Jako obyczajowy film o walce z apartheidem

wciąga, zwłaszcza, że i muzyka dobra. I pod tym kątem głównie oglądałam. Sceny bokserskie, jak już zauważono, średnio na jeża. Nawet przy założeniu, że parę latek temu faceci nie żyłowali tak na masę, jak teraz... Miałam niejasne wrażenie, że przynajmniej część scen na ringu załatwiły operatorskie sztuczki, a 'gruszka' na treningu ruszała się szybciej, niż wynikałoby to z pracy rąk.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: