Najdziwniejsze 2,5 godziny w moim życiu

Film łagodnie rzecz ujmując nietypowy i moim zdaniem trudny w ocenie.

Z jednej strony genialny, gęsty, napięty klimat. Od samego początku czuć narastającą nienawiść
Danniela do właściwie całego świata. Efekt potęguje niesamowita muzyka, oraz rzecz jasna sam
tytuł, siedzący wciąż z tyłu głowy. Do tego wręcz hipnotyczna sceneria (pierwsze 20 minut
zakończone widokiem na dwie skały, i muzyka rodem z oldschoolowego horroru), budząca
grozę i pewną sprzeczność z tym, czego się spodziewałem przed seansem. Wspaniała gra
aktorska głównego bohatera, który wykreował postać niezwykle mocną, z niepokojąco silnym
charakterem, który w każdej chwili mógł wybuchnąć, wytrysnąć jak ropa z wnętrza ziemi. W
zasadzie scena gdy zapalił się szyb była dla mnie kluczowa - gniew dał swój upust, to nic złego.
Jedynie Danniel rozumiał to zjawisko, reszta "posmętniała". Cała otoczka z ropą w tle była tylko
symbolem brudnego, kumulującego w sobie nienawiść człowieka, jakim był Plainiev. I tak jak
ropa, w końcu czarny brud wylał się i z niego. Stroną dosłowną jest rozwój branży, porzucenie
etyki dla sukcesu. Obsesja. Ale do dobrego filmu to za mało. Mam jednak wrażenie, że z
powyższego można czerpać wiadrami.

Film nie ma jasno nakreślonej fabuły. W zasadzie przypomina mi to trochę niedawny serial
Detektyw, albo serię gier Dark Souls (kto grał zapewne wie o czym mówię). Historia z punktu A
do punktu B jest na pozór prosta. Jest oto zlepek wydarzeń, silne osobowości (szczególnie
porównując do Detektywa) - a całą wartość widz musi wydobyć sam. Przez cały film czekałem na
coś oczywistego, a dopiero pod koniec zrozumiałem, że niczego takiego nie będzie.

Chwilę po obejrzeniu filmu poczułem się trochę oszukany. Jednak po dłuższym zastanowieniu
wydaje mi się, że tak po prostu miało być. Nie miał być to kolejny oczywisty, prosty i mieszczący
się w gatunku film. Wszelkie reguły i konwenanse dla "Aż poleje się krew" nie istnieją.

Z jednej strony film zasługuje na wysoką, bardzo wysoką notę od strony technicznej i aktorskiej.
Ale z drugiej strony dalej nie jestem przekonany czy przypadkiem robienie tak otwartych filmów
nie jest lekkim oszustwem i pożywką dla ludzi, którzy nie rozumiejąc filmu oceniają go najwyższą
notą tylko dlatego, że jest trudny.

W tym przypadku to taki trochę plac zabaw dla własnych interpretacji, oraz czysta przyjemność
oglądania wielkiej roli na ekranie.

30
  • Ten film nie jest trudny!! Ne odstraszaj potencjalnych widzów. Po prostu historia opowiedziana w tym filmie nie jest zgodna z oczekiwaniami tradycyjnego widza. Fani kina gatunkowego nie mają czego tutaj szukać, ale jeśli ktoś docenia dogłębną , nieschematyczną, niebanalną infiltrację głównej postaci, jego nieprzewidywalność, to powinien być w siódmym niebie ( czy raczej piekle:). To film, po którym nie można tak po prostu zjeść kolację i pójść spać.

    • Zgadza się, ja nawet nie zjadłem kolacji, tylko od razu poszedłem spać i to nie tak po prostu.

      • Czy ja wiem czy trudny? Ogladając jakiś film trzeba wiedzieć czego się od niego oczekuje. Wybieram horror, więc ma straszyć etc etc. Anderson robi teatr z muzyką, świetnymi zdjęciami i gra aktorska. Dla jednych to nuda, ale po to jest filmweb i od razu wiadomo czego nie chce ogladac:)

        • " Ogladając jakiś film trzeba wiedzieć czego się od niego oczekuje" niezupełnie mogę się z tym zgodzić. Ja wiele filmów oglądam z polecenia, albo po prostu dlatego, że ma dobrą renomę, bo nie lubię tracić czasu na złe, ani nawet przeciętne filmy, a opisów i fora wolę nie czytać, bo wszędzie kryją się spoilery, które psują zabawę. Poza tym trzeba wychodzić poza swoją strefę komfortu i próbować nowych rzeczy, to jest odświeżające poznawać coś nietypowego, może się pozna swój nowy ulubiony gatunek albo twórcę?! Ja sam za pierwszym razem nie zrozumiałem tego filmu, może dlatego, że oglądałem go nieuważnie do obiadu i nie nastawiłem się na cięższe kino, poza tym nie przepadam za dramatami. Za drugim razem "zaskoczyło" tak, jak powinno.

  • Nigdy nie czułem takiego smutku po filmie. Wyssał ze mnie optymizm jak ropę. Mam nadzieję że mi przejdzie.

  • "Chwilę po obejrzeniu filmu poczułem się trochę oszukany" -
    można się tak poczuć, bo to dzieło jest fałszywym arcydziełem. Tadeusz Sobolewski w swojej recenzji w Gazecie Wyborczej tak pisał o tym filmie:

    "Trzeba przyznać, że reżyser wirtuozersko manipuluje przedstawionym światem. Począwszy od pierwszych bezdialogowych obrazów, wprowadza niesamowity rytm - powolny, miarowy, zaskakująco rwany, budujący podskórne napięcie i grozę. Ten rytm wiąże się z pracą naftowych szybów, nagle eksplodujących w niebo słupami ropy, gazu, płomieni. Jednak zbytnia jawność chwytów inscenizacyjnych sprawia, że na pierwszy plan wysuwa się nie bohater i nie świat, z którym walczy, ale reżyser-Bóg dający o sobie znać od pierwszego do ostatniego kadru."
    "Kiedy w kinie drań od początku do końca jest zimnym draniem pozbawionym wahania - a w dodatku można podejrzewać, że służy reżyserowi jako "postać symboliczna" - przyglądam się jego perypetiom raczej obojętnie. Symbole nudzą, człowiek ciekawi."
    Przedstawiona historia nie jest uniwersalna,ma posmak jałowości.Kino formalnie perfekcyjne, imponujące, podporządkowane koncepcji reżyserskiej,ale nie wnosi nic wartościowego.

    • Zgadzam się. Dziś obejrzałem po wielu latach powtórnie i w zasadzie nie zmienił się mój odbiór, z wyjątkiem jednego, ale o tym na koniec powiem. Bohater to prawdziwy psychopata i w dodatku straszna gnida. Zastanawiałem się dlaczego tak bardzo nie lubię zakończenia tego filmu, dlaczego coś mi w nim nie pasuje. I już wiem. Do zakończenia mamy obraz człowieka wcale nie tak jednoznacznego - w sensie zwykłej gnidy, która nienawidzi wszystkich ludzi.
      1. Wzbudza żywą sympatię w widza w scenach, w których okazuje ojcowską miłość do syna. W jednej scenie mówi nawet, że kocha go. Trochę mi głupio, bo łzy mi poleciały na tej scenie, gdyż sam nigdy nie usłyszałem takich słów od mojego ojca. A tu wypowiada je prawdziwy zimny psychol. W ostatniej scenie natomiast okazuje się w stosunku do syna potwornym śmieciem ludzkim i wzbudza jedynie odrazę. W zasadzie on mógłby nawet zabić własnego syna dla kilku dolarów.
      2. Relacja z młodym chciwym księdzem to była prawdziwa uczta dla widza, taka subtelna gra psychologiczna między obydwiema postaciami. I teraz wrócę do tego co zmieniło mi się w odbiorze po drugim obejrzeniu. Za pierwszym razem księdza nie lubiłem, drażniła mnie jego pazerność i obłuda. Za drugim razem odczuwałem większe współczucie dla niego - w końcu nie zrobił niczego złego. Wydawało się po prostu, że miał smykałkę do interesów, ale z pewnością takiemu Rydzykowi nie dorastał do pięt. I nagle w ostatniej scenie ta jego smykałka zupełnie ginie i nagle dowodzi, że jest w stanie sprzedać swoją wiarę w Boga i swoje ideały za pieniądze. Do zakończenia wydawał się jednak naprawdę wierzyć w swoją misję "budowy kościoła". Końcówka zaprzecza temu ideałowi, a widz ma zobaczyć kompletnego głupka, któremu wręcz należy się kara.
      Dlatego to zakończenie psuje bardzo odbiór całego filmu i ocena z 8-9 spada na 7/10. Zwrócę też uwagę, że protoplastą i inspiracją obrazu był zapewne genialny Obywatel Kane ze sławnym zakończeniem Różyczki. Różyczka miała wdzięk i symbolikę, dzięki czemu obraz Orsona Wella jeszcze bardziej urósł w odbiorze. Gdyby tutaj było coś takiego, dostałby zdecydowanie wyższe noty i być może byłby okrzyknięty arcydziełem czy klasyką. Niestety jedynie co po nim pozostanie, to niewiarygodnie intensywna gra Day-Lewisa.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: