Ależ ten film się pięknie słucha..:)

Gdyby Mozart żył w dzisiejszych czasach to zapewne pisałby muzykę filmową..Tylko obawiam się, że stworzyłby jeszcze mniejszą liczbę utworów niż dwa wieku temu. Teraz i narkotyki mocniejsze, prostytutki tańsze, a choroby coraz gorsze..

29
  • Ale i medycyna lepsza, może by pociągnął dłużej. ;)

  • a co ty pi*rdolisz?!...przecież mozart nie był ćpunem...ehh

    • Gdy czytam takie posty to nie wiem czy na nie odpowiadać czy nie, bo mam wrażenie, że nie są pisane na trzeźwo;). No a raczej mam taką nadzieję..To może wyjaśnię co napisałem i co znaczy to co napisałem:). Za czasów Mozarta najpopularniejszym narkotykiem był alkohol, jeśli mi napiszesz, że Mozart nie pił, to z całym szacunkiem są na to dowody historyczne, że nie tylko pił, ale i chlał opowiadając przy tym defekacyjne żarty. Do tego tabaka, zanieczyszona ołowiem, arsenem, cyjankiem wodoru, kokainą, haszyszem i zaczynającym robić karierę opium. Hmm ale czy był ćpunem nie powiedziałbym- chyba, żeby większość współczesnej mu szlachty nazwać podobnie. Jednak zdecydowanie nadużywał wszystkiego co nadużyć w swoich czasach mógł od cierpliwości mu osób najbliższych, aż po alkohol. Dzisiaj oprócz wymienionych wyżej używek miałby dostępne nowsze i skuteczniejsze syntetyczne wynalazki. Także jak tu skometować Twój post, a może..cytując klasyka dj carlosa...ehh

      • ALKOHOL NIE JEST NARKOTYKIEM. W wykazie substancji narkotycznych załączonym do Ustawy o zapobieganiu narkomanii nie ma takiej pozycji jak etanol. Och, następny błąd. Ileż można? Tak, a Noce i dnie to tylko na polonistyce xd xd xd pozdrawiam wieś lubelską xd xd xd

        • Ta osoba jest tchórzliwym stalkerem. Wyszykuje dzień i noc moje komentarze i szuka wszelkich punktów zaczepienia byle tylko mi dopiec i zmusić do odpowiedzi. Widocznie nie ma nic lepszego do robienia w życiu;). Kiedyś tej osobie zwrócilem kulturalnie uwagę na błąd i dostała białej gorączki. Ja nie mam czasu na odpisywanie i tłumaczenie tej chorej sytuacji, dlatego czy jest ktoś kto mi podpowie rozwiązanie? Jej poziom jest taki jak komentarz wyżej. Do żartobliwego komentarza o Mozarcie wystosowała wpis o wykazie substancji narkotycznych w Polsce..Podkreślmy wobec aktualnie obowiązującego prawa;)- na pewno taki wykaz był też za czasów Mozarta ;) Na pewno też Mozarta obowiązywało wtedy polskie prawo, na pewno też to prawo obowiązywało Amy Winehouse, Jimiego Hendrixa, Roberta Johnsona, Briana Jonesa, Janis Joplin, Jima Morrisona, Kurta Cobaina;). Ta osoba nie wie nawet czym jest narkotyk, a czym jest ustawa o wykazie substancji narkotycznych..Nie wie też, że alkohol jest narkotykiem i wielokrotnie pojawiał się w wykazie substancji zakazanych do spożycia w różnych krajach..Nie wie też wielu innych rzeczy, ale najgorsze jest to, że myśli, że wie i ciągle mnie tym prześladuje..Bardzo bym prosił o podpowiedź jak sobie z taką osobą poradzić.

          • Jest coś takiego jak "Ustawa o przeciwdziałaniu narkomanii" z lipca 2005 roku. Do tej ustawy dołączone są załączniki: 1. substancje narkotyczne 2. substancje psychotropowe 3. środki odurzające (pkt 3 to tak naprawdę dyrektywa unijna). Wygoogluj sobie. W załączniku 1 nie ma etanolu. Słowo "narkotyk" ma swoje znaczenie uwarunkowane definicją w ustawie!!! Możesz sobie i kawę nazwać narkotykiem, ale to będzie tylko i wyłącznie twoja własna wyobraźnia nie podparta polskim prawem farmaceutycznym. Masz olbrzymi problem z pojmowaniem rzeczywistości. Alkohol jeśli pojawiał się kiedykolwiek w zakazie to w ustawach o prohibicji, które nie mają nic wspólnego z ustawą o przeciwdziałaniu narkomanii. Ja wiem, że u was na wsi pod Lublinem to macie ograniczony dostęp do wiedzy, ale przecież masz net. Korzystaj!!! I nie pieprz głupot jak potłuczony. A stalkera to sobie poszukaj w rodzinie. Amy Winehouse, Jimiego Hendrixa, Roberta Johnsona, Briana Jonesa, Janis Joplin, Jima Morrisona, Kurta Cobaina też obowiązywała jakaś tam ustawa w ich krajach Co innego ustawa, a co innego nielegalne ćpanie. Ciebie też obowiązuje ustawa, dlatego alkohol możesz kupić legalnie i wypić, ale amfetaminy nie dostaniesz legalnie. Czy to takie skomplikowane? Ty nawet nie wiesz co to jest prawo i przepisy prawne. Morfina jest narkotykiem, a alkohol etylowy nie. Dlaczego? Bo nie ma go w ustawie. Wykaz tych substancji jest aktualizowany często, żeby wciągać na niego nowe dopalacze. Gdyby ETANOL MIAŁ DZIAŁANIE NARKOTYCZNE TO JUŻ DAWNO ZNALAZŁBY SIĘ W WYKAZIE. Alkohol można nazwać co najwyżej używką. Dekiel nad dekle. W każdej odpowiedzi do mnie stosujesz ignorancję. I przypominam ci, że to ty mnie zaczepiłeś, próbując mi imputować swoje chore teorie, a ja się nie dałem. Spadaj na szczaw i zacznij czytać Noce i dnie, co to tylko na polonistyce hahaahahah. Definicja co jest narkotykiem a co nie jest reguluje USTAWA. U S T A W A a nie twoja chora wyobraźnia wiejskiego filozofa z lubelskiej wsi.

            • I mam tak cały czas z tym stalkerem- wypisuje brednie nie na temat, zaczepia mnie i wyzywa. Ktoś wie jak sobie poradzić z taką osobą?

              • Może po prostu mnie przeproś?!

                • Stalking jest karalny. A Ty nie jesteś anonimowy. Poza tym można sprawdzić Twój IP nawet jeśli piszesz z innego konta. Już raz to robiłem z dużo bardziej błahego powodu.
                  Art. 190a. § 1. Kto przez uporczywe nękanie innej osoby doprowadza ją lub osobę jej najbliższą do uzasadnionego odczuwania strachu lub narusza jej prywatność,
                  podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
                  § 2. Tej samej karze podlega, kto złośliwie wykorzystuje dane osobowe innej osoby celem narażenia jej na szkodę materialną lub osobistą.
                  W internecie nie jesteś anonimowy, a ja Ci to udowodnię. Nie jedna taka osoba jak Ty już się na tym przejechała. Nie wiesz kim jestem..i dobrze, że nie wiesz..ale zobaczysz..

                • To nie jest stalking, a co, boisz się mnie? naruszam twoją prywatność? czym, że nie daję sobie wciskać kitu? to dlaczego mi próbujesz wciskać bzdury? myślisz, że to jest ok? Nawet nie potrafisz przeprosić. Ty też nie jesteś anonimowy. Wystarczy tego wciskania ludziom bzdur! Powinieneś mnie po prostu przeprosić! Bardzo chętnie dowiem się kim jesteś Czekam na wezwanie, a tymczasem będę dalej odpierał Twoje pierdoły wyssane z palca xd Powtarzam jeszcze raz, KONIEC WCISKANIA KITU. Nie umiesz dyskutować merytorycznie? to nie dyskutuj!

                • Stalker, który pod niemal każdym postem mnie obraża i ponad połowa wiadomości od niego już jest usunięta każe mi przeprosić i merytorycznie dyskutować.
                  Co do alkoholu: Światowa Organizacja Zdrowia narkotykami określa wszystkie substancje mające wpływ na świadomość, także nikotynę oraz alkohol etylowy.
                  Obrażanie też jest karalne:
                  1) "art. 212 Kk, zgodnie z którym kto pomawia inną osobę, grupę osób, instytucję, osobę prawną lub jednostkę organizacyjną niemającą osobowości prawnej o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności, podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności."
                  2)"przestępstwem jest zniewaga, przewidziana w art. 216 §2 Kk, zgodnie z którym kto znieważa inną osobę za pomocą środków masowego komunikowania, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku. Znieważyć można poprzez epitet, ubliżenie komuś, np. nazywając kogoś kretynem."

                • W tej chwili już Ci nie odpuszczę. Nie przeszkadzają mi tylko Twoje wpisy, ale głównie to, że obrażałeś moją rodzinę oraz okolice gdzie kiedyś mieszkałem. Nie jesteś anonimowy i się o tym przekonasz.

                • Bardzo chętnie, dość tego wypisywania bzdur, bardzo chętnie dowiem się kim jesteś,

                • Na Twoim miejscu bym się nie cieszył..ale jak uważasz..

                • Ja się nie boję, bo ja nic nie zrobiłem nie robię. Ja nie dam sobie wciskać ciemnoty! To takie skomplikowane? próbujesz innych upokarzać, chociaż nie masz podstaw intelektualnych do tego, a później chodzisz i płaczesz, że ktoś ci odpowiada? Ja czekam na wezwanie.... bardzo chętnie :) jeszcze raz: DOŚĆ WCISKANIA KITU.

                • Obrażanie, pomawianie i stalkowanie jest karalne i nic z tym nie zrobisz. Tak samo jak i nie możesz narzucać innym swojego gustu, tak samo nie jesteś w stanie zmieniać polskiego prawa. Nie musisz się bać, ja Ci nie grożę i nie chcę abyś się bał, bo to też mogłoby zostac potrakowane jako groźby;). Ja Ci tylko napisałem prawdę. Informuję Cię jednak że każdy Twój wpis może zostać wykorzystany przeciwko Tobie w sprawie.

                • Przypominam, że TomasT jest znanym osobnikiem wciskającym kit na filmwebie, nie znosi krytyki. Ma zablokowane komentarze za niezgodność z regulaminie.

                • Przypominam, że TomasT jest znanym osobnikiem wciskającym kit na filmwebie, nie znosi krytyki. Ma zablokowane komentarze za niezgodność z regulaminie.

                • Tylko kłamstwo już pozostało nic więcej..każdy może sprawdzić kto ma pousuwane wypowiedzi, kto kłamał w poprzednich postach itp itd..godnośc i wiarygodnośc straciłeś gdy zacząłeś pisać w dwóch nickach. To było żałosne..panie Myszkin, czy może panie RodionRaskolnikow?

                • Przeczytałeś już Noce i dnie?

                • Bardzo fajny komentarz pod Amadeuszem:) Brakuje wyobraźni? To lektura szkolna więc niestety musiałem je przeczytać, co zresztą widać we wpisach pod Nocami i dniami..Dziwne tyle razy mnie o to pytać pod komentarzami różnych filmów..Dyskusje o literaturze są na innych forach..

                • Przypominam, że TomasT jest znanym osobnikiem wciskającym kit na filmwebie, nie znosi krytyki. Ma zablokowane komentarze za niezgodność z regulaminie. Poza tym ma rodzinę ze wsi hahaahah

                • To wskaż proszę gdzie są te zablokowane komentarze linkami..:) Kłamstwo ma krótkie nogi. Bawisz mnie już;) Posiadasz dwa nicki- bo widocznie myślałeś, że będziesz miał większą siłę rażenia, obrażanie ludzi na wsi (co trzeba mieć w głowie aby obrażać ludzi tylko dlatego bo mieszkają nie w mieście, a na wsi), kłamanie, wyzwiska, przekleństwa. No i Ty uważasz, że prezentujesz sobą jakiś poziom? I tak posiadam rodzinę na wsi, posiadam też w mieście, posiadam rodzinę w całej Polsce. Mieszkałem w wielu miejscach Polski..Ale skąd możesz to wiedzieć? Nie wiesz..Ja mam szcześliwą rodzinę, fajne życie i nie potrzebuję wyładowywać frustracji na Filmwebie.

                • Przystępując do przeniesienia na duży ekran, równocześnie z wersją telewizyjną, Nocy i dni Marii Dąbrowskiej, reżyser Jerzy Antczak podejmował zadanie niełatwe – można nawet zgodzić się z opinią, że karkołomne – chociaż na pewno frapujące jak każda ryzykowna przygoda. Szczególne to bowiem dzieło, owe Noce i dnie. Szeroko znane, głównie dzięki obowiązkowej lekturze szkolnej i licznym komentarzom historyczno-literackim i krytycznym, a w gruncie rzeczy – nieznane, uchodzące za wzór epickiej prostoty, ładu i równowagi kompozycyjnej, a niejednolite, wewnętrznie zwichrzone, wyraźnie pęknięte w połowie. Zaczęte niespiesznie, opisowo, w narracyjnym rytmie powieści rzeki, w trzecim zaś i czwartym tomie wypełnione dyskusją polityczną, jakby na gorąco – „reportażowo" czy pamiętnikowo – zanotowanymi sporami ideowymi, budujące swoisty dramatyzm z pierwiastków nowoczesnych – intelektualnych i dyskursywnych. Chwalone z powodu obiektywnego dystansu, a przecież jakoś stronnicze, chwilami namiętnie (aż retorycznie) publicystyczne. Tworzone niby przez sukcesorkę dziedzictwa realizmu krytycznego Orzeszkowej i Prusa, ale taką, która sięgała, niekoniecznie ukradkiem i wstydliwie, po modernistyczne rezerwy tkwiące u podłoża jej kultury literackiej i umysłowej, i co więcej, stwierdzała – w 1929 roku – „bliskość Conrada wszystkim moim koncepcjom życia i świata, które pragnęłam tak niedołężnie wyrazić w mojej zaczętej powieści''. Jakże znamienna parantela. W samej rzeczy, dzieło to, spokrewnione prawie bez zastanowienia z tendencyjno-obywatelskim i dydaktycznym skrzydłem literatury polskiej; przede wszystkim z tradycjami pozytywizmu, drugą swoją stroną, cokolwiek przemilczaną, opiera się na fundamencie antypozytywistycznych teorii filozoficznych, korzysta z poglądów Bergsona i bezpośrednich inspiracji Abramowskiego jako psychologa i teoretyka pamięci. Dla wielu czytelników mile „staroświeckie", dla innych drażniąco „zeszłowieczne", tak w problematyce psychologiczno-etycznej, jak i technice powieściopisarskiej, a przecież bliższe raczej pod każdym względem dwudziestowiecznej Rodzinie Thibault niż Sadze rodu Forsythów, rzeczywiście już z lekka démodé. Słowem, szacowne i monumentalne, a nierówne i żywe.

                  Reżyser filmu (nie serialu telewizyjnego, bo to nieco inne zagadnienie) miał do wyboru kilka możliwości. Mógł z obszernego i niejednorodnego materiału powieściowego wyodrębnić jedną sprawę, jeden wątek ideowy, i uczyniwszy zeń oś konstrukcyjną i dramaturgiczną obrazu filmowego, przeprowadzić konsekwentnie, bez ulegania pokusom dygresji i nurtom pobocznym. Mógł też, przeciwnie, rozwinąć równolegle i kontrapunktycznie wszystkie różnorodne wątki mieszczące się w pierwowzorze literackim, nagiąć ku sobie i zderzyć ideowo „dwa niezgodne, światy", pierwszy – Bogumiła i Barbary, i drugi – Agnieszki i Marcina, zaznaczyć szereg motywów, perspektyw i planów, ukazując tym samym jakby wiele powieści w jednej. Mógł iść za szkolnym schematem interpretacyjnym i stylizować Noce i dnie według jakichś wymyślonych ad

                  – 10 –

                  usum Delphini, sztucznie spreparowanych i uproszczonych wyobrażeń o tym, czym był godny pobłażania „muzealny wiek XIX", którego ostatnią fazę odmalowała w swoim „epickim" (co w niektórych ustach brzmi jak: nieprawdziwym, arcyprzyzwoitym, artystycznie układnym) dziele Maria Dąbrowska. Mógł jednak również interpretować powieściowy realizm Nocy i dni w kategoriach bardziej skomplikowanych i nowocześniej humanistycznych, proponowanych przez Ericha Auerbacha w Mimesis, mianowicie jako nacechowany powagą, problemowością oraz tragizmem sposób ujmowania powszedniej egzystencji. Ale przede wszystkim musiał sobie postawić pytanie (zakładając, że chciał być wierny Dąbrowskiej), jaką powieść będzie filmował: dziewiętnastowieczną w problematyce, aurze moralnej i stylu, czy dwudziestowieczną, zarówno w zagadnieniach i tematach, jak i w niespójnym, często wewnętrznie sprzecznym, wskazującym na poznawcze i etyczne rozdźwięki, sposobie podejścia do owych zagadnień i rzeczy. Wybór jednej spośród tych możliwości przesądzał o wszystkim innym: o charakterze – nisko lub wysoko artystycznym – ekranizacji Nocy i dni, i o poetyce: umownie ilustracyjnej bądź tragicznie realistycznej. Ale można było dokonać wyboru wartościowszej koncepcji i następnie raptownie się z niej wycofać: oto przypadek filmowych Nocy i dni Jerzego Antczaka.

                  Bo popatrzmy uważnie. Formalną ramę filmu stanowi pożar Kalińca, zbombardowanego w pierwszych dniach wojny 1914 roku, symbol pożogi, która ogarnia cały dotychczasowy świat. Ramę tę z kolei wypełnia monolog wewnętrzny Barbary Niechcicowej, unoszonej fizycznie przez falę paniki wojennej, duchowo – przez nurt wspomnień, rozpamiętywań, żalów i refleksji o kilku dziesięcioleciach minionego życia. Pani Barbara, w obliczu zagłady jej własnego świata prywatnego i jakiejś nagłej odmiany w warunkach istnienia zbiorowości, dokonuje jak gdyby ostatecznego bilansu życiowego i zarazem sama się przemienia wewnętrznie, dojrzewa do spokojnej zgody na prawa czasu; utracone nadzieje przekształca w twórczym wysiłku pamięci (retrospekcja jest tu oczywiście skrótem niewidzialnego procesu duchowego, trwającego długie lata), przekształca je na odzyskane wartości. Największą spośród tych ostatnich jest dojrzała świadomość, jaką zdobywa, świadomość wolna od urazy o zmarnowane życie, oczyszczona w tej najcięższej próbie, obejmująca cierpliwym widzeniem los indywidualny i zbiorowy. Tak interpretowała końcowy stan duchowy pani Barbary sama Dąbrowska. „Utraciwszy wszystko, nawet ostatek całe życie trwającego złudzenia nieszczęśliwej miłości, zgoła tego niepewna, czy i gdzie istnieją jeszcze dla niej jej dzieci – zdobywa godzącą z życiem siłę i równowagę ducha, jadąc samotnie na przygodnym wózku z pożogi wojennej w nieznane" („Kilka myśli o Nocach i dniach", 1938). Poprowadzić narrację filmową Nocy i dni z punktu widzenia najwartościowszego stanu duchowego bohaterki, tak zawsze dotąd bolejącej nad nieistotnością, cząstkowością i w końcu rozpadem wartości,

                  – 11 –

                  opowiedzieć długą historię o niespełnieniach życia ze stanowiska tragicznej samo-wiedzy o spełnionym losie – to dobre rozwiązanie. Dobre dlatego jeszcze, że uwydatnia pewną tendencję estetyczną powieściowych Nocy i dni, przesunięcie od wszechwiedzy narratora do techniki punktu widzenia, od pseudoobiektywnego układu rzeczy do procesów mentalnych, od abstrakcyjnej perspektywy „czasu dla nikogo" do bergsonowskiej perspektywy trwania konkretnego, od pozytywistycznych założeń dziewiętnastego do nowatorskich fermentów dwudziestego wieku. Przecież ta wielbicielka filozofii moralnej Conrada musiała zauważyć także światopoglądowo uzasadnione innowacje, jakie wprowadzał on do techniki artystycznego opowiadania. Skoro zachwycała się Nostromo, nie mogła dłużej budować powieści tak, jak czynili to Prus i Orzeszkowa. Toteż najzupełniej w duchu poglądów Edwarda Abramowskiego twierdziła, że wspomnienie jest źródłem i tworzywem artystycznego – to znaczy uwolnionego od ciężaru praktycznych interesów, właśnie bezinteresownego i czysto kontemplacyjnego – oglądu świata, a przeszłość to nie tyle zmącone i zdeformowane nudą oddalenie, ile najwyższej próby teraźniejszość, „odsłaniająca we wspomnieniu swe prawdziwe, przedtem nie dostrzeżone, oblicze".

                  Dokładnie w takim punkcie zastajemy na początku filmu panią Barbarę. Nareszcie, wyrwana przemocą z koleiny małostkowych zabiegów życiowych, z duchowego zamknięcia w kręgu chorobliwych, ciasnych, intensywnych, lecz bezpłodnych trosk i niepokojów, wstrząśnięta do głębi i zdana na przypadek, może spojrzeć na świat, którym się dręczyła, od innej, szerszej strony, nie z lękiem o przyszłość, która się rozstrzyga poza nią, ale ze zdziwieniem i zadumą nad przeszłością – oczami wspomnień. I kamera dostosowuje się w tym momencie do skojarzeniowego i chwilami obsesyjnego, pełnego natręctw i powtórzeń, rytmu jej „przedmyślanej" myśli, pisze przez trzydzieści minut prawie arcydzieło żywego wspomnienia. Zamiast kronikarskiej rejestracji obyczajowej, zamiast suchego wyliczania i odtwarzania szczegółów epoki, zamiast magazynu rekwizytów – pojawia się na ekranie suita obrazów niesionych muzyką i śpiewem, lekkich, przejrzystych, wielobarwnych, tanecznych, i tylko u spodu, jak zdławiony, zepchnięty w podświadomość refren, powraca w czarno-białej, a raczej sinej, widmowej tonacji to: trupy masakry styczniowej, męskie ciała okrutnie okaleczone, oniemiała żałoba, porażenie. Jest to kapitalna ekspozycja, która skrótowo, symbolicznie zestawia główne elementy klimatu epoki postyczniowej, a jednocześnie tłumaczy indywidualny przypadek nerwicy – maniakalnej depresji, strachu przed życiem, poczucia klęski i urazy – przypadek owego „wiecznego zmartwienia", określającego istotę osobowości i cały charakter pani Barbary, szerszym tłem historyczno-duchowym: traumatycznym stanem zbiorowości, która nie może przyjść do siebie i odnaleźć pełni życia po szoku klęski Powstania. Łzy pani Barbary to nie tylko łzy po Toliboskim i nie zrealizowanej miłości. Później rytm się zmienia, bieg wspomnień staje się spokojniejszy i rozlewniejszy, w miarę jak przed wewnętrznym wzrokiem pani Barbary przesuwają się obrazy jej długiego życia z Bogumiłem, kolejnych okolic i domów, w których mieszkali, zbliżeń i rozstań, ciągłej krzątaniny, dorastania dzieci itd. Coraz więcej opisowości i rodzajowości, i niestety – ilustracyjności. Film gubi początkowy ton. Można by szukać uzasadnienia dla zmiany stylistyki w stopniowo różnicującej się postawie pani Barbary, która, dzięki współżyciu z Bogumiłem, nawet gdy jest ono z jej strony najeżone okresowymi konfliktami, brakiem miłości i niechęcią, dojrzewa do końcowego zrozumienia i akceptacji życia. Ale w takim razie powinno to być mocniej podkreślone, jedno z drugim estetycznie powiązane i zaakcentowane, abyśmy nie wątpili, że zmiana stylów filmowej narracji odpowiada innej perspektywie czy naturze przeżyć bohaterki, a nie jest najzwyklejszym pod słońcem brakiem konsekwencji reżysera.

                  A jednak chodzi o brak konsekwencji. Kamera bowiem na długo opuszcza świadomość bohaterki, której oczami z początku patrzyła i do której rytmu wewnętrznego się dostosowywała, i snuje opowieść nie wiadomo z czyjego punktu widzenia. Dokonując, co gorsza, arbitralnej i chyba mało przemyślanej selekcji spośród rzeczy i spraw, jakie były przedmiotem literackiego pierwowzoru.

                  Powiedzieliśmy, że pod względem płaszczyzn problemowych w powieści Dąbrowskiej panował nadmiar, i być może bogactwo podjętych zagadnień sprawiło, że pisarka, naglona po ukazaniu się pierwszych tomów przez wydawcę i czytelników, nie zdołała nadać całemu dziełu jednolitej struktury artystycznej. Mogły też zaważyć dodatkowe czynniki, chociażby sytuacja polityczno-społeczna i kulturalna, stosunkowo „optymistyczna” i ustabilizowana w latach dwudziestych, kiedy skrystalizował się w pisarskich planach Dąbrowskiej pomysł wielotomowej powieści o „dziejach pewnej rodziny" i powstał pierwszy do niej szkic, a niebezpiecznie zaostrzona w latach 1932-1934, gdy pracowała nad ostatnimi tomami cyklu. Jakże wiele tłumaczy takie na przykład wyznanie: „nie umiem napawać się artystycznym widzeniem świata, gdy drżę o Polskę". A o Polskę przecież i jej nie przedawnione zagadnienia szło między innymi w Nocach i dniach, nie tylko o psychologię trudnego pożycia małżeńskiego.

                  Tymczasem w filmie Antczaka w ślad za wstrząsająco wyeksponowanym motywem styczniowym nie poszło rozwinięcie pozostałych, równie ważnych wątków ideowych powieści. Wojna rosyjsko-japońska i rewolucja 1905 roku zostały zaledwie zamarkowane. Jeszcze gorzej wygląda sprawa ruchu niepodległościowego i burzliwych fermentów w otoczeniu Agnieszki Niechcicówny i Marcina Śniadowskiego. Nic nie przedostaje się na ekran z treści owych zażartych sporów poza strzępem przemówienia Marcina na zebraniu studenckim w Lozannie, strzępem nieprzyjemnie agresywnym, dudniącym jak w gigantofonie i tak wyzutym z treści, że aż się nie chce wierzyć, jak Marcin mógł fascynować poważną i rozsądną Agnieszkę. Czy amputacja całego kompleksu tych spraw była w filmie konieczna? Śmiem wątpić. Dramaturgicznego skondensowania i tak nie osiągnięto.

                  Równocześnie bowiem nie bardzo wiadomo, w jakim celu rozbudowano szereg epizodów malujących złe skłonności i później skandaliczne prowadzenie się „wyrodnego" Tomaszka. W istocie rzeczy z Tomaszkiem, jak z krnąbrnym bumerangiem, wracamy do nudnego piekła rodzinnego i do obyczajowego hałasu Zapolskiej, zamiast z Agnieszką przeżywać duchowe trzęsienie ziemi i pasjonujące Dąbrowską problemy nowej epoki. Trafnie spostrzegł Karol Irzykowski, że Noce i dnie nie stanowią powieści wyłącznie o „filisterskim" sposobie życia, obliczonym na przetrwanie, ale i o kryzysie, a następnie katastrofie tego modelu, ukształtowanego i rozwiniętego do ostatecznych konsekwencji w dziesięcioleciach popowstaniowych; że chodzi tu o wyczerpanie się załamanie ideologii pracy organicznej i zmierzch polskiego pozytywizmu jako duchowej formacji, jako systemu wartości moralnych i programu, który już nie wystarcza młodemu pokoleniu, stykającemu się – poprzez szkołę i wyższe uczelnie – z wielkim ruchem politycznym 1905 roku, z rewolucyjnymi ideami społecznymi, z nową formułą aktywizmu: koncepcją walki zbrojnej o niepodległość. Wszystko w Nocach i dniach – widzianych przez pryzmat całości dzieła, nie przez lekturę tylko pierwszych tomów – zmierza do przełomu i punktu zwrotnego, którym nie jest dopiero wybuch wojny światowej, lecz wydarzenie wcześniejsze: rewolucja 1905-1907. Wojna zrujnuje i zniszczy dorobek cywilizacyjny Niechciców, odgrodzi ich rodzinę raz na zawsze od starego świata. Ale ich losy niedostrzegalnie zmieniły się już wcześniej, powikłały, straciły wewnętrzną ciągłość i wyznaczony plan, a stało się to w rezultacie sporu, jaki o koncepcję życia podjęła z rodzicami cicha Agnieszka (nie hałaśliwy Tomaszek, nie on!), w wyniku ideowej konfrontacji dwóch pokoleń: pokolenia pracy organicznej i pokolenia pracy politycznej.

                  Wizja wojennego pożaru Kalińca jest w filmie Antczaka klamrą kompozycyjną, ale wypada poza tę klamrę całe ogromne poruszenie wywołane przez rewolucję, ferment socjalizmu, dynamika poczynającego się na nowo ruchu niepodległościowego, dosłowne i metaforyczne „wychodźstwo" młodej inteligencji w poszukiwaniu „właściwego domu dla ducha i dla życia". Nie czujemy podziemnego drżenia epoki, jakie Irzykowski (świadek i współtwórca umysłowego fermentu przełomowych lat 1905-1914) odnajdywał w powieści Dąbrowskiej. I nie widzimy dostatecznie pogłębionego i wyraźnego rysunku procesów kruszenia się i dekomponowania tradycyjnych form życia polskiego, przechodzenia zdeklasowanej szlachty z jednego świata duchowego w drugi, nie tylko z jednej sfery czy warstwy społecznej w inną (chociaż i to ostatnie zjawisko było jednym z wielkich tematów Dąbrowskiej).

                  Wymienione nurty tematyczne, problemy i przewodnie motywy Nocy i dni pozwalają postawić artystyczne studium Dąbrowskiej obok kilku klasycznych już w literaturze epoki dzieł powieściopisarskich, które

                  – 12 –

                  zajmowały się podobnymi procesami rozpadu i przemiany wartości, dziejami przeobrażania się jednych typów i gatunków moralnych kultury w zupełnie odmienne i przeciwstawne, inaczej mówiąc – ideowym końcem XIX i genealogią XX wieku. Czarodziejska góra, Rodzina Thibault, Człowiek bez właściwości – przy wszystkich zasadniczych różnicach poetyki, filozofii, wreszcie rangi literackiej – realizują zbliżoną koncepcję powieściopisarską. W filmie Antczaka natomiast Noce i dnie cofają się jak gdyby do swoich wcześniejszych, intelektualnie jeszcze mało pojemnych, embrionalnych wersji, powracają do Domowych progów i trzymają się kurczowo Kłopotów pani Barbary.

                  Odpowiada temu na planie estetycznym szereg scen zanadto wygładzonych, ładnych: białe kołnierzyki chłopców i nastrojowe żniwne sielanki, upodobanie w stylizacji, co nie zgadza się z realistyczną fakturą (i światopoglądem także) prozy Marii Dąbrowskiej, z jej widzeniem artystycznym, niechętnym „pięknostkom", nastawionym na szukanie istotnej, problemowej prawdy w mozolnym bytowaniu, w powszedniej, a więc niespójnej i chropawej egzystencji, w „szarzyźnie" codzienności. Nie przekładając na własne środki formalne języka prozy Dąbrowskiej, film nie mógł wiernie przekazać komunikowanej w tym języku filozofii życia i wiedzy o rzeczach. Nie mógł przekazać mądrości Dąbrowskiej.

                  Pozostają więc Bogumił i Barbara, dwie pełne psychologicznej prawdy istoty ludzkie – dwie postawy, dwie odrębne jakości charakterologiczne – połączone w związku, który jest wiecznym nieporozumieniem, pogrążone w nieporozumieniu, które okaże się ich trwałym związkiem. Bogumił – duchowo ociężały i nieco ograniczony, ale mężny, odporny na przeciwieństwa i wytrwały w przeprowadzaniu powziętych zamiarów. Barbara – krucha, tęskniąca za czymś nieznanym, niespokojna i tak samo łatwo ulegająca entuzjastycznym kaprysom, jak zniechęceniu, rozczarowaniu, depresji. Bogumił – to element woli. Barbara – to pierwiastek wyobraźni. On stoi po stronie konkretu. Ona po stronie ideału. On – otwarty ku światu, człowiek pasji twórczej i skrzętnego działania, pozytywny „minimalista", ufny, że przecież przyszłość przyzna mu rację i zbierze plon z jego zasiewu. Ona – lękliwie zamknięta w sobie, niezadowolona ze świata, trawiona żarem nieokreślonego „maksymalizmu" i stałą potrzebą mitu wewnętrznego. „Żadnej z tych dwu postaw duchowych z góry zasadniczo nie potępiam i nie apoteozuję" – podkreślała w autokomentarzu Dąbrowska. Dzięki poprawnej, skupionej i grze obydwojga aktorów odtwarzających na ekranie postacie Bogumiła i Barbary i ten wątek filmowych Nocy i dni okazał się niewątpliwie najbliższy intencjom Dąbrowskiej. Ale reszta? Para głównych i bohaterów plus kilka inteligentnie zagranych ról epizodycznych (zostają zwłaszcza w pamięci Elżbieta Starostecka i Emir Buczacki jako Teresa i Lucjan Kociełłowie) oraz niektóre, omawiane przedtem, szczęśliwe rozwiązania kompozycyjno-formalne, to jednak wciąż za mało, żeby mógł powstać wielki film artystyczny; film, do jakiego wymarzoną zachętę stwarzało problemowe bogactwo pierwowzoru.

              • Jakie brednie nie na temat, przecież wytknął ci błąd, że nie wiesz co to jest narkotyk. Mickiewicz też pił, czy to znaczy, że był narkomanem? NIE. Słowacki odurzał się opium, więc Słowacki brał narkotyki. Mozart i Mickiewicz nie. Ty naprawdę masz coś nie teges z głową :( Alkohol nie jest narkotykiem, inaczej musiałbyś powiedzieć, że twoj ojciec pije więc jest narkomanem - głupie, prawda?

          • Czytając twoje brednie to też dostałbym białej gorączki... Ech.

    • No i z całym szacunkiem do Ciebie, ale jeśli pi*rdolę, to nie co a kogo. No ale częściowo może to tłumaczyć Twoją frustrację;).

      • Strasznie zabawny jesteś wiesz ;p ...a tak wogle pomysł logicznie nawet jeżeli Mozart pił to co z tego...dzisiaj na bank pożyłby i tak dłużej jak ci ktoś już napisał bo medycynę mamy sto razy lepszą niż teraz.a takiemu mozartowi daleko było do takiego Hendrixa więc pisanie że dziś przekręciłby się szybciej niż w tych czasach jest co najmniej dziwne

        • Jestem całkiem poważny;). Natomiast Ty chyba zbyt poważnie wziąłeś żartobliwy wpis..cytując Mozarta: tak jakbyś załatwiał się ołowiem;). Ja jedynie napisałem, że Mozart prowadził bardzo hulaszczy tryb życia niczego sobie nie żałując. Dzisiaj ze swoim talentem do muzyki i skandali byłby prawdopodobnie wielką bogatą gwiazdą, która ma pieniądze na wieczną imprezę. Przepraszam, ale nie wyobrażam sobie aby ktoś o takim charakterze z tego nie skorzystał..W końcy nazywany jest pierwszym rockandrolowcem;).

      • Ale śmieszny jesteś ;p.
        Nawet jeżeli pił to co z tego przecież jak ci ktoś juz napisał mamy lepszą medycynę sto razy lepszą niż wtedy więc na pewno nie przekręciłby się szybciej dzisiaj co uznaje a co najmniej dziwne
        Ps.porównanie uzależnienia Hendrixa,Janis Joplin,Cobaina do Mozarta to chyba tez nie na miejscu.chciałem tylko tyle napisać pa

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: