Wczoraj skończyłem czytać książkę więc jestem na świeżo. Bardzo ładnie poskracali i poupychali wątki, żeby nie było za nudno, wprowadzili też trochę innowacji i smaczków. Świetnie dobrali Willa Grahama (dobry aktor), Jacka Crawforda (lepszego bym nie widział w tej roli!), Dolarhyde'a... oczywiście spłycono tą postać, ale trudno, i tak film dwie godziny trwa. Natomiast Hannibal Lecter jest beznadziejny. Nie chodzi o to, że przyzwyczaiłem się do Hopkinsa, tylko, że psych(o)iatra był bezwzględny, ale także czarujący, budzący zaufanie. Ten tutaj jest zimny jak lód, sztuczny, zero uroku tej postaci (no i jak Will miał używać wody po goleniu, skoro w filmie ma brodę :)). Film nie jest niestety przerażającym thrillerem, ale idącym zgodnie z kierunkiem lat 80 kryminałem. Równie dobrze mógłby to być odcinek Miami Vice :) (zresztą mamy tutaj niezapomnianego Ala Lombardo, Brendę i śmiesznego Switeka, oraz piosenkę Heartbeat). Polecam dla fanów prozy Harrisa (ale fani Lectera się rozczarują) i klimatów 80s. Inni nic w tym filmie nie znajdą...
Co do filmu to się nie wypowiadam. Biję na głowę późniejsze sekłele, rimejki, nowe ekranizacje, czy jak to się tam nazywa. Widziałem po raz pierwszy pod koniec lat 90 na polsacie - od tego czasu kilkakrotnie i nadal jest to jeden z moich ulubionych tytułów ever. Natomiast muza jest w tym filmie po prostu zajebista. Bicie Serducha to nic w porównaniu z tym co zrobił Shriekback. Coelocanth, Evaropation, a przede wszystkim Big Hush- poezja. Ten ostatni to psychodela na maxa... Polecam Ci ich twórczość!
/topic/1775116/reply/6592269/edit/forum/reply/6592269/canEditw odpowiedzi na post:Bruce_Lee
remake'a z 2004 jeszcze nie oglądałem (za bardzo pamiętam książkę, nie chcę się nudzić). Łowca jako film akcji, dla kogoś kto nie przeczytał 'Czerwonego...' będzie świetny, ale jako adaptacji brakuje tego czegoś. Niemniej jednak polecam. W podobnych klimatach obejrzyj 'Żyć i umrzeć w LA' też z Petersenem.
/topic/1775116/reply/6594597/edit/forum/reply/6594597/canEditw odpowiedzi na post:Jimmy
i nie oglądaj, trudno o gorszą kichę - film jest tragicznie plastikowy, przy czym ok. połowę scen żywcem skopiowano z oryginału i dosłownie każda, KAŻDA, wyszła gorzej niż w 'Manhunterze'
a LA z Petersenem i Defoe chyba wrzucę na ząb ;P
/topic/1775116/reply/6606231/edit/forum/reply/6606231/canEditw odpowiedzi na post:Bruce_Lee
ale właśnie przyzwyczaiłeś się do Hopkinsa - ja po przeczytaniu i obejrzeniu całej serii uważam, że Brian Cox był co najmniej tak samo dobrym, jeśli nie lepszym Lecktorem. Hopkins bywał momentami pretensjonalny, a w późniejszych filmach wręcz śmieszny, czy groteskowy, natomiast w przypadku Coxa mamy zachowaną całą inteligencję i diaboliczność, a do tego z jego postaci bije prawdziwe, zimne zło http://www.youtube.com/watch?v=ivwSyacC8fs
/topic/1775116/reply/6606191/edit/forum/reply/6606191/canEditw odpowiedzi na post:Bruce_Lee
Po pierwsze nie wiem czemu zmienili nazwisko na Lecktor... Po drugie, z ludźmi jest tak, że jedni są odrzucający i widzimy w nich po prostu zło, inni są tak sympatycznymi manipulantami, że aż ciężko uwierzyć, że ta osoba może być aż tak zła. Taki właśnie powinien być Hannibal Lecter. Emanujący geniuszem, sympatyczny dżentelmen, człowiek wszechstronnie uzdolniony. Postać tak pełna uroku, że zwodząca swoje ofiary i nie dająca wierzyć w to, jaka naprawdę jest.
/topic/1775116/reply/6920564/edit/forum/reply/6920564/canEditw odpowiedzi na post:SuchyWilk
Wrzuciles filmik. Ok wielkie dzieki za to, bo jest na prawde dobrze pokazane jak ogromne roznice sa miedzy postacia zagrana przez dwoch roznych aktorow w dwoch roznych "epokach" filmowych. Na temat tego prawie 9minutowego filmiku mozna napisac calkiem dobra rosprawke do szkoly. Niestety/na szczescie do szkoly juz nie chodze wiec nie bede sie rozpisywac. Cox jest Szkotem, pech troche bo Szkoci maja przerabany akcent (wiem znam kilku osobiscie). Hopkins jest Walijczykiem, tez nie lepiej, podobno tez maja jakis dziwny akcent (niestety nie znam zadnego, albo nie wiem, ze znam). I tu sie rozbija pierwsza moja uwaga. Hopkins jest bardziej dystyngowany, jak przystalo na Lektera, czyli osobe wyksztalcona, obyta i z szerokimi zainteresowaniami. Cox czasem przypomina mi troche Tommy Lee Jonsa. Zupelnie nic nie mam do Jonsa (tez jest jednym z moich ulubionych aktorow), ale Cox w niektorych ujeciach i kwestiach jest mi troche takim czarnym charakterem, jakie on grywal. Kolejna sprawa to scena, kiedy Graham probuje przekupic Lekera aktami sprawy na poczatku filmu. Mimo calej "sympatycznosci" kanibala granego przez Hopkinsa widac w jego oczach rzadze na wiadomosc, ze w teczce sa zdjecia z miejsc zbrodni, u Coxa tego nie widac. Nastepnie sama postawa postaci. Hopkins jest dynamiczny, rusza sie, chodzi, pojawia nagle i zaskakuje, a nawet przeraza (scena z kelnerem podajacym sos/zupe, lub na "spacerniaku"), Cox tylko siedzi. I ostatnia rzecz, ktora mnie udezyla w posraci granej przez Coxa. rozmowa telefoniczna. Jeszcze nie spotkalam sie z osoba obyta i dobrze wykrztalcona (na to wskazuje tytul doktora i caly zarys postaci w u Harrisa) w trakcie rozmowy, majac obie rece wolne nie podtrzymuje sluchawki telefonu ramieniem, tak samo jak nie zuje gumy. W tej scenie po raz kolejny wybral Hopkins. Co do reszty filmu. Przede wszystkim postacie i sposob ich przedstawienia. W filmie Manna postacie sa mocno splycone. Przede wszystkim Dolarhyde, tak samo Lekret, Graham, dr Chilton, Reba i w sumie wszystkie inne tez. Gdzie jest cala psychologia tej ksiazki. Gdzie motyw przewodn, czyli przemiana Dolarhyde'a w Czerwonego Smoka i historia, ktora zrobila z niego morderce? Tego u Manna nie ma. Lekter jest psychiarta, do tego wyjatkowym psychiatra. Nie dosc, ze leczyl ludzi, to ich jeszcze zabijal zjadajac ich organy. I w tym tkwi cale sedno. Graham nie poszedlby do niego jakby chodzilo o byle jakiego pospolitego seryjnego morderce. Poszedl do niego dlatego ze dla Dolarhyde'a zbrodnia byla czyms wiecej niz tylko zaspokojeniem swoich socjopatycznych czy psychopatycznych zachcianek. Byla droga do przemiany. I tak na prawde to najbardziej udeza w "Lowcy". Film jest splycony do granic mozliwosci. Nie przedstawia nic, co wytlumaczyloby cala psychologie tego co sie dzialo. Stworzono morderce, ktory zabija bo zabija, bez jakis wiekszych, glebszych motywow, agenta FBI, ktory odszedl ze sluzby, bo zostal pociety przez ostatniego morderce, ktorego scigal i nie wyrobil psychicznie. A do tego z racji niemozliwosci pojecia motywow poszedl do niego na tzw. spytki. Film poza ogolna fabula nie ma w sobie nic z powiesci Harrisa, ktora tak jak tworca tematu napisal, polyka sie jednym tchem. Razi rowniez brak motywu czerwonego smoka jako takiego. Owszem jest znaczek na drzewie i to wszystko. A wlasnie o tego smoka chodzi. Jedyna scena, ktora jest lepsza u Manna niz u Ratnera to scena z tygrysem. Ma w sobie sile i moc, ktorej Ratnerowi zabraklo. Ale to tylko tyle. Nigdy nie lubilam tego typu filmow z lat 80tych. Pewnie dlatego, ze akcja skupia sie przede wszystkim na dlugich scenach chodzenia, uciekania przed samym soba (scena kiedy Graham wybiega z wiezienia), rozciagnietej fabule i niewyrazistosci postaci. Do tego muzyka. Mnie osobiscie bije po uszach. Uwazam, ze muzyka ma byc do filmu tlem. Tak na prawde nie powinno sie jej slyszec i zwracac na nia uwagi, a ja do teraz mam kawalki z "Lowcy" w glowie, mimo ze film ogladalam o godzinie 8 rano.] Ktos, w ktoryms poscie ktoregos tematu mial racje, ze te dwa filmy idealnie nadaja sie do porownania i analizy wykonania. Pod tym wzgledem sa genialne i pewnie jakbym miala okazje wykorzystac to na pewno bym to zrobila wczesniej czy pozniej.
/topic/1775116/reply/6949509/edit/forum/reply/6949509/canEditw odpowiedzi na post:SuchyWilk
bo film Manna skupia się na postaci łowcy łowców, czyli Grahama, jest tylko luźną, za to kongenialną adaptacją powieści
a co do reszty, raczysz sobie żartować - jest znacznie, znacznie głębszy, niż beznadziejny "Cz. Smok". przemiany i wierność książce, średniej zresztą, mam gdzieś, natomiast "Manhunter" pokazuje łowy mordercy i wczuwanie się w nie śledczego (te niesamowite sceny odtwarzania morderstw, nastrój, światło, muzyka) o niebo wręcz lepiej, niż płytki "Cz. Smok" (w tym filmie w sumie powtórzono dobrze ponad połowę scen i pomysłów z pierwszej adaptacji ... i wszystkie, wręcz co do jednej - wyszły gorzej, to chyba rekord świata)
możesz nie lubić epoki i jej muzyki, ja np. obie uwielbiam, ale film Manna ma wspaniałe i nowatorskie wówczas podejście do kwestii seryjnych morderstw oraz coś, co bardzo rzadkie w Hollywood - KLIMAT!, podczas gdy denna szmira Ratnera to tylko komercja eksploatująca bez krzty polotu zgrane motywy.
ludzie, którzy znają się na kinie (wyżej w tym temacie masz np. naprawdę oblatanego usera Jimmiego) cenią ten film jako rzadko spotykaną perełkę już od kilkudziesięciu lat, na zachodzie posiada fankluby i poświęcone mu prace naukowe; wtórny i nudny jak sto pięćdziesiąt remake tylko potwierdził jego klasę, innymi słowy: weź się trochę ogarnij, dziewczyno, weź zimny prysznic i obejrzyj jeszcze raz, bo gdy piszesz "Stworzono morderce, ktory zabija bo zabija, bez jakis wiekszych, glebszych motywow", to nie ma żadnych wątpliwości że albo oglądałaś po łebkach, albo nic, literalnie nic nie zrozumiałaś. w sposób piękny i wstrząsający (bo sami odkrywamy to stopniowo wraz z głównym bohaterem) pokazano i wytłumaczono dlaczego zabijał, co sprawia że wielu ludzi uznaje Dollarhyde'a z "Manhuntera" za jedną z najlepszych postaci seryjnego mordercy w kinie, a ty takie bzdety...
/topic/1775116/reply/6950144/edit/forum/reply/6950144/canEditw odpowiedzi na post:angellorebello
Powinnam czuc sie urazona Twoja wypowiedzia przede wszystkim za jej ton. Myslalam, ze w dyskusjach na Filweb chodzi o dyskusje, a nie o narzucanie innym swoich odczuc wzgledem filmu, czy poruszanego zagadnienia. Poza tym srwierdzenie "a ty takie bzdety..." do wypowiedzi, kyora komus zajela troche czasu, nie dosc, ze z racji obejrzenia odpowiedniej ilosci filmow, to jeszcze przemyslenia i skomponowania raczej spojnej i jakby nie patrzec dlugiej wypowiedzi, jest dla mnie troche nie na miejscu. Trownie dobrze moglbys na pisac: "dzecko w dupie bylas gowno widzialas". Wiec chyba sobie daruje dalsze wypowiedzi w tym watku.
/topic/1775116/reply/6951977/edit/forum/reply/6951977/canEditw odpowiedzi na post:SuchyWilk
bo widzisz, to nie jest wypracowanie z polskiego w gimnazjum, raczej mało istotne czy wypowiedź będzie długa i pracowicie skomponowana, ważne, czy sensowna
niemniej jednak nie był to atak personalny, dałem jedynie wyraz zdegustowaniu niektórymi wątkami twojej wypowiedzi (porównujesz film ewidentnie lepszy z plastikowym badziewiem dla połykaczy pulpy, pisząc że jest "płytki" (sic), a chwaląc to drugie, brrr...)
/topic/1775116/reply/6952337/edit/forum/reply/6952337/canEditw odpowiedzi na post:angellorebello
Jest czy nie jest, uwazam, ze temat rownie dobrze nadaje sie na studia. Niestety, albo stety wybralam inny kierunek swego czasu. I nie wiem co to jest gimnazjum, bo na szczescie ta wylegarnia chamstwa mnie ominela. Wiec skoncz mi imputowac, bo zaczne myslec, ze sam nic wiecej niz gimnazjum nie skonczyles. Sugeruje rowniez zapoznanie sie ze slownikiem synonimow w celu poprawy elokwencji wypowiedzi.
/topic/1775116/reply/6953796/edit/forum/reply/6953796/canEditw odpowiedzi na post:SuchyWilk