Strata czasu

Już dawno nie wyszłam z kina tak zmęczona i znudzona. Totalna strata czasu i pieniędzy. Liczyłam chociaż na intrygujące zakończenie...ale niestety nie nadeszło. Za to nadeszła ulga, że to już koniec.

67
  • Czyli wrażenia mamy podobne...

    • Nie mogę przetrawić tego filmu... Cały film czekałam aż coś się zacznie dziać... Jeśli tam miałam być ukazane ataki paniki to albo aktorzy nie potrafili tego zagrać albo ktoś myli panikę że zwykłym wkur.... Podobno ma to być porównywane z "Dzikie historie" ale już samo zestawienie tych dwóch tytułów to wielkie nieporozumienie.

      • Kładziesz miód na moje serce. Ciesze się bardzo, że ktoś jeszcze to zauważył, bo jak czytam te peany na cześć tego filmu pisane przez jakieś dziwne profile, które przez 2-3-5 lat działalności pierwszy komentarz napisały akurat pod tym filmem to krew mnie zalewa. Pozdrawiam!

        • Dokładnie. Film masakra, gorszy na jakim byłem w przeciągu ostatniego roku to był tylko "Totem"z popkiem, którego tam nawet widać za bardzo nie było, tak jakoś pod koniec zeszłego roku. Szkoda kasy na bilet.

          • Odliczałam minuty do końca, bo nie mam w zwyczaju wychodzić w środku seansu, zawsze liczę na coś co mnie zaskoczy chociażby na zakończeniu. Ale... nie no, po prostu brak słów. Wyszłam po seansie pełna negatywnych emocji, byłam wściekła na świat, zażenowana, było we mnie pełno agresji...

          • Rozumiem Cię. Na Narzeczonego na niby nie poszedłem, bo już sama reklama i trailery mnie totalnie zniechęciły, ale tutaj naczytałem się tylu pozytywnych recenzji po festiwalu w Gdyni i niestety poszedłem... jak słusznie zauważyłeś, szkoda kasy na tej bilet, lepiej na jakiś charytatywny cel mogłem to ptzeznaczyć

            • Ja osobiście jakiś czas temu przestałem chodzić na premiery polskich produkcji. Na przykładzie kilku ostatnich widać bowiem gołym okiem, że promocja, marketing plus te wszystkie ochy i achy na festiwalach mają się nijak do tego, co dostajemy na ekranie. Scenariusz, reżyseria lub często jedno i drugie są czasem na takim poziomie, że nawet najlepsza obsada nie jest w stanie tego udźwignąć. Nierzadko aż dziw bierze, że niektórzy aktorzy biorą udział w tych "megaprodukcjach", ale... z czegoś rzecz jasna trzeba żyć.
              Wolę zatem odczekać i pójść (o ile w ogóle) kilka dni później. Po 1). brak tłumu na sali, po 2). dzięki różnorodnym opiniom można oszczędzić sobie nerwów, nie wyrzucając przy tym kasy w błoto, co (jak wspomniałem poniżej) przydarzyło mi się całkiem niedawno. Pozdrawiam!

  • Znam to uczucie z autopsji. Mnie też to spotkało, lecz po obejrzeniu (całkiem niedawno zresztą) innej polskiej produkcji... równie "wysokich lotów". Zmęczenie i znużenie dopadło mnie właściwie już w trakcie, mniej więcej po 15 minutach seansu i po same napisy końcowe na przemian przeplatało to ze złością, to z niedowierzaniem. Zły byłem na siebie, że w ogóle zdecydowałem wydać pieniądze, by obejrzeć to "dzieło polskiej kinematografii", a równocześnie nie mogłem uwierzyć w to co widzę i fakt, że ktoś w ogóle wpadł na pomysł, by to nakręcić.
    Dzięki Twojemu postowi chociaż tym razem udało się uniknąć rozczarowania i oszczędzić parę złotych, nie tracąc przy okazji kilku godzin z niedzielnego popołudnia - pozdrawiam!

  • Zgadzam się z Wami w 200%. Rzadko męczę się na filmach (które sama sobie wybieram do obejrzenia w kinowej sali - a ten wydawał się intrygujący, zebrał też dobre recenzje - zaryzykowałam zatem)... ale na tym po prostu przeżywałam katusze i patrzyłam co kilka minut na zegarek. Totalna porażka, szkoda 2 godzin z życia i 20 zł na bilet. Świetna obsada nie jest w stanie podźwignąć filmu, który po prostu jest zlepkiem dziwnych i surrealistycznych scen, a fabuły tutaj nie ma żadnej. Liczyłam - podobnie jak autor komentarza - na jakieś ciekawe zakończenie, ale nic z tych rzeczy. Mój narzeczony spał, reszta sali wychodziła wyraźnie zawiedziona. Jak pojawiły się napisy końcowe ktoś powiedział dość głośno: "No, nareszcie - jeszcze z 10 minut i bym chyba zszedł". Najlepszy komentarz wieczoru. Szkoda.

    • Witam, także uważam ten film za męczący i jeszcze raz męczący. Wyszliśmy z seansu po ok 60 minutach (i tak długo wytrzymaliśmy). Naprawdę nie można pisać, że ten film jest wydarzeniem na polskim rynku filmowym. Co 2-gie słowo na k, jakieś sceny porno, które nie wnoszą absolutnie nic. Lubie polskie kino ale zdecydowanie nie w tym wydaniu - nominowanie Ataku paniki do nagródfilmowych to zupełne nieporozumienie - rozumiem, że istnieją filmy artystyczne, ale to akurat nie ten.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: