Świetny film z beznadziejnym zakończeniem

I znowu całkowicie nieudane zakończenie w dobrym polskim filmie.

Ostatnie minuty filmu powinny dać możliwość emocjonalnego skonsumowania sukcesu Religi. Wzruszenie i radość byłyby jak najbardziej pożądane na koniec.
W zamian skończyło się na scenach akcentujących porażki w zgonach pacjentów po dokonanych transplantacjach serca. A jedynie w napisach po seansie była jakaś optymistyczna notka.
Szkoda... Nawet zdjęcie z National Geographic nie wiele tu zmieniało, bo wrzucone zostało bez żadnych wyjaśnień. A gdyby tak wstawić parę ujęć z osobami, które żyją do dziś dzięki tym transplantacjom (między innymi pacjent z owego zdjęcia), byłoby znacznie lepiej...

42
  • Pacjent ze zdjęcia nie żył gdy robiono to zdjęcie. Prof. Zembala powiedział w jednym z wywiadów że Pan Żytkiewicz był operowany w innej sali.

  • zobacz sobie dowolny amerykański film o lekarzach, tam są ciągle te same radosne zakończenia.

    • Co nie zmienia faktu, że w filmie Bogowie takie radosne zakończenie byłoby właśnie na miejscu

      • Oj nie, właśnie dzięki temu film miał jeszcze mocniejszy wydźwięk. Odniesienie do rzeczywistości.

        • A ja zgadzam sie z JakBym w 99%! tylko tyle bo ja mimo wszystko oceniam film na mocne 8 a nie 7 jak przedmowca, tez z powodu koncowki filmu.

          Sam osobicie bardzo z dystansem podchodze do polskich produkcji po tych wlasnie 'pseudokomediach' robionych na sile w stylu hamerykanskim oraz historycznych w stylu "Bitwy Warszawskiej". Mogliby wlasnie skopiowac cos od ludzi zza oceanu, co by nadalo 'epickosci' ostatnich scen.

          W filmie praktycznie nie ma nic do czego mozna by bylo sie przyczepic, moze poza drobnymi szczegolami jak muzyka czy kilku aktorow drugoplanowych. Przez caly seans chodzilo mi po glowie czy dam filmowi ocene 9 czy 10.

          Film zaczal sie z mocnym przytupem w postaci ((SPOILER)) smierci dziewczynki, co juz od razu nadalo powage filmowi i zupelnie inny wydzwiek przeklenstwom i pijackim wybrykom glownego bohatera. Film tez nie nudzil watkiem problemow malzenskich co napewno by bylo spotegowane w zagranicznych produkcjach. Film byl typowo polski i chcialem by zakonczyl sie jednak w stylu milionowych produkcji. Zabraklo doslownie 5min, pokazanej operacji, jakichs zwrotow akcji (nawet wymyslonych) az w koncu finalne zwyciestwo. Dokladaka, jak napisal kolega w postaci prawdziwych zdjec ludzi ktorym Pan Profesor Religa uratowal zycie dodalyby wlasnie tylko poteznego echa jego osiagnieciom.

          Potrafimy robic swietne dramaty, bo w naturze mamy smecenie - a w dzisiejszych czasach przydaloby sie wlasnie cos wynioslego, pokazujacego ze nawet w najciezszych chwilach potrafimy osiagac WIELKIE RZECZY - tak, MY - Polacy!

  • Nie masz racji, moim zdaniem, oczywiście. Ten film opowiada o dążeniu do celu, o przełamywaniu barier, główne mentalnych (czyli najtrudniejszych do przełamania). To nie jest o film o pierwszym udanym przeszczepie serca w Polsce, tylko o drodze do tego, o wysiłku jaki trzeba było w to włożyć, o pracy jaką trzeba było wykonać, aby to osiągnąć. Zakończenie jest świetne, bo zamyka etap tej właśnie ciężkiej pracy. Poza tym typowo szczęśliwe zakończenia nie do wszystkiego pasują, dobrze że nie wszystko jest podane na tacy. Jak dla mnie cały film jest absolutnie niesamowity, a zakończenie jest idealne.

    • Zgadzam się :-)

    • Idealne podsumowanie!

    • Dodam od siebie, że w tym filmie niemożliwy był happy end. Jak wszyscy wiemy - to, czy operacja się powiedzie, okaże się dopiero po jakimś czasie, gdy przeszczep się przyjmie. Owszem, radość po pierwszym udanym była ogromna - ukazano to w scenie, gdy ekipa telewizyjna odwiedza szpital i wszystko z ekscytacją relacjonuje. Ale niedługo potem pacjent umiera. I potem kolejne operacje nie wyglądają już tak samo. Przeżycie pacjenta tylko nieznacznie nastraja do pozytywnych emocji, bo nie wiadomo, czy pożyje miesiąc czy może lata. A dopiero to przeżycie kilku lat (a nie kilkunastu dni) jest prawdziwym sukcesem. Jak jednak miałby zostać on ukazany? Po roku od pierwszego udanego przeszczepu Religia skacze pod sufit i płacze ze szczęścia, że w końcu - po tylu klęskach - się udało? Czy może ta operacja byłaby zakończona jakimś niesłychanym wybuchem radości, bo lekarze by czuli, że tym razem jednak wyszło?
      Według mnie zakończenie jest idealne. Po operacji Religa mierzy się sam ze sobą. Nie musimy dostawać fajerwerków, uśmiechów, łez szczęścia - my WIEMY, że się udało. On jeszcze nie. Tutaj się kończy jego walka z wiatrakami, a zaczyna spełnianie marzenia. Naprawdę, Hollywood uraczyło nas wystarczającą ilością happy endów; po co na siłę wciskać je do polskich filmów, które tego nie potrzebują?
      Ostatnia scena jest stonowana, zimna, ale jednocześnie wbijająca w fotel. I wpasowuje się doskonale w klimat całej produkcji.

      • Bardzo sensowna wypowiedź :-). Uważam podobnie - my wiemy, jak to się skończyło, a zamknięcie filmu odniesieniem do jednego z najsłynniejszych zdjęć w historii jest wręcz idealne. Świetny film, który wbrew niektórym fantastycznie poprawia humor i napędza pozytywną energię. To jest film o zwycięskiej walce z przeciwnościami losu, ludźmi i własnymi słabościami.

  • Według mnie, zakończenie idealnie pasuje do tego filmu, a pomysł z użyciem zdjęcia to strzał w dziesiątkę. Film oglądałem w kinie, ale do dziś pamiętam tą genialną końcówkę.

  • Tak ogólnie to film pokazuje w większości same niepowodzenia Religi. Fakt końcówka filmu mogłaby być bardziej pozytywna z jakimś radośniejszym zakończeniem niż tylko zdjęcie i napisy. Poza tym ścieżka dźwiękowa filmu też siada. Bardzo słabo wypadają wciśnięte na siłę zagraniczne kiczowe przeboje zamiast dać jakieś utwory polskie z lat 80-tych które idealnie pasowałyby do filmu

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: