Może i ramotka, ale znakomita

Czym mnie ujął ten słynny film Johna Hustona? Przede wszystkim swoim urokiem, tym, że jest filmem absolutnie bezpretensjonalnym, nie rości sobie praw do żadnych głębszych treści, pouczania, moralizatorstwa itd. "Afrykańska królowa" jest niezwykle prostą historią, niekiedy zabawną, niekiedy wzruszającą, jest znakomitą przygodą, rozgrywającą się w pięknych afrykańskich plenerach. Dużym plusem filmu jest też znakomity aktorski duet. Katharine Hepburn i Humphrey Bogart to przecież dwie niekwestionowane legendy kina. I mimo że nie grają może one tutaj najwybitniejszych ról w karierze (Hepburn - nie wiem, to jest na razie jedyny film, jaki oglądałem z tą aktorką; Bogart - też świetny, ale jednak w "Casablance" lepszy), to jednak w dużej mierze dzięki nim i ich urokowi tę - dla wielu zapewne anachroniczną - historię początkowo niechęci, a później przyjaźni i wreszcie miłości dwóch zupełnie różnych osobowości po tylu latach nadal ogląda się znakomicie. Ponadto zawsze nieco ryzykowne jest umieszczenie akcji w jednym miejscu (praktycznie cała "Afrykańska Królowa" rozgrywa się na tytułowej łajbie) i oparcie jej o tylko dwie postacie. Zawsze wymaga dużej pomysłowości i zręczności od twórców, aby po jakimś czasie film się nie znudził i nie popadał we wtórności. I tutaj dzięki znakomitemu aktorstwu i reżyserii Johna Hustona udało się tego uniknąć.
Tak więc, jak najbardziej polecam. 9/10.

1

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: