O czlowieku, ktory nie wiedzial czego chce...

O tym traktuje ten film i jest to bardzo dobrze pokazane. Ja nie mam do niego wiekszych zastrzezen, bo spelnil swoja role. Mimo iz wielu z was mowi ze jest to komedia to ja nie nazwalbym go tak, bo w pelni zasluguje na miano dramatu. W tym filmie jest wiele smiesznych dialogow i scen, ale sa one w glownej czesci tragiczne. Caly film pokazuje bowiem bol istnienia, niezdecydowanie mlodego czlowieka wchodzacego w doroslosc i niemoznosc podjecia przez niego jakichkolwiek decyzji. Bowiem "Absolwent" przez dotychczasowe zycie szedl utartymi szlakami, nie musial myslec, mial z gory narzucoy scemat postepowania. Z chwila gdy ukonczyl ten etap zycia, rozsypaniu ulegl jego dotychczasowy sposob bycia. I pozostaje pytanie: Co dalej? On nie potrafi odpowiedziec i wydaje mi sie, ze jaka czescia siebie nawet nie chce.

Przerazajaca jest przede wszytkim jego "milosc", ktora wg mnie wymusil sam na sobie, wmowil sobie ze kocha dziewczyne, ktora po prostu byla dla niego proba oderwania sie od rzeczywistoci, a najlepszym tego dowodem jest koncowa scena, gdy niby juz ma to co chcial, jednak od raz sie usmiecha, raz smuci, pozniej znów sie usmiecha i znow smuci...

27
  • Mam podobne problemy jak Ben.

    Oczywiście, że jest to dramat. Co do ostatniej sceny, myślę, że Benjamin i Elaine nie byli razem, oboje się zbuntowali przeciw swoim rodzicom, chcieli połamać schematy.

  • Ben mógł przecież dalej iść "utartą ścieżką"... Rodzice tego właśnie od niego oczekiwali... Ale odrzucając "oczywiste" nie wie, co mógłby zbudować "zamiast".
    Jego bunt (początkowo ślepy, wręcz głupi) przypomina losy bohaterów "Buszującego w zbożu" Salingera i "Układu" Kazana.

    • Nie zgodze sie do konca z Toba. On nie mogl isc "utarta sciezka", bo skonczyl szkole i musial podjac decyzje co chce robic w zyciu, a jak kilkukrotnie mowil, nie wiedzial tego. Rodzice wcale nie wymagali od niego podazania schematami, wymagali od niego dojrzalosci, bo kiedy czlowiek wchodzi w doroslosc, musi liczyc na siebie, musi sam podejmowac decyzje i zyc wlasna droga, a to nie jest juz "utarta sciezka".
      Jego przyszlosc nie byla tak oczywista. Poza tym on sam nie chcial tego zmienic. Dobrym dowodem tego byly proby szczerej rozmowy z ojcem, ktore niby podejmowal, ale wg mnie, nie dosc skutecznie, bo gdyby naprawde mu na tym zalezalo, to doprowadzilby do niej. Moze to by mu pomoglo. Ale on nie chcial tego, bo nie wiedzial czego chce od zycia.

      • Rodzice i środowisko nie tyle wymagali od niego "dojrzałości", co po prostu konformizmu. Owa "dojrzałość" Benjamina nie miała przecież polegać na tym, że samodzielnie i poważnie zastanowi sie, co "naprawdę" chce robić ze swoim życiem... Rodzice ( i otoczenie) oczekiwali, ze zrobi to, "co właściwe"... A wiec będzie lustrzanym odbiciem ojca, wujka i sąsiadów... Wszystko inne byłoby skandalem.
        Benjamin nie wiedział, czego chce... Ale rodzice znakomicie wiedzieli, czego chcieć powinien.
        Te próby "szczerej rozmowy"... Chyba żartujesz. Kontakt między ojcem i synem był raczej fatyczny i opierał się na wymianie komunikatów, nie dialogu. Rodzice kochali Benjamina, to jasne. Ale tylko wbrew nim, poprzez zerwanie pępowiny Benjamin mógł zacząć żyć swoim życiem.

        • Rodzice wcale nie chcieli od niego, zeby robił to samo co jego ojciec, dziadek i sasiedzi. Pokaz mi taka scene w tym filmie:/ Oni po prostu chcieli, zeby tak jak kazdy dorosły i dojrzały czlowiek podjał sie jakiegos zajecia. A jesli Ty normalna prace nazywasz konformizmem, to chyba troche mylisz pojecia.
          Moze relacje miedzy Benem a rodzicami nie były wzorcowe to mysle, ze gdyby chciał naprawde z nimi porozmiawiac wysłuchali by go i zrozumieli, bo jak wspomniałes, kochali go. A co do zerwania pepowiny to nie sadze, zeby to cos pomogło. Przeciez gdyby chciał to by to zrobił, ale on był po prostu wygodny, pasował mu taki układ. Rodzice utrzymywali go, kupili mu drogi samochód i nie naciskali go, nie zmuszali do podjecia zadnej decyzji. Po prostu chcieli, zeby sie usamodzielnił. Poza tym na studiach na jakis czas odciał przeciez pepowine, bo przeciez mieszkał sam, zdala od rodziny, ale jakos nie zdecydował sie na nic...


          • Oglądając ten sam film, interpretujemy go zupełnie odmiennie. Tylko, że Twoja koncepcja jest sprzeczna z zamierzeniami reżysera i autora książki, na której podstawie powstał film. To nie jest opowieść o opływającym w dostatki głupim i nieodpowiedzialnym smarkaczu, który (nie wiadomo po kiego diabla) stroi fochy, podczas gdy rodzice chcą jedynie tego, by wziął odpowiedzialność za swoje życie.
            Ben ma 21 lat. Kończy collage i wraca na wakacje do domu, aby po przerwie, korzystając z przyznanego stypendium, rozpocząć naukę na uniwersytecie. Dotychczas jego życie polegało na pasywnym dostosowywaniu się do potrzeb i nakazów rodziców. Był zaprogramowany, ale dopiero teraz zdaje sobie z tego sprawę...Wraz ze świadomością popada w przygnębienie, wręcz depresję. Wie już, nie nie zdoła spełnić marzeń rodziców, nie pójdzie ich drogą. Świat, który go otacza, wydaje mu się "groteskowy". Wbrew temu, co twierdzisz, rodzice jednak go "naciskali" i byli zdumieni, ze stawia opór.
            Bunt Benjamina jest prywatny, osobisty, jednostkowy, ale jest też wyrazem sprzeciwu wobec społeczeństwa "middle class", i równie "uśrednionych" oczekiwań wobec życia (na okładce książki Webba napisano: "Absolwent" jest wyzwaniem rzuconym społeczeństwu konsumpcyjnemu...") Benjamin uświadomił sobie, ze żyjąc na podobieństwo swoich rodziców gwałciłby siebie.
            Pytałeś o scenę, która pokazywałaby oczekiwania rodziców wobec Benjamina. Przypomnę taką znamienna scenę: Benjamin w stroju płetwonurka, bezradnie człapie do basenu, otoczony przez roześmianych, rozentuzjazmowanych rodziców i przyjaciół domu, by po chwili uciec od wszystkiego, chowając się na dnie... Symboliczna scena pokazująca wyobcowanie bohatera i niemoc dyskursywna na linii rodzice-syn ( Benjamin w masce widzi rodziców, ale ich nie słyszy).
            Ben uświadamia sobie, ze jest mentalnym outsiderem, że nie potrafi dostosować sie do stylu życia, który dla jego środowiska jest naturalny i oczywisty. Tylko w opozycji do świata, w którym dorastał (a który okazał się fałszywy, nieszczery, zakłamany, powierzchowny - patrz: romans z panią Robinson) może wydobyć sie na niezależnośc.
            I o tym jest ten film, o mozolnej drodze Benjamina do własnego "ja".

            • Przyznam sie,ze ksiazki nie czytałem i dlatego moze nie interpretuje tego filmu tak jakby chciał tego jej autor. Ale moze własnie Ty po przeczytaniu ksiazki inaczej interpretujesz ten film, bo pozostało Ci nastawienie takie samo co do filmu. Bo ogladajac go Benjamin sprawia całkowicie inne wrazenie.
              Scena z basenem owszem pokazuje wyobcowanie bohatera z czym sie zgadzam, ale to nie znaczy, ze on wtedy uciekał przed losem swoich rodziców i to wcale nie znaczy, ze oni go zmuszali do pojscia w ich slady. Poza tym mowiłes ze on nie chciał byc taki jak jego rodzice, sasiedzi i znajomi. Ale sam nie wiedział czego chce. I w tym miejscu sie zgadzamy, film pokazuje poszukiwania własnej drogi przez Benjamina.
              No i troche zle zinterpretowałes moje słowa, bo ja nie powiedziałem, ze jest nieodpowiedzialnym smarkaczem, tylko ze nie wie czego chce od zycia i nie spieszy sie z decyzja, bo mu wygodnie, a to troche inne postawy.
              Romans z pania Robinson natomiast był wg mnie zabiegiem przekierowania przez Bena mysli na inne tory by nie myslec o swojej przyszłosci(sam romans z zonata kobieta był bez przyszłosci).

              I dla mnie o tym jest ten film. No moze jestem po prostu idiota i go nie rozumiem... :) Ale jak bede miał okazje przeczytac ksiazke i dojde do innych konkluzji to dam Ci znac:) Pozdro

              • Wspomniałem o książce, bo mam wrażenie, że jej wymowa jest podobna do wersji filmowej historii Benjamina. Zarówno w powieści, jak i w filmie odnajduje tą samą interpretację, która przedstawiłem wyżej.
                Przy okazji: na samym początku filmu, podczas gdy Ben sprowadzany jest przez rodziców na przyjecie, kamera o 2, 3 sekundy za długo pozostaje na korytarzu, gdzie głównym akcentem jest wiszący portret... klauna. Klaun to Ben, symbol jego roli w świecie, którego nie akceptuje... "Martwi się o przyszłość", mówi. "Chcę żeby było... inaczej".
                Romans z panią Robinson to, moim zdaniem, wyraz kryzysu i dezorientacji, które toczą Benjamina.
                Dziękuję również za dyskusję. Inaczej ten film postrzegamy, ale to ma dobra stronę: można skonfrontować swoje spostrzeżenia.

                • Ja tez bardzo ciesze sie z tej dyskusji. Ale to chyba zasługa jednak tego filmu, ze nie jest tak banalny i prostoliniowy. Klasyka kina i to sie widzi, chociazby po naszej rozmowie:)
                  Przyznam, ze nie pamietam tego klauna na obrazie, ale z tego widac ze jestes lepszym obserwatorem ode mnie.
                  Co do pani Robinson to po czesci sie zgadzamy, bo powiedziałes, ze to wyraz kryzysu i dezorientacji. Jak juz wczesniej czytałes ja uwazam, ze to sposób oderwania sie od rzeczywistosci, aby nie myslec o przyszłosci, co własnie jest wynikiem dezorientacji Bena w zyciu, braku pomysłow. Nie wie co robic, strasznie go to dreczy, gubi sie w zyciu i postanawia na jakis czas od tego uciec. Zauwaz, ze to on dzwoni do pani Robinson, pomimo tego iz wczesniej odmowił, co jest wyrazem własnie zrezygnowania ze wszytkiego, checi oderwania sie od mysli o drodze zyciowej.
                  Musze przyznac, ze im wiecej razy czytam ta nasza rozmowe, tym wiecej odnajduje podobienstw miedzy naszymi pogladami na temat tego filmu, tylko ze nie do konca sa one w odpowiedni sposób wyrazone:)
                  Pozdro:)

                • Żeby Cię nieco pocieszyć ;) dodam tylko, ze choć film oglądałem już kilka razy (pewnie pięć się uzbiera, albo i więcej), to obraz klauna świadomie zauważyłem dopiero ostatnim razem... A ilu rzeczy jeszcze nie zauważyłem? Może przekonam sie o tym następnym razem, gdy obejrzę "Absolwenta".

                • Powrót do "Absolwenta" po roku z okładem... Warto, naprawdę warto.

  • Doskonały temat analizujący treść nieco głębiej niż tylko w kontekście historii miłosnej. Od siebie dodam jak fantastyczne jest to, że jedna scena (oczywiście końcowa) może tak diametralnie zmienić wydźwięk filmu.

  • Wow, świetne opinie i analizy! Jestem pod wrażeniem, bo pokazują trochę drugie dno filmu :)

  • W ogóle bym nie pomyślał, że to komedia, a właśnie w takiej kategorii dostawał nagrody.

  • hauser & Heartbreaker, propsuje wątek. Merytorycznie i bez hejtów.
    Osobiście bardziej zgadzam się z hauserem (wcale nie dlatego, że ma wyższą rangę ;)). Jedyne co wiedział Ben to to, że nie chce iść na studia, nie chce być też prawnikiem, dyrektorem ani pracować w firmie ojca i uczestniczyć w idyllicznym przedstawieniu pt. middle class. W ramach buntu nawiązuje romans z mrs. Robinson a następnie, z braku innego celu, postanawia, że ożeni się z Elaine (co, o ironio, jest idealnym wpisaniem się w świat jego rodziców i kolejnym spełnieniem ich woli). Wmawia sobie miłość do niej i porywa sprzed ołtarza. Jednak kiedy już jadą już autobusem, żadne z nich nie jest do końca szczęśliwe - nawet na siebie nie patrzą. Ben znów stracił swój życiowy cel i zdaje się zastanawiać "Co teraz?".

  • Bardzo ciekawa analiza :) Można długo wgłębiać się w psychologię postaci... Co do relacji Bena z rodzicami bliżej mi do interpretacji hausera. Myślę, że to w miarę jasno zostało pokazane w filmie, że rodzice właśnie wymagali od niego podążania za schematami i tak definiowali pewnie też "dorosłość". I nie do końca chce mi się wierzyć, że byliby gotowi go wysłuchać i zaakceptować jego punkt widzenia.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
o