"Filozoficzny"? Noż naprawdę?

Pomyślcie kilkanaście razy zanim użyjecie tego słowa. Film jest rzeczywiście ładny, ciekawy, z pomysłem, ale jeżeli oceniamy go jako "arcydzieło o ponadczasowym przesłaniu", to mamy zwykły, przeintelektualizowany, pseudofilozoficzny gniot.

16
  • Ja też kompletnie nie rozumiem tego filmu a tym bardziej zachwytów.

  • Dokładnie ;-)

  • Największą wadą tego filmu jest masa niedopowiedzeń.

    Niedopowiedzenia same we sobie nie są złe - pozwalają widzowi wysilić szare komórki i zbudować/dopowiedzieć trochę świata/fabuły tam, gdzie nie ma możliwości technicznych i/lub szybko się one zmieniają - albo po prostu nie są takie ważne. Prosty przykład: "Incepcja" i technologia wchodzenia do snów. Mamy jakieś pudełko, trochę kabli i tyle - nie wiadomo, jak to dokładnie działa, co robi etc. Ale w zamian za to, film będzie się oglądało tak samo znakomicie za 20-30-40-50 lat, gdy technika wykona solidny skok do przodu.

    Tutaj też mamy niedopowiedzenia, ale jest ich tyle, że zaburzają odbiór filmu. Nie twierdzę, że trzeba wszystko wykładać łopatą jak debilowi, ale przesada w drugą stronę też jest niedobra. W "Źródle" wskazówek i informacji jest po prostu za mało i/lub są one zbyt enigmatyczne. Są trzy historie - wygląda, że są ze sobą powiązane. I tyle można powiedzieć na pewno, reszty (jak są ze sobą powiązane, czy i jak na siebie oddziałują) można się domyślać. Przez to trudno znaleźć sens i logikę w filmie. Próbowałem znaleźć jakieś wyjaśnienie na tym forum, ale tu też jest cała masa interpretacji - każda sensowna, a ich autorzy są przekonani o swojej słuszności. Coś jak teoria indoktrynacji z Mass Effect 3.

    • Tepakom zawsze trzeba lopatologicznie tlumaczyc pokazywac obrazki i prowadzic za reke bo sa ulomni i nie stac ich na wlasne wnioski "zakonczenie otwarte" przerasta ich mozliwosci interpretacji wiec dla tepakow sa " niedopowiedzenia " deb ilom nie przyjdzie nawet do glowy ze specjalnie sie to robi zeby byl powod do refleksji po seansie ksiazka jest z 1943r na bazie ktorej opiera sie film przedala sie w lekko 7 milionach egzemplazy jestem pewien ze te 7 milionow ludzi ma wiecej oleju w glowie niz ty i twoje tezy z gry video

      • Naprawdę tak Cię wścieka negatywna opinia na temat filmu który Ci się podobał? Zachowaj te inwektywy na inne okazje, szkoda zdrowia.

      • damadar, to, że książka, na podstawie której film został zrealizowany, sprzedała się w 7 mln egzemplarzy, o niczym dla mnie nie świadczy. Idąc tym tropem, trylogia 50 twarzy Greya powinna być arcydziełem, bo sprzedała się w ponad 100 mln (http://booklips.pl/newsy/100-milionow-sprzedanych-egzemplar zy-trylogii-piecdziesiat-twarzy-greya/), a nie jest... Książki Ayn Rand nie czytałam, więc ciężko mi się ustosunkować, ale zwykle ekranizacje wypadają słabiej. Do mnie nie przemówił ten film, co nie oznacza, że jestem debilem, bo dobre kino lubię i doceniam. Pozdrawiam.
        PS gdzie są przecinki?! :O

        • Jest ta roznica miedzy ceniona ksiazka i bardzo znana w ze tak to ujme w intelektualnym srodowisku a badziewiem typu Justin Bieber

          • Oczywiście, że jest różnica, ale czytając Twoją wypowiedź, odniosłam wrażenie, że uznajesz książkę za dobrą, bo sprzedała się w 7 mln egzemplarzy (" ksiazka jest z 1943r na bazie ktorej opiera sie film przedala sie w lekko 7 milionach egzemplazy jestem pewien ze te 7 milionow ludzi ma wiecej oleju w glowie(...)"). Dlatego podałam przykład z "50 twarzy Greya", żeby to obalić.
            A tak z ciekawości, czytałeś tę książkę (Ayn Rand?) ;)
            I przy okazji..prooooooszę stosuj interpunkcję, bo ciężko się czyta, to co piszesz i później mogą wychodzić różne nieporozumienia...

    • Odniosłem dokładnie takie samo wrażenie. O ile film bardzo mi się podobał to byłem zmuszony dać ocenę "tylko" 7 właśnie ze względu na to że zbyt dużo tutaj niewiadomych.

      Rozumiem, że podstawą tego filmu jest to że ma wręcz wymusić na widzu stworzenie własnej teorii co jest oczywiście genialnym posunięciem. Jeśli widz sam sobie tworzy fabułę, tym bardziej chce obejrzeć film do końca i tym bardziej z każdą minutą jest ciekaw co dalej się wydarzy.

      W Źródle jednakże w MOIM odczuciu posunęli się z tym pomysłem za daleko. Tutaj jest tak mało wskazówek i podpowiedzi, że jestem prawie, przekonany, że gdyby ktoś chciał wpleść w to kosmiczne małpy a skuterach to dałby radę i to z w miarę logicznym wytłumaczeniem.

      Odnosząc się do powyższego ja także stworzyłem swoje rozumowanie tego filmu aczkolwiek nie będę go tutaj przytaczał bo bym za dużo zaspoilerował :)

  • Rozumienie dzieł wszelkich zależy od rezonansu z nimi.
    Każdy jest inny, każdy ma indywidualną duszę (podświadomość, zbiór doświadczeń) przez której pryzmat doświadcza życia i danego działa.

    Dla ślepego na dane kolory,
    dla głuchego na dane częstotliwości,
    dla krótkowidza, drobne niuanse..
    NIE ISTNIEJĄ.

    Na tej zasadzie dla nie wrażliwych na nie piękno nie istnieje (w danym zakresie).
    Tak samo jeśli chodzi o zrozumienie, czegokolwiek.

    Ten kto nie zna liter nie przeczyta, a jeśli nie słyszał o nich to nawet ich NIE ZAUWAŻY.

    Świat ma wiele tajemnic, jest baardzo złożony
    i pychą (wyrazem zaślepienia, czyli rodzaju głupoty) byłoby sądzić, że się wszystko wie na dany temat.

    Jeśli ktoś rozumie coś czego my nie rozumiemy.
    Jeśli komuś się coś podoba, co nam się nie podoba, itp.
    To znaczy, że widzi, rozumie lub czuje WIĘCEJ.

    W rodzinie, kościele, szkole (i być może w pracy) przeszliśmy istną tresurę.
    Pranie mózgu na JEDYNĄ SŁUSZNĄ PRAWDĘ, celem podporządkowywania nas.

    Teraz możemy jako dorośli myśleć samodzielnie odrzucając te UTOPIE (że tylko jedna postawa jest słuszna).
    Jeśli tego nie zrobimy to będziemy się kłócić ze sobą do końca życia o racje (będąc w mniejszym lub większym niepokoju).



    • Dokładnie tak. I tak też jest ze Źródłem. Albo widzisz światło, albo ... nie.

    • "Jeśli komuś się coś podoba, co nam się nie podoba, itp.
      To znaczy, że widzi, rozumie lub czuje WIĘCEJ."

      No właśnie nie do końca. Teza, którą zawarłem 2 lata temu w swoim komentarzu mogłaby brzmieć "film jest dość ładny, ale, podobnie jak wszystko Aronofsky'ego, potwornie pretensjonalny; udaje niezwykłe arcydzieło o ponadczasowym przesłaniu, a jedyne co oferuje to nauka <<miłość zwycięży wszystko>>". Intelektualnie film jest na poziomie romansów dla 13-latek i wydaje mi się, że do tej grupy jest adresowany. To jest trochę jak z disco-polo: jeśli ktoś się zachwyca tą muzyką, to nie znaczy, że widzi więcej niż ja, ale że nie ma wyczucia smaku i zachwyca się byle czym.

      • Użyte przez Ciebie stwierdzenie "jedynie co ofiaruje to.."
        samo przez się udowadnia, zawężone postrzeganie.

        Nie można napisać, że coś oferuje jedną rzecz.
        Nawet zwykła butelka może mieć wiele zastosowań.
        Dla ograniczonych szablonowym myśleniem będzie to TYLKO pojemnik na płyny,
        a po ich zużyciu zbędny śmieć. Dla widzących WIĘCEJ, czyli szerzej będzie to przedmiot nieograniczonej kreatywności, z którego (jak widzimy na YouTube) można zrobić nawet zabawkowy helikopter, lampy lub użyteczną, pełnowymiarową łódź lub opcjonalnie po wypełnieniu pisakiem wybudować z nich dom).

        W filmie jest masę scen, mnóstwo symboli, wątków ale dla tego, który ich nie dostrzega
        (nie widzą więcej niż "tylko" wątek miłości będzie to tylko to co zobaczy).

        Jak myślisz po co te wszystkie niezwykłe, okoliczności i sceny bitewne, symboliczne (np. jabłoń z raju, albo odnoszenia do reinkarnacji). To są ezoteryczne wątki, które stanowią wyróżnik, niezwykłą wartość tego działa.

        Jednak ktoś kto nie zna tematu ich nie zauważy, tak jak ten kto nie zna liter nie przeczyta tekstu.
        Im więcej wiesz tym masz większe horyzonty postrzegania.
        Dla ślepego film to będzie sama muzyka i dialogi.
        Dla daltonisty będzie czarno biały, a kolorowe sceny będą nie dostrzegalne.
        NA tej zasadzie dla kogoś kto nie zna duchowości, ani filozofii film z danymi odniesieniami będzie pustym najwyżej zlepkiem scen z motywem miłości.

        Ale aby to zrozumieć trzeb mieć wyobraźnie i odrobinę zaufania, że jest coś czego się nie wie.

        Podsumowując: film jest byle czym dla tych, którzy nie mają zdolności postrzegania jego głębokiej (dla nich, a oczywistej dla wtajemniczonych) warstwy przesłania filozoficznego i duchowego.

        • Co nie znaczy, że film jest arcydziełem w tym sensie też mam zastrzeżenia.
          Jest artystyczną fabularną opowieścią, którą wypada także wyczuć.
          Teraz nie pamiętam go dobrze.

          Ale bardzo charakterystyczny jest wątek inkwizycji,
          albo waleczności, niezłomności w dotarciu do drzewa życia.

          Dlaczego nie doceniasz bardzo barwnego ukazania inkwizycji?
          Dlaczego nie zauważasz wątku drzewa życia i symboliki doznania OŚWIECENIA?
          (pewnie dlatego, że nie wiesz prawie nic na te tematy bo się nimi nimi nie interesujesz
          a to jest własnie wyróżnik filmu, jego można by rzec główny motyw
          - droga niezłomnego poszukiwania największego skarbu, mistycznej prawdy i duchowe przeżycie).

          • Ale dlaczego zakładasz, że nic nie wiem o filozofii, że na pewno nie jestem w stanie zobaczyć czegoś więcej? Ok, użycie słów "jedyne, co oferuje" było niepotrzebnym uproszczeniem, ale już wcześniej napisałem, że film jest faktycznie łatwy, problem jednak leży w pretensjonalności. Aronofsky lubi udawać, że jest wizjonerem, że udziela odpowiedzi na fundamentalne pytania itp., ale tak nie jest. Mógłby być takim reżyserem jak Nolan, czyli tworzyć naprawdę fajne filmy, bo ma jakiś tam talent, ale nie, on musi być lepszy od Tarkowskiego, Kubricka i Bergmana razem wziętych. W ten sposób dostajemy takie wydmuszki jak Źródło.

            • *oczywiście chodziło o słowo "ładny", nie "łatwy"

            • Zanim odpowiesz przeczytaj całość, bo na końcu jednak musiałem się z Tobą zgodzić.
              Zwyczajnie mam inne spojrzenie, bardziej tolerancyjne, bo może mniejsze oczekiwania.

              Założyłem, że nie jesteś zorientowany w tego typu filozofii, ponieważ na podstawie twej wypowiedzi, sugerującej że film jest pusty, dałeś mi to do zrozumienia (że nie ów dostrzegasz wątków filozoficznych).

              Gdybyś znał ów zagadnienia filozoficzne nie twierdził byś, że film nie ma niczego do zaoferowania, a raczej, że nie zgadzasz się z zawartym tam przesłaniem, albo że zwyczajnie się tobie nie podoba.

              Moje zadanie wydaje się trudne.
              Bo miałbym, chciałbym wpierw przekonać, że jednak w filie jest wiele wartościowych wątków (z tym, że musiał bym go ponownie obejrzeć, aby zrecenzować, bo teraz pamiętam niektóre sceny, ale min. że film był dla mnie dość ważny, znaczy wywarł na mnie wrażenie. Choć nie do końca wpisuje się w moją, pozytywistyczną filozofię, dlatego nie dałem mu 10.
              Też daleko mu do ulubionych, które wszystkie muszą zawierać ważne dla mnie przesłanie, zwykle odnoszące się do tego, że żyjemy w duchowym świecie i możliwości człowieka są większe niż uczą go w szkole - wiesz fizyka kwantowa, siłą myśli itp.). Jednak nie popieram idei walki dlatego nie cenie sobie serii
              Matrix, która właśnie na walce się skupia. Walka bowiem jest przeciwieństwem tworzenia, a w duchowości chodzi o twórczość siłą ducha, a nie mięśni czy broni.

              To tak przy okazji, o tym jakie filmy sobie cenie (ubogacające o duchowe idee, których w tym obrazie nie brakuje, dlatego pustym, lub "tylko o miłości" go nazwać nie można. Romans był dla mnie raczej pobocznym wątkiem, dodawanym chyba w 90% produkcji, jako ozdoba, tak jak w domu lub ogrodzie trzyma się kwiaty bo są ładne, budzą pozytywne uczycie tak też miłosne wątki wydają się ozdobą w 90% produkcji filmowych.

              Nawet jeśli reżyser udaje, że udziela odpowiedzi na fundamentalne pytania, to choć się dany temat poruszać stara, co może budzić wiele inspiracji.

              Większość osób nie interesuje się i nie zauważa filozofii, być może tak z rozpędu (nawyków) wrzuciłem i Ciebie do jednego worka z nimi.

              Ciekawi mnie jakich szukasz odpowiedzi (mogę będę mógł w czymś być pomocny, bo filozofia to moja wielka pasja i czasem odnoszę wrażenie że znalazłem pytania na wszelkie interesujące mnie kwestie w tego typu dziedzinie jak sens życia, natura ludzka i świata, tajemnice sukcesu itp -choć nadal, co dzień wiele się uczę obserwując życie, a przede wszystkim wewnętrzną grę -myśli i uczuć).
              Bo najważniejszym wydaje się zrozumieć i okiełznać, poprowadzić siebie w pokoju, zgodzie i szczęściu przez życie (zrozumieć by odnieść się pokochać siebie, świat, je - życie:) To niezwykle cenne i warte lat poszukiwań na własną rękę.

              Wierzę, że tajemnice można odkrywać postrzegając doskonałość pozornie złego i chaotycznego świata ludzi (więc tym wyzwaniem się też zajmuję:)
              W przyszłości chciałbym wnioski z przemyśleń także umieszczać w fabularnych opowieściach typu filmowe scenariusze (dlatego ta dziedzina sztuki bardzo mi się podoba i wolę być wyrozumiały dla twórców, choćby nawet nie umiejętnie, ale ambitnie poruszających duchowe tematy. Bo to już coś. Pierwszy model samochodu był toporny i stwarzał zagrożenie, ale dzięki temu, że powstał i komuś się spodobał były kolejne i kolejne, aż systematycznie doskonaląc dane dzieło doszliśmy do pojazdów, które jeżdżą bez kierowców. Ich producent Elon M. właściciel firmy Tesla od 1-go produkuje je seryjnie z opcją autonomicznej jazdy w standardzie, zapowiadając, że w przyszłości człowiek będzie miał zakaz prowadzenia aut, bo sztuczna inteligencja, której już używają, będzie robić to znacznie lepiej).

              Sugeruję, żebyśmy dali szansę doskonalenia się ludzkości w tym reżyserom, doceniając je jak dzieci, które się uczą.

              Fakt, obraz "Źródło" wydaje się być pewnego rodzaju wydmuszką, jeśli ma się brać tytuł dosłownie jako próba odpowiedzi na fundamentalne pytanie o takowe.
              Oraz jeśli ma się rzecz jasna wysokie oczekiwanie.

              Sam może nie oglądam wiele, raczej losowo filmy wyszukuje.
              I przyzwyczaiłem się do tego, że mało kiedy trafiam na te filozoficzne i duchowe tematy.




















      • W jakimś wywiadzie Arronofsky określił ten film jako "a very simple love story", ale to chyba przykład jego bardzo specyficznego podejścia do swojej twórczości:)

        Film Arronofsky'ego nie koncentruje się na wizjach futurystycznych, ale na aspektach psychologicznych (mistycznych? jakkolwiek by to nazwać).
        Jednym z pierwowzorów całej opowieści jest dawna legenda o tajemniczym źródle, z którego wypływa woda zapewniająca życie wieczne (znana w różnych kulturach - i u indian żyjących na Florydzie, i u Majów... a nawet wg pewnych przekazów miało to też stanowić "motor napędowy" dla niektórych konkwistadorów - do takich informacji podchodzić ostrożnie: )
        W dzisiejszych czasach mało kto zwraca uwagę na takie aspekty (a z czasem takich osób będzie zapewne jeszcze mniej)

        Podałeś przykład "Incepcji" - "nie wiadomo, jak to dokładnie działa, co robi etc. Ale w zamian za to, film będzie się oglądało tak samo znakomicie za 20-30-40-50 lat, gdy technika wykona solidny skok do przodu"..
        - zgoda, całkiem możliwe :) Ale czy akurat to ma stanowić o wyższości tego filmu niż dzieło (moim zdaniem znacznie wybitniejsze) Arronofskiego?

        ps. "Incepcja" też mi się podobała :)

  • jakieś konkretne wyłuszczenia w twojej subiektywnej ocenie tego dzieła ,jako gniota? żadnych merytorycznych przesłanek tylko łupiące słowo GNIOT...otóż gdybyś posiadał to ,to byś nie posiadał tamtego...ku rwa , jak można być latarnikiem nie posiadając zapałek...wróć kur wa do domu z którego nigdy nie wyszedłeś posiadaczu swojego ciała do którego przylepiłeś się podczas tych kilkunastu lat życia...

  • http://ksiazkinaszapasja.blogspot.com/2014/07/zrodo-ayn-rand... to jest naturalnie orginal z 1940 roku na ktorym bazuje film chcialem ci to zlinkowac bo bije od ciebie pustka i brakiem wiedzy a checia wypowiedzi . Pytanie moje jest bardzo proste prosze mi podac tytul lepszego filmu "arcydziela kina swiatowego" w tym gatunku filmowym wedle twojego uznania

    • Ayn Rand. To wszystko wyjaśnia.

      O jaki konkretnie gatunek pytasz? Jeśli o filmy w ogóle chodzi, to najlepsze z tych, które widziałem to "Makbet"(2015), "Pentameron" i "Koń turyński". Ale w zasadzie każdy film, który cokolwiek oferuje oprócz pustej obietnicy niewiadomoczego, jest lepszy od źródła.

    • Trochę późno, ale muszę się wtrącić i sprostować ewidentną pomyłkę (być może nieświadomą) film Aronofskyego nie jest i nigdy nie był ekranizacją, adaptacją czy też nie była dla niego inspiracją książka Ayn Rand. Po pierwsze: tytuł dzieła Rand to "The Fountainhead" (film Aronofskyego to "The Fountain"), obydwa utwory przetłumaczono na j. polski jako "Źródło". Po drugie powieść i filozofia Ayn Rand (obiektywizm i racjonalizm) ma się nijak do ocierających się o new age filozoficznych ciągot Aronofskyego. Jedyną ekranizacją książki Rand jest mało znany w Polsce film z Gary Cooperem z 1949 roku (tak na marginesie polecam), o kolejnej ekranizacji przebąkuje od jakiegoś czasu Zack Snyder. Odnośnie filmu Aronofskyego to dostał ode mnie 7 za warstwę wizualną i muzykę Mansella natomiast jako człowiekowi któremu bliżej jednak do filozofii Ayn Rand filozofia Aronofskyego obniżyła ocenę o 2 punkty - mniej pretensjonalności i pompatyczności w serwowaniu "prawdy objawionej przez duchowego guru" i byłoby 9.

  • Nie zgadzam się z Tobą.

  • skoro już kilkanaście razy pomyślałeś, to czas umierać...żabko

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
o