Superego1
ocena: 3

Nie wiem jakbym ocenił ten film, gdybym obejrzał go w 1955 roku. Może byłbym zachwycony. Jednakże żyjemy ponad półwieku później, toteż "buntownik..." nie zrobił na mnie dużego wrażenia. Film z dzisiejszego punktu widzenia jest papką. Głównie pod względem scenariuszowym. Akcja rozgrywa się bodajże w przeciągu 1 dnia (2 dni licząc z wątkiem w komisariacie) i w ciągu tego jednego dnia dzieje się tyyyyyleeee rzeczy, że głowa mała. Niestety, prawdopodobnie z biegiem czasu, sceny tragiczne i zaskakujące są po prostu śmieszne. Zamiast trzymać w napięciu film bawi do łez. Najgorsze chyba w całym tym filmie jest to, że twórcy nie przekazują nic w sposób subtelny, podprogowy. Portrety psychologiczne bohaterów są tak bardzo wyeksponowane, że nie można do nich podchodzić poważnie. Po za tym problemy ma niemalże każdy bohater liczący się w filmie i przeżywa nagłą metamorfozę (przypominam, że akcja rozgrywa się w przeciągu jednego dnia. Wszystko jest wyolbrzymione w bardzo brzydki sposób. Twórcy nawrzucali masę wątków psyche, które psują ten film. Jednak i tak najbardziej rozśmieszyło mnie te nadmierne podkreślanie poszczególnych problemów. Widz nie może sam, małymi krokami wnikać w psychologię bohaterów, bo oni sami w dialogach o wszystkim mówią. (szok! największy błąd scenariuszowy, dialogi mają nie być INFORMACYJNE) a bohaterowie mówią mniej więcej w taki tajemniczy sposób

Dziewczyna(szlocha, zwierza się koleżance)
Nie wiem co mi jest.. Mam ze sobą ogromny problem.. Może dlatego, że ojciec poprzez swoje chore poczynania w postaci molestowania seksualnego skrzywił moją dotąd nie skalaną psychikę, co owocuje teraz problemami w życiu prywatnym.

Żenada. Czy ludzie w 1955 roku byli tak ciemni i głupi, że wszystko trzeba było im dosadnie podkreślać i mówić.

W filmie nie zobaczyłem ŻADNYCH konkretnych zalet np. zdjęcia czasami są naprawdę świetne, ale w niektórych scenach dialogowych rzadkie jak cholera. Tak samo z aktorstwem. Na komisariacie (na początku) główny bohater bardzo fajnie zagrał, a później robi się drażniący. Duży plus za sam koniec, w sumie to był jedyny zaskok, że uśmiercili tego dzieciaka co znalazł sobie ojca w głównym bohaterze. Jednak ogólnie to żenada. No, ale cóż to tylko moja subiektywna ocena :) 3/10

  • 187 187
    ocena: 9

    Od razu na początku zaznaczę że po części rozumiem Twój punkt widzenia, ale do filmów z lat 50 trzeba podejść troszkę inaczej niż do współczesnego kina.
    Rozumiem, że drażniła Cie dosadność ale takie już są filmy z tego okresu. Nie ubliża to wg mnie ich niepodważalnej wartości i nie dyskwalifikuje z klasyków kina. Przykładowo Asfaltowa dżungla, Dżentelmeńska umowa czy Nieugięty Luke (no, to w sumie film z '67 ale co tam;)). Tam też problemy nie są zanadto zakamuflowane, ale mimo to filmy mają swój specyficzny charakter.

    Co do wypowiedzi bohaterki to masz trochę racji, ale zauważ że ludzie w tym filmie to głównie nastolatki a jeśli się już zwierza to nie dziwne że kawa na ławę wszystko jest wyłożone :) Nie wiem czy zauważyłeś tendencję, że i w życiu tak jest że gdy spotyka się kogoś u kogo też silnie wyczuwalne są problemy łatwiej wtedy jest się przed nim otworzyć i zazwyczaj jest się wobec niego bardzo bezpośrednim wtedy.

    Co do Deana, to oprócz sceny na komisariacie któa była fenomenalna podobał mi się i w dalszej części filmu (np scena gdy rozmawia z rodzicami, oczekując że ojciec go poprze co oczywiście się nie dzieje)

    Podsumowując, filmy sprzed pół wieku potrzebują więcej cierpliwości i wyrozumiałości niż dzisiejsze produkcje do których jesteśmy przyzwyczajeni

    Pozdrawiam

  • Mr_Je

    Polecam Tobie filmy typu Doom itp. jeśli nie podobają się Tobie klasyki. Ogólne napisałeś esej który nic tylko
    zaśmieca ten portal.

    • 187 187
      ocena: 9

      Mr Je moim zdaniem wcale nie zaśmieca, polemika na temat tego czy starsze kino w konfrontacji z współczesnym zachowuje swoje walory to bardzo ważny problem. Ludzie przyzwyczajeni są dzisiaj do zupelnie innych standardów, wyrażania emocji, rozciągłości fabuły (to co w dzisiejszych filmach dzieje się na przełomie lat w starszych filmach naiwnie pokazane było np przez 2 dni)

      Szkoda tylko że autor postu jakoś nie odpowiada na mój komentarz jego wypowiedzi ;)

      • Superego1
        ocena: 3

        Witam ponownie. Całkowicie zapomniałem o tym temacie, prawdopodobnie dlatego, że nikt nie ripostował.

        Rozumiem, że do takich filmów należy podejść inaczej niż do współczesnego kina. Moja pierwsza wypowiedź, była trochę zbyt krytyczna. (teraz jak ją czytam to dochodzę do takiego wniosku) Na pewno nie zniechęciłbym kogoś do obejrzenia tego filmu, również nie twierdzę, że jest on bez wartościowy. Na pewno wniósł coś nowego i świeżego do kina w tamtym okresie. Uważam, że osoba, która uważa się za ponadprzeciętnego widza, powinna zapoznać się z filmami uznanymi za klasyki, to pewne. Ja nie myślę o sobie, że jestem wybitnym kinomanem i krytykiem filmowym, ale staram się oglądać takie filmy. Często po seansie jestem mile zaskoczony. Jednakże z "buntownikiem..." było inaczej. Wróćmy do niego.

        187 masz rację. Nastolatkowie łatwiej zwierzają się ze swoich problemów ( często wyolbrzymionych i nawet nie prawdziwych )Co prawda ja też jestem nastolatkiem (no dobra od 4 miesięcy już nie :( ) i nigdy nie zwierzałem się z moich głębokich problemów obcym rówieśnikom, nawet jak też mieli problemy. Może jestem dziwny. Jednak uważam, że jakby jakaś dziewczyna zobaczyła jak jej chłopak ginie, spadając z klifu, to jeszcze tego samego dnia nie wyznałaby miłości innej osobie. Takie motywy są dla mnie po prostu głupie, a nawet irracjonalne. Faktycznie może za bardzo oceniam film przez pryzmat współczesnego kina i nie podchodzę do niego z dystansem, ale mimo wszystko COŚ w tym filmie strasznie mnie drażni. Może to, że nie lubię filmów, gdzie tak stereotypowo przedstawiona jest młodzież. Od takich motywów po prostu mnie odrzuca. Jak napisałem na początku, zbyt krytycznie oceniłem film za pierwszym razem. Film według mnie robi się interesujący przez jakieś ostanie 15-20 minut. Traci swoją powierzchowność i robi się ciekawy. Wręcz odrobinę psychodeliczno kryminalny (? :) )

        Podsumowując nie zmienię zdania na temat tego filmu. Nie podobał mi się i tyle, każdy ma prawo do subiektywnej opinii. Czy klasyki tracą swoje walory? Ciężkie pytanie, ale wydaję mi się, że trochę tak. Ludzie się zmieniają, mentalność się zmienia, ich oczekiwania również. Jednak należy pamiętać, że filmy współczesne często nawiązują i wzorują się na klasykach. Coś co wydaje się dzisiaj świeże, często tak na prawdę zostało już dawno zapoczątkowane.
        Pozdrawiam :)

        • 187 187
          ocena: 9

          "jakby jakaś dziewczyna zobaczyła jak jej chłopak ginie, spadając z klifu, to jeszcze tego samego dnia nie wyznałaby miłości innej osobie"

          mnie to też mnie zirytowało na potęgę!

          Oczywiście możesz mieć swoje zdanie, szanuję je szczególnie że poparleś je argumentami. Mi np tak samo nie podobał się Olbrzym z J.Deanem.

          Pozdrawiam

          • piecefreedom piecefreedom
            ocena: 9

            No i widać totalne niezrozumienie filmu. Bo właśnie dlatego przeszedł do historii, że problemy są nadal aktualne, a portrety psychologiczne bohaterów zostały przekazane w sposób tak fenomenalny, że do dzisiaj zachwycają się nim wszyscy, którzy chociaż nikłe pojęcie o filmach mają.

            Dziewczyna nie kochała tego chłopaka. Była z nim aby szpanować, że jest w paczce. Tak jak sama zresztą powiedziała: "Nikt w tamtej grupie nie jest szczery". Ona też nie była. Ona (póki nie poznała Deana) nie zwracała uwagi na nic poza reputacją i ukrywała swoją samotność. Kiedy zobaczyła, że inny chłopak ma takie same problemy i, ze ją rozumie (szczególnie tak wstrząsającym przeżyciu) - zakochała się. To nic dziwnego... tak się wręcz dzieje bardzo często.

            Ten film jest wielkim arcydziełem. Nie dałem dychy ze względu na to, że czasem ten film lekko przynudza. Ale nie umniejszam kompletnie roli Deana i roli jaką ten film na kartach historii zapisał.

            • m_aga m_aga
              ocena: 7

              Fenomenalne portrety psychologiczne? Może i tak, ale tylko jak na ówczesne kino dla młodzieży. Zgodzę się z Superego1, że zarówno bohaterowie, jak i ich problemy są naszkicowani zbyt grubą kreską i jakoś nie wydaje mi się, by "do dzisiaj zachwycali się nimi wszyscy, którzy chociaż nikłe pojęcie o filmach mają" (reprezentantem których, jak widzę, mianuje się Piecefreedom).

              Co do problemu poruszonego przez 187, nie mogę zgodzić się na postulowaną przez nią wyrozumiałość czy wręcz pobłażliwość wobec starego kina. Nie można być pobłażliwym wobec żadnej formy sztuki. Są filmy starsze od "Buntownika...", które mimo upływu lat zachowują świeżość i głębię - wspomnijmy chociażby "Bulwar Zachodzącego Słońca" z 1950r., "Umberto D." czy nawet "W samo południe", oba z 1952r. Tam są dopiero fenomenalne portrety psychologiczne!

              A gra Deana faktycznie genialna.

              • piecefreedom piecefreedom
                ocena: 9

                Nie mianuje się niczyim reprezentantem. Po prostu stwierdzam fakt. Nie ma tutaj miejsca na żadne gusta, ten film jest prawdziwy i już. Podobnie z "Ojcem Chrzestnym". Komuś ten film może się nie podobać ale przecież nie zmienia to faktu iż jest arcydziełem.

                "Buntownik bez powodu" na pewno był o wiele bardziej aktualny w tamtych czasach niż w dzisiejszych. Wiadomo - stał się wtedy kultowym filmem dla młodzieży przez samą postać Deana ale również przez to z jakimi problemami się borykał. To, że ten film jest nadal aktualny, czy nie... jest kwestią sporną. Natomiast to czy pokazywał realistycznie to co mogło się przytrafić w tamtych czasach - już nie.

                Filmy, które wymieniłaś są wybitne (no może oprócz "W samo południe") więc tutaj nie będę się spierał bo rację masz!

                Pzdr.

          • pi_kawka pi_kawka
            ocena: 7

            "jakby jakaś dziewczyna zobaczyła jak jej chłopak ginie, spadając z klifu, to jeszcze tego samego dnia nie wyznałaby miłości innej osobie"

            Oczywiście dziewczyna nie kocha Buzza, co chyba widać, więc nie dziwne, że nie połyka garści prochów z powodu jego śmierci. Za to szokuje brak reakcji u wszystkich młodych ludzi po śmierci swojego kolegi lub znajomka. Nawet nasz "bohaterski" Jimbo nie przejał się specjalnie (nie licząc "obywatelskiego" doniesienia na siebie). Próbuję sobie to tłumaczyć znieczulicą wywołaną woją w Korei, tam codziennie gineli młodzi amerykanie "w słusznej sprawie", więc co tam jeden wariat w pogruchotanym aucie.

            PS. Film nie jest zły, szkoda że nazywa się go "kultowym" a nikt nie wspomina, że jest jak ilustracja do szkolnej pogadanki z wychowawcą (miła POLICJA, malutko alkoholu, zero seksu i na koniec pogodzeni rodzice Jima usmiechający się porozumiewawczo).

            • alex946 alex946

              Superego1 napisał "Film według mnie robi się interesujący przez jakieś ostanie 15-20 minut. Traci swoją powierzchowność i robi się ciekawy. Wręcz odrobinę psychodeliczno kryminalny (? :) )". Co jest bardzo ciekawe, gdyż ja nie dotrwałam nawet do godziny tego filmu, tak więc nie mogłam zobaczyć czy rzeczywiście staje się on ciekawszy [podziwiam wszystkich, którzy tego dokonali].
              Strasznie nudny, przesadzony i faktycznie zbyt dosadny seans. Wniosek, jaki się nasuwa jest bardzo prosty i padł już wcześniej: Nie należy porównywać starego kina ze współczesnymi standardami.Ja musze pamiętać, że do starych filmów trzeba mieć cierpliwość, której mi zdecydowanie brakuje. Nie wiem czy to tylko ja..czy Śniadanie u Tiffaniego naprawdę wypala mózg :)) Anyway.
              Wracając jeszcze do kwesti śmierci tego chłopaka i postawy, jaką przyjęła jego dziewczyna. Cóż, okay, nie kochała go itd., ale przecież jak się spędziło z dana osobą dużo czasu (bo pewnie ileś tam lat)- to chyba człowiek wiąże z tą osobą jakiekolwiek uczucia czy chociażby szacunek.
              Cóż, na pewno film był hitem kiedyś. [i pewnie w większości z powodu Jamesa]
              Pozdrawiam wszystkich wypowiadających się. :))

              • monao92 monao92
                ocena: 9

                Mam płytę z dodatkami w postaci różnych komentarzy, wywiadów, filmów dokumentalnych m.in. o aktorach. No i po ich obejrzeniu, dowiedziałam się, że jak aktorzy po raz pierwszy przeczytali scenariusz, to uznali, że film wyjdzie trochę sztuczny, naciągany, zwłaszcza jeśli chodzi o ten gang. Nie pamiętam czemu, ale podobnież zostało to zrobione specjalnie, nie mogę sobie jednak przypomnieć o co chodziło reżyserowi, a na razie nie chce mi się oglądać tych wszystkich filmów od nowa (nie pamiętam już w którym o tym była mowa) :) W każdym razie sami aktorzy już wtedy uważali, że przesadzono z niektórymi elementami w filmie.
                Jak dla mnie najlepszym filmem z Jamesem Deanem jest "Na wschód od edenu", jednak nie widziałam jeszcze "Olbrzyma"

                • Muszrom Muszrom
                  ocena: 8

                  Imo to zabieg specjalny stosowany w kinie często - silna kalka stereotypów, mocny kontur postaci, umowność niektórych kwestii bywają narzędziami stosowanymi przez filmowców do opowiedzenia swojej historii.
                  Tak też mamy tutaj, bo przecież to nie jest opowieść o gangu, dziewczynie i młodym niepokornym.

                  8+/10

              • m_aga m_aga
                ocena: 7

                "Nie należy porównywać starego kina ze współczesnymi standardami". Oczywiście! Ponieważ te wspólczesne standardy to wyraźny spadek formy kina jako takiego. "Buntownik bez powodu", tak zresztą jak i wspomniane "Śniadanie u Tiffany'ego", to film dla masowej publiczności. Coś jak współcześnie "Piraci z Karaibów". Albo "Zmierzch"!
                A stare kino... "Persona" Bergmana jest z 1966 roku, "Sunset Blvd." - 1950, "High Noon" - 1952, "Wielki sen" - 1946... Chciałabym, żeby dzisiejsze filmy za kilkadziesiąt lat były równie mocne i świeże.

          • michel20 michel20
            ocena: 7

            może właśnie w takiej sytuacji szybciej wyzna miłość, poza tym ona sama powiedziała że zawsze szukała kogoś kto będzie ją kochał a dopiero jak stracia tamtego chłopaka tak naprawdę się zakochała...

          • gd11
            ocena: 6

            Wiem, ze film porusza problemy nastolatkow po czesci aktualne do dzis, ale robi to w niedorzeczny, jak na dzisiejsze standardy, sposob.
            Nie chce mi sie wpadac w dyskusje na temat przerysowanych charakterow postaci i stereotypow ale przyczepie sie troche realizmu, ktorego wymagam od filmow okreslajacych sie mianem dramatu.
            Wiecie co zrobilaby prawdziwa grupa nastolatkow widzac smierc, badz co badz, kolegi? Wpadla by w panike, zapanowalby chaos, uslyszelibysmy wrzaski, klotnie i rozterki co teraz zrobic. Przez kilka dni ciezko by im bylo dojsc do siebie. Obojetnie czy ten kolega bylby lubiany czy nie. W tym filmie mamy jednak dziewczyne swieżo zmarlego, ktora spoglada w przepasc nie roniac nawet lzy, po czym podaje reke drugiemu i jeszcze tej samej nocy ma ochote na flirty, zarty, a w koncu i milosne igraszki z nim. Mamy tez kolegow zmarlego, ktorzy rowniez po bezuczuciowym spojrzeniu w przepasc z wyrafinowaniem stwierdzaja, ze trzeba sie ulotnic. Dzisiaj prawdziwiej tą scenę odtworzylby przecietny telewizyjny film dla nastolatkow.

            Widze, ze niektorym spodobala sie finalowa scena, mnie jednak i ta nie przypadla do gustu. Mamy w niej nastoletniego, zagubionego chlopczyka, ktory chwyta za gnata i wdaje sie w strzelanine i poscig w sposob, ktorego nie powstydzilby sie solidny murzynski gangster. Na koniec rowniez naciagana scena jego smierci.

            Jak widac, nie jestem widzem, ktoremu wystarczy ladna historyjka okraszona poruszaniem ponadczasowych tresci, to tez najprawdopodobniej nie zostane fanem filmow o nastolatkach z lat 50'.

            • neroks
              ocena: 7

              Nie rozumiem zupełnie osób, które wyrażają się o roli Deana w samych superlatywach. Czy nie macie wrażenia, że we wszystkich filmach Dean grał po prostu siebie? Pomimo tego jest raczej przeciętny/dobry. Co innego Natalie Wood. Może również nie powala urodą, ale swoją pięknością na pewno:)
              Myślę, że nie ma powodu, aby rozstrzygać realizm, a raczej sensowność i logikę emocjonalną poczynań bohaterów. Nie można chyba powiedzieć, że po śmierci bliskich osób obowiązuje jakiś schemat postępowania. Tym bardziej, że na początku działa mechanizm wyparcia.
              Film nie powala głębią psychologiczną, grą aktorską i muzyką.
              Trzeba jednak pamiętać, że jest to bodajże pierwszy film dla nastolatków. To właśnie w latach `50 tworzy się oddzielna kategoria wiekowa - młodzież. Do tej pory funkcjonował podział na dzieci i dorosłych. Myślę, że to stąd takie przerysowanie sylwetek bohaterów.
              Dużym minusem jest super płytkie i wymuszone wplatania egzystencjalnych wątków. Chociaż w sumie tak właśnie robią to nastolatki.
              Myślę, że gdybym ten film obejrzał gdy byłem nastolatkiem byłby to mój ulubiony film. Teraz wydaje się naiwny, lecz wywołuje wspomnienia z przeszłości, i to przemawia za nim.

  • virginia woolf virginiawoolf
    ocena: 3

    haha zgadzam się z założycielem tematu w 100%. Dawno nie miałam takiego ubawu!!!!!!!! Ten film to totalna szmirrrrrra. I nie ma to nic wspólnego z rokiem produkcji czy też z mentalnością ówczesnych nastolatków. Ten film został nakręcony dla obiorców pokroju dzisiejszych fanów ekipy z new jersey. Scenariusz bardziej przewidywalny niż w Niewolnicy Isaurze a portrety psychologiczne stworzone przez tatę muminka. Jest plastikowym, pozbawionym autentyczności obrazem.. Myślę, że bardziej rozgarnięta młodzież lat 50 musiała nieźle zrywać boki a raczej mieć mega polewę w czasie seansu. Prawda jest taka że ktoś powiedział, że jest to film wybitny, drugi powtórzył to na chacie przy rosole, trzeci sprzedał newsa w collegu a czwarty na garden party i tak zrodziła się LEGENDA.
    JOŁ

  • Cameron_2 Cameron_2
    ocena: 7

    Mnie nie bawił.

    o_O

wczytuję Ladowanie

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: