Obejrzałem w końcu i... się zawiodłem... król jest nagi!

Po tych wszystkich ochach, achach i nagrodach spodziewałem się poważnego, mocnego filmu, a z powodu obsady i charakteryzacji pachniało wręcz komedią. Temat poważny, ale pokazany bardzo słabo. Rozmowa o możliwości pobrania narządów to brzmiała tak, jakby Kot pytał matkę umierającego motocyklisty o pożyczenie rękawiczek. Zero dramaturgii, słaba intonacja...Słabiutko! Zmieniłbym praktycznie całą obsadę głównych ról i sposób narracji.

36
  • Właśnie chciałem napisać to samo...

  • Sypnie ci się wąs, skończysz gimnazjum, zrobisz prawko, to wtedy obejrzyj drugi raz. Może wtedy docenisz ten film. Na razie trzymaj się filmów pokoju Transformers lub takich tam...

    • Wąs sypnął mi się jakieś 20 lat temu a prawo jazdy mam być może dłużej niż ty masz lat, to tak a propos... Widziałem w życiu tysiące filmów (niestety nie Transformersów, ale rozumiem, że wdziałeś i polecasz?) i wiem jedno - dobry film to taki przy którym nie ma kiedy wstać od telewizora, a ten jest zwykłym filmem z dobrze napędzoną koniunkturą i ustawioną krytyką. Nic w nim nie porywa, nie wzbudza wielkich emocji i tyle. A jak wspomniałem te śmieszne, stylizowane fryzurki wyglądają groteskowo. Koniec kropka, panie PSYCHOLOG

      • Nic dodać, nic ująć. Popieram

      • Idź sobie do kina na "Smoleńsk"...
        Tak cię wciśnie w fotel, że jeszcze 3 h po zakończeniu seansu będziesz w nim tkwić.
        Czego ty się spodziewałeś po filmie o Relidze i próbach przeszczepu serca?!
        Wątków sensacyjnych i efektów specjalnych?
        Film jest co najmniej bardzo dobry i świadomie zrobiony w tonacji "socjalistycznej",
        topornej, bezbarwnej, bez fajerwerków i wzniosłości,
        bo w takich gównianych i szarych czasach toczy się akcją...

        • Spodziewałem się emocji i mocnej gry aktorskiej, a obejrzałem fabularyzowany dokument. I co ma propagandowy Smoleńsk do Bogów? Odpowiedz mi na to pytanie? Bo nie łapię kontekstu

          • :)

            Przecież jaja sobie robiłem...:)
            Spodziewałeś się nie wiadomo jakich emocji po filmie opartym na rzeczywistych zdarzeniach i w dodatku poświęconym... kardiochirurgowi?! Którego akcja dzieje się w czasach, gdy większym problemem było zdobycie kasy na prowadzenie kliniki albo kupienie benzyny bez kartek, niż skompletowanie wspaniałego zespołu medycznego?
            Całe szczęście, że reżyser nie skusił się na wstawienie do filmu jakichś fikcyjnych, a jednocześnie sensacyjnych scen, które by wciskały w fotel, ale nie miały nic wspólnego z faktami! Bo wyszłoby badziewie w rodzaju "Lekarzy" lub "Na dobre i na złe", z mrożącymi krew w żyłach wątkami... Wydoroślej choć trochę!
            O moim odbiorze tego filmu nie decyduje ilość takich scen i stopień wciśnięcia w fotel, tylko opinie o filmie ludzi, którym Religa uratował życie! Oraz jego współpracowników z tamtych czasów...
            Poleciłem Ci "Smoleńsk", choć tego g... nie będę oglądać nigdy ani ja, ani nikt z moich znajomych. Wystarczyło mi kilka scen obejrzanych w TV... To nie jest film propagandowy, tylko jedno wielkie ŁGARSTWO... Które oparte jest rzekomo na fatach, a w rzeczywistości stanowi godną ostatniego sku***syna interpretację WYBRANYCH faktów i całkowite pominięcie faktów niewygodnych dla celów politycznych... Masz tam niby te tak przez Ciebie pożądane emocje i napięcie, tylko że u ludzi ich doświadczających w czasie projekcji wywołują one uśmiech politowania lub odruch wymiotny, a nie skurcz gardła, żal lub nostalgię...
            Na pewne odstępstwa od faktów, nawet znaczne, na pewną dozę fikcji można sobie pozwolić wówczas, gdy akcja dotyczy prawdziwych wydarzeń, ale dzieje się w tak odległych czasach, że trudno te rzeczywiste fakty odtworzyć... Np. powstanie Spartakusa i filmy o nim.
            Ale jeśli akcja dotyczy czasów i postaci, które pamiętają doskonale tysiące (miliony!) jeszcze żyjących ludzi, to pole manewru ODPOWIEDZIALNEGO REŻYSERA LUB SCENARZYSTY staje się dość ograniczone. Bo taki odpowiedzialny twórca nie wciśnie pomiędzy prawdziwe wydarzenia wydarzeń wyssanych z palca, gdyż w ten sposób tej fikcji nadałby rangę faktów historycznych... Reżyser "Bogów" nie poszedł na taką łatwiznę i chwała mu za to. Reżyser "Smoleńska" postanowił popływać sobie w szambie bardzo swobodnych interpretacji, insynuacji i bezpodstawnych oskarżeń... O tworzeniu mitu Wielkiego Prezydenta wokół człowieka, który Prezydentem był beznadziejnym i całkowicie ubezwłasnowolnionym, nie wspominając

            I tyle.

            Pozdrawiam.

      • cały film czekałem na główną operację a tu tylko zdjęcie porównali..

  • Rozumiem opinię, że niektórym brakowało tutaj emocji i wzniosłych scen. Natomiast mi stylistyka bardzo odpowiadała. Niektórzy mogą mówić, że Religa toczył walkę z Bogiem o życie pacjentów. Ta walka nie jest jak bajka z amerykańskich produkcji. Musiał przezwyciężać swoje słabości, wielu pacjentów zmarło zanim osiągnął sukces. I tą drogę poniekąd musiał odbyć sam odsuwając nawet własną żonę na bok. To odzwierciedla ile człowiek musi poświęcić, aby zajść tak daleko, gdy wszyscy wokół są ślepi i nie widzą możliwości. I z pewnością nie była to droga pełna fajerwerków i oklasków bo z każdą próbą narastały nowe pytania i wątpliwości. Dla zainteresowanych polecam serial The Knick, który świetnie odzwierciedla proces odkrywania granic ludzkiego ciała z punktu widzenia medycyny.

    • Witam. Tak jak odpowiedziałem Tobie w poprzednim poście, rozumiem Cię doskonale - jest nas na świecie tyle, że dziwne byłoby, gdyby wszyscy mieli to samo zdanie na jakiś temat:) Ja po prostu nastawiłem się na nieco inny sposób pokazania zagadnienia, zwłaszcza po tak wielu zachwytach nad tym filmem. dlatego też być może moja ocena jest surowsza. Jeszcze raz pozdrawiam!

  • Nie zgadzam się z Tobą ....

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
o