Tylko nowonarodzony chrześcijanin znający Pismo Święte naprawdę zrozumie przesłanie tego filmu

Zanim się nawróciłem do Jezusa Chrystusa też reagowałem na Ewangelię jak wielu ludzi tu, że to propaganda itp. Uznanie Jezusa Chrystusa jako swojego osobistego Pana i Zbawiciela to prawdziwy cud w życiu ludzi, którzy tego doświadczyli. Życzę tego każdemu bo życie na ziemi trwa krótko..a tylko Jezus Chrystus zbawia.

49
  • Zgadzam się z Twoją opinią w 100%. Sama jeszcze parę lat temu oceniłabym ten film jako kiepski, stronniczy a może naiwny. Ale perspektywa a przez to i odbiór filmu, a raczej jego wyjątkowego przesłania, zmieniła się zupełnie. Film zainspirował mnie do gorliwszej modlitwy za wszystkich znajomych, którzy są zagorzałymi ateistami albo kompletnie się pogubili.

    • Wpis został zablokowany z uwagi na jego niezgodność z regulaminem

      • To było w filmie... nazywa się to wolną wolą... Straszny byłby Bóg, który zmuszałby wszystkich do czynienia tego co chce. Bóg to nie komunista.

      • Wpis został zablokowany z uwagi na jego niezgodność z regulaminem

        • Wpis został zablokowany z uwagi na jego niezgodność z regulaminem

          • Wpis został zablokowany z uwagi na jego niezgodność z regulaminem

            • Wpis został zablokowany z uwagi na jego niezgodność z regulaminem

              • Wpis został zablokowany z uwagi na jego niezgodność z regulaminem

                • Wpis został zablokowany z uwagi na jego niezgodność z regulaminem

                • Wpis został zablokowany z uwagi na jego niezgodność z regulaminem

                • Zaczynasz od ataków ad personam i już pozostajesz w obrębie tego typu działalności w najmniej barwnym wydaniu. Odpowiadam Ci ostatni raz, bo nie bawią mnie takie rozmowy.

                  1. Nauka poznawcza jest oparta na doświadczeniu , weryfikowaniu tego , co można zaobserwować , co pozwala opisać przedmiot doświadczenia. Tego czego nie można zaobserwować, tego nie można zweryfikować , co znaczy, że to nie istnieje. Prosta zasada każdego badacza naukowego, zasada , która oznacza, że Twój bożek (nieważne jaką wiarą się kompromitujesz) nie istnieje, bo nie możesz zweryfikować przed doświadczenie jego istnienia. Nauka nie bada tworów nie stworzonych, nie interesują ją żadne smerfy, nimfy wodne, czy też bożki.


                  2. Podałem Ci lektury dotyczące stosunku współczesnej filozofii do zagadnień metafizycznych, chyba nie oczekujesz, że Ci streszczę ich treść na forum filmowym? Przestań być strażnikiem wiedzy mojej, ja swoje poznanie w tym przedmiocie osiągnąłem własnym trudem. Tobie natomiast brakuje podstaw w czymkolwiek byś się nie wypowiedział. Wpierw wnosisz o zagadnienia metafizyczne, które są z natury zagadnieniami filozofii idealistycznej (której cechami u najważniejszych przedstawicieli są niepoznawalność rzeczywistości - istoty rzeczy ; bezsilność rozumu, etyka jaku umowa- imperatyw kategoryczny), by za chwilę oskarżać o filozofie nieanalityczną , której przypisujesz te same cechy (które posiada metafizyka) (tym razem potępiając je), ośmieszając się w dodatku próbą łączenia neomarksizmu, który metody analityczne, oraz doświadczalne wykorzystuje w swoim aparacie poznania (co oznacza, że traktuje rzeczywistość jako poznawalną), z jakimś własnym tworem nieanalitycznym, idealistycznym , do którego, co jeszcze śmieszniejsze , jesteś przez metafizykę w bliskości. Chcesz dostrzec absurd własnego położenia we własnej wypowiedzi, czy wolisz skwitować to epitetem i inwektywą?

                  3. Każdy kraj faszystowski w dłuższym lub krótszym okresie swojego funkcjonowania wykorzystywał elementy interwencjonizmu gospodarczego (to był ogólny trend poszukiwań w świecie postkryzysowym), przykładem pierwszy okres państwa Franco, czy też Włochy Mussoliniego , podobnie III Rzesza Hitlera(interwencjonizm stosowało też USA ery new deal, co nie oznacza, że USA przestało być krajem kapitalistycznym, bądź , ze stało się krajem faszystowskim lub socjalistycznym).To cały zespół pojęć stanowi o tym , że pewnym doświadczeniom bliżej jest do nazwania ich faszystowskimi (zwłaszcza w rozumieniu faszyzmu jako pojęcia konkretnego okresu historycznego). A ponieważ jest to pojęcie państwowo-polityczne, to właśnie kryteria polityczne, kształtowanie państwowości , inżynierii społecznej są decydujące. III Rzesza politycznie (real politic) wpisywała się w obręb wpływów i zależności krajów faszyzujących takich jak Włochy , Hiszpania. Natomiast państwowość i społeczeństwo w III Rzeszy było kształtowane po faszystowsku, czyli w odwołaniu do pojęcia narodu, wojskowości, zamknięcia, antykosmopolityzmu , antyinternacjonalizmu. Zwiazek Radziecki (który w pewnych okresach miał tendencje faszyzujące), był jednak oparty na ideologi znacząco innej przeciwnej.

                • 2. Piękny popis mentalnej mastu*bacji, ale niestety nie robi on na mnie wrażenia i nie sprawi, że zapomnę o co cię poprosiłem. Jeżeli nie umiesz czegoś wyjaśnić w prosty sposób, tzn. że niezbyt dobrze to rozumiesz.

                  3. "Każdy kraj faszystowski w dłuższym lub krótszym okresie swojego funkcjonowania wykorzystywał elementy interwencjonizmu gospodarczego "
                  Tu nie mam obiekcji. Na tym polega faszyzm. Mokre sny o silnym państwie i antykapitalizm.

                  "interwencjonizm stosowało też USA ery new deal, co nie oznacza, że USA przestało być krajem kapitalistycznym, bądź , ze stało się krajem faszystowskim lub socjalistycznym" W USA narodził się "liberalizm korporacyjny" i od tamtej pory jest tam co raz mniej tego kapitalizmu.

                  "Zwiazek Radziecki (który w pewnych okresach miał tendencje faszyzujące), był jednak oparty na ideologi znacząco innej przeciwnej."
                  Trzecia Rzesza działała w sposób bardzo zbliżony do ZSRR. Hitler oczytał się Marksa i na samym początku głosił typowo socjalistyczne pie*dololo, ale widział, że się słabo przyjmuje, więc wykreował komunizm na swojego wroga. Ponieważ jednak pewne elementy muszą być zachowane jak chcesz mieć totalniackie państwo, więc wróg klasowy został zamieniony na wroga rasowego, kolektyw "wszyscy robotnicy" przekształcił się we "wszystkich Niemców". Reszta bez zmian tj. daleko posunięte ingerowanie w gospodarkę, militaryzm, propaganda, wszechobecna przemoc, organizowanie czasu wolnego obywatelom itd. itd.

                  1. Dziękuję za skrajnie materialistyczny wywód o nauce, ale gdy mówimy o Bogu, to nie chodzi o je&anego Zeusa, który siedzi na Olimpie i rzuca piorunami, a o transcendentną istotę, pierwszego poruszyciela, pewną zasadę istnienia, coś co można porównać do kodu w programie komputerowym. Postępowanie w zgodzie ze światem wygenerowanym przez ten kod daje pomyślne życie, zapewnia wew. spokój i przepełnia ludzi szczęściem. Może zamiast męczyć tu tych biednych katoli, zajmiesz się zapewnieniem szczęścia sobie? Podpowiem ci, że gnębienie ich tutaj daje tylko trochę satysfakcji "doraźnie". Jeżeli na stałe nie czułbyś w ogóle potrzeby wchodzenia z nimi w takie dyskusje, to prawdopodobnie jakość twojego życia radykalnie by wzrosła.

                • "Nauka poznawcza jest oparta na doświadczeniu , weryfikowaniu tego , co można zaobserwować , co pozwala opisać przedmiot doświadczenia. "

                  A co to ta nauka poznawcza? W nauce mamy zdania, które zostały jakoś zobiektywizowane, ale nie istnieje poznawanie w nauce, bo coś takiego jest po prostu absurdem. Nauka nie jest przecież wiedzą (w sensie episteme).

                  "Tego czego nie można zaobserwować, tego nie można zweryfikować , co znaczy, że to nie istnieje."
                  Tego czego nie można zaobserwować jest uznane za nie istniejące... ale tylko w Twojej głowie a nie w samej nauce, bo nauka nie zajmuje się istnieniem bytów.

                • Jak na osobę, która posługuje się pojęciami filozoficznymi dość łatwo odrzucasz jej naukowość.

                  Już nie mówiąc o fenomenologii, a pozytywizm logiczny nawet uzupełniony o metafizykę ujętą przez Poppera pozostaje dalej tylko aparatem pojęciowym niezwiązanym z religią.

                • "Jak na osobę, która posługuje się pojęciami filozoficznymi dość łatwo odrzucasz jej naukowość"

                  Czego naukowość odrzucam? Konkretniej poproszę... nie chce mi się domyślać co masz na myśli.

                  "a pozytywizm logiczny nawet uzupełniony o metafizykę ujętą przez Poppera pozostaje dalej tylko aparatem pojęciowym niezwiązanym z religią."

                  A kto mówi tutaj o religii?

                • A) nie musisz się domyślać wystarczy czytać.
                  B) wszyscy.

                • Coś Ci się pomyliło chyba. Nie wszyscy tutaj mówią o religii np. ja o religii nie mówię.

          • Wpis został zablokowany z uwagi na jego niezgodność z regulaminem

            • Wpis został zablokowany z uwagi na jego niezgodność z regulaminem

              • Wpis został zablokowany z uwagi na jego niezgodność z regulaminem

                • Wpis został zablokowany z uwagi na jego niezgodność z regulaminem

                • Na koniec zacytuję Ci "płytkiego" Epikura, może odważysz się pomyśleć trochę ambitniej:
                  "Czy Bóg chce zapobiegać złu, lecz nie może? Zatem nie jest wszechmocny. Czy może, ale nie chce? Jest więc niemiłosierny. Czy może i chce? Skąd zatem zło? Czy nie może i nie chce? Dlaczego więc nazywać go Bogiem?".

                • Ok. Spróbujmy dyskusji:
                  "Może i nie chce" - to się nazywa właśnie wolna wola ( i tak! to jest w pewnym sensie niemiłosierne, tak jak niemiłosierne jest uczenie dziecka chodzić, narażanie na upadki, wysiłek i ból - zamiast noszenia go na rękach całe życie).

                • Czy wy w ogóle siebie słyszycie? Wszyscy z was pokazali się z nie najlepszej strony i raczej inteligencją w tych wypowiedziach nie zabłysnęli. Czy na prawdę musimy kierować takie słowa w stronę innego człowieka tylko po to, żeby obronić boga, którego istnienie wpajane jest nam od dzieciństwa albo swoje jakże nowoczesne myślenie oparte na nauce i tylko na nauce. Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi, możemy sie mylić. Nie mowię, żeby wszystko tolerować i popierać, ale można zachować chociaż fałszywy szacunek, niczego nie odrzucajcie bo zwłaszcza w takich przypadkach jak ten nigdy nic nie wiadomo i jak narazie nie można jednoznacznie przyznać komuś racji. Ja osobiście skłaniam sie do poglądów ateistycznych, ale nie wykluczam istnienia jakiejś energii, mocy, która stworzyła cały wszechświat w tym nas, ale osobiście watpię że ta energia miała by posiadać świadomość i przypominać znanego nam wszystkim biblijnego Boga. Pożyjemy zobaczymy, nie spinacie się tak.
                  Ps nie chodzi mi też o to żeby dopasowywać sie do poglądów innych i nie mieć własnego zdania tylko o to żeby trochę przygasić własne ego i tą pewność że ma się racje bo założę sie że kiedyś już byliście pewni swojej racji i okazało sie że tak naprawdę jej nie macie. Przepraszam za ortografie, wszelakie błędy, brak przecinków.

                • Nie, to nie jest wolna wola. To jest olewczy stosunek.

                  Czy jeśli matka pozwala dziecku na wszystko to jest to ok bo wolna wola? Czy jednak jest to głupota matki, która nie umie wychować dziecka?
                  A czy według religii ludzie to nie boże dzieci?

                  WIęc jak?;>

                • Gdyby dziś Bóg chciał zniszczyć całe zło,to wielu ludzi nie miałoby szansy uwierzyć i być zbawionymi..Gdyby Bóg zniszczył zło godzinę przed moim nawróceniem to byłoby już po mnie bo musialby zniszczyć mnie.Ale On wyznaczył dzień, kiedy to zrobi..tymczasem daje nam czas abyśmy się upamiętali i do Niego zwrócili swoje serca.Epikur wcale nie błysnął.

                • Według chrześcijaństwa nie ma złych ludzi, są tylko złe czyny.

                • Wg.chrześcijaństwa człowiek rodzi się już " zarażony " grzechem i tylko w duchowym wymiarze przelana na krzyżu krew Jezusa Chrystusa może zmyć ten grzech. Złe czyny to właśnie grzechy..Bóg nie będzie sądził czynów tylko ludzi.

                • Grzechy i grzech pierworodny to niby podobne, a jednak całkiem inne sprawy. Idąc twoją logiką człowiek, który ma bardzo dużo grzechów ciężkich może czysto teoretycznie trawić do nieba, ponieważ według ciebie Bóg ocenia ludzi a nie czyny. To by nie miało sensu, nie sądzisz? Jesteś chrześcijaninem? Czy nie wypadałoby wiedzieć w co sie wierzy?

                • Wyjaśnię Ci to. Otóż każdy człowiek rodzi się grzeszny(z grzeszną naturą) i dlatego grzeszy, a nie dlatego jest grzeszny, że grzeszy, rozumiesz? Dalej. Tylko Jezus Chrystus nie zgrzeszył nigdy..jest całkowicie czysty i bezgrzeszny. I dlatego tylko On mógł stać się ofiarą przebłagalną dla całej ludzkości.Oczywiście większość ludzi jest tak zadufana w sobie, że Go odrzuca. Ci jednak , którzy w Niego uwierzą czyli zaufają Jezusowi jako swojemu Panu i Zbawicielowi, tych grzechy w duchowym wymiarze zostaną całkowicie zmazane.Choćby to był najgorszy człowiek na ziemi, ale zdążył przed smiercią szczerze żałować swoich grzechów(Bóg zna serca)temu będzie wybaczone i będzie zbawiony. Ten jednak człowiek, który myśli, że jest tak dobry, ze nie potrzebuje Jezusa do zbawienia, ten będzie potępiony, gdyż zlekceważył i odrzucił jedyny sposób do zbawienia. Jezus jest takim jakby Biletem do Niebie. Można powiedzieć tak "Dobrzy ludzie idą do piekła, do Nieba idą ludzie zbawieni". Pewnie Ci się to nie podoba, ale przecież to jest bardzo sprawiedliwe. Wszyscy mają jedną Drogę, jeden sposób, jedno rozwiązanie; mądrzy i głupi, biedni i bogaci, dobrzy i źli itd..

                • Kiedy pisałem, ze Bóg nie będzie sądził czynów tylko ludzi, miałem na myśli, że do Niebie czy piekła nie pójdą czyny ale ludzie, którzy je popełnili. To oczywiste, ze ludzie niezbawieni pójdą do piekła z powodu swoich czynów, którym najgorszym jest odrzucenie jedynej Dr-ogi do zbawienia Jezusa Chrystusa. Ludzie zbawieni pójdą do Nieba z powodu jednego czynu, a mianowicie z powodu przyjęcia do swego serca i życia jedynego Pana i Zbawiciela Jezusa Chrystusa. Ta decyzja powoduje, że nasze wszystkie grzechy są wybaczone i wszystko co od tej pory czynimy , czynimy nie po to, żeby sobie na zbawienie zasłużyć, ale żeby za nie dziękować.Bo zasłużyć swoimi uczynkami na zbawienie nikt nie może- i dlatego właśnie Jezus musiał zrobić to co zrobił.

                • Sprostujmy kilka spraw. Do nieba idą nie ludzie a ich dusze. To jakie popełniamy grzechy ma zasadnicze znaczenie jak ta dusza "wygląda". Rozumiem twoje myślenie, ale patrzysz na to tylko z jednej strony, bez kojarzenia faktów. Gdyby było tak jak mówisz, czyli że niechodzi o to czy robimy dobrze czy źle tylko o to czy wierzymy i czy żałujemy, to byłoby tak jak by Bóg mówił " Możecie czynić zło, zabijać, niszczyć tą planetę itp. bo i tak jeśli pojawi się u was poczucie winny i w takich chwilach pomyślicie o mnie to będzie wam wszystko wybaczone i dalej zło czynić będziecie mogli" to kompletnie mija się z życiem w dobroci i gdyby tak było to jaki przykład daje nam Bóg? To czyniło by go złym, a po za tym człowiek zły, który przed śmiercią jednak skieruje sie ku Bogu i będzie żałował idzie do czyśćca, nie do nieba.
                  P.s. Nie wierze w Boga, żeby była jasność.

                • Typowa Retoryka Polskich Katolikow ... Moge grzeszyc ale ze kocham Jezusa to i tak pojde do nieba a czlowiek ktory jest w glebi Duszy Pozytywnym i Dobrym czlowiekiem ale nie wierzy w bajki .... Z automatu jest skazany na pieklo i Potepienie . 500 lat Konkwist pokazalo to bardzo dosadnie na przykladzie Indian.

                • Nie jestem katolikiem. Kiedyś wierzyłem w bajki..to były wtedy gdy nie wierzyłem w Boga i nie kochałem Jezusa Chrystusa. ale On mnie uratował..odmienił moje życie o 180 stopni, sprawił,że naprawdę wiem, po co żyje, wiem dokąd zmierzam. Moje życie dzięki wierzę w Jezusa ma prawdziwy sens. Stałem się lepszym człowiekiem, pokochałem ludzi, zapragnąłem im pomagać.Moja relacja z Jezusem jest czymś wspaniałym, a ci, którzy mnie znają, z którymi pracuję i przebywam wcale nie uważają, że jest ze mną coś nie tak..wręcz przeciwnie.Cóż..kiedyś śmiałem się z ludzi wierzących..ale gdy spróbowałem jak to smakuje, stałem się jednym z nich i wolałbym umrzeć niż wrócić do czasów , gdy żyłem w ciemności, nieświadomy, zadufany w swojej tzw.mądrości, która była tak naprawdę głupotą.Pozdrawiam.

                • Czyli twierdzisz ze czlowiek ktory nie wierzy w swieta ksiege z automatu jest zly i podly a wierzacy wrecz odwrotnie?? To skad Domy smierci w Irlandi prowadzone przez katolickie siostrzyczki a w ktorych zostalo zamordowanych tysiace noworodkow?? Skad plaga pedowili w kosciele i ochocze ochranianie tych zwyrodnialcow przez ten sam kosciol ??

                • Wcale tak nie twierdzę. Uważam, że jest wielu porządnych ludzi niewierzących..mam też takich znajomych i przyjaciół, których bardzo lubię i szanuję. To nie zmienia jedna faktu, że Jezus umarł i zmartwychwstał,żeby nas zbawić, żeby dać nam nowe lepsze życie tu na ziemi,żeby nadać naszemu życiu prawdziwy sens. Wszystko inne to namiastki. My ludzie zazwyczaj chcemy po swojemu wszystko postrzegać i Bóg dał nam wolną wolę, nie zmusza nas, nie wchodzi z butami w nasze życie, zaprasza.I albo odpowiesz na Jego zaproszenie albo...będziesz z Nim walczył, w konsekwencji skazując samego siebie na marny koniec, ponieważ On chce Ci pomóc, a Ty tę pomóc odrzucasz.A c do zamordowanych noworodków, pedofilii w kk itp,to tak jak Ty jestem tym oburzony i między innymi dlatego przestałem wiele lat temu być katolikiem.

                • Katolik czy protestant albo jakiś inny ciemnogród jeden pies.Od wieków każdy próbuje udowodnic,ze jego wiara to ta słuszna,a inni błądzą .Śmiechu warte.O majstrowaniu przy biblii to już lepiej się nie wypowiem,bo widzę,że tu wrażliwi byli i zgaszali jakieś osoby i konta znikły.Chociaż nie,są różnice,bo jak ktoś należy do zboru to frajersko utrzymuje w tym kraju dwie instytucje.

                • Z ciemnogrodu dzięki Bogu wyszedłem...Jezus Chrystus otwiera oczy tym, którzy tkwią w ciemnogrodzie..i wypuszcza na prawdziwą wolność. Wiele osób nadal tkwi w ciemnogrodzie do tego stopnia, że nie są w stanie nawet tego zauważyć. Jest tylko jedna gorsza rzecz. To tkwienie w szponach jakiejkolwiek religii. Bo Przyjaźń i relacja z Jezusem nie ma nic wspólnego z religią. Ps. nie katolik.

                • Nalezysz do zboru to jestes w religii .Jesli biblia jest chociaż troche prawdziwa to nie chciałbym miec przyjaciela który reprezentuje seryjnego morderce karzącego nawet za niewielkie nieposłuszeństwo.

                • Jezus Chrystus nie karze nikogo..kocha i wybacza...( no chyba, że zejdziesz z tego swiata bez skorzystania z opcji ratunku, i spotkasz sie z Nim na sądzie )A religia to zbior nakazów i zakazów. W zdrowych spolecznosciach tego nie ma . Są natomiast zasady, bo one muszą być. Zasady są w szkole, w domu, i w zborze też, zasady trzymają nas przy życiu. Na drodze , gdy jedzesz samochodem trzymasz sie przepisów ,zeby nie miec wypadku. W zborze jednak nikt nikogo do niczego nie zmusza..A trzymanie sie Pisma Świętego to przywilej , a nie obowiązek. Pozdrawiam.

                • W takim razie kto zabijaj w Piśmie?Pismo kłamie czy udajesz,że nie znasz popisów Jahwe?Tak zwany Bóg został wymyślony jako bardzo groźny,surowy szef,a jesli taki istniał jak mówi pismo to jeszcze gorzej.Zbór protestancki,kk i inne wspólnoty religie w sumie to samo,każda z tych sekt żeruje na tych samych słabościach i nadziejach ludzkich.Protestanci zapominali chyba o biblii jak mordowali ludzi,wcale nie lepsi,nie gorsi,po prostu kolejna wiara zbudowana na przelewaniu krwi.

                • Widzę, że dobrze wychodzi Ci " wylewanie dziecka z kąpielą". Ja nie odpowiadam za to, co kto robił w imię Boga. Prawdziwy chrześcijanin nigdy nikogo celowo nie skrzywdzi. Nie jestem judaistą..nie odpowiadam za rzeź w Starym Testamencie. Jestem chrzescijaninem, czyli nasladowcą Pana Jezusa Chrystusa. A Jezus nie tylko nie pozwalal zabijac,ale nawet kochac nieprzyjaciol. To, że jacys ludzie, ktorzy podaja sie za protestantow czy za innych im podobnych przelewali krew niewinna, to oni za to odpowiedzą przed Bogiem. Ty odpowiesz za to, ze zlekcewazylas ratunek od Jezusa Chrystusa. Nie będzie tlumaczenia, bo oni to, bo oni tamto, bo ty jako jahwe to czy tamto...Co zrobilas z Jezusem, który umarl za Twoje grzechy?

                • Każdy umiera za siebie i Jezus nie był wyjątkiem.Cały ten reformator przez którego teraz masz obsesje jezusową pozwolił na karanie smiercia więc za te krzywdy Jezus nie powinien go zbawic,od taki paradoks.Nazizm jest nielegalny zatem i te rozmaite ideologie które mordowały na potęge to nic dobrego.Nazisci są ale już nie mordują,tak jak wyznawcy którzy się odcinają od historii

                • CUD, KTÓRY ZMIENIŁ BIEG HISTORII MOJEGO ŻYCIA…

                  Nazywam się Andrzej Dąbek.
                  Moje życie można podzielić na trzy etapy. Pierwszy etap to czas od urodzenia i dziecięce marzenia związane z karierą piłkarza. Drugi zaczął się od momentu „śmierci” mojego marzenia, a trzeci bierze swój początek od cudu, którego dokonał w moim życiu Jezus Chrystus, w którego istnienie wcześniej powątpiewałem, a już na pewno nie przypuszczałem, że jest Kimś, do kogo mogę się zwrócić jak do żywej Osoby. Ale od początku.
                  Chyba każdy człowiek zgodzi się ze mną, że skoro żyjemy na tym świecie, to warto zastanowić się, po co tu jesteśmy. Ja również zadawałem sobie pytania, po co żyję, dokąd zmierzam, dlaczego w ogóle istnieję, co zrobić, aby być szczęśliwym, i co to w ogóle znaczy być szczęśliwym. Przynajmniej niektóre z tych pytań – jestem tego pewien – zadaje sobie każdy z nas.
                  Od najmłodszych lat miałem marzenia. Właściwie jedno: być piłkarzem. Kochałem piłkę od zawsze… i będę ją kochał na zawsze. Uczepiłem się tego marzenia, ale niestety nie pomyślałem o opcji zapasowej: Co będzie, jak mi się nie uda?
                  Miałem talent i wielu przepowiadało mi karierę. Jednak zabrakło mi siły przebicia, determinacji i sportowego szczęścia. Dlatego pomimo wielu sukcesów w piłce dziecięcej i młodzieżowej, gry w klubie i reprezentowania trzecioligowej drużyny, gdy nie było jeszcze ekstraklasy, kiedy miałem 19 lat, doświadczyłem „śmierci” mojego marzenia. Wiem, nie powinienem się poddawać w takim wieku. Ale zrobiłem to. W tym czasie straciłem też zapał do życia. Pojawiły się złe myśli, wewnętrzna pustka, brak sensu i celu życia.
                  Nadal grałem w klubie, ale już nie dla marzenia, tylko dla przyjemności. Byłem nawet lokalną gwiazdą.
                  W tym czasie byłem zmuszony na półtora roku iść do wojska. Będąc w wojsku układałem sobie plan, co zrobię, gdy już odsłużę swoje. Pomyślałem, że może pieniądze są tym, co jest mi potrzebne do szczęścia. Gdyby tak udało mi się wyjechać za granicę i zarobić trochę, może byłbym szczęśliwy? W ogóle myślałem, że dzień wyjścia z wojska będzie moim szczęśliwym nowym początkiem, tym bardziej że zbiegł się on z dniem moich 21. urodzin. Jakaś namiastka szczęścia w tym była, ale to było tylko chwilowe.
                  Pierwsze miesiące po wojsku to był czas mojego równania w dół. Kumple, alkohol, imprezy, a w tle piłka nożna, która trzymała mnie przy życiu. Kilka razy upiłem się do nieprzytomności. Zdarzało się, że kiedy wypiłem, byłem agresywny. Przekonali się o tym np. niektórzy moi sąsiedzi i nie tylko. Wyżywałem się za moje nieudane życie na moich rodzicach, zarzucając im, że to ich wina. Oni nie potrafili mi pomóc. Nikt nie potrafił mi pomóc. Zadawałem sobie wielokrotnie pytanie: Co mam zrobić ze swoim życiem?
                  Wszystko mnie denerwowało. Czułem się wewnętrznie pusty. Próbowałem zagłuszyć ten stan alkoholem i imprezami. Wręcz pocieszająco działała na mnie myśl o... samobójstwie, które zakończyłoby to, jak mi się wtedy wydawało, bezsensowne życie.
                  Nie zwracałem się do Boga, bo moja wiara była wtedy jedynie wyuczona, wynikała z tradycji religii dominującej w naszym kraju. Nie wyobrażałem sobie, że z Bogiem można mieć relację. Nie czułem Boga. Nie dopuszczałem do świadomości, że On może istnieć naprawdę. Od 15. roku życia właściwie nie praktykowałem wiary, której mnie wyuczono. Czasem zmawiałem pacierz, tak z przyzwyczajenia. Na pytanie, czy jestem wierzący, odpowiadałem: wierzący niepraktykujący. I nadal zastanawiałem się nad rzeczami, które – jak mniemałem – mogłyby uczynić mnie szczęśliwym. Postanowiłem wyjechać za granicę. Miałem nadzieję, że pieniądze mogą dać mi to, czego potrzebuję. Byłem nawet gotów zrobić coś, co nie do końca było legalne. Nie zależało mi już na długim życiu. Pomyślałem, że mógłbym pożyć krótko, ale dobrze… Może uda mi się sprzedać nerkę?
                  W Niemczech spędziłem miesiąc na ciężkiej pracy. Zarobiłem więcej niż kiedykolwiek wcześniej. Na szczęście nerki nie sprzedałem (mam dwie do dziś).Miałem więcej pieniędzy. Ale czy byłem szczęśliwy? NIE.
                  Coś się jednak wydarzyło. Za granicą mieszkałem z dwoma kumplami. Jeden z nich miał ze sobą wielką Biblię i codziennie ją czytał. Denerwowało mnie to. Razem z drugim kumplem śmialiśmy się z niego, spieraliśmy się z nim, polemizowaliśmy. Mówiłem mu, że Biblia to zwykła książka, która zawiera mnóstwo bajek, że sam mógłbym taką napisać, a głupi ludzie uwierzyliby w nią. Pamiętam, jak wykrzyczałem mu: „Nie mów mi więcej o tym Jezusie, bo ja się nigdy nie nawrócę, każdy może, ale nie ja!”.
                  Nawet mi przez myśl nie przeszło, że niecały miesiąc później powyższe słowa staną się całkowicie nieaktualne.
                  Po przymusowym powrocie z Niemiec wróciłem do alkoholu, imprez i kłótni z rodzicami. Chwilowy przypływ pieniędzy nie zapełnił wewnętrznej pustki. Miałem wtedy 22 lata i odczuwałem brak celu i sensu życia.
                  Jakiś czas później przed moim blokiem jacyś ludzie umieścili transparent mniej więcej takiej treści: ZAPRASZAMY NA EWANGELIZACJĘ NA STADIONIE MIEJSKIM W KOLE (to miasto, z którego pochodzę) 26–28.06.1992 r.
                  Wkurzał mnie ten transparent. Raził w oczy. Nie zamierzałem iść, choć kumpel od „wielkiej Biblii” mówił, że ma zamiar się wybrać.
                  Minął dzień pierwszy i drugi. Oczywiście nie poszedłem. W nocy z 27 na 28 czerwca bawiłem się na osiemnastce mocno zakrapianej alkoholem, którego wtedy jak zwykle sobie nie żałowałem.
                  Była niedziela 28 czerwca 1992 r. Wstałem późno. Potem jak zwykle trzeba było wyjść przed blok, gdzie zbierali się kumple. Zwyczajowo marnotrawiliśmy czas na rozmowach o wszystkim i o niczym. Dzieliliśmy się wrażeniami z ostatniej imprezy. Było ok. godz. 17-tej. Ktoś rzucił pomysł (może ja, nie pamiętam już), że jest nudno, więc może poszlibyśmy na stadion (na tę ewangelizację), przynajmniej jakoś czas zleci. Poszliśmy we czterech. Usiedliśmy na ławeczkach i z rozbawieniem obserwowaliśmy to, co tam pokazywano, i przysłuchiwaliśmy się temu, o czym mówiono. Tamci ludzie mówili o Bogu, jakby Go znali. Byli przejęci. Opowiadali, jak Jezus zmienił ich życie, gdy Mu zaufali. W scenkach pantomimicznych pokazywali życie człowieka, który poszukiwał szczęścia w wielu różnych rzeczach: w pieniądzach, sławie, różnego rodzaju pasjach, w religii, wykształceniu, w narkotykach, alkoholu, w innych używkach… I choć niektóre z tych rzeczy same w sobie nie są złe, to jednak nie przynoszą prawdziwego szczęścia, są tylko jego namiastkami. Gdy ten człowiek tak szukał, Jezus cierpliwie czekał, kiedy zostanie zauważony, kiedy poszukujący zwróci swój wzrok na Niego. A gdy już w końcu zwrócił się do Jezusa, pustka została wypełniona. Szczęście stało się faktem, a jest nim Jezus Chrystus. Kiedy tak słuchałem i patrzyłem, coś zaczęło się ze mną dziać. Na początku to był jakiś rodzaj zainteresowania. Podszedł do nas jeden z tych chrześcijan i zaczął z nami rozmawiać. Zapytał w końcu, czy chciałbym dziś powierzyć swoje życie w ręce Jezusa. Wstydziłem się trochę, że tu, na stadionie, w miejscu publicznym, w moim drugim domu (boisko było moim drugim domem; czasem nadal jest), gdzie na co dzień gram w piłkę, ktoś rzuca mi wyzwanie dotyczące Boga. Oczywiście powiedziałem, że nie. Choć coraz bardziej czułem zainteresowanie, to nadal uważałem, że to nie dla mnie. Potem jeszcze kilka osób próbowało zachęcić mnie do decyzji pójścia za Jezusem. Grzecznie każdemu odmawiałem.
                  Wracaliśmy do domu. Moje myśli krążyły wokół tego wszystkiego, co usłyszałem i zobaczyłem podczas tej ewangelizacji. Pamiętam, że zadałem pytanie moim kumplom, czy w to wierzą, czy wierzą, że Jezus może zmienić nasze życie, jeśli Mu je powierzymy. Machnęli tylko rękoma, dając do zrozumienia, że raczej ich to nie interesuje. Ale ze mną było inaczej. Moje serce drżało. Gdy już szedłem sam, spojrzałem w niebo i powiedziałem mniej więcej takie słowa: Panie Jezu, jeśli to prawda, co usłyszałem, jeśli żyjesz i mnie słyszysz, to proszę, udowodnij mi to! Zmień moje życie, spraw, żebym był szczęśliwy. Przebacz mi wszystko, co złego uczyniłem. Jeśli Ty to sprawisz, ja już zawsze będę żył dla Ciebie.
                  Po wcześniejszych rozmowach i po tej modlitwie poczułem się inaczej, taki pozytywnie odmieniony.
                  Ja, Andrzej Dąbek, który wcześniej traktował Boga jak przysłowiowe „piąte koło u wozu”, zniżyłem się całym sercem przed Jezusem Chrystusem i oddałem w Jego ręce całe swoje życie.
                  Wszedłem do domu i zacząłem czytać książeczkę, którą otrzymałem na stadionie. Była to Ewangelia według św. Jana. To niesamowite, ale czytając jej słowa, czułem, jak dotykają mojego serca. W jakiś niewytłumaczalny sposób czułem obecność... obecność Jezusa Chrystusa.
                  Wyszedłem przed blok. Było kilkunastu znajomych. Rozmawiali o różnych rzeczach, a ja myślami byłem przy… Jezusie.
                  Rano, gdy otworzyłem oczy, pierwszą myślą był Jezus. Odczuwałem niewytłumaczalną ponadnaturalną radość, a w moim sercu zagościł pokój, jakiego nigdy wcześniej nie odczuwałem. I już wiedziałem, czyja to zasługa. Dalej czytałem Ewangelię Jana, wręcz pochłaniałem te słowa. Były dla mnie jak najsmaczniejszy posiłek dla kogoś, kto jest głodny. Wtedy uwierzyłem, że Pismo Święte (Biblia) to nie jest zwykła książka, ale że to najprawdziwsze Boże Słowo, które darzy życiem.
                  To był początek.
                  W ciągu kilku następnych tygodni ja sam, moja rodzina i każdy, kto mnie znał, miał okazję przekonać się, że nie jestem już tym samym człowiekiem. Nastąpiła we mnie przemiana, o której nawet nie byłbym w stanie wcześniej pomyśleć. Jezus mnie uratował. Gdyby nie On, byłoby po mnie. Nic innego nie mogło mieć na to wpływu, nikt inny nie mógł tego zrobić – tylko On.
                  Jezus Chrystus całkowicie zmienił mnie i moje życie. W krótkim czasie dało się zauważyć wiele zmian. Przeklinałem wcześniej jak przysłowiowy szewc – teraz wulgaryzm nie chciał przejść przez moje usta. Nienawidziłem niektórych ludzi – teraz czułem autentyczną miłość do wszystkich ludzi do tego stopnia, że przepraszałem tych, którzy w jakimś stopniu doświadczyli ode mnie krzywdy czy przykrości. Zapragnąłem pomagać ludziom, wręcz szukałem okazji, by komuś pomóc. Poczułem niesamowitą miłość do moich rodziców. Przeprosiłem ich za to, że byłem złym synem. Miałem łzy w oczach, łzy radości i wdzięczności do Jezusa, że tak niesamowicie mnie zmienił. Zacząłem brzydzić się tym, co złe, a co wcześniej nie wydawało mi się złe aż tak bardzo (nadużywanie imienia Bożego, kłamstwa, bójki, drobne kradzieże, upijanie się, dokuczanie innym, kłótnie z rodzicami, itp.). Zapragnąłem innym mówić o tym, co dla mnie zrobił Jezus, dzielić się świadectwem tego, że On żyje i może w cudowny sposób zmienić każdego, kto szczerze Go o to poprosi i powierzy Mu siebie i swoje życie.
                  Jednym z moich celów stało się ukończenie studiów teologicznych. Chciałem też pracować z dziećmi i młodzieżą oraz uczyć wychowania fizycznego. Ale jak to zrobić, skoro miałem skończoną tylko zawodówkę i to w zawodzie, który całkowicie mnie nie interesował? Na dodatek w dotychczasowym moim życiu nie wykazywałem zbytniej ochoty do nauki. Kilkakrotnie zaczynałem szkołę średnią dla dorosłych i przerywałem po kilku miesiącach lub tygodniach. Pamiętam, jak często powtarzałem: Po co mi jakieś papierki z wykształceniem? Gdy dzieliłem się moim marzeniem z rodziną czy znajomymi, to absolutnie nikt w to nie wierzył. Przecież tyle razy zawodziłem w tej kwestii. Jednak Bóg miał plan dla mojego życia. To On coraz mocniej wkładał w moje serce pragnienia związane z nauką. Tak jakby chciał powiedzieć: Nie poddawaj się, ja ci pomogę!
                  Postanowiłem modlić się i działać. I tak oto w ciągu niespełna dziesięciu lat od podjęcia decyzji o nauce: ukończyłem szkołę średnią, zdałem maturę, ukończyłem studia teologiczne licencjackie, a potem uzupełniające magisterskie, następnie podyplomowe z pedagogiki resocjalizacyjnej oraz podyplomowe z wychowania fizycznego. W międzyczasie zacząłem pracę w ośrodku dla tzw. trudnej młodzieży i pracuję już z taką młodzieżą od kilkunastu lat. Uczę też wychowania fizycznego. Miłość do piłki nie zanikła. Bóg dał mi tę pasję ,abym używał jej na Jego chwałę. Stworzyłem ligę piłkarską jako narzędzie wychowawcze dla dzieciaków z ośrodków i z domów dziecka. Sam gram w kilku warszawskich ligach amatorskich szóstek i siódemek, ponieważ kocham grać w piłkę nożną.

                  Kimkolwiek jesteś, nie powinieneś odrzucać Jezusa Chrystusa. Czy w to wierzysz, czy nie, On przyszedł na ten świat, aby zbawić Ciebie. Bóg stał się człowiekiem, nie przestając być Bogiem. Żył jak człowiek, żeby się do nas zbliżyć. Został zabity. I zmartwychwstał. Nie wierzysz? To nie zmienia faktu, że tak właśnie się stało. Gdybyś był jedynym człowiekiem na świecie, zrobiłby to tylko dla Ciebie. Wiem, że gdyby On nie zmartwychwstał i nie żył, nie zmieniłby mojego życia.
                  Odrzucając Jezusa, odrzucasz zbawienie. Kiedyś umrzesz. Może za wiele lat, a może dziś. Nie masz pewności kiedy. Jeśli odejdziesz z tego świata bez pojednania się z Bogiem, stracisz zbawienie. Bóg rzucił nam, ludziom, koło ratunkowe w postaci swojego syna Jezusa Chrystusa. Kto chwyci się tego Koła, ocaleje, kto nie – utonie.
                  Wiara nie polega tylko na tym, żeby wierzyć w Jego istnienie. Nie polega też na wykonywaniu religijnych rytuałów czy obrzędów. Wiara, która może Cię zbawić, to całkowite zaufanie Jezusowi Chrystusowi, to nawiązanie z Nim osobistej relacji, to uczynienie Go Panem swojego życia, to zaprzyjaźnienie się z Bogiem. Czy chciałbyś mieć taką relację?
                  Dopiero gdy poznałem Jezusa, zrozumiałem, że byłem jak człowiek chory na duszy, poszukujący lekarstwa. Znalazłem Jezusa, który okazał się tym lekarstwem. I dziś z każdym chcę się Nim podzielić. Wielu ludzi uważa, że nie potrzebują wiary w Jezusa, że wystarczy, że będą dobrymi ludźmi. Nie, to nie wystarczy. Dobroć nikogo nie zbawi. Nikt nie jest doskonały, ale Jezus jest. I dlatego tylko On mógł zapłacić karę za nasze winy. I zrobił to… dla mnie i dla Ciebie.
                  Jezus Chrystus żyje i jest Osobą, która chce mieć z Tobą osobistą relację. Jezus nie jest religią i nie wymaga od Ciebie, żebyś był religijny, bo religia to nakazy i zakazy, a wiara niczego nie nakazuje i nie zakazuje, lecz polega na dobrowolnej, opartej na miłości relacji. Taka relacja sprawia, że chcesz tak żyć, aby podobać się Bogu, a On chce zaspakajać wszelkie Twoje potrzeby. Cokolwiek złego zrobiłeś w życiu, Jezus Chrystus chce Ci wybaczyć. Jeśli uważasz, że jesteś dobrym człowiekiem, to musisz wiedzieć, że nikt nie jest na tyle dobry, żeby się zbawić. Tylko Jezus Chrystus był doskonały, dlatego tylko On jest Zbawicielem. On zbawił nas z łaski, a łaska to niezasłużony dar. Dar, który stanie się realny dla każdego, kto z niego skorzysta. Wystarczy, że szczerze zwrócisz się do Niego i poprosisz, aby zamieszkał w Twoim sercu. Odwróć się od złych rzeczy. Stań się Jego naśladowcą. Czytaj Biblię, rozmawiaj z Nim własnymi słowami.
                  Jezus Chrystus jest Jedynym Biletem do Nieba. On jest odpowiedzią dla każdego człowieka. On jest Drogą, Prawdą i Życiem. Kto ma Jezusa – ma życie wieczne. Kto nie ma Jezusa – marny jego los.
                  Tak w skrócie wygląda moje świadectwo. Mam nadzieję, że w jakimś stopniu Bóg przemówił do Twojego serca i zastanowisz się nad podjęciem najważniejszej decyzji w życiu: Czy pójdziesz za Jezusem Chrystusem?
                  Jeśli masz jakieś pytania i pragniesz porozmawiać, jestem do dyspozycji o każdej porze dnia i nocy.
                  Niech Cię Bóg błogosławi!

                • Ciekawie się czytało lecz na pstryknięcie palcami nie da się zacząć ufać i kochać Jezusa tym bardziej,że się w jego boskość nie wierzy i nie wierzy się w zmartwychwstanie jak ja.Nie wystarczy być dobrym człowiekiem mówisz ale mi próbowanie nim być wystarcza.W Tobie było coś,że potrzebowałeś,może chciałeś w głębi dobrej zmiany i się udało pod pretekstem tego spotkania i dalej poszło.Twoi koledzy machnęli ręką bo zmiany być może nie chcieli.Dobry chłop jesteś pomagając ludziom i tak trzymaj,ja raczej nie uwierzę,bo ciężko jest się otworzyć na kogoś kto w moim pojęciu nie istnieje ponad dwa tysiąclecia.Nie mogę napisać na koniec niech Cię Bóg błogosławi ale wszystkiego dobrego życzę.

          • Kto zbudował Auschwitz i Majdanek? Bóg czy ludzie?
            Kto sprawił, że grupa ludzi, nazwana przez Ciebe faszystami, zaczęła się kierować chorymi ideałami? Kto sprawił, że stali się zdolni do tego co robili? Bóg czy ludzie?
            Kto sprawił, że Polacy w ogóle musieli ginąć? Bóg czy ludzie?
            Wszystko o czym napisałes nie sporowadza się do czynów Boga tylko ludzi. Wszystko co się działo to wybór, wolna wola każdego człowieka. Każdy dostał od Niego to prawo i ceni On sobie je bardzo. Dzięki temu możesz na przykład Go tu obrażać, jak tysiące innych ludzi, a On nadal będzie szanował Twoją wolę i zdanie. Dlatego, że Bóg pozwala Ci stanąć albo po Jego stronie albo po przeciwnej nie może sobie tak po prostu ingerować. Chociaż ingeruje, jednak nie zawsze to w ogóle zauważamy.

          • Twój argument jest absurdalny, przecież chrześcijaństwo zakłada, ze istnieje życie po śmierci a to tutaj nie jest szczególnie wartościowe. Tak więc Bóg który ustanowił takie reguły maiłby zapobiegać każdemu przejawowi przemocy na świecie? Tak by ostatecznie sterować ludźmi jak marionetkami, żeby sobie czasem nie zrobiły nic złego?

      • użytkownik usunięty

        To się nazywa pycha, Panie Rittner. Mówienie, że Bóg jest odpowiedzialny za całe zło i przemoc na tym świecie to oznaka narcyzmu, zapatrzenia w samego siebie, w swoje li tylko potrzeby. Rozumiem Pana punkt widzenia, choć jest on wulgarny i wręcz nawet chamski, ale pragnę zauważyć, że to nie Bóg odpowiada za wymordowanie tysięcy komunistów, a inny człowiek; to nie Bóg stoi za gwałtami, morderstwami, zwyrodnieniami, przemocą, ale człowiek właśnie. Jak napisała Zofia Nałkowska: "to ludzie ludziom zgotowali ten los". A Bóg nigdy nie opuszcza tych, którzy się do niego żarliwie modlą i są mu wierni. Ludziom, którzy tego nie doświadczyli i oczekują od Boga cudów wydaje się, że Najwyższy powinien odpowiadać na każde nasze zawołanie, każdą prośbę ("Panie, chce mieć dużo kasy", "Panie, chce mieć super brykę", "Panie, chce mieć wszystkiego pod dostatkiem", "Panie chce by sąsiad złamał nogę albo wpadł pod pociąg, bo jego pies nasrał mi na wycieraczkę"), każdą zachciankę czy fanaberie, ale tak nie jest niestety i stąd ta ignorancja i wspomniana już przeze mnie pycha. Jeśli prosisz o coś Boga w czystości serca, w pokorze, to On zawsze wysłuchuje, może innymi środkami niż nam się zdaje, może pokrętnymi ścieżkami, ale Ci, którzy Wierzą, wiedzą o czym mówię.
        Więc do cholery przestańmy się obrzucać błotem na prawo i lewo!!! "Pseudo-Wierzący" piją do ateistów (a raczej w większości deistów, tak jak Pan) strasząc ich grzechem, wyśmiewając, etc, a ateiści zarzucają wierzącym ciemnotę, zacofanie, itp. Pozwólcie nam wierzącym wierzyć i się nie naśmiewajcie z nas, bo to oznaka szczeniactwa raczej, a my pozwólmy im nie wierzyć i nie narzucajmy od razu ekskomuniki na nich.
        Cały ten temat jest komiczny, a postawa ludzi absurdalna i durna. I stąd właśnie rodzi się przemoc, chamstwo i zwyrodnienie.

        • Widział Pan człowieka umierającego w bólach? Ja widziałem, ale żadnego planu boskiego w tym nie zauważyłem. Dostrzegłem natomiast fatalną konstrukcję, która skazuje człowieka na wieczny ból, by nawet na koniec doświadczał agonii na którą niczym nie zasłużył. Jeśli miałbym kierować do Pańskiego bożka pretensje za ten fakt to musiałbym tego potwora zastrzelić , bo kretyn , który tak spieprzył zbudowanie świata i materii żywej , zasługuje tylko na kulę w łeb. Wolę jednak racjonalnie pojmowanie , że natura jest dziełem przypadku, co powoduje, że człowiek wygląda jak wypaczony obraz , karykatura stworzenia.
          Bóg mówi w piśmie, że sprowadza zło na ludzi, to nie moje słowa. Wulgarny jest więc Pana bożek, nie ja.
          Proszę popracować w szpitali, proszę popatrzeć na umierających w agonii, wielu z nich modli się bo tak im nawbijano w głowy, ale to im niewiele pomaga, zdychają jak zwierzęta, ta śmierć nie daje im żadnej godności. Im proszę zaserwować ten prymitywny tekst o tym jak bożek ich nie opuszcza.

          • użytkownik usunięty

            I znów pycha. "Żadnego planu boskiego w tym nie zauważyłem", "musiałbym tego potwora zastrzelić", kretyn spieprzył zbudowanie świata i materii żywej". Przysłania ona Panu oczy i nakazuje być wulgarnym. Na prawdę rozumiem Pański punkt widzenia, ale sposób jego przedstawiania jest raczej mało kulturalny, wręcz dziecinny, jak u Mickiewicza, który jednak pisał pewne rzeczy ponoć pod wpływem pewnych środków odurzających. Mniemam, że u Pana tak nie jest, więc raczej nie mamy o czym gadać. Jeśli jest Pan w stanie odrzucić ten arogancki sposób przedstawiania poglądów, tą błazenadę, a zacząć pisać jak dorosły człowiek, inteligentny, który nie unosi się za każdy usłyszane słowo, to jestem z największą przyjemnością chętny by z Panem pokonwersować, bo ma Pan argumenty, ale nie umie ich w sposób kulturalny przedstawić, a ja nie mam zamiaru wdawać się w słowne utarczki z dzieciakami.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: