Najlepsze zakończenie filmu ever

Żadne inne nie zrobiło na mnie tak ogromnego wrażenia. 10/10 genialny klasyk

14
  • Ma Pan zupełną rację Panie Moriarty. Koniec genialny ,lecz niestety często źle interpretywany .

  • Miłość zwyciężyła, ale wątpię, żeby to był udany związek.

  • Ja tam zobaczyłam w tej końcówce wcale nie udany związek- obstawiam że typ wysiadł na następnym przystanku :d Film jest o osiąganiu pewnych celów w życiu. Pierwszy cel- skończenie studiów, więc mamy "sound of silence"- pustka po, bo typ nie ma kompletnie wizji na siebie. Drugi cel- przelecieć starszą panią. Wyszło- znowu "sound of silence". Trzeci cel- zdobyć Elain- zdobył i znowu kicha, bo co dalej :d

    W gruncie rzeczy to film o kompletnie nie przystosowanym do życia mężczyźnie, bez własnego celu, którym dyrygują wszyscy dookoła.

    • " Drugi cel- przelecieć starszą panią"

      ?
      Przecież to nie był wcale jego "cel". Benjamin został uwiedziony.

      I z tym {"dyrygowaniem przez wszystkich..." O Elaine zabiega sam, nikt mu nie pomaga, a przeszkód sporo. Kto nim dyryguje w tym wątku?

      • Mógł w każdej chwili iść do domu i powiedzieć: "nie, to niemoralne". Ale on tego chce, bo to ostatecznie robi. Z jego inicjatywy kończą w łóżku.

        Pomysł z Elaine mu podrzucili pierwotnie rodzice. A on się nią zainteresował, bo w przeciwieństwie do starszej pani, ta z nim szczerze rozmawiała. Potem leciał trochę na glorii wypełniania wobec rodziców powinności, w stylu- ożenię się, bo oni tego chcą (i dają mi na to hajs). Na tej samej glorii pewnie skończył też i studia.

        Ja to tak widzę. Dla mnie ten film to nie tylko dramat psychologiczny, ale prawdziwy horror psychologiczny. Taka totalna, praktycznie pozbawiona żywionego kopa pustka.

        • Moim zdaniem, błędna ścieżka interpretacyjną. Mr Robinson zapolowała i upolowała. Tak, mógł wyjść, uciec, tu nie ma sporu, dyskusja dotyczy tego wspomnianego "celu" Bena, a przecież nie ona, tylko on był obiektem zabiegów i prowokacji Mr Robinson.

          Nie zauważasz, że to nie jest historia chłopaczka, który zawsze spełnia nakazy rodziców, ale człowieka, który wychodzi z kokonu zależności, kosztem zdziwienia i niepokoju rodziny. Z tym małżeństwem i liczeniem na forse rodziców popłynęłas. Historia z Elaine jest własną inicjatywą Bena, zyskuje aprobatę rodziców tylko dlatego, że interpretują jego zachowanie jako kroczenie po prostu ich myśli, gdy tymczasem jest to zaprzeczenie ich normom i konwencjom.

          • "Nie zauważasz, że to nie jest historia chłopaczka, który zawsze spełnia nakazy rodziców, ale człowieka, który wychodzi z kokonu zależności, kosztem zdziwienia i niepokoju rodziny."

            Nie, dla mnie to historia niedojrzałego chłopaczka, który nie wie czego chce. I dałabym temu filmowi 5/10 jakby nie ostatnia scena, która utwierdziła mnie w przekonaniu, że to jest dramat totalny. No mówię Ci, typ wysiadł na następnym przystanku i zostawił osłupiałą Elaine z tą całą suknią ślubną w autobusie ;d Dlaczego? Bo jest skończonym egoistą, co pokazuje przez cały film.

            "Tak, mógł wyjść, uciec, tu nie ma sporu, dyskusja dotyczy tego wspomnianego "celu" Bena, a przecież nie ona, tylko on był obiektem zabiegów i prowokacji Mr Robinson."
            Napisz jeszcze raz o co Ci chodzi, bo nie rozumiem tego zdania. Dyskusja o "celu" Bena nie była obiektem zabiegów i prowokacji Mr Robinson?

            • " Drugi cel (Bena) - przelecieć starszą panią."

              Przecież to nie było "przelecenie"", tylko romans. Więc nie zgadza się. To Ben został wmanewrowany w tę sytuację, to on był obiektem zabiegów p. Robinson, nie odwrotnie. Dlaczego Ben nie uciekł? Bo był rozbity, rozpaczliwie pragnął zmiany, szukał wyjścia z pułapki, która okazało się jego życie. To jest znacznie poważniejsza kwestia, niż twoje "przelecenie kogoś". To dramat, nie farsa dla gówniarzy.

              Owszem, niedojrzałość Bena jest w widoczna, nie uważam inaczej. Ale walczy z tym, nieporadnie. On dopiero buduje swoje nowe "ja", zagłuszone dotychczas i podporządkowane normom, które nie są jego własne, Gdyby Ben był egoistą, jak twierdzisz, nie żyłby tak, jak chcieli jego rodzice. A przecież był, aż do powrotu do domu, kiedy zaczęło do niego docierać, że dłużej tak nie może. Przecież on z tym czuł się źle - widać to od pierwszych sekwencji filmu. Sukcesy w szkole, które tak radowały jego rodziców, nic dla niego nie znaczyły. Gdzie ten "egoizm"?
              Nie sadzę, żeby zostawił Elaine, zbyt wiele wysiłku włożył w to, żeby ja zdobyć. Ale scena w autobusie jest znakomita, bo pokazuje, że to dopiero początek, i wcale nie musi się udać.

              • Dla niego to był początkowo tylko seks, którym się znudził, więc zaczął interesować się życiem starszej pani- sam mówi w jednej scenie, że się nudzi. Moim zdaniem on szukał nowego celu właśnie a nie zmiany, celem stała się okazja, która zresztą nie wymagała zbytniego wysiłku. Możliwe, że całe studia mu tak śmignęły, możliwe że poszły mu wyjątkowo łatwo skoro wspomnienie na temat jakichś tam wyróżnień nie robi na nim wrażenia. Normalnie człowiek jak dyma na jakieś osiągnięcia na studiach to posiada jakieś emocje z tym związane. No, a Elaine to było wtedy wręcz wyzwanie w kontekście poprzednich celów. Dlatego podszedł do tego tak entuzjastycznie.
                „To Ben został wmanewrowany w tę sytuację, to on był obiektem zabiegów p. Robinson, nie odwrotnie.” No ja wiem, że większość mężczyzn jest bezbronna wobec sugerującej aktywność seksualną kobiety. Do powiedzenia „nie” trzeba dojrzeć. Ale tak serio, to on zarezerwował miejsce w hotelu i to on do tej kobiety zadzwonił. Pamiętam taką scenę gdy nieporadnie chwyta ją za pierś jakby toczył walkę między fizycznym pożądaniem a moralnością całej sytuacji. Wiesz co nim wtedy dyryguje? Testosteron.
                " Bo był rozbity, rozpaczliwie pragnął zmiany, szukał wyjścia z pułapki, która okazało się jego życie. " Ja tu widzę nudę a nie rozpacz. Brak wyobraźni i niedojrzałość emocjonalną. Do tego gość zachowuje się jakby miał lekki autyzm.
                "To jest znacznie poważniejsza kwestia, niż twoje "przelecenie kogoś". To dramat, nie farsa dla gówniarzy." Seks jest seksem, to że nazwiesz to ładnie "romans" nie znaczy, że łączyła ich w tym wypadku jakaś zależność emocjonalna.
                „Gdyby Ben był egoistą, jak twierdzisz, nie żyłby tak, jak chcieli jego rodzice.” Wiesz kiedy widać doskonale, że z typem jest coś nie tak? Przysięgał starszej pani, że nie spotka się z jej córką. Rodzice mu trują- umów się z Elaine, ten w końcu idzie. Na pytanie Mr Robinson, czemu to zrobił- „bo rodzice mi kazali”. To jest śmieszne przez żałosne. Jest egoistą bo ciśnie Mr Robinson o to by mu opowiedziała o swoim życiu, tylko dlatego że się nudzi. Obiecuje coś i nie dotrzymuje obietnicy. Oznajmia rodzicom, że się żeni, chociaż jego „ukochana” kazała mu się wynosić.
                Poza tym, jak myślisz, za czyje pieniądze on wynajmował klitkę gdy pojechał po Elaine? Za czyje tankował samochód? Kto zarobił banknot który od-tak sobie rzucił w autobusie?
                Scena w autobusie pokazuje, że typ nie pojęcia co dalej zrobić. Aż sobie odtworzyłam żeby to jeszcze raz zobaczyć. Najpierw się autentycznie śmieje, ale gdy słyszymy „sound of silence” zmienia mu się twarz. Zauważ, jak on wzdycha. Próbuje się znowu uśmiechnąć, żeby poczuć odczuwane przed chwilą emocje. Ale jest pustka- cel zrealizowany, wyrzut dopaminy był. Teraz jest nic :d Elaine patrzy na niego, bo przychodzi jej do głowy pytanie: „co my teraz zrobimy”, ale typ ewidentnie już zamknął się w sobie. Próbuje coś powiedzieć, bo czuje że powinien, ale nie wie nawet co. No dramat. I horror w jednym.

                • Widzę to inaczej. Romans (nie "puknięcie starszej pani") jest wyrazem kryzysu Bena, jego zagubienia i dezorientacji. Nie wie, czego chce, wie tylko, ze nie chce żyć jak rodzice. Nie wiem, czemu się spierasz o to, kto był inicjatorem tego związku, skoro widać w filmie, ze to Ben został uwiedziony. Nawet w hotelu p. Robinson instruuje go, jak ma wynająć pokój, prawda?
                  Zapominasz też o kontekście kulturowym, Absolwent to film należący do nurtu kina opowiadającego o młodym pokoleniu, które odrzuca ideały rodziców: domek, praca, grill, ogródek. To nie jest tylko indywidualna historia pewnego chłopaka. Nie widzisz naprawdę, jak bardzo Ben odchodzi od tego, czego chcieli dla niego rodzice? Nie będzie powrotu, to rewolucja.
                  Tak, Ben jest niedojrzały, niemądry, infantylny - bo dotychczasowe jego życie było wypełnianiem poleceń rodziców. Odejście od tej prostej matrycy zachowań powoduje "pustkę", której tyle zauważasz.

                  Na stronie filmu jest rozmowa, niektóre wątki wydają mi się b. dobrze oddawać sposób widzenia bohatera, ktry jest mi bliski:

                  "Rodzice i środowisko nie tyle wymagali od Bena "dojrzałości", co po prostu konformizmu. Owa "dojrzałość" Benjamina nie miała przecież polegać na tym, że samodzielnie i poważnie zastanowi sie, co "naprawdę" chce robić ze swoim życiem... Rodzice ( i otoczenie) oczekiwali, ze zrobi to, "co właściwe"... A wiec będzie lustrzanym odbiciem ojca, wujka i sąsiadów... Wszystko inne byłoby skandalem.
                  Benjamin nie wiedział, czego chce... Ale rodzice znakomicie wiedzieli, czego chcieć powinien.
                  Ben ma 21 lat. Kończy collage i wraca na wakacje do domu, aby po przerwie, korzystając z przyznanego stypendium, rozpocząć naukę na uniwersytecie. Dotychczas jego życie polegało na pasywnym dostosowywaniu się do potrzeb i nakazów rodziców. Był zaprogramowany, ale dopiero teraz zdaje sobie z tego sprawę...Wraz ze świadomością popada w przygnębienie, wręcz depresję. Wie już, nie nie zdoła spełnić marzeń rodziców, nie pójdzie ich drogą. Świat, który go otacza, wydaje mu się "groteskowy". Wbrew temu, co twierdzisz, rodzice jednak go "naciskali" i byli zdumieni, ze stawia opór.
                  Bunt Benjamina jest prywatny, osobisty, jednostkowy, ale jest też wyrazem sprzeciwu wobec społeczeństwa "middle class", i równie "uśrednionych" oczekiwań wobec życia (na okładce książki Webba napisano: "Absolwent" jest wyzwaniem rzuconym społeczeństwu konsumpcyjnemu...") Benjamin uświadomił sobie, ze żyjąc na podobieństwo swoich rodziców gwałciłby siebie.
                  Pytałeś o scenę, która pokazywałaby oczekiwania rodziców wobec Benjamina. Przypomnę taką znamienna scenę: Benjamin w stroju płetwonurka, bezradnie człapie do basenu, otoczony przez roześmianych, rozentuzjazmowanych rodziców i przyjaciół domu, by po chwili uciec od wszystkiego, chowając się na dnie... Symboliczna scena pokazująca wyobcowanie bohatera i niemoc dyskursywna na linii rodzice-syn ( Benjamin w masce widzi rodziców, ale ich nie słyszy).
                  Ben uświadamia sobie, ze jest mentalnym outsiderem, że nie potrafi dostosować sie do stylu życia, który dla jego środowiska jest naturalny i oczywisty. Tylko w opozycji do świata, w którym dorastał (a który okazał się fałszywy, nieszczery, zakłamany, powierzchowny - patrz: romans z panią Robinson) może wydobyć sie na niezależnośc.
                  I o tym jest ten film, o mozolnej drodze Benjamina do własnego "ja".

                  http://www.filmweb.pl/film/Absolwent-1967-1042/discussion/O+...

                • Instruuje, ponieważ typ sobie kompletnie z tym nie radzi :D Zauważ, że ciągle może powiedzieć "nie, to niemoralne". Ale on wie, że nie wie jak zarezerwować ten pokój, więc jej słucha żeby mieć pewność, że to się nie rypnie. Bo ma fisia, że każdy wie po co tam przyszedł.

                  Ja też uważam że inicjatorem związku była starsza pani. Ale nie zgadzam się, że został „wmanewrowany”. Tak by było gdyby obiecała mu seksy i oszukała. To była zwykła propozycja, na którą on przystał.

                  Moim zdaniem to film o ofierze "american dream". Nie o świadomym odrzuceniu ideałów rodziców tylko dramatycznej konsekwencji takiego stylu życia. Ben został zaprogramowany na spełnianie potrzeb rodziców, tak. Przez to ma problem z zaznawaniem satysfakcji wynikającej z własnych decyzji- dlatego mówiłam o celach, w tym wypadku dwóch własnych.

                  Kurczę, ale jak można mówić że szukanie własnego „ja” polega na leżeniu cały dzień w basenie? Typ prawdopodobnie nie podejmował kompletnie żadnych innych aktywności. Nie czytał książek, nie spotykał się z ludźmi, nie rozwijał jakichkolwiek innych zainteresowań. Był pasożytem, a nie szukał „ja”.

                • Nie radzi sobie, bo jest niedoświadczony i nieśmiały. Nie wiem, dobrze, źle, po prostu taki jest. Jest niemoralny? Raczej nie bardziej niż p. Robinson, bo przecież to nie on zdradza małżonka. Potem odrzucenie tego romansu będzie dla Bena konsekwencją niezgody na świat jego rodziców.

                  Mówisz o celach, ale p. Robinson żadnym celem nie jest. To zdarza się jakby poza Benem, płynie z nurtem, korzysta z okazji, która sama się pojawiła. Dopiero Elaine staje się "celem", bo Ben walczy o nią wbrew wszystkim i wszystkiemu, choć rodzice łudzą się, ze postępuje zgodnie z ich oczekiwaniami. Tak nie jest - porywa przecież sprzed ołtarza żonę innego faceta. Sądzisz, że rodzice byliby w stanie temu przyklasnąć?

                  Nie czytał (ile musiał się naczytać w szkole, żeby osiągnąć sukces? - oczywisty przesyt) , nie podejmował aktywności... Czyli opis załamania, depresji. Dramat, nie bumelanctwo szczeniaka, któremu we łbie się przewróciło z dobrobytu.
                  Ben na basenie to nie "pasożyt". Wyjątkowo nietrafne określenie, wynikające chyba z niezrozumienia sytuacji. Ben wraca do domu wypalony. Z perspektywy drobnomieszczańskiej jego zachowanie jest godne pożałowania i potępienia, szczególnie w kontekście amerykańskiego protestanckiego etosu pracy i działania. Ale Ben właśnie ten świat porzuca, choć jeszcze sam do końca tego nie wie. nie chce dłużej zgadzać się biernie na normy rodziców, ale sam też nie wie, czego chciałby w zamian. Dryfuje, pozbawiony busoli - akurat sekwencje z Benem na materacu w basenie dobrze wizualizują ten opis.
                  Bunt Bena jest niedojrzały jak on sam, bo nikt tej dojrzałości dotychczas od niego nie wymagał. Ale nazwanie go "pasożytem" absolutnie przekłamuje wymowę postaci i filmu.

                • „Jest niemoralny? Raczej nie bardziej niż p. Robinson, bo przecież to nie on zdradza małżonka.” Oczywiście że jest. Jeśli żona Twojego znajomego zaproponowała by Ci seks to co być zrobił? Skorzystał? A jeśli żona kogoś kogo nie znasz? Już prościej bo nie znasz personalnie typa?
                  Tak, seks z osobą w związku uważam za niemoralny w każdym możliwym wypadku.

                  „Potem odrzucenie tego romansu będzie dla Bena konsekwencją niezgody na świat jego rodziców.” Nie zgadzam się z tym stwierdzeniem. On nie odrzucił romansu tylko zmienił obiekt zainteresowania, bo nowy nie był taki nudny.

                  „Dopiero Elaine staje się "celem", bo Ben walczy o nią wbrew wszystkim i wszystkiemu, choć rodzice łudzą się, ze postępuje zgodnie z ich oczekiwaniami.” I obwieszcza im, że się żeni bo nie szuka ich aprobaty tylko po co?

                  Czytał książki które go pewnie nie interesowały (a może też takie które go interesowały). I ostatecznie doszedł do wniosku że teraz jego celem życia będzie gnić na materacu w basenie? Bo dalej nie szuka przecież (chyba, że siebie samego na dnie basenu). On nie robi kompletnie nic i to martwi jego ojca- scena z czarnymi twarzami nad basenem. Mówi mu- weź się chłopie do jakiejś roboty. Nie miał prawa mu tego powiedzieć?

                  Poza tym on w ogóle żadnych przemyśleń czy chce być taki jak jego rodzice nie posiada. No bo kiedy? On po prostu nie czuje emocji, które towarzyszą ludziom jarającym się nim dookoła. I ich szuka. Próbuje zapełnić dręczącą go pustkę.

                  Różnica naszego odbioru tego filmu polega na tym, że Ty go idealizujesz i analizujesz z perspektywy kulturowej. A ja widzę go jak historię pewnego typa. I mnie ten typ wkurza niemiłosiernie przez cały film. A pod koniec okazuje się, że doskonale wiem dlaczego tak postępował. Tak czysto życiowo.

                • Dla mnie jest oczywiste, że jeśli zdradzasz żonę/męża, ponosisz większą odpowiedzialność, bo jesteś w relacji, którą nie jest związany kochanek/kochanka. Dla ciebie to bez znaczenia?

                  Twoje widzenie Bena jest symetryczne z widzeniem rodziców. Czyli: o co chodzi, jest ok, weź się chłopie ogarnij i zajmij czymś konkretnym... Nie o tym jest ten film. To obraz kontrkulturowy, ktoś go porównał do Buszującego w zbożu i coś jest na rzeczy.

                • Stopniujesz odpowiedzialność za zdradę? Dla mnie to fakt obrzydliwy i tyle. Tak jedna jak druga strona jest godna pogardy i nie sądzę by stopniowanie miało jakikolwiek sens- poza chyba usprawiedliwieniem strony która akurat nie ma partnera. I właściwie dla wygody strony która nie ma partnera.

                  No nie wiem czy symetryczne, na pewno realistyczne. Pływaniem w basenie nie zarobi się hajsów na utrzymanie tego basenu chociażby w czystości.

                  Poza tym nie wiem jak można twierdzić, że on ostatecznie robił coś innego niż to co sugerowali mu rodzice. Od połowy filmu mówią do niego- zajmij się Elain. Cieszą się jak głupi gdy ten bzdurnie twierdzi, że się z nią na pewno ożeni. Ba, dają mu hajs żeby sobie po nią pojechał. Typ kradnie laskę z kościoła, płaci za autobus pieniędzmi rodziców a Ty/ Wy mówisz/mówicie- nareszcie zrobił coś po swojemu. No kurczę, chyba nie.

                • Najwyraźniej obejrzałas inny film. Twoje wnioski nie pasują do Absolwenta Nicholsa... :)

                • No dziwne, ale zdjęcia z filmwebu pokrywają się z tym co widziałam na swoim ekranie.
                  Masz jakiś problem z tym, że inaczej go interpretuje od Ciebie? :)

                • Zdjęcia i film to dopiero punkt wyjścia do interpretacji. Twoja jest wyraźnie niezgodna z ideą samego filmu i jego bohaterem.
                  Nie chodzi o to, czy inaczej, problem w tym, że twój Ben to płaski głupek.

                • Nie płaski głupek, tylko ofiara "american dream".

                  A skąd wiesz, że Twoja jest właściwa?

                • Ok, ofiarą rzecz jasna też jest, ale również bohaterem pozytywnym. Buntownikiem przeciw systemowi. No infantylnym, ale jednak. W tym filmie czuć nadchodzące zmiany lat 60-tych, które zmiotą te milutkie domy z basenami. Ben nie ma zamiaru chodzić w butach swego ojca.

                  Można dyskutować, ale czytałem trochę tekstów o filmie. W żadnym nie pamiętam podobnie krytycznej wizji bohatera. To tak jakby z Tortilla Flag Steinbecka wywnioskować, że to opowieść o leniach i pijakach. Żeby było zabawniej, to są pijący, ale nie o tym traktuje książka.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: