Jeden z najlepszych filmów s-f ostatnich lat! Polskie recenzje równie świetne co zagraniczne

A może nawet najlepszy. Na zagranicznym RT średnia ocen 8.6!

Polski Media Krytyk średnia recenzji 8.4!
http://media krytyk.pl/film/539/blade-runner-2049
(trzeba usunąć spację)

Denis Villeneuve nie zawiódł.

196
  • Świetnie!!Wiedziałem ,że Villeneuve nie zawiedzie :D

  • Oj nie zawiódł! NIKT nie zawiódł!
    Kocham pierwszy film i bałem się nowego. Niepotrzebnie!
    Mistrzostwo!!! Godna kontynuacja!!
    "Tears in the rain" (snow) na sali kinowej i ciary na plecach!!
    Polecam gorąco!
    Legenda powraca na ekarny!

    • Nie zgodzę się. Nie umywa się do BR ani intelektualnie, ani aktorsko, ani w sferze obrazu i dźwięku.

      Nie ma w nim nic odkrywczego, żadnej świeżości pomysłu, który był największym atutem BR. Chyba po prostu zabrakło geniuszu Dicka. Mamy nieco wydumaną i mało realistyczną intrygę, z wieloma zwrotami, w tym jednym głównym. Mniej więcej od punktu X (chyba każdy, kto oglądał wie, o jaki moment w filmie chodziło) założyłem 2 możliwe scenariusze rozwoju wypadków i okazało się, że oba się spełniły. Zero zaskoczenia.

      Gosling nie zagrał, tylko przebrnął przez film. Buster Keaton słynął z tego, że grał z kamienną twarzą. Gosling nie robi z tego atutu - nawet, jeśli założymy, że jego bohater jest sztuczny z natury, to inni sztuczni bohaterowie w tym filmie potrafili coś robić ze swoimi twarzami, a on nie.
      Ford miewał zadyszkę i momentami ledwie chodził. Napełnił mnie smutkiem. Serio. Wiem, że czas nikogo nie oszczędza, ale...
      Śliczna deArmas była śliczna. Koniec, kropka.
      Najwięcej życia i emocji odnalazłem - o dziwo - w postaci Luv. Niby też sztuczna, a potrafiła się wściec i skrzywić twarz.

      Największą wadą tego filmu była godzina za dużo. Godzina, która spowodowana była sztucznym wydłużaniem filmu poprzez sceny, które powstały tylko po to, żeby pokazać jakiś efekcik specjalny. I sceny z chodzeniem Goslinga. Wszędzie się skradał wolnym krokiem, przemierzał w ten sposób niezliczone schody i korytarze. Powolnie i majestatycznie, żeby podkreślić, jaki to jest ważny i mądry film. Nie ma co wysyłać Goslinga po mleko - w tym tempie zanim wróci, to mleko skwaśnieje...

      Acha. Jeszcze obraz i dźwięk. Obraz super. Z tyłu głowy mam jednak świadomość ceny, jaką pochłonęły efekty komputerowe, które w sumie nie były w najmniejszym stopniu nowatorskie. Natomiast ścieżka dźwiękowa była momentami łudząco podobna do Dunkierki, którą oglądałem niedawno. No i tak, Zimmer, poszedł na łatwiznę...

      Żeby nie było. Nie twierdzę, że BR 2049 to film ZŁY. Nie. Natomiast nie dorósł do pierwowzoru i pozostawił mnie z ogromnym niedosytem.

      • Szanuję Twoją opinię choć się z nią nie zgadzam.
        Pozdrawiam.

      • Zgadzam się z Tobą w 100%. Szczególnie z tym kwaśnym mlekiem. Nie ująłbym tego lepiej

      • Z tego co pamietam K niepewnie szedł tylko w scenach przed spotkaniem Deckarda. Jego postać generalnie tak została napisana-spokojny i opanowany replikant-glina.

      • Luv była w sposób przerysowany kobieca. Trochę w stylu anime. Właśnie nieco aż sztuczna. No, ale nie dziwię się, że też dałeś się nabrać, że to żywa kobieta. Do tego ja zaprogramowano.

      • "Blade Runner wpadł blado. I długo. Akcja celowo powolna, jakby dla podkreślenia "Łał, jaki wybitny film nakręciłem!". Do mnie nie trafił" Tataaleksandrykatarzyny Dziwne że na profilu masz wiele staroci i nie jesteś w stanie pojąc że montaż długie ujecia powolny kadr to nie jest żadne podkreślanie, ani fanaberia reżysera a specyfika kina sprzed 90 lat. W ten sposób reżyser oddaje hołd klasykowi sprzed 30 lat Słynął z tego Tarkowski, Kurosawa a obecnie praktykuje to Andriej Zwiagincew. S.Kubrick, nakrecił w taki sposób można by powiedzieć największe arcydzieło s-fiction jakim jest Odyseja kosmiczna. Zresztą w mojej opinii Denis Villeneuve używa podobnbych środków wyrazu, ujecia są symetryczne, ascetyczne, surowe i minimalistyczne. Nie wiesz o czym mówisz bo nie masz nawet podstaw na temat sztuki operatorskiej w kinie skoro wygłaszasz takie komunały, dlatego ja nie szanuje takiej oceny bo jest ona niczym nie poparta z wyjątkiem własnego widzimisie.

        • Egzik, otóż moja opinia jest poparta czymś dla mnie najważniejszym, czyli moim własnym odczuciem, czy coś mi się w filmie podobało, czy nie. Możesz się z tym zgodzić albo nie, ale - proszę cię bardzo - nie wtykaj sobie w tyłek piórka i nie gdacz na mnie z góry Tarkowskim i Zwiagnicewem, bo to jest portal dla ludzi, którzy oglądają filmy, a nie studiują sztukę filmową.

          Tak więc wiem, o czym mówię i nie muszę mieć pojęcia o niuansach sztuki operatorskiej, żeby stwierdzić, czy film mi się podoba. Podobnie jak nie muszę zagłębiać się w meandry sztuki masarskiej, żeby określić, czy kaszanka jest smaczna. Polecam czasem zejście na ziemię. Warto.

          Z powyższego względu ja nie szanuję takiej opinii jak twoja, ponieważ po pierwsze nie wynika ona z tego, czy coś było fajne czy nie, tylko z tego, że Wielcy Reżyserowie...itd, itp. Nie jest to zatem twoja obiektywna opinia. A, właśnie - swojej opinii na temat tego filmu (oraz żadnego innego) nie byłeś w stanie podać. To bardzo wygodne, jeśli się chce kogoś tylko po kostkach kopać.

          • Nie jestem żadnym studentem filmoznawstwa taką widzę na temat kina to chyba ma każdy kogo fascynacja kinem nie kończy się na produkcjach po roku 2000. Uważam że aspekty o których wspomniałem wyraźnie wskazują na walory filmu i stad moja wysoka ocena filmu . A jakie ty masz argumenty ? Oprócz tych banialuków o rzekomym sztucznym wydłużaniu filmu które biorą się jak juz wspomnialem ze zwykłego braku rozumienia ścieżki narracyjnej. Oglądnij sobie tak na poważnie Odyseje kosmiczną S.Kubricka. zobacz jak kiedyś kręciło się naprawdę dobre kino. Ja rozumiem że jest epoka Marvela i i montażu rodem z MTV ale warto najpierw zrozumieć żeby pozniej wygłaszać krytyczne opinie. Co do efektów to również się z Toba nie zgadzam, . CGI w tym filmie jest wykonane baardzo subtelniem zostały wykonane wcześniej setki koncep artów,. Świetnym rozwiązane jest to że efekty analogowe łącza się w tym filmie z efektami komputerowym, widać to doskonale na przykładzie np samochodów antygrawitacyjnych które zostały osobno wykonane jak repliki analogowe i widać to w statycznych ujęciach. Ten film to majstersztyk. Zostanie klasykiem.

            • Skoro już przywołujesz Odyseję, to powiem ci, jaka jest różnica.

              Kiedy Bowman w końcówce filmu przelatuje nad mieniącymi się kolorami kanionami, byłem wbity w fotel. Kiedy K skradał się do kasyna Deckarda myślałem głównie o tym, że fotel, w którym siedzę, jest cholernie niewygodny.

              Odyseja jest filmem głębokim, filozoficznym, stawiającym pytania i szukającym odpowiedzi. Jego wartość jest ponadczasowa, ponieważ pytania, które postawił nadal nie mają odpowiedzi. O BR 2049 za kilka lat może ktoś powie „No tak, byłem, widziałem, nawet niezły”. Nie ma w nim ani grama błysku geniuszu, który doprowadził do powstania Odysei. Oraz pierwszego Łowcy Androidów, który również postawił pytania, nad które do dziś nie ma dobrych odpowiedzi. Możesz wskazać jeden istotny i nowy dylemat moralny, który przedstawiony został w BR2049, a nie został już wyeksploatowany w innych produkcjach?

              Dobry film można poznać również po tym, że użyte środki są stosowne do dziejącej się na ekranie fabuły. Zakładam zatem, że jeśli film twórcy wstrzymują akcję filmu i czynią ją specjalnie powolną, to mają w tym jakiś cel. Może to być podkreślenie wagi ujęcia, wyeksponowanie jakiejś sceny, zbudowanie napięcia albo danie czas widzowi do przemyślenia jakiegoś zagadnienia. Czemu służą sceny wolnego chodu K, oprócz sztucznego wydłużenia filmu? Mógłbyś mi wytłumaczyć, specjalisto od „rozumienia ścieżki narracyjnej”?

              Na koniec wrócę do kaszanki. Z czego się robi kaszankę wie każdy. Kasza, krew, sól, pieprz, podroby, kiszka. Jeden masarz zrobi z niej wyrób palce lizać, a drugi źle zestawi składniki i nawet pies nie będzie chciał na nią spojrzeć. Moim zdaniem Villeneuve miał wszystkie potrzebne składniki, ale źle je pozestawiał.

              • byc moze nie rozumiesz juz pytan stawianych przez ten film, tak jak rozumiales odeseje czy pierwotnego blade runnera?
                bez urazy, moze sa zbyt obce kulturowo czy tez pokoleniowo, tak po prostu?
                mnie to powolne tempo wbilo w fotel, wstalem jakby 15 minut pozniej, a to byly 3 godziny...

                • To znaczy wiesz... Tu nie znalazłem żadnych nowych i ponadczasowych pytań, po prostu. Jeśli będziesz mógł mi je wskazać, to będę wdzięczny (serio, zero ironii) i być może poprawi to mój odbiór filmu.

                • dobrze, zeby nie bladzic, powiedz mi tylko, jakie pytania odnalazles w odyseji i poprzednim lowcy?
                  co powiesz o scenie w ktorej wallace zabija swoj wytwor? wiem, ze zostala oceniona jako "demonizowanie" wallace, ale co ty sadzisz? jak odebrales to, ze "nowo narodzona" istota nie broni sie?

                • Jakbym był nieuprzejmy, to bym powiedział, że nieładnie jest odpowiedzieć pytaniem na pytanie i skończył dyskusję. Skoro jednak sam nie znalazłeś sam żadnych ważnych pytań w BR20140, to może ich tam po prostu nie ma?

                  Latem tego roku odbył się zjazd futurologów związanych z przemysłem motoryzacyjnym, który to zjazd opanowały dwa problemy:
                  1. Jeśli samochód integralny spowoduje wypadek (samochód integralny Google w rok spowodował ich podobno 7 czy 8 i to część w sytuacjach banalnych dla kierowcy, nawet jeśli będzie nim staruszek z demencją, podagrą i alzheimerem), to kto jest winien: samochód czy programista?
                  2. Jak zaprogramować samochód integralny, żeby prawidłowo ocenił ryzyko i określił swoje działanie tak, żeby zminimalizować straty? Czy jeśli samochód uratuje pasażera unikając zderzenia czołowego zjeżdżając na chodnik, ale ceną za to będzie śmierć pieszego, to jest to działanie prawidłowe? Czy rodzina pieszego może się domagać odszkodowania? A jeśli tak, to od kogo – programisty, twórcy pojazdu czy może jego właściciela?

                  Jaki to ma związek BR? Prosty. Przekładając na inny język – co zrobić, jeśli maszyna podejmie działania odmienne od oczekiwanych? A w dodatku te działania będą akceptowane (albo wręcz pochwalane) przez część społeczeństwa?
                  Novum w BR było bowiem takie przedstawienie androidów, że zyskiwały one przychylność widza i pomimo nieciekawych zachowań kibicowaliśmy im przez cały film. Oczywiście, do tej pory powstały filmy o zbuntowanych maszynach, ale w tych filmach maszyny zawsze były jednostronnie złe, a w dodatku przypominały odkurzacze. BR postawił pytanie – a co, jeśli maszyny są ładne, miłe, uprzejme i walczą o prawa normalnie żywcem wyjęte z Deklaracji Niepodległości? Jak zdefiniować, co w działaniu maszyn jest słuszne, a co nie? I od czego to definiowanie zależy? W BR2049 to już tylko komplikowanie tego pytania przez wprowadzenie pojęcia „cudu” (nie będę się rozpisywał, żeby nie było spojlera)

                  Odyseja natomiast to piękna, poetycka i epicka opowieść o tym skąd przybyliśmy i dokąd zmierzamy. Czy jesteśmy sami, czy ktoś jest oprócz nas. Czy ten ktoś steruje naszymi poczynaniami, czy też działamy samodzielnie? Co czeka nas na końcu? Wspaniały film, Kubrick zrobił arcydzieło, do którego niewielu twórców filmowych zdołało się zbliżyć.

                  Na koniec – jak odebrałem to, że nowy model nie bronił się przed zabiciem? Mam koleżankę pracującą w hospicjum dla dzieci. Opowiadała mi ona, jak jej podopieczni odchodzą z tego świata pogodnie i pogodzeni z losem, a ich rodzice rozpaczają nad ich śmiercią. To jest reguła – dzieci umierają cichutko, a dorośli rozpaczają.
                  Może dla tego, że nie wiedzą jeszcze dokładnie, co to jest śmierć? Może dziecięco wierzą w dziadka z brodą siedzącego na niebieskim tronie, który czeka, by ich objąć i przytulić? A może po prostu żyją na tym świecie tak krótko, że mają bardzo mało do stracenia?
                  Wracając do androida – może nie wiedział, co się z nim dzieje? Może mu tego jeszcze nie wszczepiono? A może nie wiedział, jak się bronić?
                  Moim zdaniem więcej ta scena mówi o Wallace, niż o androidach.

                • Moim skromnym zdaniem BR postawil pytanie czy wytwory bio inzynierii, ktore od ludzi urodzonych naturalnie ledwo mozna odroznic to nadal sa maszyny. Zupelnie nie przejmujac sie slusznoscia dzialan czy tez nie, a dlatego kibicowalismy , bo odbierano im prawa istot zywych. Naprawde nie dostrzegam tutaj odniesien do wadliwosci tych maszyn, raczej do buntu przeciwko tworcom.
                  BR2049 natomiast idzie znacznie dalej i pyta w jaki sposob wlasciwie definiowac "czlowowieczenstwo" i dlaczego czlowiek ma byc wyniesiony, czy dlatego ze sie rodzi? czy dlatego ze kocha, a moze dlatego ze zostal naznaczony przez Boga? Czy rzeczywiscie ma dusze i co to wlasciwie dusza?
                  Kazda zywa istota od urodzenia posiada instynkt samozachowawczy. Dzieci z hospicjum o ktorych piszesz, ze wzgledu na cierpienie, zdazyly sie go juz wyzbyc. Nie nazwalbym tego jednak regula.
                  Wracajac do sceny o ktora pytam, czyz nie wyglada ona jak rytual? Mowi wiele o kazdym jej uczestniku. Byc moze ofiara byla rzeczywiscie maszyna, a byc moze byla nia jeszcze, a pozniej przestalaby nia byc? Byz moze tez na tym polegal blad Wallace, moze nie zrozumial skad bierze sie zycie i czym jest? Moze cudem, ktory jak to ujales, zaledwie komplikuje pytanie, a byc moze kiedy pytanie jest odpowiednio postawione zmienia postac rzeczy?
                  Mysle, ze w BR2049 znalazlo by sie jeszcze kilka odwaznych pytan na temat AI i relacji ludzie - AI.

                  Odnosnie samochodow autonomicznych, o ktorych piszesz na poczatku, wydaje sie to byc zupelnie innym problemem. Slowem klucz wydaje sie byc "dopracowanie" - to po prostu bolaczka dzisiejszych czasow, prawda? Wszystko obecnie jest niedopracowane, zrobione na szybko i byle jak, aby tylko nastapilo spieniezenie.
                  Wydaje mi sie, ze gdyby samochod autonomiczny byl dopracowany wymienione problemy nie istnialyby.

                • A jakie pytania ponadczasowe stawia oryginalny Bladerunner? Tylko zabawa w definiowanie człowieczeństwa, ale to samo mamy w nowym Bladerunnerze. A i stary Bladerunner jako pierwszy nie postawił takiego pytania, wiec nie nazywałbym i tego nowością (na miarę tamtych czasów).

                • To nie jest żadna zabawa w definiowanie człowieczeństwa. Jakieś 150 lat temu na północy Stanów Zjednoczonych również zaczęła się "zabawa w definiowanie człowieczeństwa" czarnoskórych niewolników. Powiedz dziś, że to zabawa...
                  Po resztę pytań ponadczasowych zapraszam do mojej odpowiedzi dla ElDraque.

                • Po czesci jest to zabawa pojeciami, oba filmy rujnuja dotychczasowe sacrum, jakim uczynil z siebie czlowiek.

                  Te same Stany Zjednoczone jeszcze 30-40 lat wczesniej "definiowaly czlowieczenstwo" czerwonoskorych, ktorych populacja po tym skurczyla sie do 1%., Dlugo po czarnoskorych niewolnikach zabawa jeszcze trwala i dopiero w 1924r w USA wszyscy Indianie uzyskali obywatelstwo... ale przeciez zabawa trwa nadal.
                  Jednak nie podjales tematu, a szkoda.

                • Nie podejmuję tematu, bo po co? Nie przekonamy się. Wyraziliśmy swoje opinie i zastygliśmy na zajmowanych dotychczas pozycjach. Ponieważ film nie zaczyna się od wielkich napisów „W TYM FILMIE TWÓRCY CHCIELI POWIEDZIEĆ, ŻE…”, więc założyć należy, że moje zdanie jest tak samo trafne, jak twoje. I vice versa, oczywiście. Jak również każdego innego widza.

                  Łączę wyrazy szacunku za kulturalną dyskusję.

                  Co oczywiście nie zmienia sprawy, że się nie zgadzam z twoją interpretacją :-D

                • Sumarycznie zgadza sie, chociaz z drugiej strony, gdyby nasze opinie byly tozsame, dyskusja tym bardziej nie mialaby sensu. Przez moment mialem wrazenie, ze odnajdziemy wspolna plaszczyzne w odniesieniu do literackiego pierwowzoru tudziez siegajac nawet Lema, ale to tez nie ma sesnu.
                  pozdrawiam i do nastepnego!

      • Tataaleksandrykatarzyny zgadzam się z Twoją opinią. Na 100 % :-)

      • Moim zdaniem, wizualnie jest znacznie lepszy od Łowcy. Owszem, nie ma tutaj pięknej sceny z Royem, nie jest to także nowością, więc wymagamy znacznie więcej i to jest naturalne, ale nie powiedziałabym, że film był gorszy. Chyba w moim odczuciu był nawet minimalnie lepszy. Mimo, że wydaję się momentami zbyt długi, a charaktery postaci nie są tak dobrze rozpisane jak w podstawie, uważam, że film zasługuje na znacznie więcej niż standardowy epitet: "gniot". Ścieżka dźwiękowa, kadry, gra świateł i montaż to majstersztyk, a plot twist też był całkiem w porządku.

        • Nie napisałem, że film to gniot. To nie jest zły film, nie uważam, że wydane na bilet pieniądze zostały zmarnowane.
          Co do wersji wizualnej również nie odniosłem się druzgocąco - w BR wszystko było bardziej rozmazane i zadymione (kwestia klimatu i co by nie mówić - mniejszych możliwości technicznych), w BR2049 wyostrzone i pełniejsze detali. Jednak twórcy nie zaproponowali nic nowego, czego już bym nie widział - może z wyjątkiem zbliżenia między K a Joi/Mariette. (Bez której to sceny film też chyba mógłby się obejść - czym pewnie znów się narażę :-P)

          • Nie, no! Ogólnie rozumiem w pełni reakcje niektórych odbiorców na ten film. Zwłaszcza, że ostatnio wyszło sporo filmów poruszających kwestię pt." "Czy sztuczna inteligencja jest taka sztuczna? Co jeśli android coś czuje?". Doskonałym przykładem jest film "Ex machina". Pierwsza część Łowcy miała o tyle mocniejsze wejście, bo to wszystko było jeszcze w miarę nowe. No i zgadzam się z Panem w pełni co do długości poszczególnych scen.

          • skoro twórcy wg twojego czuja nie zaproponowali niczego nowego to film mógłby się prawdopodobnie obejść bez wszystkich scen.
            to trochę nielogiczne, że usunąłbyś jedyną wg ciebie nowatorską scenę zarzucając jednocześnie, że film jest wtórny i jego twórcy "nie pokazali niczego czego już byś nie widział".

            co do wspomnianej produkcji kaszanki i wiedzy n/t tajników jej wyrobu:

            moim zdaniem im więcej się wie na jakiś temat tym lepiej. bycie oczytanym, obytym, a nie ignorantem raczej na świecie brane jest za atut. zdaję sobie sprawę, że nad Wisłą to zawsze było podejrzane - my to tak wolimy spontan i czucie co mówi więcej niż mędrca szkiełko i oko. improwizacja byle z rozmachem "i ja z synowcem na przedzie i jakoś to będzie". upraszczając.

            gdybyś był smakoszem rzeczonej kaszanki i próbował różnych kaszanek zrobionych wg różnych metod i receptur przez różnych twórców to właśnie rozległa wiedza kaszankofila bardzo by się przydała - oczywiście niezawodne odczucie nadal pozostanie dla ciebie i dla nas najważniejsze. i tego się trzymajmy.

        • Porażka,porażka,porażka.Ot cała recenzja.

      • tak mi się coś wydawało, że film będzie przechodzony. Jakby nie mogli chlasnąć z pół godzinki. Sami pewnie montując często na papierosa wychodzili, ale ty biedny widzu siedź na tyłku i wypatruj. Eh życie. A obejrzeć muszę, nie ma przeproś.

      • Luv była słaba... Główny czarny charakter zdecydowanie zawiódł. Nie zgodzę się też, że film nie wniósł nic nowego ale faktycznie historyjka była zbyt prosta i płytka jak na taki czas trwania

      • Mam takie same odczucia. To nie jest zły film. Ale jako kontynuacja TEGO Blade Runnera to nie jest to WYSTARCZAJĄCO DOBRY film.
        Co więcej jest co najmniej o godzinę za długi. Przegadany. Ze słabymi dialogami i dziurami w scenariuszu (trup ściele się gęsto na komendzie i .... nic ).

    • Jakie czasy takie standardy i taki film. Oczywiście, że nowy Blade Runner nie dorównuje oryginałowi. Brak wyrazistych postaci (w jedynce każda kolejna postać czymś się odznaczała, w nowej wersji wszyscy odznaczają się tym samym - przeciętnością - zwłaszcza jeśli porównamy je do jedynki) , brak interesujących dialogów (film trwa prawie 3 godziny, a nie ma w nim ANI JEDNEGO dialogu, który zmusza człowieka do myślenia - jedynie pseudointelektualne patetyczne pieprzenie), brak zapadających w pamięć scen i liczne momenty w których film się nuży i dłuży. Film nie jest zły, ale w porównaniu do oryginału wypada blado.

  • Wczoraj wieczorem byłem przedpremierowo i wychodziłem z uginającymi się kolanami :D
    Film RE-WE-LA-CYJ-NY. Denis Villeneuve stworzył nową jakość w Sci-Fi. Do tego muzyka! Nie będzie to tak ponadczasowy soundtrack jak pierwowzór Vangelisa, ale chłopaki dały radę. Mam mieszane uczucia co do udziału z Hansa Zimmera.

    Scenariusz też rewelacyjnie się sprawdził. Teraz czekam na "Diunę" od Denisa Villeneuve'a!

  • Obejrzałem i cóż powiedzieć...od strony wizualno-dźwiękowej świetny! Jednak zbyt dużo nawiązań do jedynki...rozumiem, legenda, no ale bez przesady! Miałem wrażenie, że momentami to remake, a nie sequel. Tak jak przy Przebudzeniu Mocy, które śmiało można by uznać za remake Nowej Nadziei. Aktorsko nikt na plus wyraźnie się nie wyróżnił...Amy Adams w Arrival zagrała lepiej niż wszyscy główni aktorzy tutaj razem wzięci. Gosling dalej to samo, Robin Wright Penn druga już przeciętna rola po Wonder Woman. Scenariusz też mi po części nie podszedł...a zakończenie już typowo hollywoodzkie. I przede wszystkim-ten film jest za długi. Skróciłbym o co najmniej 30 minut. Po genialnym Nowym Początku jestem zawiedziony. Moja ocena to 6/10.

    • W dużej części się zgadzam, ale daję 7/10 na tle tego co ostatnio wychodzi z Hollywood ;)
      Zakończenie zrobione pod sequel sequela, cały film momentami dłużył się jak jakaś "wersja reżyserska" i rzeczywiście muszą powiedzieć wszystko to, czego przeciętny amerykański widz nie zrozumie bez objaśnienia wielkimi literami.
      Szkoda mi postaci Deckarda, który wydaje się tu powielać swój występ w "Przebudzeniu Mocy" (= idzie legenda, pomachajmy), a całe podsumowanie jego działań w BR przez Wallace'a było po prostu żenujące.

      Nie zgadzam się co do jednej rzeczy: Gosling idealnie nadawał się na androida i nie powinien tu jakoś szczególnie "grać", więc spisał się dobrze.

    • Dokładnie opisałeś moje odczucia. Film za długi, miejscami wiało nudą, przefilozofowany. Najbardziej raziło typowo amerykańskie podanie wszystkiego na ławę. Zdjęcia, klimat miasta i zniszczonej ziemi świetne, muzyka zbyt natarczywa. Aktorzy nieźli, Gosling pasował mi do tej roli, ale nie było nikogo, kto jak R. Hauer skradł by film. 7/10.

      • Bez obrazy, ale jestem przekonany, że dużo rzeczy nie zrozumiałeś i nie wychwyciłeś wszystkich smaczków. Także spokojnie z tą "kawą na ławe" :) Oczywiście to nie jest ubliżanie Twojej osobie, ponieważ film ma mnóstwo ukrytych smaczków i aby fabułe logicznie poskładać to trzeba się nakombinować :) Jedynie podważam Twoją opinie na temat łatwości przekazu.

    • Filmowy średniak niestety z ziewaniem w tle.

  • na meta 82/100, na rotten z 95% na 88% spada na łeb, dlatego, że opłacone recenzje zaczynają stanowić mniejszosć...

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: