Ciężko oceniać ten film..

Rozumiem, że istnieją pomiędzy ludźmi zawikłane relacje.
Rozumiem też, że "życie nie jest proste", emocje bywają okrutne i krzywdzące, ale są granice egoizmu. Trójka głównych bohaterów je przekracza, jak dla mnie są to niezdecydowani, popaprańcy, którzy lubią, niedelikatnie i kolokwialnie mówiąc nawzajem sobie dowalać, nie myślą o uczuciach drugiej osoby.
Tak, trójka ponieważ najbardziej obrywa osoba szczera, dobra i koniec końców - niewinna (Alice). Reszta to egocentrycy, którzy za nic mają kogokolwiek poza sobą.
Dlaczego ciężko mi oceniać ten film? Hm, może dlatego, że jestem za smarkata, a może dlatego, że tak paranoicznych relacji nie sposób do końca zrozumieć?

Ogółem seans mi się podobał, miał swoje smaczki, gra aktorska na wysokim poziomie. Zachęcam do dyskusji ;)

14
  • Rzeczywiście ciężki i jeszcze "męczy" po seansie. Na okazję obejrzenia tego filmu czekałem dość długo (4 maj), aby móc taki seans obejrzeć w pewnym spokoju, ciszy. Zrobiłem to dzisiaj w środku nocy - tak to najlepsza dla mnie pora na filmy i książki. Dodatkowo, aby bardziej zrozumieć ten cały świat bohaterów, przed chwilą przejrzałem dokładnie od 1:10:00 (spotkanie Anny z Danem w barze opery).
    Na razie napiszą tylko tyle, że postępowanie całej czwórki bohaterów było wg. mnie niedojrzałe. Na ten czas nie rozwinę mojej opinii, ale w miarę rozwinięcia się dyskusji - na co mam nadzieję - i ułożenia moich myśli i odczuć w mojej głowie, wrócę, aby więcej coś napisać.
    Dodam jeszcze, że najbardziej wstrząsnęło mną postępowanie Alice w stosunku do Dana:
    [SPOILER]
    Mianowicie mam na myśli tu scenę ich dwójki w hotelu. Nie rozumiem jak można w ciągu ułamku sekundy przestać kogoś kochać. Czy to było prawdziwa miłość do drugiej osoby czy po prostu nietrwałe zauroczenie, którego nie umiała rozróżnić Alice. Naprawdę to mną wstrząsnęło i już chyba nie muszę pisać dlaczego gdyż kto oglądał uważnie i pamięta, to mimo zdrady Alice, Dan potrafił jej wybaczyć, jedynie sprawdzanie Alice nie było w porządku, ale nie powinno to psuć, niszczyć prawdziwego uczucia. W tym momencie powinni albo pójść po prostu spać lub przemyśleć jeszcze trochę - Alice leżąc w łóżku, a Dan idąc po śmierdzące faje.
    [KONIEC SPOILERU]
    Coś jeszcze chyba chciałem napisać, ale nie pamiętam gdyż w połowie pisania postu wcisnąłem niestety kombinację klawiszową ALT+<.
    Niemniej zapraszam do dyskusji, tylko proszę się zbytnio nie rozpisywać. Lepiej wszystkie swe odczucia pisać "na raty", na bieżąco.

    • SPOILER
      Myślę, że Alice po prostu w ułamku sekundy zdała sobie sprawę z tego, że Dan ją bardzo skrzywdził, i mimo, że go kochała, nie była w stanie mu do końca wybaczyć i żyć z nim, z tym co jej zrobił.

      • SPOILER

        Uważam, że Alice nie kochała Dana. Ona go potrzebowała. A Dan jej nie skrzywdził. Sama sobie zadała ból uzależniając się od swojego mężczyzny. Zdrada, jakiej doświadczyła była jedynie okazją do otworzenia oczu: skoro dochodzi do zdrady, miłość między dwojgiem ludzi nie istnieje. To jest raczej układ, w którym obie strony czują się komfortowo, ponieważ łatwiej jest im żyć z kimś u boku(dlaczego tak boimy się samotności?). Do czasu. Kiedy jedna z osób pozna swoją prawdziwą bratnią duszę. W tym wypadku była to Anna.

        Ja widzę to tak: miłość w tym filmie owszem, istniała, między Danem a Anną. Niefortunnie obydwoje byli w związkach, zanim uświadomili sobie o uczuciu jakie do siebie żywią. Bali się skrzywdzić swoich partnerów, dlatego zwlekali z podjęciem decyzji o opuszczeniu dawnych "ukochanych" i związaniu się ze sobą.
        Z kolei Alice i Larry panicznie bali się odrzucenia i jeszcze bardziej utrudniali tym pierwszym pielęgnowanie uczucia(jedynego prawdziwego, jakie w tym układzie zaistniało).

        • "Uważam, że Alice nie kochała Dana. Ona go potrzebowała. A Dan jej nie skrzywdził. Sama sobie zadała ból uzależniając się od swojego mężczyzny. " ???

          Sądzisz, że pragnienie drugiej osoby nie jest miłością skierowaną na tę osobę? Dlaczego?

        • Film obejrzałam przed chwilą, więc mam dość nieuporządkowane odczucia i zdanie o nim. Jestem jednak pewna, że to nie była komedia romantyczna, nie był aż tak przewidywalny, schematyczny i - przede wszystkim - czarno-biały. Chciałabym zasugerować, że myślisz bardzo, ale to bardzo czarno-biało. "Prawdziwa bratnia dusza"? Że co, że tylko jeden człowiek jest nam przeznaczony, zakochać się można tylko raz, a jeśli twoja prawdziwa miłość jest Chińczykiem, to masz pecha? Że niby żadne z nich się nie kochało oprócz Anny i Dana? Wydaje mi się, że miłość nie jest taka jak w komediach romantycznych.

    • Alice nie przestała kochać Dana, Alice zorientowała się, że wszystko będzie tak jak było do tej pory, a on znowu ją zrani, dlatego odeszła, łamiąc przy tym swoją zasadę dotyczącą nie odchodzenia od osoby, którą wciąż kochasz. Musiała jakoś to wszystko przerwać.

      I też myślę, że Alice jako jedyna naprawdę kochała. Anna? Postać która wzbudziła we mnie zdecydowanie najbardziej antypatyczne uczucia z całej czwórki. Najbardziej egoistyczna z nich wszystkich. Przecież mogła być szczęśliwa z Danem, ale sama to zniszczyła.

      • W punkt. Mam takie same odczucia odnośnie Alice. Ona gdzieś wyczuła jego desperację. Anna nie mogła być szczęśliwa z Danem, świetnie podsumował ją Larry. Nie mogłaby być szczęśliwa, bo to zaburzyło by jej permanentną depresję. Są już takie osoby, które podświadomie całe życie się katują i wplątują w toksyczne półświatki byleby nie być szczęśliwym. A może paradoksalnie ich depresja to ich ostoja i szczęście?

        Według mnie Alice była zachcianką i chwilową pasją Dana. Jednak mu się znudziło, Anna była nieosiągalna = atrakcyjna. Tak naprawdę nie wiemy czy szybko by się nią nie znudził jakby była rozwiedziona i dostępna. Był pisarzem, a więc często utożsamieniem wiecznego poszukiwania "arcynatchnienia". Niespełniony. Alice wcale nie potrzebowała zaś Dana, on tak powiedział, ale ona go po prostu kochała, nie była desperatką jak on, byleby kogoś mieć, już od początku dała się poznać jako postać silna i niezależna. Natomiast Larry. Larry zalatywał mi socjopatią. Nie kochał nikogo. Miał potężne libido, hektolitry testosteronu i dziwną obsesję na chęć posiadania. Zdawało mi się, że mógłby naprawdę pochylić się do dna byleby stanęło na jego i osiągnął pozorne zwycięstwo. Anny nie kochał. Anna była trofeum.

    • Według mnie to Dan zachowywał się jak rozkapryszone dziecko. Gdy Anna postanowiła od niego odejść, on się zorientował, że Alice jest wolna i pewnie go kocha, więc leci do niej, bo myśli, że ona jest głupiutką, szarą, młodą gąską. Lecz ona zdaje sobie sprawę, że on jednak jej nie kocha tak jak Anny i nie będzie z nim do końca szczęśliwa. I nie przestała go kochać. Po prostu myślała, że bez niego sobie nie da rady, nie będzie umiała żyć.

  • Fajnie, tylko że tam nie było żadnej Alice..;)

    • Brawo za spostrzegawczość -.-

    • Zdecydowanie nie było żadnej Alice ... To Jane, która według mnie nie była wcale taka pokrzywdzona, a która była początkiem kłamstw i oszustw. Podawała się za Alice i kelnerkę, tymczasem pracowała w zupełnie innym zawodzie, a swojego paszportu nie chciała ujawnić, nie dlatego, że wstydziła się zdjęcia, lecz dlatego, iż zupełnie inaczej się nazywała, a swoje prawdziwe imię wypowiedziała tylko Danielowi, który i tak w to nie uwierzył. Przez cały film bohaterowie są zdania, że muszą mówić sobie tylko prawdę, bo tak się rzekomo kochają, że nie mogliby się okłamywać. Tymczasem każde każdego w dość podstępny sposób oszukuje i sobą manipuluje. Wracając do Jane... W końcowej scenie w hotelu zakończyła "związek" z Danem, który myślał posłuchawszy "szczerej" rady Daniela, że Jane rzuci mu się w objęcia i do niego wróci, w podobny sposób jaki on ją wcześniej zostawił. Ona go wcale nie kochała. Potrzebowała go tylko jako elementu do stworzenia swojego nowego życia, w którym była Alice. Bez niego musiała wrócić do życia Jane. Hotelowa scena była jej zemstą, która dowiodła, że łącznie z wcześniejszymi kłamstwami Jane, była ona najbardziej intrygującą postacią w filmie - oczywiście według mnie ;)

      • Kurde słuszne spostrzezenie, ktorego nie zauwazylam. Dzieki! Zastanawiam sie tylko czy Larry , juz na koncu bedac z Anna, naprawde uwazal, ze ona go kocha? On jest zarabiscie porypany ten film! Przez co tak mi się podoba! ;P

        P.s Powiedziala swoje prawdziwe imie Larremu, a nie Danielowi, ale to zapewne nie chcaca pomylka ;)

      • Czemu uważasz, że to, że była kelnerką, było kłamstwem? Wydaje mi się, że odkąd zaczęła podawać się jako Alice i zaczęła być z Danem, to faktycznie zaczęła też pracować w kawiarni. Dopiero gdy Dan ją zostawił, wróciła do pracy w klubie. Przynajmniej tak mi się wydawało. Kłamała co do imienia, bo być może chciała rozpocząć nowe życie. Patrząc w ten sposób nie jest tak negatywną postacią.

        • Ja rowniez uwazam ze Alice byla postacia najmniej zamieszana we wszystkie intrygi, klamstwa i manipulacje. Byc moze zaczela przedstawiac siebie jako Alice poniewaz chciala sie odciac od przeszlosci.
          To male klamstwo z jej strony, w zaden sposob nie skrzywdzilo zadnego z innych bohaterow tego filmu.
          W moim odbiorze Alice (Jane) kochala jako jedyna szczera miloscia i zreflektowala sie na samym koncu
          (scena hotelowa) ze Dan jest niedojrzalym emocjonalnie chlopcem, ktory sam nie wie czego chce i z ktorym nie bedzie w stanie ulozyc sobie zycia.

          Najmniej pozytwnym i dojrzalym bohaterem jest dla mnie Dan, ktory nie potrafil zyc bez manipulowania innymi, tak jak gdyby czerpal z tego ogromna satysfakcje. Byl bardzo niezdecydowany, zagubiony, chyba sam do konca nie wiedzial czego tak naprawde chce.

          Spodobala mi sie natomiast w pewnym stopniu postawa Dana, ktory postanowil do konca walczyc o swoja zone, choc nieco pokretnymi metodami, pytanie czy bylo warto i czy bedzie jej w stanie ponownie zaufac.

          Podsumowujac to nie Jane byla poczatkiem klamstw i manipulacji, ale Dan, ktory wykorzystal
          Jane (Alice) do wywolania zazdrosci u Anny.

          Swoja droga, choc Panie nie sa w tym filmie swiete, to jednak Panowie graja na ekranie glowne skrzypce w manipulowaniu innymi.
          A jak jest w zyciu ;) ?

      • Moim zdaniem była i najbardziej intrygująca i najbardziej szczera. Według mnie kochała Dana, jednak w hotelu przejrzała na oczy, wiedziała, że on nie, że to jego desperacja go popchnęła do niej. Była silna, odeszła. Bo ile par tkwi w takich popłuczynach zależności długie lata ze strachu przed osamotnieniem? Może nigdy nie ujawniła swoich danych, żeby zachować tą swoją zbroję. Sceny w klubie na prywatnym pokazie były kluczowe według mnie. Kiedy Larry jej mówi, że wymyślają imiona, żeby bezwstydnie pokazywać swoje wdzięki obcym. Może ona zmieniła dane, żeby chronić się w ten sam sposób. Tylko nie pokazywała ciała a siebie i swoje serce i duszę? A może była to metafora jednej wielkiej obłudy w której kreuje się setki czy tysiące par? Że za centrum wartości ustanawia się swoje potrzeby i wymagania, oczekiwania? Tak naprawdę nie liczy się z kim ten związek budujesz ;) tylko to jaką osobą jesteś, do czego dążysz i co zrobisz, żeby to osiągnąć.

  • Cięzko ocenić ten film, dałam 5. Myśle, że niska ocena nie wynika z niezrozumienia tematu, po prostu pomimo znakomitej obsady, gry aktorskiej i niezłego pomysłu, coś nie tak było z tym scenariuszem....

  • czy to był relacje "paranoiczne"? wątpię, to raczej relacje ludzi o bogatych wnętrzach, co nie znaczy wcale że ludzi dojrzałych, czy w pełni zdrowych emocjonalnie.

  • Nikt nie poruszył kwestii Ruth.
    Ruth to pierwsza (jaką znamy) dziewczyna Dana. Wiemy o niej tyle że jest lingwistką. I że... JEST.

    Alice/Jane nie ma skrupułów wygryźć biedaczki. Czyli już wiadomo, że nie jest wcale taka "szczera, dobra i niewinna".
    W tym wypadku nawet Anna okazuje się lepszym człowiekiem. Nie chciała rozbijać związku.

    Znamienna, a wręcz symboliczna jest scena odprawy paszportowej.
    Poznajemy w niej prawdziwe i PEŁNE imię Alice, czyli Jane RUTH (!) Jones.
    Ten motyw podkreśla, że Jane o DRUGIM IMIENIU RUTH jest RUTH NUMER DWA.
    A skoro był numer jeden i dwa, to należy spodziewać się kolejnych.
    Dlatego nie rozumiem jej bezsensownej złości na Annę?
    Uniewinniała Dana, a frustrację ładowała w "wiedźmę", jak ją zdaje się nazwała...
    Przecież od razu było wiadomo że typek jest niestały w uczuciach. ;)

    Ok. Nikogo nie wybielam.
    Uważam że cała czwórka była siebie warta.
    Po równo.

  • Uważam że film jest bardzo dobry, smutny ale jakże prawdziwy, ukazujący ludzkie uczucia, to jaką trudna walke potrafilmy w sobie toczyć. Czlowiek czasem bywa zagubiony, sam nie wie czego chce, czy tak nie jest ? Dośc ciezki klimat, ale mi się podobal, dostarczyl mi wiele emocji.. Film troszkę przerysowany, ale mysle ze wlasnie powinien taki byc, zeby podkreslic i zwrocic naszą uwage na pewne aspekty, zachowania. Niby prosty,skupiający uwage na zachowaniach miedzyludzkich, perypetiach ,lecz bardzo interesujący.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: