Nie rozumiem głównej bohaterki

Nie wiem dlaczego bohaterka po powrocie do Irlandii nie postawiła sprawy jasno i uczciwie iż jest już mężatką. Nie wiem co tym chciała na dłuższą metę osiągnąć. Przecież decyzje i wszystkie związane z nią konsekwencje musiała podjąć w momencie wyjścia za mąż za Tonego. Potem zwodziła matkę, przyjaciół i Jima - w pewnym momencie myślałam iż zdradzi ona Tonego albo będzie leciała na dwa fronty. Matkę, która została w Irlandii sama powinna zabrać ze sobą - wszakże kto jej pomoże, zaopiekuje na starość? Dlatego wydaje mi się, że bohaterka dojrzała tylko pozornie, stała się kobieta z klasą pożądaną i podziwianą, ale jeszcze lekkomyślną i nieco egoistyczną. Piękne jest znaleźć miłość, swoje miejsce w świecie, ale nie możemy zapominać o bliskich nam osobach, które wspierały nas i kochały przez całe życie. Tymbardziej że Ellis miała mieszkać w szeregówce obok rodziny Tonego.

17
  • Mnie się wydaje, że Elis na początku nie powiedziała, że wzięła potajemnie ślub, bo nie kochała Tonego tak mocno jak on jej i miała przeczucie, że może nie wrócić do Ameryki, ba! Nawet gdzies w glębi duszy miala nadzieję, że ktoś ją przekona aby tam nie wracała. Wolała nie rozpowiadać o ślubie nikomu, bo to tak jakby przyjechała z czystą kartą.
    Tony naciskał aby wzięli ślub, tak aby miec pewność, że Elis kiedys wróci do niego. Nie mówię, że Ona go nie kochała, ale, że on kochał ją o wiele bardziej. Kiedy wróciła do Irlandii i wszystko się zaczęło układać- odzyskala przyjaciol, dostala pracę, nawet może i zakochała się- było już bardzo blisko by nie wrócić do Ameryki. W sumie o powrocie zadecydował impuls -gdy spotkała swoja byłą pracodawczynię i cała tajemnica o ślubie miała wyjść na jaw.

    • Nie powiedziała matce o ślubie, bo się wstydziła, że jej nie przedstawiła chłopaka, że matka nie miała okazji go poznać, zaprosić na obiad, porozmawiać z nim, jak to zazwyczaj jest, gdy chłopak wpada do rodzinnego domu swojej sympatii, by ją zabrać na randkę. Po prostu matka była pozbawiona całej tej otoczki na linii rodzic-przyszły zięć. Może nawet się wstydziła przed matką lub bała, że ta zacznie krytykować Tonego, bo hydraulik i półanalfabeta, a tu taka świetna partia - Jim. A w końcu czuła zażenowanie, że nie powiadomiła matki o ślubie, i że ta nie miała możliwości uczestniczenia w tak ważnej dla córki uroczystości. Matka po prostu została wykluczona z życia Eilis i ta nie chciała jej dodatkowo robić przykrości nowinami, przez które pękłoby jej serce. A miała tylko przyjechać, by wesprzeć matkę i wracać do USA, a nie podejmować pracę, iść na wesele, herbatki i inne 'zabawki'.

  • Miałam identyczne refleksje po tym filmie. Eilis zachowywała się po prostu nielogicznie i nieracjonalnie. Odwlekanie decyzji o powiedzeniu prawdy, chowanie do szuflady listów od Italiańca, zwodzenie Irlandczyka...Co ona właściwie chciała osiągnąć? Farrel już prawie bliski oświadczyn, a ona dalej robi baranie oczy.... A może bigamistką chciała zostać? W ogóle nie rozumiem, jak można trzymać w tajemnicy tak ważną rzecz jak zamążpójście. Koniec końców największą przysługę oddała jej wredna Panny Kelly bo to po "miłej" pogawędce z nią Eilis zrozumiała, że to wake-up call i musi wreszcie coś zadecydować. I następnego dnia wyjechała tam, gdzie wiadomo było od początku, że jest jej miejsce. Uffff. Taka niby grzeczna i ułożona, a jak zwodziła Irlandczyka. Teraz on miał prawo mieć pretensje i złamane serce, ale ją tą rzecz jasna nie obeszło. Poszła na łatwiznę, podrzuciła list z wyjaśnieniem i czmychnęła do NYC.

  • Pięknie ujęte! Dokładnie te same rzeczy mnie irytowały. Absolutna, bezduszna wręcz swawola głównej bohaterki po powrocie do Irlandii. Przecież ona weszła w normalny romans, podczas gdy mąż miesiąc (!!!) jest sam za oceanem. I kwestia matki... skoro bez problemu stać ja natychmiast na bilet do Stanów, to podejrzewam, że dwa tygodnie pracy i mamę też można było zabrać. Tutaj bubel scenariuszowy. Albo celowo - główna bohaterka to tak naprawdę niezła s#ka ubierająca się w owczą wełnę ;)

  • Hej, chciałabym krótko ustosunkować się do wypowiedzi "shame on you Eilis" i tym podobnych. Wydaje m się, że każdy kto jest emigrantem zrozumie zachowanie głównej bohaterki. Emigrant przecież wyjeżdża nie bez powodu. Główna przyczyną jest lepsze życie. Jednak po czasie na obczyźnie trafia go pytanie egzystencjalne: "a gdybym to wszystko miał w domu?". Bo tak naprawdę jaki by ten dom nie był zły i niesprawiedliwy, to zawsze dom (w tym przypadku Irlandia). Dlatego mogę zrozumieć zachowanie bohaterki. Po prostu zachłysnęła się tym krótkim pobytem w Irlandii, bo nagle miała wszystko W DOMU. Dlatego żyła trochę jak w bajce, na chwilę zapominając o realnym świecie.

    • Tak, zachłysnęła się, no ale... czy to ją usprawiedliwia? Skok w bok, to skok w bok, a zasady to zasady. Albo się je ma albo nie. W kraju czy na emigracji. Nie ma znaczenia.

      • Bez przesady z tym skokiem w bok. Przecież nic takiego się nie wydarzyło. Traktowała Jima po prostu jak kolegę (to on zaczął czuć miętę), którego matka grywała w golfa z jej zmarłą siostrą i bardzo ją lubiła (siostrę), a nawet ufundowała nagrodę jej imienia, i który był na pogrzebie najbliższej jej osoby, a ona być nie mogła i z pewnością nie mogła sobie tego wybaczyć. Takich ludzi naprawdę nie traktuje się jak powietrze. Tylko jak przyjaciół. Bo był dla niej pewnego rodzaju łącznikiem ze zmarłą. Był podczas jej ostatniej "podróży", opowiadał związane z nią historie, przekazał wieści o uhonorowaniu pamięci Rose. I to prawda, co napisał 'hejmonik'. Ktoś tu rzuca grube słowa "zamążpójście" itp., a tak naprawdę ślub był niejako wymuszony przez Tonego, był impulsem, decyzją podjętą z dnia na dzień. Może właśnie gdyby nie akt ślubu, to nie wróciłaby do Stanów (mimo że został tam jej chłopak). Może wahała się czy wrócić, czy kocha T., czy to prawdziwe uczucie. W końcu była bardzo młoda. Każdy ma prawo błądzić w tym wieku, tym bardziej, że to była jej pierwsza miłość, która w dodatku mogła być tylko lekiem na tęsknotę za domem (Irlandią), łataniem pustki, dziury samotności. A tu nagle pojawia się wszystko to, za czym wyjechała do Ameryki (do której z początku jechać nie chciała). Praca, adorator, który mógłby być kimś więcej. Z tym, że pojawiło się to za późno i szalę przeważyła rozmowa z wścibskim babsztylem, który utożsamiał sobą wszystko to, za czym wyjątkowo właśnie Eilis nie tęskniła. A za oceanem zaczęła budować coś, co było tylko jej. Swój własny świat. Swoją rzeczywistość.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: