Jądro ciemności

"Biegając z nożyczkami" to niezwykły portret szaleństwa, manipulacji, ekscentryzmu w najczystszej, prawdziwie niebezpiecznej dla życia dawce. Każda z postaci filmu jest barwna, fascynująca, niejednoznaczna, z jednej strony niezwykle wrażliwa, pełna bólu i krwawiących ran, z drugiej strony są to ziejące egoistyczną, narcystyczną potrzebą samouwielbienia oraz zniszczenia, zmanipulowania i poniżenia wszystkich wokół. Obraz tym bardziej poruszający, że zbudowany z prawdziwych zdarzeń.

W rękach kinowego debiutanta "Biegając z nożyczkami" są filmem dobry, jednak bardzo żałuję, że to właśnie Murphy obraz wyreżyserował. Gdyby to był Wes Anderson, film byłby bardziej ironiczny i odważny w swym ekscentryzmie. Gdyby z kolei robił go Todd Solondz, otrzymalibyśmy bardziej dokładną wiwisekcję ludzkiej psychiki. Oglądając wersję Murphy'ego miałem nieodparte wrażenie, że reżyser zatrzymał się wpół kroku. Co niekorzystnie odbiło się na atmosferze i wydźwięku całości.

Jednak obsada jest po prostu FENOMENALNA. Każdy z osoba i wszyscy razem zasługują na owacje na stojąco. Brian Cox, Annette Bening i Jill Clayburgh oślepiają swym talentem. Bardzo ucieszyła mnie rola Joe Fiennesa, który w końcu zrzucił kostiumy i zagrał – w sposób brawurowy – zupełnie inną postać. W końcu widzę go spełniającego się we współczesnym repertuarze! I Joe Cross, młody i zagubiony na ich tle, wypada bardziej niż naturalnie (choć z drugiej strony jest to postać najbliższa serialowym bohaterom tworzonym wcześniej przez Murphy'ego). Dla nich wszystkich film naprawdę trzeba zobaczyć (plus świetna ścieżka muzyczna, która staje się sama w sobie dodatkowym wątkiem fabularnym).

1
  • Podpisuję się rękami i nogami pod tą opinią - lepiej bym tego nie ujął. Rzeczywiście obsada zwala z nóg - mnie najbardziej spodobał się Fiennes. Bening też znakomita (jak zwykle!), niemniej jednak nieco podobne postaci już grywała - żeby wspomnieć tylko jej oscarową rolę w "American Beauty". A co do ścieżki dźwiękowej, to odnoszę wrażenie, że to jakaś cecha charakterystyczna Ryana Murphy'ego: w "Nip/Tuck" pełni ona podobną rolę.

    A co do samego filmu - dodałbym może tylko to, że łatwo można go odczytać jako wyjątkowo złośliwy pamflet na psychoterapię oraz przeróżne skrajnie i płytko pojęte liberalne prądy tak rozpanoszone w naszej zachodniej cywilizacji. Oczywiście nie jest to jedyny klucz interpretacyjny. Ten wybrzmiał we mnie wyjątkowo mocno - obok przestrogi przed życiem w iluzji oraz brakiem krytycyzmu względem siebie i innych, który skutkować może wybitną podatnością na frustracje i manipulacje. Hmmm... Czyżby moralitet? ;-)

  • No wreszcie jakieś mądre komentarz do "Running...". Nie wiem jak można pisać o tym filmie że jest zajebisty, albo że super komedia fajne wariaty... no nieważne. Może trzeba otrzeć się w życiu o prawdziwych wariatów, może niekoniecznie...
    snoopy - mi też podczas seansu cały czas świtała z tyłu głowy myśl o okropnej głupocie psychologii, co wpędza w coraz czarniejsze zakamarki chaosu. Gulasz z Freuda;)
    torne - na muzykę też zwróciłam szczególną uwagę. Dawno mi się tak muzyka w filmie nie podobała.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: