe dla całego gatunku. Popatrz na to z perspektywy kogoś żyjącego w latach 80. Chociaż niektóre pomysły w filmie nawet się spełniły, np.wszechobecna chińszczyzna. ;)
      2 i 6. To tylko moja teoria, ale we wczesnych latach 80 obraz wszechobecnej i wszechmocnej korporacji nie był jeszcze tak popularny. Scenarzysta wyobrażał sobie Tyrrela jako zwykłą większą firmę. Zresztą, z tego co pamiętam to oczy były chyba robione na zamówienie przez zewnętrzną firmę a J.F mógł po prostu lubić samotność.
      3. Mogę się mylić ale "androidy" to w całości wymysł polskiego tłumacza. W samym filmie replikantów nigdy tak chyba nie nazywano.
      4. Tak jak w punkcie pierwszym, lata 80, inne czasy i inne wyobrażenia na temat przyszłości.
      5. Deckard nie mógł pokazywać się na policji bo cała sprawa miała nigdy nie wyjść na światło dzienne. Albo Scott chciał po prostu pokazać więcej scen na ulicy.
      7. Nie mam pojęcia, ale wątpię. Scott miał swoją wizje i widać że był jej całkowicie oddany, wątpię żeby chciał psuć całość żartami które nie pasują do całości.

      • 1. jakby nie patrzeć nawet teraz każdy wie że w ciągu 30 lat nie jest możliwe zbudowanie takiego miasta, nie jest to możliwe fizycznie (tempo pracy budowlańców).
        3. chodziło mi o to że jeśli to byli ''sztuczni ludzie'' to bez problemu wystarczyłoby zbadać pod mikroskopem skórę lub włosy i już by było wiadomo czy to człowiek czy nie, zamiast długotrwałych testów z dziwnymi pytaniami.
        7. no tak tylko czemu to akurat Polak jest wąsaty i ma kaprawe spojrzenie...?

        • 1. Tak jak pisałem, twórcy SF mają tendencje do do przesadyzmu. Można uznawać to za wadę, mi osobiście to nie przeszkadza. Tym bardziej że pasuje do konwencji, Blade Runner to nie jest hard SF tylko poetyckie neo-noir.
          3. Bodajże na początku filmu i kiedy Deckard jest u Tyrella poruszana jest ta kwestia, jeśli chodzi o biologie replikanci są praktycznie nieodróżnialni od ludzi.
          7. Zależy od tego jak kto na to patrzy. Ja oglądałem film cztery razy i nigdy nie zwróciłem na to uwagi. Może to naleciałość z pierwszej wersji scenariusza, może jedn z replikantów w książce tak się nazywał(czytałem dawno temu więc nie jestem pewien), etc.

        • To zależy. W 30 lat z małej wioski rybackiej powstała 12 milionowa metropolia o nazwie Shenzhen. Shenzhen czyli dolina krzemowa Chin, ma obecnie najwięcej wieżowców powyżej 300metrów(razem z liczonymi w budowie) na świecie. Więc bardzo szybki rozwój metropolii jest możliwy.

        • Brawa za spostrzeżenia. Dzięki takim jak Ty świat idzie do przodu.

    • 1. Myślę, że jest to historia alternatywna i autor nie zamierzał pokazać przyszłości takiej jaka będzie a raczej taką, jaka mogła by być gdyby losy świata potoczyły się trochę inaczej. Być może świat wyglądałby w ten sposób gdyby technologia, gospodarka i polityka poszły by w innym kierunku.
      2. Najbogatszej na ziemi wcale nie znaczy tam tak dużo jak dla nas. W świecie przedstawionym ziemia to ruina - jeden wielki slums.
      3. Ciężko jednoznacznie stwierdzić. Nie byli na pewno robotami. Nie można też powiedzieć, że to klony w znanym nam znaczeniu, jako że byli "montowani" z części.
      4. Wspaniała technologia przyszłości :)
      5. Myślę, że nie chodziło tu o mikroskop. Nawet gdyby sam obejrzał łuskę w powiększeniu to niewiele by się z niej dowiedział. Deckard chciał raczej zaczerpnąć wiedzy u kogoś, kto jest bardziej obeznany w temacie niż on.
      6. Patrz punkt 2. Chyba mało kto miał lepiej. Świat przedstawiony jest w trakcie rozpadu, ci, którym się udało dawno odlecieli z planety a reszta żyje w ruinach. A może po prostu lubił samotność.
      7. Możliwe. Scott chciał pokazać świat wymieszany kulturowo.

      Tak ja to widzę, mogę się mylić.

    • 1. Myślę, że to kwestia umowna, aczkolwiek ludzie w latach 80-tych byli zafascynowani postępem technologicznym, rozwojem komputerów, itd. i po prostu przecenili jego tempo, porównaj Cyberpunk 2020 ;) Być może odniesienie... Niemniej uważam, że tak jak podałeś, 2160 rok byłby wtedy bardziej realny, teraz już widać jednak, że świat rozwija się odmiennym torem ;)
      2. Może pracował tam "po godzinach"? Być może też, korporacja Tyrell, jako globalny monopolista i faktyczny właściciel połowy ludzkości mógł sobie pozwolić na oferowanie tak niskich pensji szeregowym pracownikom, że nie mogli sobie pozwolić na lepsze warunki życia? (do tego zmierzamy)
      3. Wg mnie były to ulepszone na drodze inżynierii genetycznej klony
      4. Było to zdjęcie 3D (wykonalne już teraz, chociaż z drugiej strony mamy już 2015 :)
      5. Patrz wyjaśnienie @SithisDagoth
      6. Z tego co pamiętam, to miał chorobę genetyczną, być może unikał ludzi, wolał lalki... albo po prostu lubił taki klimat
      7. Też zwróciłem na to uwagę, być może forma "polish joke"

      Pozdrawiam,

      a film mimo wszystko wybitny, polecam również fanowską wersję krążącą po sieci "Nexus 6 Extended Cut" - jeszcze inny odbiór, niemniej ja najbardziej lubię odświeżoną "Final Cut". "Director's Cut" tak naprawdę niewiele wnosi do fabuły, natomiast, Nexus 6 już tak :)

    • Już miałem napisać, że ten film nie jest dla Ciebie ale patrzę, że dałeś mu 10, więc chyba Ci się spodobał.

      Twoje pytania jednak nie mają większego znaczenia. To nie jest sedno filmu. Nie ukrywam, że nie mogę pojąć dlaczego ludzie na siłę doszukują się wszelkich nieścisłości w filmach.

      Ad 1. jeśli przeszkadza Ci ta data - zmień sobie na inną. Jakim cudem wierzyli, że... ? Dawno temu czytałem książkę, więc nie pamiętam czy Dick podał taką datę. Musisz jednak wziąć pod uwagę, że lata 60-e, które w Polsce kojarzą się bardziej z narodzinami rock'n'roll-a, były na zachodzie okresem wspaniałej prosperity i co ważniejsze w tym kontekście początkiem rewolucji komputerowej - bo to wówczas zaczęły powstawać języki programowania. Ludzkość wierzyła wówczas w postęp.
      Tutaj małe sprostowanie do tego co odpowiedział Ci zzz_3: Dick nie przewidział istnienia osiedli chińskich bo powstały przed jego narodzinami.

      Ad 2. To co wychodzi na plan pierwszy w filmie od strony organizacji świata to istnienie czarnego rynku. Nigdzie(chyba) nie jest powiedziane, że Twórca oczu jest pracownikiem Tyrella. Zaprojektował oczy ale równie dobrze mógł to zrobić na zlecenie. Tylko jakie to ma znaczenie dla filmu?

      Ad 3. Zostawmy sobie na deser.

      Ad 4. Można się czepiać zakładając, że jesteś w stanie udowodnić, że reżyser miał na myśli 'normalne' zdjęcie. Dyskusja na ten temat jest bezcelowa.

      Ad 5. Mieć mikroskop a umieć z niego skorzystać - to dwie różne sprawy. Umieć skorzystać z mikroskopu i wiedzieć czego i gdzie szukać - to jeszcze inna sprawa. Jeszcze raz: mamy do czynienia z czarnym rynkiem, kto jest lepszym źródłem informacji o czarnym rynku, policja czy jego uczestnicy?

      Ad 6. Tutaj akurat to jest nieco istotne. J.F. Sebastian był po prostu samotnikiem, może jak wielu geniuszy a może dlatego, że cierpiał na chorobę, która może powodować kompleksy? Samotność ma tutaj jednak duże znaczenie i to w zasadzie jedna z największych wpadek tego filmu. Warto przeczytać Dicka i dowiedzieć się o kolonizacji planet. Samo pozostanie na Ziemi było o ile dobrze pamiętam przywilejem. Najprawdopodobniej chodziło o to, że Ziemia była przeludniona. W filmie ten wątek jest bardzo słabo zaznaczony.

      Ad 7. Nie tylko w tym, nie tylko z nas i co ważniejsze nie tylko Amerykanie. Rosjanie i Polacy - ogólnie Słowianie robią też często za czarne charaktery.
      Pokazuje to tylko, że nasz szowinizm narodowy jest cokolwiek nieuzasadniony.

      Tak jak jednak wcześniej napisałem: w mojej ocenie te pytania, poza wątkiem JF i elementem czarnego rynku, są bez znaczenia.
      O co chodzi?
      Film się spodobał?
      I o to chodzi. Chodzi o atmosferę neo-noir z elementami cyberpunkowego brudu.
      Jest to też bez wątpienia film sf i to dobrze zrobiony.
      Najważniejsze jest jednak to, że Dick nie był typowym twórcą sf.
      Film, oprócz wspaniałego klimatu, stawia przed nami problem wspólnej egzystencji 'nas' i innych. Problem odwieczny, problem, który dziś powraca wraz z uchodźcami z Syrii(ale zostawmy politykę). Wyjątkowe jest tutaj to, że - przyjmując dzisiejszą nomenklaturę - jest w wersji 2.0. Bo nie dotyczy on innych ras czy wręcz narodowości ale sztucznie wytworzonych organizmów biologicznych, które dodatkowo są od nas pod wieloma względami lepsze i mogą stać się naturalnym zagrożeniem. I nie muszę dalej tego wątku nawet rozwijać bo to jest treścią filmu.

      Słówko jeszcze dlaczego jest to świetny film SF - moim zdaniem najlepszy. Większość twórców popełnia ten błąd, że eksponuje pewne detale w scenografii, które są absolutnie nie do przewidzenia. Oglądając na przykład "Seksmisję" widzimy ekran jakiejś Atarynki(?) przedstawiającej pościg z rozbrajającym wręcz labiryntem i jeszcze bardziej zabawnymi opisami. To nie miało się prawa obronić. To oczywiście najbardziej dosadny przykład ale wiele jest filmów, które "trącą myszką". Tymczasem prawie nie można odczuć tego elementu w Blade Runnerze bo potencjalne "zagrożenia" dla świeżości są słabo wyeksponowane. Ostatnio oglądałem jakiś film sf ale nie pamiętam tytułu, raczej nowy i była w nim użyta tak samo wykończona ściana jaką miał w swoim mieszkaniu bohater.

      Łowca pozwala nam odczuć klimat przyszłości nie pokazują tego co mniej istotne i opowiada o problemie, który towarzyszy ludzkości od wieków i który w przyszłości może mieć całkiem nową odsłonę. I to jest esencja mojej opinii.

      Odpowiadając na pytanie numer 3: Jakież ma to znaczenie czy problem ten będzie dotyczył cyborgów, androidów czy sztucznie wytworzonych organizmów biologicznych skoro powinniśmy zrozumieć, że ten problem może przenieść się na dowolną jednostkę? (brakuje mi tutaj słowa takiego jak w ang entity)


      • siema dzięki za odpowiedź ale takie odpowiedzi w stylu że się pomyliłem czy że mam sobie zmienić na inną nie interesują mnie - to tylko twoja wyobraźnia. Tak film mi się mega podoba i uwielbiam takie cyberpunkowe klimaty.
        Nie chodzi o to że się doszukuję nieścisłości tylko lubię jak film ma ręce i nogi a nie skacze sobie po pikselach w te i we wte.
        ad 1 nie wiem o co ci konkretnie chodzi ale nie sądzę żeby w takich filmach każdy ustał sobie datę jaką chce. Jest już ustalona i jej należy się trzymać. Jestem natomiast pewny że nie chodziło o Polskę i rock-n-rolla w tym filmie i w jego dacie a tym bardziej o ta muzykę w Polsce.
        ad 2 ma to spore znaczenie skoro cywilizacja jest niby tak rozwinięta więc laboratoria to nie slamsy,
        ad 5 - czyli ludzie w biurze fbi cia i w ogóle w biurach inwigilujących nie umieją korzystać z mikroskopu, tak , to bardzo ciekawa teoria

        ad 6 - jest wielu geniuszy samotników nie mieszkających w slamsach nawet w przeludnionych miastach.

        ad 3 - to dla mnie ważne czy reżyser użył w filmie maszyn czy ludzio-maszyn.



    • A z 2001ASO też słabo...


    • Ad 2
      "Jakim cudem pracownik największej i najbogatszej korporacji na Ziemi (Tyrrel Corp.) robi organy w jakimś starym baraku/garażu w slumsach zamiast w firmowym laboratorium? (oczy dla androidów)."

      Ukłon w stronę Azji.Podobno Los Angeles 2019 było wzorowane na Hongkongu.
      Choć wyda to nam się dziwne i wbrew stereotypom, że Japonia to nie tylko komputery, roboty i ultranowoczesność. Bardzo często części i podzespoły dla znanych zakładów wykonuje się w małych, obskurnych fabryczkach, gdzie w fatalnych warunkach, na przestarzałych i niebezpiecznych maszynach pracują często jacyś Pakistańczycy czy Filipińczycy, przypłacając to nierzadko utratą palców czy kończyn. Stamtąd dopiero części są wysyłane do wielkich firm, gdzie roboty składają na przykład bardzo ładne Mazdy.

      Ad 1
      "Jakim cudem twórcy filmu/książki uwierzyli że w ciągu 37 lat (film powstał w 1982- opowiada o 2019 roku) powstaną tak wielkie metropolie, i tak zaawansowane technologicznie? Nowy York obecnie powstaje kilkaset lat a nie jest tak ogromny i zaawansowany, twórcy chyba się z lekka pospieszyli, chyba że macie jakieś w miarę logiczne wytłumaczenie na ten fakt. Wg mnie akcja powinna być przynajmniej w 2160 roku."

      Twórcy filmu nie musieli wierzyć,że przyszłości będą istniały wielkie metropolie.One istniały w latach osiemdziesiątych,istnieją dziś i wciąż się rozrastają.Posłużę się przykładem stworu trudnego do ogarnięcia ludzkim umysłem czyli Wielkiego Tokio.Tokio składa się 23 dzielnic,czyli tego Tokio najwłaściwszego oraz licznych miast ,miasteczek i wsi,które de facto są dzielnicami w składzie Tokio,ale mają taki właśnie administracyjny status.Tokio w zasadzie jest tożsame z prefekturą tokijską,lecz sięga granicami poza nią.Jednocześnie Tokio płynnie łączy się z sąsiednimi miastami położonymi w sąsiednich prefekturach czyli Kawasaki,Jokohamą ,Saitamo i Chibą.To połączenie tworzy agromerację Wielkie Tokio czy też zespół miejski południowego Kanto,około 40 mln ludzi.W obliczu takiego przytłoczenia lokalna ludność organizuje sobie swoje metropolis po swojemu,niezależnie od podziałów administracujnych.Życie toczy się w tzw. sąsiedztwach czyli małych dzielnicach ,obszarach skupionych wokół stacji metra,kolei,przystanku autobusowego,sklep,charakterystycznego budynku,jakiejś ulicy,skrzyżowania.To są takie małe śródmiejskie ojczyzny :-)
      Jednocześnie istnieje coś takiego - Megalopolis Nippon,Pas Pacyficzny https://pl.wikipedia.org/wiki/Pas_Taiheiy%C5%8D
      A w USA istnieje chociażby megalopolis Wschodniego Wybrzeża https://pl.wikipedia.org/wiki/BosWash

      Technologicznie Scottowe LA 2019 roku nie jest za bardzo odległe od naszych metropolii.Nie ma co prawda zasilanych wodorem latających samochodów,ale w filmie latają nimi i tak wyłącznie służby typu policja i zapewne jacyś bogacze - czyli jak dziś helikoptery.Ruch miejski tak czy owak jest naziemny i podziemny,tak jak u nas.Wideofony się w naszym świecie nie przyjęły ,a w filmie nie ma za to telefonów komórkowych :-) Wyobrażacie sobie świat przyszłości bez komórek ? A zaledwie kilka lat temu nie było smartfonów,które są jednym z najważniejszych wynalazków ostatnich czasów.W filmie nie było płaskich telewizorów - po prostu wszystkiego się nie da przewidzieć.I tak wyszło bardzo dobrze.Natomiast rok 2160 to zdecydowanie zbyt odległa data.

      Ad 5
      "Jakim cudem łowca androidów nie mógł skorzystać z mikroskopu w laboratorium policyjnym lub nawet czemu sam nie miał w domu mikroskopu tylko po użycie mikroskopu w celu zbadania łuski węża musiał iść na jakiś targ rybny czy budę z chińskim żarciem i tam dopiero staruszka użyła mikroskopu?"

      Ukłon w stronę dalekowschodniej Azji.Tam,szczególnie w ciepłym klimacie,życie toczy się na ulicy.Na ulicy się robi i sprzedaje jedzenie ( w LA 2019 też tak jest ),na ulicy pracują rzemieślnicy ( w LA 2019 też tak jest ),na ulicy się handluje,na ulicy się pracuje.Więc reżyser/scenażysta skierowali Deckarda do azjatyckiej babinki ,która dysponowała na stoim straganie fachowym mikroskopem i fachową wiedzą co z nim robić.I wyszło ciekawiej,niżby łowca poszedł do laboratorium.

      Ad 6
      "Czemu jeden z najlepszych inżynierów genetycznych korporacji mieszka w jakiejś starej, opuszczonej ruderze?"

      Tak ,to ciekawe jest.Obok zatłoczone ludzką ciżbą ulice,a tu opustoszałe dzielnice z zakazem wjazdu i puste budynki.To mi nigdy nie pasowało.Podejrzewam,że miało to ukazać osamotnienie chorego geniusza J.F. Sebastiana,który zamknął się w swoim świecie ze swoimi lalkami.Tak samo jak osamotnione były androidy i samotny był Deckard.I samotny był Tyrell w swojej piramidzie. No i ten zabieg stworzył wdzięczny teren przyszłej walki łowcy z androidami :-)

      Ad 7
      "Czy akcent polski był zamieszony specjalnie/ z przymrużeniem oka? Leon Kowalski - wygląd nietrzeźwego menela, kaprawy wzrok, wąs ? Zauważyliście że w filmach amerykańskich z tego okresu często żartują z polaków? no w 'kevin sam w domu' zabawki z fabryki w sklepie zaczynają bluźnić po polsku:)"

      Cóż ,kinematografia amerykańska to domena "braci starszych i mądrzejszych",a Polaków to oni nie lubią.Dlatego często Polacy pokazywani byli jako tępe,przygłupawe osiłki - przykład klasyczny to film "Ścigany" http://www.filmweb.pl/Scigany
      Ale proszę zauważyć,że u Clinta Eastwooda bohaterowie z polskimi nazwiskami to prawi i twardzi mężczyźni.

      Tyle na razie.I proszę nie porównywać filmu "Łowca androidów" do książki Dicka "Czy androidy śnią o elektrycznych owcach?" .Scott stamtąd zaczerpnął ogólną ramę świata jaki ma być ukazany.Resztę zrobił zupełnie po swojemu i wyszło bardzo dobrze.

      • Ad 6 mieszkał zgodnie z książką , jako mutant :) nie mógł odlecieć z Ziemii. Na Ziemi nie ma żadnego przeludnienia bo wszystkich z nieuszkodzonym DNA wyekspediowali na Marsa itp. Większość budynków w miastach jest opuszczona ( szczególnie te zdala od centrum.
        Ten film to raczej takie skomasowanie pomysłów z kilku książek Dicka. Korporacja Tyrella jest zaczerpnięta ze Słonecznej Loterii gdzie ziemią rządzą korporacje zwane Piramidami. Fajny jest ten rozdźwięk między najpopularniejszą religią czyli Merceryzmem ( wszelkie życie jest święte) a likwidacją replikantów . Nawiasem mówiąc replikanci byli produktem inżynerii genetycznej a nie byli składani z części a jedyny sposób by ich odróżnić to poddać testowi w labolatorium próbkę nerwów pobraną z kręgosłupa . Leon Kowalski chyba występuje w książce ale nie jestem pewien. Co do videofonów to na ziemi obecnie są w użyciu w Korei PŁD. nawet na ulicy są odpowiednie stanowiska.

    • ad 1. Film jest adaptacją książki która powstała przecież w latach 60 , tak że mamy większy przedział czasowy niźli 30 lat, ponadto zwróć uwagę jaki nastąpił skok cywilizacyjny od roku 1900 do roku 1966 zaledwie dwa pokolenia a skok nie bywały od dorożek do lotów w kosmos, jeżeli cywilizacji dalej miała by się rozwijać w takim tempie to przedział czasowy TEORETYCZNIE nie jest przesadzony.

      Pozdrawiam

    • 1. To po prostu fikcja literacka. Wielu pisarzy/scenarzystów wyobrażało sobie świat przyszłości w sposób fatalistyczny, a przede wszystkim, hiperboliczny. Nadal powstaje całe mnóstwo tekstów o giga miastach przyszłości, totalnym wyjałowieniu środowiska, hiper postępie technologicznym, pozwalającym np. na podróże w czasie etc. Taka wizja przyszłości pozwala na więcej, a prawda jest taka, że twórcy np. Ludzkich dzieci są najbliżej prawdy.
      2. Tego się już nie da wyjaśnić i obronić w sposób filmowy, dopowiadając to, czego nie zrobił scenariusz. To po prostu zabieg czysto "klimatyczny", nazwijmy to tak. Stara rudera może być np. symbolem czegoś, odzwierciedleniem ludzkiego zachowania, stanu emocjonalnego. Fabularnie nie ma żadnego sensu, ale za to jak fajnie jest zainscenizowana, ileż tam można bawić się światłem! Przypomina mi się tu analogiczna scena z filmu Coś za mną chodzi. Dzieciaki zwabiają ducha do basenu w celu...porażenia go prądem. Ducha prądem... Brzmi debilnie, sam plan też jest kretyński, zwłaszcza, że potem jedno z nich wpada do tego basenu. Ale co tam, skoro pod względem operatorskim basen jest idealnie oświetlony i jest niesamowitym miejscem do budowania atmosfery. Nie mówiąc już o tym jak pięknie woda "gra" w tej scenie.
      3. Może to po prostu błąd w tłumaczeniu. Coś jak chips i frytki. Niby to samo, ale w języku brytyjskim chips to również frytki.
      4. Tak samo niewykonalne jest kultowe już "usuń zakłócenia/pikselozę/szumy z tła". Te wynalazki lat 70,80 i 90 po prostu powalają. Bohaterowie filmów zbliżają sobie zdjęcia satelitarne i robią z nich zdjęcia portretowe, wyławiają z nagrania dyktafonem pojedyncze dźwięki np. pierdzenie komara.
      5. Bo musiał zaliczyć parę fajnych miejscówek, w których życie miejskie jest sportretowane, a światło pięknie przelewa się przez żaluzje.
      6. To samo co punkt 1.
      7. To samo, co np. w Ściganym - Polacy to donosiciele, złodzieje, nieroby i pijacy.

      Jak więc widać, większość wpadek/błędów/niedopowiedzeń wynika z : lat, które film ma na karku i ówczesnego spojrzenia na przyszłość, możliwości sprzętowych i technologicznych, widzi mi się reżysera, który umieścił w filmie scenę zbędną fabularnie, ale rozbuchaną wizualnie/artystycznie. Tłumaczenia, że np. facet pracował w starej ruderze, bo firma oszczędza na pracownikach albo "bo tak woli!" są co najmniej nierozsądne.

    • Popatrz na stare rysunki sprzed mniej więcej 100 lat, które przedstawiały przyszłość. Cóż, dzisiaj to kompletna fantastyka. Większość tego w ogóle się nie sprawdziła. A z filmów czy seriali o przyszłości, to znam tylko jeden, który jak dotąd trafnie pokazał, w jakim kierunku rozwinie się technologia, Star Trek. Tak zaawansowanego poziomu jeszcze nie osiągnęliśmy i być może w tym kierunku nie pójdziemy, ale tylko tam pokazano rozwój komputerów. W innych filmach pokazywano latające auta itp., ale komputery to były jakieś złomy, antyki w porównaniu z tym, czym obecnie dysponujemy. Jedynie w Star Treku były zaawansowane komputery i jakieś małe przenośne urządzenia, przez które ludzie rozmawiali i mogli się widzieć nawzajem. Jak nic odpowiednik dzisiejszych smartphonów z kamerami i odpowiednimi aplikacjami, dzięki czemu użytkownicy mogą się też widzieć, a nie tylko rozmawiać.

    • Ale spójrz na to wszystko, na te nieścisłości, które wymienisz, z punktu widzenia człowieka żyjącego w latach 80. Patrzysz jak człowiek współczesny. Wtedy to były wyobrażenia, a ja mam wrażeni jakbyś na siłę próbował te wyobrażenia porównać z obecnym światem. W tej chwili mamy duża świadomość technologiczną i analizowanie filmu z końca lat 80 przez pryzmat rej świadomości nie jest zasadne. Ja pamiętam siebie w latach 90 oglądając filmy s-f czy Fantasy chłonelam wszystko. Teraz oglądając te same filmy mając inną świadomość widzę je inaczej

  • No cóż. Dziś wartość mają Avengers.
    Tylko człowiek dojrzały, o dużym doświadczeniu jest w stanie docenić wartość Blade Runnera.
    Tylko człowiek dojrzały wie, czemu ten film jest arcydziełem.
    A że na filmwebie decydujący głos ma młodzież ...

    • Nie ma co tak przesadzać. Pierwszy raz widziałem ten film jakieś 15 lat temu, majac własnie z 15 lat i urzekł mnie od razu, a dojrzały to ja nie byłem :P Faktem jest za to że żeby docenić Łowcę trzeba mieć mózg potrafiący śledzić fabułę bardziej złożoną niż w Transformersach czy Avengersach, a tego masy w kinach nie posiadają, czego dowodem jest choćby to że i w roku premiery film był raczej klapą - to wierni fani i bardziej wybredni kinomani przez lata pamiętali o tym cudeńku.

      • WG Ciebie BR ma jakąś zawiłą fabułe którą tylko wytrawni znawcy kina mają szansę zrozumieć??

        Ja jestem fanem SF, chociaż nie spod znaku Avengers, a mimo to po obejrzeniu BR (a zbierałem się długo) jestem zawiedziony. Słyszałem dużo opini o tym jaki to klasyk, arcydzieło itd, tymczasem film mnie nie rzucił na kolana. Owszem, muzyka, scenografia, klimat, były świetne, ale to za mało, przynajmniej dla mnie, zeby ocenić film na 9 czy 10. Sama fabuła była prawdę mówiąc prosta jak drut, emocji niezbyt wiele, podłoże filozoficzne, jesli tak to nazwać - może nowatorskie i zaskakujące w 1982, ale nie dziś, a w końcu klasyk ma sie bronić przed upływem czasu. Więc nie dziwię sie osobom które oceniają film dość nisko, np dla mnie 7 to raczej przeciętna ocena. Ciekawe tylko, że zawsze znajdzie się jakiś fan danego filmu który stwierdzi że inni się nie znają, bo nie doceniają jego ulubionego tytułu... Poza wszytkim co napisałem, co może byc powodem - są rożne gusta, słyszeliście kiedyś?:)

        • A ty słyszałeś o tym, że gust można mieć ch*jowy? :)

        • A o czym według Ciebie jest ten film? Opisz w kilku zdaniach jak ją zrozumiałeś, bo to jest ciekawe.

          • Na samą fabułę to wystarczy jedno zdanie: opowieśc o łowcy androidów który ściga je i chce wyeliminować, bo są uważane za zagrożenie dla ludzi. Rozumiem wszystkie podteksty typu: zastanawianie się nad istotą człowieczeństwa, gdzie jest granica między istotą ludzką a sztucznym tworem stworzonym na jej podobieństwo, czy android powinien być traktowany na równi z człowiekiem, czy to że nie ma uczuć pozwala mu być równym człowiekowi, czy napewno to prawda że nie ma uczuć (są sceny w filmie które wskazują na coś innego) itp itd. Ok, fajnie, tylko w BR przedstawienie tych kwestii do mnie nie trafia, nie jest to film po którym mam głowę pełna rozmyślań, nie inspiruje mnie do tego, raczej czuję jakby dodawanie otoczki i znaczeń było zrobione na siłe. Jako kontrprzykład mógłbym podać choćby film Ex Machina, który porusza podobne tematy w sposób który znacznie lepiej do mnie trafia.

            • Ok. Rozumiem.

              Ex Machina też mi się podobała. Jeden z ciekawszych filmów s-f ostatnich lat jakie widziałem. Chociaż do BR brakuje jej bardzo wiele, ale to kwestia własnych odczuć i odbioru. "Łowca Androidów" bardziej celuje w istotę człowieczeństwa, prawo do istnienia, definicja życia itd. W Ex Machinie widzę starcie SI z rozumem - jak partia szachów, ludzcy bohaterowie zostali ograni. Różnica jest też na poziomie scenografii, zdjęć, muzyki, klimatu, gry aktorskiej, oczywiście na korzyść BR.

              Ale nie chodziło mi o porównywanie różnych filmów. Ogólnie byłem ciekaw czy BR to jest dla Ciebie tylko nieudane sensacyjne s-f czy coś więcej, czego po prostu tak podanego nie trawisz. Wyszło na to drugie, co potrafię zrozumieć.

            • Popieram

  • Nah, "Alien" lepszy.

  • mothyf i zzz jesteście poza tematem (głupie c*6)

  • No, smutne to, gdzieś czytałem wypowiedź jakiegoś debila który dał 1 z czego co najmniej 5 odjął za brak efektów, "a przecież na tym polega SF". Takie to niestety mamy pokolenie wychowane, że SF = efekty, kurfa mać... Ale, co am przejmować się kretynami, ileż to filmów na filmwebie jest zaniżonych przez debili..? Trzeba się cieszyć się się do nich nie należy :)

  • Znakomity film to prawda, właśnie oglądam go po raz kolejny. Muzyka, Scenografia, Obsada, Klimat, niesamowite wrażenie po tylu latach nadal jest, czuje się jak bym czytał książkę i tam był w środku. Mimo że, od książki daleko jest ta produkcja.

    • Ja wysłuchałem audiobooka a następnie obejrzałem film. Zastanawiałem się czy film nie jest jakby tym co się wydarzyło po historii z książki, tak ogromne różnice wystąpiły. Jednak ostatecznie widać, że jest to inna interpretacja tej historii, udana próba wyciągnięcia z książki tego co najlepsze z dodatkowymi pomysłami typu konstruktor zabawek. Książka była mocno na haju pisana, przez to była aż za dziwna i bez znalezienia się w podobnym stanie umysłu nie łatwo ją przetrawić.

  • A dla mnie kultowosc tego filmu jest mocno przereklamowana. Tzn. uwazam film za dobry, nawet bardzo dobry ale nie dostrzegam tej iskry arcydziela, tego czegos co wzbudzaloby zachwyt przy kazdym seansie. Kiedys wystawilem note 8 albo 9 zmienilem na 7 co i tak nie ma wiekszego znaczenia...Nie moglem wczuc sie w glownego bohatera..finalowa walka nie trzymala mnie w napieciu jak chocby ta w Alien czy Terminatorze. Pisze to tylko dlatego ze mimo efektow, muzyki i innych walorow technicznych, ktore bez watpienia sa rewelacyjne, glowny watek i pytanie o istote czlowieczenstwa nie przekonaly mnie wystarczajaco. W moim topie filmow s-f Lowcy Androidow nie bedzie :-) Pozdrawiam.

    • Łączymy się w współczuciu.

      • W współczuciu? Nie trzeba, nie cierpię z tego powodu :) Ale doceniam wielkie pokłady empatii z Twojej strony. Pozdrawiam :-)

        • Serio. Jeśli piszesz że nie odnajdujesz tego co jest w Alienie czy Predatorze (bardzo dobrych filmach, które oglądałem po parę razy) to nic innego jak współczucie nie przychodzi mi na myśl.
          Nie ma szansy żeby w racjonalny sposób przekonać Cię, że to arcydzieło ponieważ to co w tym filmie najlepsze jest synergicznym efektem tematu, muzyki, poetyckiego, więc nieprzetłumaczalnego klimatu i przesłania, którego z 2 wymienionych przez Ciebie klasykach brak.
          Nie zapominajmy o Odysei 2001, ta sama liga.

          • Ok. Ale czytaj dokladniej. Lowca Androidow jest filmem s-f, ale dodatkowo jest keyminalem-thrillerem s-f. Mimo iz nacisk na samo akcje jest zdecydowanie mniejszy niz w filmach ktore wymieniles, to jednak wystepuje w tym dziele cos takiego jak "finalowa walka/poscig".


            I teraz przeczytaj uwaznie co napisalem "FINALOWA WALKA nie byla dla mnie tak emocjonujaca jak ta w Terminatorze czy Alienie" Tyle. O Predatorze nie wspomnialem akurat slowem.
            PS: "Walka" komputera z zaloga statku w 2001:Odyseja Kosmiczna trzymala w napieciu, na swoj specyficzny sposob. A film Kubricka oraz pierwszy Alien to jedyne dwa filmy s-f ktorym wystawilem ocene 10.

            Czy teraz rozczaruje Cie fakt ze ktos moze uwazaj 2001:Odyseje za arcydzielo, jednoczesnie uwazajac ze Lowca Androidow takowym arcydzielem nie jest :-)
            Pozdrawiam.

            • Ponawiam żal za tym że nie doceniasz poetyki filmu.
              Czy istotą filmu są finałowe walki czy głębsze przesłanie wykraczające poza najlepiej nawet skonstruowaną rozrywkę, jaką jest Alien?
              W konwencji s-f mieści sporo więcej niż najbardziej efektowna napierdalanka,
              co chyba potwierdzasz dając 10 filmowi Kubricka.
              Aha, jest jeszcze jedno kryterium, czas.
              Do Blade runera wracam co jakiś czas, za każdym razem z wielką przyjemnością, mimo że o zaskoczeniu nie mam mowy.

              • Szanuje to, uwazam Lowce Androidow za swietny film. Doceniam w s-f duzo wiecej niz napi##dalanke. Chociaz zarowno Terminator i Predator to tez swietne kino. Szanuje wszystkich wielbicieli Blade Runnera bo to genialny, klimatyczny obraz. Jedynie ja (subiektywnie) nie odnalazlem w nim tego "pierwiastka" arcydziela, tego nieokreslonego "czegos". Co naprzyklad poruszylo mna po Odyseji Kubricka. Jak sam zauwazyles, kiedy ogladam np. wspomnianego Predatora wiem ze mam do czynienia z czysta rozrywka/akcja i troszke inaczej ocenia sie wtedy filmy. Czasami decydujaca role odgrywa sentyment - czas i miejsce w ktorym obejrzymy dany film wplywa na jego ppostrzeganie (ja tak mam z Alienem), co nie znaczy ze film sie nie broni po tylu latach. Blade Runnera nie mialem przyjemnosci pochlonac w mlodosci, rylko troche potem, znajac range tego obrazu moze oczekiwania byly zbyt duze.

                Napewno wroce kiedys do tego filmu, byc moze wylapie wtedy wiecej niz wizualna strone i swietny klimat :-)

          • Zgadzam się z Tobą wizualnie był niesamowity! Klimat jeden z lepszych jakie widziałem, gęsty, cyberpunkowy którego nie widuje się tego za często a już na pewno nie w takiej postaci. Rutger Hauer w ostatniej scenie przeszedł samego siebie, przypominał mi Jacka Nicholsona z ''Lśnienia'' i moim zdaniem był od niego lepszy. Jednak nie potrafię pojąć dlaczego ten film jest tak nudny. Nigdy nie usypiam na filmach nawet tych najgorszych a na tym filmie oko mi leciało, co było dla mnie nie lada zaskoczeniem. Paradoksalnie sądzę, że za taki stan rzeczy może być odpowiedzialny po części ten wspaniały klimat o którym wspomniałem. Jednak przechodząc do sedna dlaczego nie pomyśleli o jakiejkolwiek fabule? Harisson Ford był niesamowicie nudny. Niby taki wielki łowca androidów a wyglądał mi na zwykłą pierdołę która ma bardzo dużego farta. Wątek Gaffa kompletnie bez sensu. Czy w tym filmie wydarzyło się coś ciekawego? Mamy łowce który próbuje zabić niebezpieczne androidy. Androidy spotykają swojego stwórcę, potem łowce, po środku mamy wątek miłosny i koniec filmu. A mówienie o jakimś głębokim przesłaniu mija się z celem. Bo co w tym niesamowitego, że technologia może być zagrożeniem dla człowieczeństwa? Nic.

            • Akurat technologia jako zagrożenie dla człowieczeństwa to tutaj mało istotny wątek... W tym jest jednak dużo więcej filozofii niż wyłapałeś, ale skoro byłeś senny i znużony to się nie dziwię (ja tak miałem z Taksówkarzem, nie byłem w nastroju na taki film i byłem zmęczony, po czym uznałem, że jest kiepski, a nie jest) :) Choćby oczywista oczywistość poszukiwanie granic pomiędzy człowieczeństwem ,a sztuczną inteligencją. Wątek współczucia dla replikantów, bo jednak istoty te posiadały własne uczucia i rozum, posiadały chęć przetrwania, a były niewolnikami skazanymi na szybką śmierć. Ford idealnie tutaj zagrał. Za każdym razem było widać niechęć do tego co robi i dlaczego odszedł z tej roboty.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: