Arcydzieło.

Film, który może zmienić życie...

A po każdym kolejnym sensie uświadamiam sobie co tak naprawdę ma największą wartość.
Obraz nie do ocenienia.
I choć od premiery mija już 15 lat jest on nadal aktualny, ponad czasowy ...

53
  • Przesłanie ponadczasowe, a wykonanie wzorcowe. To po prostu trzeba obejrzeć (i zrozumieć). Cały film doskonale lawiruje i płynnie przechodzi od obyczaju poprzez komedię do psychologicznego dramatu, a na samym jego końcu najważniejsze przesłanie - istotą życia jest szczęście najbliższych, to piękno w najczystszej postaci ...

  • Dokładnie, obejrzałem teraz trzeci raz po dobrych 5-6 latach przerwy.
    Film rewelacyjny, ponadczasowy - każdy go może dopasować do siebie, swojej rodziny, sąsiadów z którymi ma styczność
    Bez wątpienia Arcydzieło!

  • Popieram,

    film zmieniający pogląd na życie, refleksyjny i zapadający w pamięć. Cieszę się, że nie jestem odosobniona w swoich odczuciach. Tak na marginesie, polecam sięgnąć jeszcze po "Melancholię", zdecydowanie cięższy kaliber, ale również mocno refleksyjny - przynajmniej dla mnie.

    Pozdrawiam ciepło :))

  • użytkownik usunięty

    To gratuluje skoro dopiero ten film Cię uświadomił co jest wartościowe. Takie coś powinno się wyciągać w procesie socjalizacji pierwotnej.

  • Ja to bym nawet napisał, że film jest (u nas, w Polsce) bardziej na czasie dziś, niż w roku 1999. Te kretyńskie relacje rodzinne w latach 90-tych w Polsce dopiero się tworzyły. Kobieta sukcesu, korpo-szczur i tak dalej, cóż, może w Warszawie tak było, ale w całym kraju już nie. Gdybym obejrzał ten film wtedy, to choć coś tam już o życiu wiedziałem, raczej bym go odebrał jako amerykańską ciekawostkę. Ot, taki "American Pie", tyle że bardziej na poważnie, mądrzejszy i dla dorosłych stricte.

    Dziś niestety film jest jak najbardziej o Polsce i dla Polski. Ja go w zasadzie dzielę na 3 aspekty: o rodzinie, o mężczyźnie, o gejach. Ostatni ani mnie grzeje ani ziębi, może i jest istotny, na pewno fajnie pokazany, ale równie dobrze mogło by go nie być. Nie jestem ani prawakiem ani lewakiem, więc ten aspekt odpuszczam. Za to dwa pozostałe, to dla mnie majstersztyk. Rodzina, pokazana z całą swoją zakłamaną poprawnością, z iluzją więzi, z chorymi relacjami "matka-córka", których naoglądałem się w swoim życiu aż za nadto (mimo że sam nie mam siostry, córki, ani nawet kuzynki).

    No i mężczyzna. Ach, to do mnie trafiło najbardziej. Zresztą dano temu oglądałem podobny film, tyle że hiszpański. Film pewnie z 5 lat starszy od tego. Aspekt zmieniającego się faceta pokazujący niemal identycznie. Nawet mnie ciekawi, czy to trafiło do tych wszystkich upodlonych pracowników korporacji. Pewnie nie. Mi tam się podobało...

    I na koniec ta blondynka, dziewczyna co tak zajebiście udawała kogoś kim nie jest. W obecnym pokoleniu dziewczyn, swagów fejmów czy jak tam się one zwą, jest ich dużo więcej niż wtedy. Procentowo to pewnie z 30% populacji, jeśli nie połowa. Współczuję im tak bardzo. Współczuję ich rodzicom. Współczuję światu ;P

    • Jaki hiszpański film miałeś na myśli? Chętnie po niego sięgnę. :)

      Dla mnie w American Beauty najważniejszym był ten aspekt: w każdym momencie możemy spróbować być szczęśliwymi od nowa. Krępują nas chore relacje, konwenanse - powinniśmy się zastanowić czy żyjemy dlatego aby spełniać normy społeczne czy dla własnych, indywidualnych zasad. Rzucenie tego co powinienem robić i co wypada, na rzecz tego, co chcę. To jest moim zaniem najważniejsze i taka prawda płynie dla mnie z American Beauty.

  • Prawda. Mnie też ten film urzekł

  • nic szczegolnego, nie ma sie czym podniecac

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
o