śmieszna, głupia, sama nie wiem co myśleć

film oczywiście mi się podobał pod względem wizualnym ale historia żenująca. SPOJLER Biała kobieta na wakacjach zobaczyła Masaja i rzuca swojego faceta bo zakochała się w Masaju z którym zamieniła pare zdań - komiczne wręcz. Rzuca wszystko i wystawia tyłek obcemu facetowi. I Wy to nazywacie miłością? to głupota w najczystszej postaci. Pragnie z nim zamieszkać i stworzyć rodzinę. Ona na prawdę była tak głupia, że uwierzyła, że jest w stanie pokonać różnice kulturowe?? Przyjechała do wioski, narobiła zamieszania i wyjechała zabierając ojcu dziecko - tak ja to widzę. Normalny człowiek to by się najpierw zorientował w panującej tam kulturze i obyczajach a potem ewentualnie zakładał rodzinę.
Niestety jak widać i w tv i w książkach historia jest pełna takich przypadków, europejki i amerykanki jadą na wakacje do Afryki, widzą odmienną kulturę, są zachwycone, zakochują się w jakimś mężczyźnie, zostawiają wszystko a potem i tak wracają skąd przyjechały bo różnice kulturowe okazują się zbyt duże. Jeśli lubicie takie klimaty to polecam wszystkim książkę ZAKAZA ŻONA Vereny Wermuth, oraz film Tylko razem z córką.

2
  • 1/10

  • ciekawe, że sporo Szwajcarek ma takie odchylenia. Wystarczy przypomnieć dziennikarkę która się puszczała z porywaczami gdzieś w Afganistanie.

    • trzeba przyznać racje, a kolejna szwajcarka to Verena Wermuth. czytałam jej książkę Zakazana Żona - schemat bardzo podobny, wielka fascynacja bo miłością tego raczej nie można nazwać, choc ona tak to nazywała a potem wielki klops i wracamy do domku.

      • to takie prostaczki wiejska-góralka przecież Szwajcaria to jedna wielka wiocha wypuszczą takiego głupka i dziczeje. Swoje zabawy na dobrą sprawę traktuje jak zabawę a inni cierpią a ona sobie po tok-szołach chodzi i się tym chwali, rozumiem księdza z misji, Cejrowskiego czy Wojciechowską turystów a nie porywaczkę i agresorke i ona sobie nie ma nic do zarzucenia urodziła sobie dziecko to sobie je zabrała, zmieniała środowisko, plemię na swoje zachcianki to agresja.

        Ale nie ma co się dziwić Szwajcaria, Anglia to niska kultura i nie ma co doszukiwać się innych spostrzeżeń to sprawa kultury, Polska jako ludzie, naród reprezentujemy najwyższą kulturę na świecie tak różną i wyższą od tych dzikusów szwajcarskich i angielskich, że są do nas nieufni i dopatrują się złych intencji i agresji jak plemiona Afrykańskie na obcych.

        Gdyby ten obraz był opowiedziany przez tego Masaja to by był to dramat plemienny i rodzinny z najwyższej półki, na koniec seansu mówili by widzowie co za kur..., szmata, ściera ale co tam obraz przedstawiony z jej strony ładne widoczki, egzotyka i widz nawet nie widzi jaka tragedia odgrywa się w tym plemieniu.
        Jeden z Masajów stracił nawet 5 kóz.

        • Odgrzebuję stary temat, ale tą ,,najwyższą" kulturą u Polaków to mnie powaliłeś na łopatki! No tak, w końcu Polska wydała na świat tylu pionierów technologicznych, filozofów, artystów i innych wybitnych ludzi, że takie Niemcy czy Wielka Brytania mogą się chować. Aaa, i wysoką kulturę ukazują na co dzień Sebki, które używają k...w jako przecinki oraz jakże ,,moralni" ludzie, którzy widzą drzazgę w oku brata swego, a nie dostrzegają w swoim belki. :)

          • nic na to nie poradzę, że czerpiesz wiedzę z PGRowskich klimatów. Widać, że o Polskiej tradycji i kulturze nic nie wiesz.

            • Twój atak tylko pokazał, że sam nie wierzysz w to, co napisałeś w poprzednim komentarzu. W końcu jak taki cudowny naród może mieć ciemne strony? Gwoli ścisłości nie pochodzę z PGR ani patologii, więc obce jest mi postępowanie ludzi, należących do tychże grup społecznych.
              Nie oszukujmy się: Polacy to w większości prymitywy. Na ulicy, czy w autobusie słychać wulgaryzmy i krzywdzące, nieuzasadnione opinie (to samo dzieje się w sieci) oraz można dostrzec brak kultury i higieny. Przez to ograniczam kontakt z ludźmi, bo słabo mi się robi na myśl o powszechnym schamieniu, a nie chcę dorównać reszcie.
              Myślę, że nie powinno się wybielać całego narodu. Kolektywne myślenie jest krzywdzące dla indywidualności. Nacjonalizacja to domena faszystów, nazistów i komunistów.

  • Szczerze powiedziawszy to trzeba być popeirdolonym żeby takie klimaty robić. Już nie wspominając o tych deblikach co się puszczają za arabów a później w telewizorze żale wylewają.

  • ten film jest na faktac, prawdziwa biała masajka była w rozmowach w toku.

  • Widocznie miała ochotę ( i nazwijmy to "głupią odwagę") na prawdziwą przygodę w swoim życiu...
    Przyznam że ta historia jest mało wiarygodna, i też przedstawiona w filmie jakoś... nieprzekonująco. Gdyby nie to że film jest inspirowany realnym zdarzeniem na pewno nie pokusiłabym się o oglądanie. Cóż, obejrzałam .. i czuję jak by nic z tego nie wynikło. Jakaś taka mamałyga , i nic więcej.

  • spoko film, ja ocenilam nawet wysoko, fajny przypal mozna sie posmiac i ach co o za milosc .... :D

  • Jak dla mnie, jest tak jak mówisz... Ona go zraniła. Przyjechała, narobiła mętliku w głowie, chciała zmienić jego myślenie i przestawić na bardziej europejskie. Nie jest tak łatwo zmienić kogoś, kto wychował się w takim społeczeństwie. On miał taki a nie inny światopogląd, był zazdrosny i chciał, żeby jego kobieta była bardziej przy nim, była mniej przedsiębiorcza, a bardziej skromna, jak kobiety z jego plemienia. On nie ma innego wzorca kobiety, dzięki niej poznał inny, choć nie było mu łatwo to zaakceptować. A mimo to nie był złym człowiekiem, nie chciał żeby wyjeżdżała, zabierała również jego dziecko. Odpowiedzialność ciążyła niestety po jej stronie, bo była osobą wykształconą i bardziej obytą, i to ona wkroczyła w jego życie z butami. Wydaje mi się, że on zrobił dla niej i tak wystarczająco dużo zakochując się w niej i dając jej miejsce w swoim plemieniu.

    • Niby go kochała, a jednak przeważyły różnice kulturowe, których nie była w stanie znieść. Człowiek też miał uczucia, a ona tak ot, zabrała mu dziecko i zostawiła samemu ze sobą. Nie sądzę by on potrafił po czymś takim zakochać się z powodzeniem w kobiecie z jego plemienia, bo ciągle będzie miał w głowie to, kim była ona i co zrobiła z jego uporządkowanym do tej pory, prostolinijnym życiem. Rozumiem, gdyby sytuacja była odwrotna i to on był gościem w Szwajcarii i chciał z nią tam zamieszkać, musiałby raczej podporządkować się naszej kulturze. Gdyby tak nie zrobił, miałaby wtedy powody by czuć do niego żal.

      • Film jest pełen przekłamań. Kompletnie zniekształcono faktyczną historię. W rzeczywistości oni absolutnie nie mieli problemów związanych z różnicami kulturowymi. Ona ściśle stosowała się do wszelkich zasad, pomagała jak mogła współplemieńcom i sprawiła, że mąż zyskał w społeczności ponadprzeciętny prestiż.

        Problemy wynikły z jego nadużywania alkoholu w połączeniu w dodatku z nadużywaniem miraa, do czego miał tendencję zanim ją jeszcze poznał. Nazywając rzeczy po imieniu był niestety ćpunem i alkoholikiem coraz bardziej niebezpiecznym. To się zdarza w każdej kulturze. Kobieta musiała uciekać, co było dla niej szczególnie paskudne, bo ona naprawdę bardziej czuła się w domu w Kenii niż w Szwajcarii, więc ze względu na zagrożenie ze strony męża musiała porzucić swój prawdziwy dom. W filmie postanowili nadać historii zupełnie inny wydźwięk chyba sądząc, że dzięki temu otrzymujemy coś ciekawego na temat różnic kulturowych. Faktycznie jednak wyszła przez to historia o dość samolubnej kobiecie nie umiejącej się dostosować, do kultury ludzi, wśród których zdecydowała się żyć. W rzeczywistości było dokładnie na odwrót. Radziła sobie w ramach tej kultury lepiej niż wielu rdzennych Masajów, którzy często woleli cywilizację od tradycyjnego stylu życia.

        Co do tego, że zrobiła im tam zamieszanie, czy że chciała cywilizować na siłę itp. - oglądając film odnosi się takie wrażenie, jednak znając realia z książki wie się, że nic takiego nie miało miejsca. Otwieranie sklepu jaki tam otworzyła, to nie było nic, czego ci ludzie wcześniej by nie znali. To była tam zupełnie normalna sprawa. Tam były sklepy, tyle że gorzej zaopatrzone i z wyższymi cenami.

        Warto też zauważyć, że Lketinga (używając jego prawdziwego imienia) jeździł z innymi wojownikami do miejsc odwiedzanych przez turystów w celu zarabiania tańcem, pozowaniem do zdjęć i... byciem facetem do towarzystwa. Nazywając rzeczy po imieniu, ci wojownicy byli żigolakami. Lketinga nie był jeszcze w pełni w biznesie kiedy Corinne go poznała dlatego jeszcze wyglądało na to, że nie jest taki zepsuty. To nie byli żadni niewinni rdzenni mieszkańcy Afryki chcący żyć zgodnie z tradycją, którym głupia biała samolubna kobieta wdziera się z butami w ich spokojne życie. Jeśli byli zmuszeni wrócić do buszu, to faktycznie często ubierali się tam w sposób tradycyjny, ale jeśli chodzi o tych polujących na białe turystki w Mombasie, to używali swojej egzotyki jako dodatkowego waloru. Kiedy Corinne przyjechała już sama - bez mężczyzny - do Kenii musiała cały czas oganiać się od masajskich wojowników, którzy nachalnie oferowali jej swoje usługi w charakterze boyfrienda.

        Polecam film http://www.filmweb.pl/film/Raj%3A+mi%C5%82o%C5%9B%C4%87-2012...

        • szkoda w takim razie że film jak zwykle nie ukazuje prawdziwej historii tylko papkę dla widzów.

          • Napiszę szerzej, choć oczywiście jak komuś się nie chce, to nie zmuszam do czytania. Po prostu uważam, że jest to ciekawa historia, więc chętnie się podzielę znanymi informacjami odnośnie tego, jak to wyglądało naprawdę.

            Sytuacja wyglądała w ten sposób, że kiedy Corinne wyjechała (wróciła do Szwajcarii na dobre) oni (Corinne, Lketinga i ich córka) mieszkali w mieście, gdzie ona prowadziła sklep, a on przepuszczał sporą część pieniędzy, którą ona w tym sklepie zarabiała, głównie na alkohol. Trzeba zresztą przyznać, że kobieta miała i ma dużą smykałkę do takich przedsięwzięć jak sklep, ale i nie tylko, więc lepiej jej szło niż np. jej znajomej, która żyła tam o wiele dłużej, a nawet załatwianie pozwolenia na handel tamtej zajęło ileś lat, podczas gdy Corinne zorganizowała to w ciągu miesiąca (czy coś koło tego). Tak więc miała tam ten sklep i nagrane całe zaplecze dostawców, więc interes szedł dobrze. Lketinga wprawdzie wystraszał klientów i narobił problemów z pracownikami, ale interes sam w sobie był dochodowy. Wyjeżdżając Corinne zostawiła mu ten sklep oczywiście z towarem w nim, samochód (w stanie bliskim nowości, bo to był drugi samochód przez nią tam kupiony), opłacone za jakiś tam okres mieszkanie, wszelkie rzeczy użytku codziennego i, co istotne, pieniądze w banku. Zostawiła wszystko, bo udawała przed nim, że wyjeżdża tylko na krótko (co już wcześniej robiła), bo inaczej on by jej nie puścił. Potem jednak, po przyjeździe do Szwajcarii, od razu do niego napisała i zadzwoniła (do niego czy do jego brata - już nie pamiętam) i wszystko wyjaśniła, żeby nie zostawiać go w takim zawieszeniu, że myśli, że ona wyjechała tylko na krótko, a ona już nie wróci. Wynajem lokalu, w którym był ten sklep, był opłacony na jakieś dwa miesiące jeszcze czy coś koło tego. Ponieważ wiedziała, że on tego prowadzić nie umie, to choć oczywiście napisała mu/powiedziała, że jeśli chce to może to dalej prowadzić tylko żeby potem pamiętał opłacić wynajem za następny okres, to radziła żeby jednak lepiej sprzedał co jest i sklep zamknął. On to zaniedbał i w końcu stracił, ale na tamtą chwilę (gdy go opuściła), wziąwszy pod uwagę to wszystko co ona mu zostawiła, to był naprawdę zamożnym człowiekiem i śmiało mógłby nie przejmować się o przyszłość, jeśli chodzi o finanse. Sama Corinne w tamtym momencie była pozbawiona pieniędzy, bo wszystko co miała utopiła w działalności w Kenii, ponieważ mieszkając tam cały czas dokładała do interesu. Chodzi mi o ten ich sklep w wiosce - to był dobry interes, ale trudno było to uczynić dochodowym, bo niestety Lketinga co jakiś czas wykonywał różne posunięcia powodujące straty. No i były też jakieś rzeczy losowe, ale nie da się ukryć, że on się naprawdę sprawnie przyczynił do zużycia jej wszystkich oszczędności z jej poprzedniego życia - w Szwajcarii.

            On zresztą cały czas myślał na zasadzie, że w Szwajcarii wszyscy są bogaci i że ona może po prostu poprosić, żeby jej przysłano ze Szwajcarii pieniądze. Nie docierało do niego, że ona najpierw te pieniądze tam zarobiła. On rozumował tak, że po prostu albo jesteś z tych bogatych, albo z tych biednych i jest to stan mniej więcej stały. Można być dość zamożnym i dostać więcej kóz albo jakieś stracić, ale generalnie utrzymuje się to na mniej więcej tym samym poziomie. To akurat była mentalność wynikająca z kultury w jakiej się urodził i w tym jednym można widzieć pewien zgrzyt kulturowy.

            Innym faktycznym zgrzytem kulturowym była kwestia obrzezywania dziewcząt. I tu rzeczywiście można widzieć istotny problem z tego względu, że Corinne decydując się na życie tam nie wiedziała o tym zwyczaju Masajów. Sama uniknęła obrzezania i tu ukłony dla Lketingi, bo w tej sprawie zachował się naprawdę super i pod względem inteligencji, i dbania o dobro żony. Oni tam obrzezują kobiety dopiero po ślubie. Corinne dowiadując się o tym stwierdziła więc, że nie może wziąć z nim ślubu, natomiast on uspokoił ją, że powie matce i innym, że u białych dziewczynki obrzezywane są od razu po urodzeniu, i że ona już nie wymaga tego zabiegu. To było bardzo fajne z jego strony. I ogólnie on potrafił być dobrym i kochającym mężem. Ona z kolei wiele i łatwo mu wybaczała, więc gdyby nie te jego nałogi, to raczej żyłoby im się całkiem przyjemnie. Gdyby tak głębiej to przeanalizować, to paradoksalnie łatwo byłoby dojść do wniosku, że w zachowaniu, wadach jak i zaletach masajskiego i białego mężczyzny nie ma wcale tak wielu różnic.

            Tak więc kwestia obrzezania nie stanowiła tu jeszcze problemu, ale zaczęłaby stanowić ogromny w odniesieniu do ich córki. Ponieważ w odniesieniu do córki Lketinga chciał ją wydać za mąż tradycyjnie, czyli bardzo szybko, i nie byłoby też mowy o tym, by nie została obrzezana. Tak więc gdyby nie te inne problemy, jakie pojawiły się w ich związku (związane z jego nałogami), to na pewno i tak kwestia obrzezania córki stałaby się ogromnym problemem i pod tym względem można uznać, że w końcu pewne różnice kulturowe stałyby się istotne. Jednak, no oczywiście, warto pamiętać, że są to bardzo szczególne róznice kulturowe.

            W każdym razie po tym jak już Lketinga stracił, co Corinne mu zostawiła, to w końcu wrócił do tego buszu i się tam ożenił. Ożenił się potem jeszcze trzeci raz, bo ta druga żona dała mu tylko jedno dziecko, a potem chorowała, więc odesłał ją do jej matki. Te kobiety niestety dosyć często mają tam różne problemy zdrowotne w wyniku tego ich obrzezywania. Często też umierają przy porodach, bo mają tam rozległe blizny, które jako blizny nie rozciągają się, więc podczas porodu ich ciało pęka, gdzie nie trzeba, są problemy w ogóle z wydobyciem dziecka itd.

            Książek tej autorki na temat jej losów jest ogółem cztery (tzn. napisała coś jeszcze o sobie, ale tam już chyba nic nie ma odnośnie tej jej "przygody", bo o ile dobrze kojarzę, to książka traktuje o jej życiu przed wyjazdem do Afryki).

            Po przeczytaniu pierwszej, do której bezpośrednio odnosi się ten film, miałam właśnie bardzo negatywne odczucia. Myślałam sobie, że przecież ten facet - Lketinga - wrócił w końcu do tego buszu, więc przedstawienie tej historii w filmie tak jak wyglądała - czyli bez wybielania go - nie przeszkadzałoby mu (bo gdzie on czy ktoś z jego otoczenia w tym buszu obejrzy film). Z kolei Corinne zamieszkała w Szwajcarii, więc to w jaki sposób ukazał ją film rzutowało i będzie rzutować na jej życie w bardzo wyraźny sposób, bo w Europie będzie łatwiej o kogoś, kto ten film obejrzał. Niby logiczne. Tak więc zastanawiałam się dlaczego ona się zgodziła na taką wersję scenariusza. Potem jednak przeczytałam kolejne jej książki i dowiedziałam się, że oni w tej Kenii bardzo przeżywali zarówno tę pierwszą jej książkę jak i potem ten film. I dotarło do mnie, że ona jednak postąpiła bardzo rozsądnie bardzo uważając jak to wszystko opisuje, bo jeśli wziąć pod uwagę książkę, to jednak też widać, że starała się to przedstawić tak, by jednak wyszło w stosunku do Lketingi możliwie najłagodniej. Pewnych rzeczy po prostu nie mogła nie napisać, bo były kluczowe dla wydarzeń - to, że on zażywał mirra i nadużywał alkoholu jak i zaczął być w związku z tym agresywny, skłonny do halucynacji itd. W filmie dało się te niewygodne kwestie zupełnie pominąć, co pewnie zrobiono po to, by film miał bardziej poprawny politycznie charakter - by, broń Boże, nie pokazywał tego, że afrykański czarnoskóry mężczyzna ma jakieś wady (w istocie te same, które może mieć i biały), żeby nie wyszło jakoś rasistowsko. Musieli jednak jakoś wytłumaczyć dlaczego w ogóle rozpadł się ten związek, więc postawili na rzecz najłatwiejszą - różnice kulturowe, co paradoksalnie akurat w tej historii nie stanowiło problemu. Natomiast Corinne zaakceptowała taki scenariusz, bo raz, że chyba nie do końca zdawała sobie sprawę z tego, że to stawia ją w złym świetle - raczej myślała, że ludzie odbiorą to jako romantyczne nieszczęście, w którym nikt nie zawinił (i zresztą chyba większość osób faktycznie tak to odbiera) - a dwa, że nie chciała wyciągać na światło dzienne prywatnych problemów/brudów/wad Lketingi. Nie chciała po prostu dla dobra Lketingi.

            Mi się wydawało, że dla kogoś mieszkającego w buszu będzie to bez znaczenia, ale jednak okazało się, że ona miała w tym ogromną rację, bo oni tam byli bardzo na bieżąco zarówno w sprawach dotyczących książki/książek jak i filmu. I faktycznie to, co zostało pokazane w filmie bardzo rzutowało na to, jak ludzie Lketingę traktują. Do tego też oczywiście kwestia turystów, którzy przyjeżdżali zobaczyć męża "białej Masajki". W końcu wyszło więc na to, że Corinne to, w gruncie rzeczy szkalujące, przedstawienie jej w filmie nie zaszkodziło, a to że Lketingę wybielono jemu bardzo pomogło. Poza tym cała rodzina Lketingi bardzo pokochała Corinne, a i też oczekiwała po niej różnego rodzaju pomocy. Nawet nie dlatego, że byli tacy cwani, ale po prostu ona jest rzeczywiście bardzo zaradną osobą w związku z czym nie tylko ci najbliżsi, ale i ludzie z całej wioski, byli przyzwyczajeni, że jeśli jest jakiś problem, jakaś sprawa do rozwiązania, to warto spytać Corinne, bo prawdopodobnie będzie wiedziała co zrobić albo/i pomoże. Kiedy więc wyszło na to, że Corinne wyjechała najpierw z tej ich wioski do miasta, a potem w końcu w ogóle z Kenii z winy Lketingi, to ci ludzie otwarcie mieli mu to za złe. I to też był powód, dla którego on nie bardzo początkowo chciał wracać do buszu.

            Jako osoba mocno obrotna i ponieważ, co mnie zawsze zadziwia, w Szwajcarii naprawdę wyjątkowo łatwo się żyje i zarabia Corinne zorganizowała sobie dość szybko zarówno mieszkanie jak i pracę. No i mimo, że zaczynała wtedy od zera, to i tak prawie od początku wysyłała pieniądze rodzinie Lketingi. Wysyłała je temu jego młodszemu bratu, bo on był już z pokolenia wykształconych i umiał się lepiej we wszystkim zorientować. Potem ta działalność niesienia pomocy Kenii z jej strony jeszcze się rozrosła i zasiliły ją też pieniądze ze sprzedaży jej książek. Nie wiem czy z filmu też coś poszło na te cele, ale bardzo prawdopodobne, że tak. To aż niesamowite ile ta jedna osoba zdołała zrobić dla naprawdę wielu. Tam w Kenii ludzie mają ją za bohaterkę. Tak więc to nie jest tak, jak można wywnioskować z filmu, że pojechała tam i namieszała, bo w rzeczywistości tamtejsi ludzie cieszą się, że tak to się potoczyło, że ona się tam znalazła i wśród nich zamieszkała. A ona z kolei ma w sobie bardzo zakorzenioną tą Afrykę, więc bardzo ją ciągnie do jeżdżenia tam i pomagania jak się da. Na bieżąco jest też w ciągłym kontakcie z afrykańską rodziną. Cała ta historia jest bardzo ciekawa. To jedna z tych niezwykłych sytuacji, które pokazują jak jedna osoba może potężnie wpłynąć na losy ogromnej ilości ludzi. Faktycznie coś zmienić. Dzięki jej pomocy oni tam m.in. pobudowali szkoły i przede wszystkim w szeregu sytuacji uniknęli śmierci głodowej. Naprawdę niesamowita kobieta wyjątkowo sprawnie niosąca pomoc. To też zresztą pokazuje, że dużo więcej może zdziałać jedna osoba o szczerych i uczciwych intencjach niż te duże międzynarodowe organizacje niby niosące pomoc Afryce.


            A w tym filmie mamy taką dość lekkomyślną i raczej samolubną bohaterkę. Dlatego nie dziwię się, że ludzie piszą o niej na tym forum różne nieprzyjemne komentarze, choć przyznaję, że po przeczytaniu książki miałam silny odruch, by jej bronić. Jednak, no, jest to film. Widzowie wprowadzeni są w błąd tym, że jest to oparte na prawdziwej historii. Oceniają bohaterkę, na podstawie tego, co robi, jak się zachowuje w tym filmie. Tak więc trzeba się z tym pogodzić. Można coś napisać na temat tego, jak to wyglądało naprawdę, ale też nie ma co przesadzać z przeżywaniem tego, że jest to tak przekłamane (piszę w ten sposób, bo początkowo mocno mnie to irytowało/bolało, odbierałam to za niesprawiedliwe i krzywdzące wobec Corinne, więc chciałam na to jakoś reagować, jakoś naprawiać to jej szkalowanie. No ale na szczęście mi przeszło :) bo zrozumiałam, że ona sama się na to zgodziła i że to była jak najbardziej bardzo mądra decyzja).
            Konsekwencje filmu też nie są jednak wyłącznie złe, bo wiele osób dopiero przez niego sięgnęło po książkę, a z kolei książka uświadamia różne ciekawe rzeczy i w końcu rzeczywiście tak, jak chciała tego autorka, popularyzuje kulturę afrykańską i otwiera na pewien dialog czy zainteresowanie międzykulturowe. No i zarabia na organizacje pomocy Afryce.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: