Najlepszy film tego roku

Witam, zanim wybrałem się na film, obejrzałem zwiastun, który mnie zaciekawił. Film miał
obsadę, która mnie zaciekawiła. Dodatkowo, był na podstawie książki autora, który wystrzelił
światu "To nie jest kraj dla starych ludzi", "Krwawy południk", "W ciemność" czy "Drogę".
Wszystko za nim przemawiało.
Po seansie byłem wstrząśnięty- tym, jak dobry film to jest.
Historia o tym, że najlepsze zamiary mogą mieć najgorsze konsekwencje, o tym, że najbardziej
cierpią najmniej winni, o tym, że w obliczu klęski pozostajesz sam, o tym, że mimo tego kim
wydaje ci się, że jesteś, nikogo nie obchodzisz. Przede wszystkim o tym, na przekór 99%
filmów, które się nam sprzedaje z zachodu, ale nie na przekór życiu - nie istnieje coś takiego
jak odkupienie win.
Film ma fantastyczny klimat. Mimo otwartych planów czujemy ciągle tą klaustrofobiczną
paranoję. Napięcie rosnące z każdą minutą filmu. Wiemy, że wszystko co dobre, prędzej czy
później się zakończy, nie wiemy jak (możemy się domyślać) i jak mocno, ale wiemy, że to
nastąpi.
Film wokół zasady Czechowa ( "Jeśli w pierwszym akcie sztuki na ścianie wisi broń, to w
ostatnim akcie koniecznie musi wystrzelić" ) buduje wszystkie dialogi między bohaterami, co
jest fenomenalnym zabiegiem, bo dla uważnego widza, cały film staje się pod koniec jednym,
kompletnym, przemyślanym dziełem. Nic nie jest tu przypadkiem, żadne słowo nie jest rzucone
na wiatr, a bohaterowie zdają się to podświadomie widzieć i wyczuwać ich prawdziwy sens.
Film buduje cały klimat wokół wiszącej w powietrzu groźby. Do tego groźba staje się realna i
spada na widza lawiną pod sam koniec filmu, wiemy, że do tego wszystkiego dojdzie, ale nie
jesteśmy na to gotowi. Bohaterka filmu w ostatnim dialogu wspomina o niewyobrażalnej rzezi,
która nastąpi. Tylko, że ona już nastąpiła, nie pierwsza, nie ostatnia. Prawdopodobnie jedna z
wielu i tak jak wiele innych, nikogo nie będzie niedługo obchodzić. Film pokazuje jak wszystko
jest małe, jak coś, co dla kogoś jest tragedią, dla kogoś innego jest tylko pijakiem w pomiętej
koszuli, bo każdy ma tam swoją osobistą tragedię. Kolejny słoneczny dzień na pograniczu.
Dla kogoś kto przyszedł do kina pogadać, zjeść popcorn i popatrzeć na akcję film może być
chaotyczny w odbiorze, może być nudny dla kogoś, kto nie umie się należycie skupić i 'wejść'
w obraz, dlatego ogromna szkoda, że tacy ludzie go głównie oceniają. Ten film to nie
rozrywka, to obraz, który tylko ktoś potrafiący odpowiednio podejść do sztuki, prawdziwie
doceni.
Jak już pisałem na wstępie, film mną wstrząsnął. Był świetny, ale polecę go niewielu osobom,
bo wiem, jak niewiele osób będzie w stanie odebrać go w trochę inny sposób, niż odbiera się
Magic Mike.

  • zajebiście wreszcie ktoś czuje tak jak ja :)

  • Nie wiem czy najlepszy, bo to kwestia subiektywna jak wszystko w zyciu, ale na pewno jeden z najlepszych jakie ostatnio widzialem. Film miazga!

  • Dziękuję autorowi tego wątku! Już myślałem, że ze mną i moimi znajomymi jest coś nie tak. Poszedłem na film z dozą nieufności, bo znałem jego ocenę na filmwebie(czego teraz bardzo żałuję), ale po seansie nie mogę wierzyć w to, co tu wypisują. Nie wiem czy najlepszy, ale na pewno bardzo dobre kino. Dialogi które są tu nazywane "pseudofilozowicznymi" mnie, w większości, na prawdę poruszyły.

    • Też się cieszę, że ludzie o podobnych odczuciach się odezwali. Spodziewałem się głównie fali komentarzy typu 'jak można doszukiwać się czegoś więcej w tak głupim filmie' albo 'za długie. nie czytałem. (ale się wypowiem, żeby autor wiedział, że mam go w dupie)'

    • Ja osobiście byłam pod wrażeniem gry aktorskiej Cameron Diaz. Zazwyczaj w rolach komediowych, głupiutka albo zabawna tutaj była - zła i zepsuta. Bałam się jej momentami. Dzięki temu wątkowi dowiedziałam się po częsci tego co już wcześniej wiedziałam, - czyli nawet najlepsze zamiary, które są prowadzone źle i niebezpiecznie prowadzą ku linii pochyłej. Bohater filmu podjął dwie najbardziej tragiczne decyzje - 1. Wzięcie udziału w hmm "szmuglowaniu" narkotyków i 2. Pomoc synowi kobiety, której sprawą zajmował się jako adwokat.

      Nie zrozumiałam jednego - rozmowy telefonicznej głównego bohatera z bossem mafii. Nie wiem kto to był bo mi umknęło i po co zadał mu pytanie - czy byłby w stanie zamienić się miejscami ze swoją żoną.. - by na koniec powiedzieć , że to nieważne bo jest już- za późno...
      To było chore z jego strony po co była ta manipulacja?

  • Jak większość tu, też miałem wątpliwości czy warto iść do kina, szczególnie po przeczytaniu większości komentarzy i tak niskiej ocenie, ale opłaciło się bardzo dobry film. Autorowi wątku również gratulacje za ciekawą recenzję.

  • brawo!!! ...film dla nielicznych! genialny!

  • Super recenzja naprawdę! Jestem właśnie po seansie i dla mnie rewelacja! Możliwe, że dam 9 gwiazdek bo w niedziele powtarzam seans tak mi się spodobał. No, ale co powiesz takim tępakom, którzy wolą mieć wszystko podane na tacy. Tak samo było z "to nie jest kraj dla starych ludzi". Film jest mega wartościowy. Wystarczy śledzić dialogi i myśleć trochę! Wysuwać wnioski. BTW - od siebie dodam, że "Malkina" zawładnęła mną jak Reinerem :)

  • Zgadzam się. Po wstępie widzę, że książki Cormaca nie są Ci obce, tak jak i w moim wypadku - to jeden z moich ulubionych autorów, może to jeden z czynników dzięki którym film się tak podoba? Po seansie byłem pod mocnym wrażeniem, dostałem dokładnie to czego oczekiwałem i bardzo dziwi mnie aż tak niska ocena, to jakieś nieporozumienie.
    Ogólnie po obejrzeniu miałem jedno skojarzenie - ten film jest jak wspominane w nim bolito - działa dokładnie tak jak owe urządzenie:)

  • zgadzam się i chciałabym tak dobrze, to wszystko ująć w słowa. zagadka i jej rozwiązanie tkwi w dialogach, bo po co pół godziny gadać o cechach diamentu? nie każdy zrozumie o czym była mowa. dialogi długie i wymowne. trudne do zrozumienia. przypadku w tym filmie nie ma. dla mnie bardzo dobry, ale nie polecam jako filmu dla rozrywki w sobotni wieczór.
    dla niektórych pierwsza scena, napisy i do domu. ;)

    • kocham ridleya scotta, nawet jeśli popełnił gniota "królestwo niebieskie". ten film utwierdził mnie, że to genialny reżyser.

      • W tym filmie byla jakas zagadka do rozwiazania? Jaka? Chyba nie piszesz tu o fabule, ktora byla wylozona na tacy, a jesli nie o niej bo akurat ty mialas problemy ze zrozumieniem tresci to w takim razie o czym? Ludzie, napiszcie w koncu o co wam chodzi. Prosty film gdzie glownym watkiem jest chciwosc, a dialogi to zapachaj dziura czasowa zeby ten film w ogole sie jakos trzymal. Wy bredzicie tu cos o jakis zagadkach, morałach, to ze trzeba byc inteligentnym zeby film zrozumiec (co trzeba do jasnej cholery zrozumiec w tym filmie?)...rece opadaja. Chcecie sami siebie podbudowac tymi tekstami? Wrazenia one nie robia, a sa wrecz pretensjonalne w stosunku do tego co widz ma okazje obejrzec na ekranie.

        • jednym się film podoba i coś w nim widzą ciekawego. innym się nie podoba, ich to sprawa. ja napisałam do kogoś komu się ten film podobał. nie zmienię zdania na jego temat, bo ktoś ma inny gust. napisz do kogoś, komu film wydał się kiepski i będziecie zadowoleni.

          • Zadaje pytanie m.in. do ciebie jak rowniez do innych ktorzy niby "zrozumieli film" i racza nas wszytskich na tym forum wznioslymi tekstami za ktorymi niestety jak widac znajduje sie pustka...Moze tez byc tak ze ci co wystawili wysokie oceny naprawde uwazaja ze ten film byl filmem inteligentnym i nie sa w stanie pojac ze tak nie bylo, a co wiecej oskarzaja tych co dali niskie noty, ze oni go nie zrozumieli. Taka mala puenta na samo koniec: moze to wy nie rozumiecie, ze ten film byl prosty jak budowa cepa i nie jestescie w satnie pojac ze to co dla was bylo czyms inteligentnym dla innych bylo pretensjonalnym banalem za ktorym czai sie tak "biorac wszytsko do kupy" jedynie jedna wielka pustka? Jak piszecie ze film wam sie podobal to piszczie merytorycznie na jego temat, a nie raczycie nas tym belkotem...

            • właśnie wylał się bełkot. dziwnie przesycony agresją i zupełnie niemerytorycznym jadem. treść wypowiedzi świadczy o braku spolegliwości i mozliwości przyznania racji komukolwiek.. pod pozorem napisanych paru zdań, chowa się pustka intelektualna. brak szacuku świadczy oo braku kultury, a może brakach w wychowaniu.
              nie jesteśmy w liczbie mnogiej. każdy pisze za siebie. w dodatku nikt tu nie ma obowiązku odpowiadac na taką agresję. to tylko film, a nie operacja na sercu.

              • Wpis został zablokowany z uwagi na jego niezgodność z regulaminem

                • nie, nie słyszę, bo piszę. mogę ew. przeczytać. czemu mam mieć obowiązek odpowiadać komuś takiemu, jak ty, skoro mnie atakujesz? obrażasz, zupełnie mnie nie znająć? chcesz mnie sprowokować? zmusić do opdpwiedzi?
                  śmieszne.
                  znowu piszesz do mnie w liczbie mnogiej, a ja jestem jedna.

                • tak jak myslalem...ok na razie

                • i myślisz, że słusznie wymyśliłeś? nie sądzę.

                • przestańcie, krwa, się na moim temacie kłócić.
                  bardzo się cieszę, że tylu osobom się film podobał, bardzo się nie cieszę, że jeszcze więcej osób nazwało go syfem, ale jeszcze mniej się cieszę z kłócenia się o gusta.
                  Jedni znaleźli w tym filmie to, co się im podoba, inni nie. Jedni, jak ja, doszukało się w nim fantastycznych rzeczy, inni nie - jednak uważam, że każdy powinien docenić ten obraz za klimat.
                  Uważam, że ocena 3 jest zwyczajnie krzywdząca, tak jak Ty arielos możesz uważać, że 9 jest zawyżona i że jestem idiotą, bo doszukałem się w tym filmie rzeczy, których tam nie było.
                  To jeden z tych filmów które się kocha lub nienawidzi.
                  Jedni widzą w nim chaos, a jedni, ta jak ja, widzą perfekcyjną układankę.
                  Nie spotkałem się jeszcze z filmem odbieranym tak skrajnie przez dużą grupę ludzi. Stąd pewnie ta ocena: 5.4. Jedni dają 1-3, drudzy 7-10. Ciekawe...

                • Hmm... Sam zacząłeś od podzielenia widowni na tę, która zrozumiała film i jest elitarna, i tę która nie zrozumiała jego głębi i je egalitarnym motłochem na poziomie "Magic Mike". Więc się nie dziw. I to nie jest dysputa o gustach.
                  Oba filmy uznaję za nieudane.
                  Zalety "Adwokata"? Kwestie wypowiadane do głównego bohatera o tym, na czym stoi życie, przez tych, którzy w porównaniu z nim wiedzieli w jakim gie brodzą.
                  Wady "Adwokata"? Wszystko inne. Film nie ma klimatu, ujęcie nie są pełne horyzontu i zarazem klaustrofobii, fabuła nie ma ukrytego przesłania, bo co chwilę ktoś przesłanie filmu deklamuje głównej postaci przez telefon lub ad personam.
                  I tak, kilka dialogów nie zbuduje filmu bez zawartej w nim treści i historii.
                  Czy jest tu opowiedziana jakaś historia? Tak. Czy jakikolwiek moment fabuły zaskakuje? Nie. Dla mnie wszystko szło jak po sznurku i tak, jak sie spodziewałem.
                  Jak na taką obsadę to za mało, i żałuję wydanej kasy na bilet.

                • Proszę nie doszukiwać się w mojej wypowiedzi czegoś, czego tam nie ma. Nigdzie nie wspomniałem o widowni elitarnej i widowni 'gorszej', jedynie o ludziach z różnym podejściem do rozrywki w kinie. Chciałeś się inteligentnie wypowiedzieć, zrób to nie zarzucając mi wypowiedzi, których nie było.
                  Wymienione przez Ciebie wady - zwyczajne zaprzeczenie wymienionych prze ze mnie zalet. Ja mówię, że miał klimat - Ty: 'film nie miał klimatu'. Przykro mi, dla mnie miał. Dla Darka z z bloku obok też nie miał. Bezsensowna dyskusja. Brzydkie-Ładne-No ale brzydkie. -Ładne!
                  Szanuję Twoje zdanie, mógł film Ci się nie podobać, ale według mnie, aby się podobał trzeba było do niego odpowiednio podejść, co najwyraźniej się Tobie nie udało lub nie chciało się udać.
                  Nie, nie uważam Cię z tej okazji za motłoch i nie polecam gównianego filmu.
                  Nie dla każdego jest kino nierozrywkowe. Nie dla każdego jest taki klimat. Tak jak nie dla każdego są Star Wars czy Kontrolerzy. Pozdrawiam.

                • Zacytuję...
                  "Jak już pisałem na wstępie, film mną wstrząsnął. Był świetny, ale polecę go niewielu osobom,
                  bo wiem, jak niewiele osób będzie w stanie odebrać go w trochę inny sposób, niż odbiera się
                  Magic Mike."
                  A "Darek z bloku obok", "odpowiednie podejście do sztuki" i podobne akcenty tylko podtrzymują ton wyższego mniemania o sobie.
                  Ale ok, i tak się do tego nie przyznasz, bo nikt nie lubi przyznawać się wprost do czucia się fajniejszym, bo jak im się to wytknie to nagle nie starcza tej fajności.
                  Nie mam zamiaru o tym dyskutować.
                  Film zdradza w pierwszych scenach jaki będzie jego koniec.
                  Jest prosty, jak konstrukcja cepa, nie ma tam ani odrobiny zawiłości, intrygi, czy napięcia.
                  Może dla Ciebie każda dłużyzna buduje klimat (i już w duchu mówisz: nieprawda!), ale ja oczekuję więcej niż tylko zbytnio przeciągnięte najazdy kamery.
                  Ale może jest odwrotnie niż puszesz na początku? Może to nie nieliczni go docenią, bo "potrafią na innym poziomie podejść do sztuki". Może to właśnie przy tak prostej fabule niektorzy, których ta nadmierna prostota i prowadzenie za rączkę urządza- rozkwitają pseudo intelektualnie i w białym napisie na rozmytym zdjęciu każdy cytat wydaje im się receptą na życie. Byle font był Helvetica.
                  Howgh.

                • Widzę, że masz jakieś wyjątkowe parcie, żeby mi coś udowodnić. Fajność? Zastanów się. Ty faktycznie nie masz pojęcia do czego chcesz się przyczepić? 'Darek z bloku obok' podtrzymał ton, że mam wyższe mniemanie o sobie? Samo doszukiwanie się takich podtekstów pokazuje, że Ty masz/miałeś problem całe życie z każdym kto miał inne zdanie od Twojego, a Ty każdego klasyfikowałeś jako 'gorszego' lub 'lepszego'. To jest smutne.
                  'Odpowiednie podejście do sztuki' - kolejne moje zdanie, którego sens przekształcasz, żeby jakoś udowodnić swoją rację. Wyłożę to tak, że może tym razem będzie to jednoznacznie przez Ciebie zrozumiałe: jedni lubią Pollocka inni Beksińskiego.
                  Plus, nie wiem czy zauważyłeś, ale z tego całego wykładu o 'gorszych' i 'lepszych' na sam koniec to Ty pokazujesz ten podział najbardziej:" . Może to właśnie przy tak prostej fabule niektorzy, których ta nadmierna prostota i prowadzenie za rączkę urządza- rozkwitają pseudo intelektualnie i w białym napisie na rozmytym zdjęciu każdy cytat wydaje im się receptą na życie. Byle font był Helvetica." Tego nie będę komentował, bo już to zrobiłem wcześniej, ale sam robisz to co innym zarzucasz.
                  Nie do końca także rozumiem zdanie o białym napisie na rozmytym zdjęciu, który ma być receptą na życie. Możesz mi to przybliżyć, albo nie. Nie umrę z ciekawości jak tego nie zrobisz.

                • Cieszę się, że już wydałeś wyrok o moim życiu i o tym jakie miałem problemy, albo czy, jak i ew. kogo klasyfikowałem. Dzięki.
                  W ten sposób tylko potwierdzasz moje słowa.
                  Mój "wykład" o gorszych i lepszych miał udowodnić jedynie, że Twoje twierdzenie można odwrócić i będzie tak samo trafne jak Twoje, czyli wcale.

                  Jedni lubią Pollocka a inni Beksińskiego, a jeszcze inni lubią co najwyżej filmy ze stajni Asylum i nie ma co tego porównywać ani co ważniejsze stopniować.
                  Upewnie się, że rozumiesz- w sensie gustu i wyboru.

                • Zacytuję...
                  "Jak już pisałem na wstępie, film mną wstrząsnął. Był świetny, ale polecę go niewielu osobom,
                  bo wiem, jak niewiele osób będzie w stanie odebrać go w trochę inny sposób, niż odbiera się
                  Magic Mike."
                  A "Darek z bloku obok", "odpowiednie podejście do sztuki" i podobne akcenty tylko podtrzymują ton wyższego mniemania o sobie.
                  Ale ok, i tak się do tego nie przyznasz, bo nikt nie lubi przyznawać się wprost do czucia się fajniejszym, bo jak im się to wytknie to nagle nie starcza tej fajności.
                  Nie mam zamiaru o tym dyskutować.
                  Film zdradza w pierwszych scenach jaki będzie jego koniec.
                  Jest prosty, jak konstrukcja cepa, nie ma tam ani odrobiny zawiłości, intrygi, czy napięcia.
                  Może dla Ciebie każda dłużyzna buduje klimat (i już w duchu mówisz: nieprawda!), ale ja oczekuję więcej niż tylko zbytnio przeciągnięte najazdy kamery.
                  Ale może jest odwrotnie niż puszesz na początku? Może to nie nieliczni go docenią, bo "potrafią na innym poziomie podejść do sztuki". Może to właśnie przy tak prostej fabule niektorzy, których ta nadmierna prostota i prowadzenie za rączkę urządza- rozkwitają pseudo intelektualnie i w białym napisie na rozmytym zdjęciu każdy cytat wydaje im się receptą na życie. Byle font był Helvetica.
                  Howgh.

                • nie chciałam się z nikim kłócić. chciałam napisać, komuś, kto ładnie o tym filmie napisał, że czuję podobnie. okazało się, że jestem inteligentna inaczej. w dodatku ciągle byłam w liczbie mnogiej. czemu miałam mu tłumaczyć co mnie zaintrygowało w tym fimie? czemu miałam mu pisać, jaką tajemnicę każdy w sobie nosi? powinnam napisać "tajemnicę". nie chodziło mi o intrygę, ale o postawy ludzkie. moja wina, że jasno się nie wysłowiłam. dla mnie film był bardzo dobry i zobaczyłam w nim to, czego inni nie mogą dostrzec. każdy ocenia wg własnego rozumu.

                • masz jakiś problem? może kompleksy? to nie tutaj.

      • Gniot ? Nie mów, że nie widziałeś wersji reżyserskiej?

    • Co jest tą zagadką, o której piszesz? Oglądałem ten film i jakoś nie mogłem nic zagadkowego wyłowić.

  • film super - bardzo mi się podobał , polecam :)

  • Podzielam zdanie. Film jest wydarzeniem roku. Świetny!
    Na razie w zdecydowanej większości udaje mi się trafiać na osoby, które krytykują obraz. Miało by to jakąś rację bytu, bo przecież gusta są różne, ale adwersarze korzystają wyłącznie z kilku argumentów: kicz, dno, przeintelektualizowany, za krótki i przez to za mało, nudny oraz całej masy wulgarnych zwrotów. Bronią przy okazji swojego zdania zaciekle. Nie wiem co może być w tym filmie takiego, że podzieliło widzów na tak diametralnie różne i wyraziste obozy.
    Z oceny ogólnej wynika, że przeważającą część stanowią jednak ci, którzy poprzez swoją ocenę, film przyrównują do - o zgrozo! - np. "Zmierzchu".
    Czy ogólny widz potrzebuje oglądać kino, które poprzez swoją prostotę (nie prostackość!) i najwyższy kunszt opowiada kompletną, sensowną historię oraz zmusza do refleksji? Kim zatem jest widz ogólny? Co reprezentuje, że podane na tacy prawdy omija szybkimi i wprawnymi zwodami? Czy je w ogóle dostrzega? A może jest mąciwodą, buntowniczym prowokatorem, którego sens nie ominął, ale uderzył w sam środek zrozumienia?

    • Realy wam się ten film podobał? :) Jak dla mnie był to ostatni film R,Scota na którym byłem - już Prometeusz był słaby a ten to prawdziwa katastrofa. Po 30 min myślałem "nie ! To nie możliwe żeby to było tak słabe - a potem było już tylko gorzej" Bez ładu i składu i kompletnie bez sensu - przy czym sceny jak z horroru - czekałem tylko żeby na końcu gość zaczął oglądać płytę jak odcinają głowę jego żonie a potem ją gwałcą...I właściwie czemu? Bo wpłacił 400$ kaucje za jakiegoś chłopaka? To trzeba być chorym umysłowo żeby coś takiego nakręcić....

  • Witaj! Na wstępie napiszę, iż po raz pierwszy przeczytałam tak trafną recenzję dla tego filmu. Ja dopiero po kilku dniach od obejrzenia "Adwokata" dałabym większą notę niż dałam zaraz po. Film cały czas mi siedzi w głowie, temat pracuje i ciągle mam rozważania nad jego treścią. Mam w planach obejrzeć go nie raz. Uwielbiam uczucie kiedy po wyjściu z kina tak dlugo siedzi mi dany film w głowie. To znak, iż jest...dobry:)

  • "Historia o tym, że najlepsze zamiary mogą mieć najgorsze konsekwencje, o tym, że najbardziej cierpią najmniej winni, o tym, że w obliczu klęski pozostajesz sam, o tym, że mimo tego kim wydaje ci się, że jesteś, nikogo nie obchodzisz"

    - czyli jednym słowem płytki i przerysowany, o głupich ludziach podejmujących bezsensowne decyzje krzywdzące innych. Masz rację, świetny temat na film. A tak na serio: już w połowie filmu (jak nie wcześniej) było wiadomo że skończy się tragicznie. Ta sztuczność bijąca od tytułowego bohatera, nieporadność i łzy w oczach świadczyły, że głównym zadaniem filmu jest zrobienie z niego ofiary. Przewidywalny jak diabli... serio.

  • Muszę uczciwie napisać, że podobała mi się Twoja recenzja, którą przeczytałem przed seansem.
    Po okazało się, że film jest marny niestety, że scenariusz jest infantylny, żeby chociaż grupa, która
    traci pieniądze i towar próbowała odzyskać inicjatywę a oni zwiewają gdzie pieprz rośnie tak
    nieudolnie aż przykro patrzeć. Praca kamery pokazująca piegi na nosie wielkich gwiazd to też
    chyba(?) nowatorska technika. Aktorzy nie zawiedli grali dobrze niektórzy bardzo dobrze ale
    nie oszukujmy w słabym filmie. Przesłaniem filmu chyba ma być przestroga, nie próbujcie
    wchodzić w narkotykowy biznes. Łatwe pieniądze ale wcześniej czy później łeb ukręcą.
    Pozdrawiam.

  • Całkowicie zgadzam się z Twoim zdaniem. Jeden z najlepszych i najdoroślejszych filmów Scotta.

  • Ten film to dramat i zbyt prawdziwy żeby się ludziom podobał. Pokazuje że narkotyki to gówno za którym idzie krew ....
    Osobiście czułem się jakbym tam był w pokoju, rozmowy o niczym, bełkot o dupach , i znowu coś co miało się udać, a wyszło inaczej.
    Flm z bliższy prawdzie niz strzelanki, które napełniają mózg pozytywnymi wibracjami.

  • ZGADZAM SIE W 100% DOBRZE, ZE SA JESCZE PRAWDZIWI KINOMANIACY POTRAFIACY DOCENIC SZTUKE FILMOWA.

    • Czy to oznacza że jak komuś (mi) nie podobał się ten film to nie jest "kinomaniakiem" i nie potrafi docenić sztuki filmowej? Wątpię. Lubię Ridleya Scott'a. Lubię McCarthy'ego, szczególnie Krwawy Południk. Co jeszcze... Uwielbiam Fassbendera, Pitt'a i Cruz. W tej ostatniej jestem zakochany. Kierując się tym miałem naprawdę duże oczekiwania względem tego filmu. I zostały one po prostu zmasakrowane. Scenariusz jest obraźliwie prosty, dialogi są okropne (z naciskiem na fakt że główny bohater filmu jest tu tylko odbiorcą), postacie są wtórne. Nie trafia do mnie nasycona bogactwem i erotyką rzeczywistość tego filmu. Blichtr w najczystszej postacie. Ale najbardziej boli mnie potencjał jaki mógł być zawarty w tym filmie. To mógł być świetny współczesny western. Ze świetnymi rolami Fassbendera (najgorsza rola w jakiej go widziałem), Pitt'a (grał chyba samego siebie), Cruz (bez żadnego wyrazu, miała być tylko ładna) i duetu Bardem&Diaz (bez komentarza). Ze scenariuszem, który sprawiłby że ten Adwokat byłby niepowtarzalny... Nie, nie, nie. Jeszcze nigdy nie byłem tak zawiedziony po obejrzeniu filmu. Stąd 2 na 10. I nie jest to zaniżanie oceny, nie jest to film zbyt prawdziwy żeby mi się podobał, nie jest to oznaka tego że nie potrafię docenić sztuki filmowej. To moja ocena, moje wrażenia po seansie.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: