Gorszy niż Babel

Obejrzałem do tej pory dwa filmy Alejandro Gonzáleza Inárritu - "Amores perros" i "Babel".
Niestety, nie dość, że oba oparte na tym samym pomyśle, to jeszcze pomysł ten został nienajlepiej zrealizowany.

W "Babel" była chociaż młoda Japonka - i ta rola jeszcze potrafiła zmusić mnie do zastanowienia. Natomiast najlepszą kreację w "Amores..." stworzył rottweiler Coffee. Zwłaszcza w scenie zagryzienia stada psów. Pozostałe role były... dziwne. Widać że momentami silono się nad tym, by film był głęboki, ale z jakichś przyczyn to nie wyszło.
Nie wiem czy to kwestia płaskości postaci w scenariuszu, przeplatania fabuły "niespodziewanymi" zwrotami akcji czy jeszcze czegoś innego. Faktem jest, że do obejrzenia trzeciego filmu tego reżysera raczej nikt mnie nie przekona.

Na plus, i to duży, mógłbym policzyć najwyżej, podobnie jak w "Babel", muzykę.

1
  • nie wiem jak ten film moze nie zmusic do przemyslen ...trzeba byc bardzo opornym lub po prostu nie nalezy sie zabierac za takiego typu filmy a jest on gleboki, ale wcale az tak gleboko nie trzeba sie zaglebiac, aby go zrozumiec wystarczy otworzyc oczy i umysl. Tworczosc tego rezysera jest specyficzna stara sie on zawsze pokazac przede wszytskim ciemna strone ludzkiej natury, najnizsze instynkty, mroczny, bezwgledny swiat, brzydote zycia, realcje miedzy ludzmi itd.w tym filmie pokazuje m.in.rozne oblicza milosci ale nie tej szczesliwej, kolorowej o milosci zwodniczej, nitetrwalej, rozdarcie czlowieka, ludzkie wybory, ktore wydaja sie sluszne a potem prowadza do cierpienia, to jakie przewrotne i nieodgadnione jest zycie itd.....Dla mnie jest to najlepszy film tego rezysera : )

    • Chyba powieliłem błąd twórców filmu i może zbyt skrótowo się wyraziłem. Ale nawet to, co napisałem powyżej, chyba dostatecznie wyraźnie pokazuje, że moim zarzutem nie jest to, że obraz nie jest kolorowy, a miłość w nim przedstawiona piękna i szczęśliwa. Ja nie mam nic przeciwko "takiego typu filmom". Wręcz przeciwnie - lubię je, ale dla mnie nie wystarczy podjąć trudny temat, by film był wartościowy. Trzeba ten temat jeszcze umiejętnie przedstawić...
      Co tutaj miało mnie zmusić do przemyśleń? Walki psów? Nieszczęśliwa miłość do bratowej?
      Właśnie przyszło mi do głowy, że "Miasto Boga" jest w jakimś sensie przykładem podobnego filmu, ale w odróżnieniu do Amores Perros - dobrze wykonanego.

  • Ja uważam zupełnie inaczej. A jeszcze bardziej uświadamiam się w tym jak różnie odbieramy te same filmy po przykładach jakie podałeś Babel i Miasto Boga. Babel ciekawy film i pomysł ale jakoś mnie nie poruszył. Miasto Boga poza przesłaniem jakie niesie o ogromnych kontrastach społeczeństwa, które są tak stare jak stary jest świat. Czy to jakieś biedne afrykańskie państewko czy Rio de Janeiro czy bogaty Nowy York to gdzieś tam za tym całym blichtrem i bogactwem, za architekturą i wieżowcami cieszącymi oko- zawsze będzie istniała grupa społeczeństwa zepchnięta za margines, który rządzi się własnymi prawami, żyje w skrajnej biedzie, gdzie coś takiego jak rodzina i dzieciństwo nie istnieje. Film dobry ale w zachwyt jakoś również nie popadłam. Dlaczego ? A właśnie dlatego, że moim zdaniem w tych filmach "czegoś" mi zabrakło a to właśnie w Amores Perros umiejętnie, płynnie przedstawiono problem.
    SPOILER
    Fabuła Amores Perros jak dla mnie była dopięta na ostatni guzik. Nie mam jej nic do zarzucenia. Dla mnie to film o tym jak czyjaś decyzja efektem domina ma wpływ na życie osób kompletnie nam obcych. Octavio naiwnie planuje ucieczkę z Samantą, zarabiając w tym celu pieniądze na walkach psów, niestety jedna z walk kończy się postrzałem psa, a uciekając powoduje wypadek, kończący się kalectwem Valerii. Valeria układa sobie życie z Danielem, który znudzony życiem rodzinnym z żoną i córkami licząc na odskocznię i "powiew świeżości" u boku pięknej kobiety ostatecznie trafia z deszczu pod rynnę. Sielanka zmienia się w piekło- życie z załamaną psychicznie po wypadku kobietą. El Chivo zabiera z wypadku psa, nie wiedząc niestety, że pies w kontaktach z innymi zwierzętami potrafi tylko zabijać i odbiera mu jego stadko "przyjaciół" jednocześnie powodując, że powraca przez to do życia w społeczeństwie tak jakby "odciął pępowinę" trzymającą go na skraju wyobcowania... Każdy z bohaterów doświadcza jakiejś straty, jedni z własnych wyborów inni przez to że na wybór kompletnie nieznanej osoby nie miały wpływu... Dla mnie to film o tym jak duża jest rola przypadków w naszym życiu. Aktorsko również na poziomie. Fajny mroczny klimat. Nikt nie kolorował trawy ani błękitu nieba. Wszystko w szarych stonowanych barwach. Po obejrzeniu długo czekałam z obejrzeniem innego filmu. Ciągle jestem pod jego wrażeniem i zapadnie mi w pamięć na dłuugi czas. Pozdrawiam.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: