Dziwią mnie tak wysokie oceny...

Możecie mi wytłumaczyć fenomen tego filmu? Historia małego ploretariusza, zachowującego się jak zwierzątko, sypiącego niewybrednymi (mało śmiesznymi) tekstami, wplecione w to na siłę wątki gejowskie, kompletnie niedopasowana muzyka, przeciętna gra aktorska, tanie granie na emocjach widza (a raczej próba wywołania jakiegoś taniego efektu, no cóż, nie udało się). Zupełnie nie przekonał mnie sposób przedstawienia tego, jak Billy zainteresował się baletem. A później ojciec, który pali w kominku pozostałościami pianina, po czym ochoczo poświęca fortunę na szkołę syna.

1
  • Jeżeli ani przez chwilę w trakcie oglądania tego filmu nie miałaś łez w oczach to przykro mi ,ale muszę Cię nazwać bardzo nieczułą osobą.

    • Nie musi Ci być przykro, dobrze że masz kryształową kulę i wiesz wszystko o zakamarkach mojej osobowości :)
      Wiem oczywiście, w których momentach powinnam mieć łzy w oczach, bo zostały podane jak na tacy. Scena nr 1, jedna z początkowych - Billy prowadzi babcię do domu. Scena nr 2 - czyta wspólnie z trenerką list od nieżyjącej matki (nie, przepraszam, on zna go na pamięć). Scena nr 3 - ojciec wyprzedaje kosztowności. Scena nr 4 - ojciec oszołomiony widokiem wnętrza szkoły baletowej (ten fragment akurat jak najbardziej na plus). Scena nr 5 - Billy całuje na pożegnanie swojego homoseksualnego przyjaciela. Scena nr 6 - X lat później, występ.
      Tylko ile można oglądać wciąż te same próby budowania współczucia widza dla chłopca? Robotnicza dzielnica, samorodny talent - prawdziwa perła wśród gnoju, nieżyjąca matka. W tle oczywiście wątek homo, nie mający żadnego związku z całą resztą fabuły.
      Każdego wzrusza coś innego, ale tu reżyser zwątpił chyba w inteligencję i umiejętność empatii odbiorcy.
      Nie ma oczywiście żadnego powiązania między fabułą "Billy`ego Elliota" a "Pocałunkiem kobiety pająka", ale jeśli ktoś oglądał "Pocałunek...", zrozumie, co mam na myśli pisząc że próba grania na emocjach widza w "Billy`m..." jest na dość niskim poziomie ;] Może być też inny przykład, film bardziej powiązany tematycznie, mówiący o pasji dziecka, wytrwałości i pokonywaniu przeciwności losu w drodze do celu - "Pan od muzyki". Piękny, wysublimowany, pozbawiony tanich sztuczek.

    • Co mają w ogóle łzy do wartości filmu?... Mnie na przykład wzrusza (w sensie łzowym) byle co i bardzo mnie irytuje, kiedy twórcy filmu (zwłaszcza, jeśli jest to robione w sposób bezczelny, akurat w tym filmie nie) ze mnie te łzy wyciskają. Dziecko, zwierzę - rekwizyty sentymentalne; ciężko też zdzierżyć zmarłą ukochaną osobę, niespełnioną miłość, ewidentną wredotę losu wobec budzącej sympatię osoby; swoje robi muzyka. Wzruszenie, płacz to nie sztuka, zmajstrować wzruszającą widza do łez scenę potrafi każdy porządny rzemieślnik. Nie mówę, że łatwo jest być rzemieślnikiem i że tego nie doceniam, ale jednak w filmie szukam czegoś więcej. Zamiast łez przez trzy minuty wolę takie wzruszenie, które każe mi na długo po seansie zadawać mnóstwo pytań. "Billy Elliot" to film prosty, o przesłaniu wyłożonym elegancko na lśniącej tacy, nad którym nie ma potrzeby się zastanawiać. Można tylko łzy lać ;P

      • Moim zdaniem film nie tylko wyciska łzy i nie jest tylko i wyłącznie o pasji. Pokazuje też Anglię w latach 80tych (świetnie dobrany soundtrack), problem stereotypów, mentalność człowieka, który nigdy nie wyjechał ze swojego miasta, wątek ojcostwa... prostymi słowami o rzeczach nie zawsze prostych.
        Szczerze mówiąc film nie jest dla mnie wzruszający, bardziej interesujący, wywierający wrażenie (scena z piosenką "Town Called Malice" czy ostatnia scena- balet)

    • Ja też nie miałem podczas oglądania łez w oczu, jak dla mnie bardzo nudny film. Miał grac na emocjach, ale nie gra (patrz jestem jednak nieczuły). Dla mnie nie ma tutaj nic wzruszającego.

      A na filmach czy książkach zdarzyło mi się płakać. "O psie, który jeździł koleją", "Klik: I robisz co chcesz" (mnie wzrusza scena w deszczu), więcej nie pamiętam, ale było tak, że łezka się zakręciła na filmach. Ale nie na tym kiczu. jak dla mnie tematyka niezbyt ciekawa, scenariusz mało ambitna i film taki na granicy kiczu. Jedynie za sprawną realizację obrazu dałem 2/10. Bo tak byłoby to 1... poziom Bułgarskiego Pościkku jak dla mnie (pod względem fabuły oczywiście).

  • Widzisz widocznie nie zrozumiałeś tego filmu. Film jest bardzo dobry jak na większość angielskich filmów, przedstawia opowieść o chłopcu który stracił mame a jego ojciec nie potrafi sobie tym poradzic poza tym ma problemy w pracy dziecko ma obowiazki między innymi opiekuje się babcią prawi cały dzień sam jest w domu brakuje mu mamy i opekuńczości rodzicielskiej. zawsze ćwiczył boks do czasu gdy nie zakochał sie w balecie i to właśnie jest piękna historia że tak pokochał ten taniec że nawet jego tata nie potrafił mu wybić go zgłowy miał ogromny talent. To że jekog koega jes gejem nie oznacza ze film jest gejowski, a raczej uczy nas tolerancij do taich osób. Ojciec w końcu zrozumiał ze dobro syna jest ważniejsze od jego widzimisie, najpierw spalił pianino bo nie mieli pieniedzy ale gdy zobaczł tańczącego syna zrobiłby wszystko żeby był szczesliwy ty tez gdybys mial dziecko chcialbys napewno spelniec jego marzenie bez wzgledu na cene zarobili pieniadze i bylo w filmie pokazane jak p za tym wrocili do pracy. Nie przekonuje ce fakt ze zagacynowal sie w taki sosób baletem. Tak właściwie to co to za róznica w jaki sposób , zawascnował się i juz gdybyś ty sie czms zafacynował nie zastaanwiał bys sie ja to sie stalo ale co czujesz gdy robisz cos co kochasz i Billy właśnie o tym mówił co czuje gdy tancz, ale skoro nigdy nie przezyles nic co cie zafacynowalo to nie dziwie sie ze go nie rzoumiesz, dla mnie fim swetny

    • "skoro nigdy nie przezyles nic co cie zafacynowalo to nie dziwie sie ze go nie rzoumiesz"
      Polecam melisę.
      "Film jest bardzo dobry jak na większość angielskich filmów"
      Tak się składa, że oglądam sporo angielskich filmów, z reguły jest to dobre albo bardzo dobre kino.
      "To że jekog koega jes gejem nie oznacza ze film jest gejowski, a raczej uczy nas tolerancij do taich osób"
      Nigdzie nie napisałam, że ten film się zalicza do takiego gatunku, tylko że ta wstawka jest całkowicie zbędna, wstawiona tam na siłę i żenująca. Swoją drogą nie wiem za bardzo, w jaki sposób miał ten wątek wpłynąć na "nauczenie kogoś tolerancji", to nie jest jakieś kino zaangażowane czy rzecz pokroju "Samotnego mężczyzny".
      "przedstawia opowieść o chłopcu który stracił mame a jego ojciec nie potrafi sobie tym poradzic poza tym ma problemy w pracy dziecko ma obowiazki między innymi opiekuje się babcią prawi cały dzień sam jest w domu brakuje mu mamy i opekuńczości rodzicielskiej"
      No świetnie, ale ta fabuła nie była na tyle skomplikowana, żeby trzeba mi było streszczać film :)
      "najpierw spalił pianino bo nie mieli pieniedzy ale gdy zobaczł tańczącego syna zrobiłby wszystko żeby był szczesliwy ty tez gdybys mial dziecko chcialbys napewno spelniec jego marzenie bez wzgledu na cene"
      Trochę to infantylne. Czym innym jest kupowanie dziecku czegoś materialnego, a inną rzeczą przyzwalanie na to, żeby, nazwijmy to, poświęciło się dla sztuki. Zwłaszcza, kiedy chodzi o prostych ludzi, ledwo wiążących koniec z końcem, mających inne priorytety. Nie zmieni się tak łatwo ludzkiej mentalności.

      Możesz też popracować nad składnią, bo trochę ciężko się Ciebie czyta :)

  • Jamie Bell zagrał w tym filmie fenomenalnie rolę Billiego Elliota. A użytkownik spacemonkey2002 powinien niekiedy dodawać do swoich wypowiedzi słowa - 'moim zdaniem' i nabrać trochę dystansu do rzeczy których nie rozumie.
    To że czegoś nie kumasz nie znaczy że jest to głupie, 'tanie' i 'nie mające związku z całą resztą'.
    Zajebisty film bez dwóch znań!
    Polecam!!!

    • To wam polecam nabranie dystansu, bo to, że kogoś wkurza jakiś film albo zwyczajnie mu się nie podoba, nie znaczy, że go "nie skumał" ;] Bez przesady, nie musisz sobie schlebiać, że zrozumiałeś tę sztukę przez wielkie S, to nie Bergmann, żeby trzeba było szukać z mapą drugiego i dziesiątego dna.

      • Po raz kolejny przeczytałam z wyraźną przyjemnością całą dyskusję i twoje komentarze. Zdarza mi się nie piać z zachwytu nad jakimś PRZECUDOWNYM, KULTOWYM, BOSKIM .... filmie ale przypuszczam, że zwykłe wyrażenie negatywnego zdania skończyłoby się najazdem Hunów na moje mieszkanie i nastukanie mi w celu lepszego zrozumienia artyzmu dzieł które skrytykowałam.

        Rzadko udzielam się na temat filmów ale doceniam ludzi którzy potrafią sprowadzić pyskaczy na ziemię bez osobistych wycieczek i przytyków.

        Swoją drogą zamierzam ten film dopiero obejrzeć i wtedy się określę.

    • Sam nabierz dystansu chłopcze. W tym filmie nie ma nic do rozumienia. Masz tutaj wszystko podane na tacy. Rozumiem jakbyś takim komentarzem sypnął pod Synekdochą, Incepcją, Świętą Górą czy K-PAX. Ale to jest proste kino dla mas.

      A film cóż nie wszystkich wzrusza, mnie nie. A tematyka baletu i scenariusz uważam za tani gniot. To mi się w tym najmniej podoba. Film nie jest ciekawy. Miał zaprezentować pasję młodego chłopca, i zaprezentował, ale w taki bardzo tani sposób. Jak dla mnie 2/10.

  • Mowisz o negatywnych watkach gejowskich, a sam masz jakiegos homo w avatarze =)

    • to sie nazywa dyskusja na wysokim poziomie. Odnosze sie tylko do "genialnego" komentarza osoby wyzej

      • Niestety z tej dyskusji wynika, że żadne z Was nie oglądało uważnie albo po prostu nie rozróżnia pewnych zjawisk:) przyjaciel głównego bohatera nie był gejem tylko transwestytą, więc mowy o homoseksualiźmie, czy innym przesłaniu gejowskim tego filmu być nie może. A już zarzucanie filmowi, że ma jakieś ukryte wątki gejowskie jest troszeczkę śmieszny i oznacza chyba, że w każdym filmie autor tego stwierdzenia wyszukuje się takich wątków.:) A co do filmu to ciekawa historia i opowiedziana w ciekawy sposób. Ogólnie film wywarła na mnie dobre wrażenie, a teksty mnie rozbawiły oraz zachowanie babci Billy:)

  • Oraz trzeba wsiąść pod uwagę to , że film jest z 2000 roku wiec możecie widzieć różnicę miedzy dzisiejszą grą aktorską a sprzed 11 lat ;DD Mimo to uważam , że ten film jest niesamowity ;)) ;*

  • Mam wrażenie, że Twoja krytyka jest w sumie dość banalna. "Och, co za tandeta, wyciskacz łez, historia banalna". Pewnie tak, choć po trzech czy czterech tysiącach lat różnych opowieści nie ma już niebanalnych historii .
    Natomiast niewątpliwie wrażenie robi drugi plan, parę scen, które pokazują to, co dzieje się wokół głównego bohatera. Sceny z policją - i nie chodzi o pałowanie, ale o drobiazgi, w stylu "dziewczynka przejeżdżająca patykiem po tarczach", albo zabawa tychże policjantów w jakiś rodzaj baseballa. To, jak pokazana jest społeczność, która potrafi olać swoje uprzedzenia, gdy "jeden z nich" ma coś osiągnąć. Scena w szkole baletowej, ze zderzeniem dwóch światów. Itd. itp.

    W sumie dość zabawna jest ta Twoja krytyka - z jednej strony opieprzasz film za tanie sztuczki, z drugiej zaś sprawiasz wrażenie, jakbyś poza owe tanie sztuczki nijak nie wyszedł. A opinia na temat mentalności proletariatu - bezcenna, szanowny paniczu z upper middle.

  • A mnie na przykład dziwi czemu Szeregowiec Ryan jest tak popularny, to tylko moja opinia ale ten film jest nudny, wyłączyłem go po paru minutach. Może dlatego bo nie jest w moim guście? I oto właśnie chodzi, każdy ma inne gusta, mi się nie podoba a komuś innemu podoba ;)
    Pozdrawiam

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: