Myślę że reżyser filmu musiał Kubricka bardzo nie lubić.

Zdaje się, że z nim współpracował przy jego ostatnim filmie. Biorąc pod uwagę z relacji
współpracowników, że Kubrick raczej się lubić nie dał, film ten odczytuję w kategoriach dość
zabawnej zemsty. I przestrogi że nie warto być dla podwładnych tyranem.

  • Chylę czoła po samą glebę. Po wysnutych przez Ciebie wnioskach sądzę, że oglądaliśmy dwa zupełnie inne filmy. Proponuję obejrzeć film Colour me Kubrick, jeśli mimo wszystko widziałeś ten właśnie film to może obejrzyj go ponownie... uprzednio jednak skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą. Dziękuję, dobranoc.

    • A mnie zadziwia Twoje jedynie słuszne i nieomylne podejście do interpretacji tego filmu (której nawet nie przedstawiłeś) i zapewne nie tylko tego filmu. Skąd wniosek że jedynie TY i TWOJE nieomylne EGO ma rację a wszelkie inne interpretacje i domysły pozbawione są sensu i zahaczają o chorobę psychiczną? Nie wiem czy wiesz ale jest taka teoria że jeśli Ci coś przeszkadza u innych to zapewne problem leży w Tobie. Więc może zamiast spać w dzień spróbuj się sobie dość wnikliwie przyjrzeć. Pozdrawiam.

      • Dopsz... Pewnie nie wiesz jakem rad, że dane mi jest czerpać ze zdroju Twej szczodrobliwej sugestii. Nie omieszkam skorzystać z Twego panaceum na moją paskudną przypadłość, dlatego nie krępuj się i wskaż mi właściwą ścieżkę, którą mógł będę człapać spokojny o słuszność wyboru. Swoją drogą szczerze podziwiam wnikliwość i trafność analizy mojej nieskromnej osoby. Dodam jedynie, że w sile gradobicia tych Twoich niepodważalnych argumentów nie pozostaje mi nic innego jak pokornie nadstawić drugi policzek, jako że pierwszy już posiniał niemiłosiernie. O polemice nawet nie śnię, rzecz jasna.
        Co do filmu natomiast (wciąż mam wątpliwość, czy rozmawiamy o tym samym filmie) to wyjaśnij mi skąd pomysł na tak awangardową (żeby nie rzec absurdalną) interpretację? Widzisz w kazamatach mego ułomnego umysłu nie znajduję (pomimo, że naprawdę bardzo się staram) choć pierwiastka zrozumienia dla tej teorii. Film w moich oczach nie ocenia Stanleya Kubricka, jeśli jednak poszukać nawiązań do jego osoby czy twórczości to raczej byłby to hołd złożony reżyserowi aniżeli zemsta, ale to tylko moja opinia, zapewne nikt jej nie podziela. Zresztą co tam film, skupmy się na mnie, taka okazja na poprawę mej egzystencji może się już więcej nie powtórzyć, więc śmiało, pręgierz stygnie.

        • Kolego. Ja nie czepiam się Twej skromnej bądź nieskromnej osoby. Jest mi ona całkowicie obojętna. Żądam jedynie poszanowania mojego punktu widzenia, do którego mam prawo mimo negatywnych odczuć jakie w kol. wzbudza.
          Każdą dowolną rzecz będącą wytworem intelektu ludzkiego a więc i film można rozumieć na wiele różnych sposobów. Nie ma , nie istnieje jedynie słuszna interpretacja. Nie jest intelektualnie prawidłowym pytaniem "co autor miał na myśli?", bo to tylko sam jeden autor wie (o ile wie:). Więc pisanie że to hołd lub zemsta są jedynie naszymi subiektywnymi odczuciami. i nie mogą być jedynie słuszne.
          Ja swoje przypuszczenia (bo są to jedynie przypuszczenia) opieram na relacjach współpracowników Kubricka. Nie jest tajemnicą że nie był lubiany, a przez niektórych był nawet znienawidzony. Stąd moje przypuszczenie (powtarzam PRZYPUSZCZENIE) że film ten jest swoistą zemstą na Kubricku. Wszak przywołanie tej historii samo nasuwa porównanie tytułowej postaci do starego homoseksualisty. W filmie nie ma sprostowania że prawdziwy Kubrick nim nie był stąd moje przypuszczenie o zemście. Ot i tyle:)

          • Kolego, ja się z kolegą bynajmniej nie kolegowałem, nie rozumiem więc skąd to koleżeństwo z kolegi strony, skoro jednak kolega mi tak tutaj zażyle, po koleżeńsku koleguje, to cóż, mimowolnie się zakolegowawszy, nie będę kolegi wykolegowywał. A tak abstrahując od kolegowania, to co mają opinie, skądinąd ambiwalentne, ludzi, którym dane było uczestniczyć w twórczości Kubricka do przekazu rzeczonego filmu? Jaki ma związek fakt, że Alan Conway był starym (a w młodości pewnie i młodym), stukniętym pedałem z oceną osoby reżysera? Czy opowieść o pozorancie, geju, który nie był w żadnej kwestii choć trochę podobny do swego wzoru, może jednak przewrotnie sugerować, że Kubrick był taki jak jego naśladowca? Czy możesz wymienić choć jeden wątek, choćby jedną scenę, przynajmniej jedno ujęcie z tego filmu, które dopuszczałoby możliwość takiej interpretacji? Człowiecze, czy jeśli chińska podróba F-16 nie lata, to podług Ciebie znaczy, że Chińczycy skrytykowali oryginał? Daruj, ale mam nadzieję, że wyciągając wnioski z zaistniałej sytuacji nie dopuścisz więcej tego chimerycznego gruczołu, który nazywasz mózgiem by sprawiał Ci podobne psikusy.

            • Mówisz mi na "Ty" więc sądzę że to z tęsknoty za koleżeństwem. Pozwoliłem więc sobie na tą małą koleżeńską protekcjonalność. Wszak pozwalasz sobie w stosunku do mnie na poufałość która tylko w gronie kolegów wydaje się być do zaakceptowania.
              Skoro zatem nie jesteśmy kolegami to myślę że brakuje Ci chłopaku (bo chyba dziewczyną nie jesteś) trochę taktu, a i z empatią chyba nie najlepiej skoro nie potrafisz zrozumieć odmiennego zdania.
              Odpowiadając na Twoje pytanie o Królu przenikliwości, zadam Ci inne pytanie. Czy możesz wymienić choć jeden wątek, choćby jedną scenę, przynajmniej jedno ujęcie z tego filmu, które wykluczało by moją teorię?
              I powiedz mi jeszcze o Matryco człowieczeństwa, czy jeśli złej jakości, chińska podróba F-16 nazywa się F-16, to czy nie może być pomylona z oryginałem jeśli oglądający wyżej wspomnianego oryginału nigdy nie widział?
              Mam nadzieję że wyciągając wnioski z zaistniałej sytuacji o Mistrzu ciętej riposty i nie dopuścisz więcej do tego aby Twoje słowa narażały Twój z pewnością ogromnych rozmiarów gruczoł znajdujący się w miejscu głowy na tak ogromną śmieszność.

              • Muszę przyznać, że z każdym kolejnym postem coraz bardziej rozsmakowuję się w tej dyskusji, jakże cudowne nawiązałem koleżeństwo, wprost nie posiadam się z radości. Podziwiam kunszt słowa Waszmości, władasz językiem niczym, nie przymierzając, Chińczyk śrubokrętem. Podziwiam także otwartość i łatwość w nawiązywaniu tych jakże cennych w dzisiejszych czasach koleżeńskich stosunków z wyznawcami zgoła odmiennego zdania.
                Odpowiadając na moje pytanie nie udzieliłeś wprawdzie na nie odpowiedzi, za to ja na Twoje chętnie odpowiem, bez zbędnego intelektualizowania, bo odpowiedź sama niepohamowanie ciśnie się na klawisze mej klawiatury. Otóż mogę wymienić ten jeden, faktycznie łatwy do przeoczenia wątek, który w tym filmie wyklucza Twoją teorię. Znajdziesz go mniej więcej pomiędzy pierwszą a osiemdziesiątą szóstą minutą tegoż obrazu. Obejrzyj uważnie, tak, by nie przeoczyć żadnego niuansu, bo to esencja tego dzieła w całej swojej rozciągłości.
                Co do drugiego pytania, to przyznam, że zapędziłeś mnie w kozi róg... no i oświeciłeś, oczywiście, niczym chiński reflektor. To niesamowite, przecież faktycznie ludzie spotykając Alana Conwaya podającego się za Kubricka często dawali wiarę, że to Kubrick we własnej osobie. Nie za bardzo niestety pojmuję (mój ułomny, ogromnie ogromny gruczoł znowu naraża się na ogromnie ogromną śmieszność) w jaki sposób miałoby to podpierać konstrukcję Twej idei...
                Jako, że, wydaje mię się, wyłożyłem już wcześniej w miarę jasno uzasadnienie dla mojego punktu widzenia, pragnę jedynie złożyć jeszcze na Twe, zmęczone już zapewne tym jałowym klikaniem dłonie, szczere kondolencje i głębokie wyrazy współczucia. Nie wróżę Twemu gruczołowi szybkiego (właściwie w ogóle nie wróżę) powrotu do zdrowia (o ile kiedykolwiek zdrowia zaznał)
                Ach, no i dziękuję za te wszystkie tytuły, którymi mnie raczysz, cieszę się, że cenisz mnie choć w połowie tak bardzo jak moja nieskromna, nietaktowna i pozbawiona empatii osoba doceniła Ciebie i Twą życiową podporę, wybrankę Twego serca, Erudycję.

                • Nie jesteśmy wszak kolegami jak o Admirale spostrzegawczości zauważyłeś wcześniej, Nie pozostaje mi więc nic innego jak ten oficjalny, kwiecisty ton, który i tak nie jest w pełni okrasić Twą promienistość.
                  Niemniej muszę przyznać że i mnie z każdym postem Twej szczodrobliwości korespondencja owa czyni coraz większej niezaprzeczalnej radości.
                  Wybacz mi o Wujku dobra rado ale nie jestem w stanie drugi raz oglądać tego arcydzieła sztuki filmowej bowiem nie dysponuję wystarczającą ilością czasu aby docenić jej niezaprzeczalny kunszt. Dlatego nieskromnie myślę że Ty o Gwiazdo erudycji i wszelkich sztuk oralnych zrobisz to o wiele lepiej i z rozkoszą zaprezentujesz mi swoje spostrzeżenia, które w proch rozniosą moje teorie i wprawią mnie w głębokie kompleksy.
                  Co do drugiego pytanie jest mi niewymownie przykro że o Znawco chińskiego sprzętu nie zdołałeś znaleźć odpowiedniej argumentacji zdolnej obalić z łatwością mój opór.
                  Skoro więc ludzie spotykający (jak to zgrabnie napisałeś) Alana Conwaya dawali wiarę, że to Kubrick we własnej osobie, to idąc dalej tym tropem brali go za starego homoseksualistę. Więc widz nie znający zbytnio osoby Kubricka mógłby w naiwności swojej pomyśleć że mimo braku fizycznego podobieństwa Kubrick wykazuje te same skłonności seksualne co Conway. Wiem że to wychodzi nieco poza Twoje na wskroś szerokie horyzonty myślowe, ale może jednak mógłbyś zmusić się do odrobiny wysiłku i wyobrazić to sobie o Planeto mądrości. Jeśli to się uda, to może uda również ci się dostrzec że Conway nie jest w tym filmie postacią wzbudzającą sympatię przeciętnego widza. Jeśli autor filmu chciał w jakiś sposób zemścić się na Kubricku za poniżenia jakich teoretycznie doznawał, nie mógł wymyślić nic lepszego. Bo nawet jeśli padło gdzieś sprostowanie że Kubrick nie był starym homoseksualistą, to i tak przeciętny amerykański widz młodszego pokolenia zapamięta go jako takiego, nieco inaczej wyglądającego Conway'a. Mam nadzieję że Wasza zawiłość będzie w stanie przyswoić te proste informacje, aczkolwiek wiem że wymaga to nieskończonej ilości czasu i energii Waszej przerośniętości.

                • Wiesz, przyznam, że gdyby postawić Cię w jednym szeregu z tymi przeciętnymi amerykańskimi widzami to jakby Twoja interpretacja staje się bardziej zrozumiała... to znaczy oczywiście wciąż absurdalna, jednak czegóż się można spodziewać po takim zacnym gremium odbiorców? (Chociaż wątpię, żeby przeciętny Amerykanin wpadł na tak błyskotliwy pomysł, jak Ty) Z przykrością stwierdzam, że po tym ostatnim poście jestem odrobinę zawiedziony. Oczekiwałem, że mnie znów rozbawisz a Ty mi serwujesz znowu te żałosne tytuły, w dodatku wciąż oscylujesz wokół tej swojej niedorzecznej hipotezy zapierając się głupio... Szczerze mówiąc męczy mnie już powoli ta dysputa.
                  Podsumujmy więc tą Twoją genialną interpretację. Film powstał po to, by szydzić z Kubricka, genialnego reżysera, kiedy ten już nie żyje, nie po to, by opowiedzieć zaskakującą historię pedała, który mimo jakiegokolwiek podobieństwa do reżysera skutecznie podszywał się pod niego i naciągał dzięki temu ludzi. Z filmu odczytać można przesłanie, jakoby Kubrick był gejem, mimo, że miał trzy żony oraz dwójkę dzieci i to właśnie miałoby go ośmieszyć, mimo, że teraz tolerancja dla mniejszości seksualnych jest w modzie. Widz młodszego pokolenia z pewnością zapamięta więc Kubricka jako pedała, nie jako autora szeregu genialnych filmów, które (wprawdzie coraz rzadziej, ale jednak) serwuje się w mediach w stosunku 1000 emisji utworów Kubricka do 1 emisji "Colour Me Kubrick"... Bardzo to wszystko logiczne... Dobra, poddaję się, nie będę dłużej się babrać w Twoim brodziku intelektualnym bo w końcu zarazisz mnie tym wąglikiem imbecylizmu i skończę wypisując bzdury na filmwebie. Wygrałeś, gratuluję.

                • Drogi Geniuszu intelektualnych wywodów. Dostarczycielu nieocenionej rozrywki i niespożytych pokładów radości dla mnie. Nawet nie wiesz jak martwią mnie Twe zamiary zaprzestania podsuwania mi nowych źródeł uciechy. Nie zostaliśmy wprawdzie kolegami, ale na Twe wiadomości czekam z ogromnym utęsknieniem. Czytanie tych perełek pełnych słów wparcia i zachęty jest niewątpliwie ogromną przyjemnością, której nie powinieneś odbierać ani mnie ani tym bardziej światu. To prawda że tytuły którymi usiłuję zdefiniować Twą wielkość są jedynie żałosną namiastką w żaden sposób nie potrafiącą ogarnąć Twej wielkości unoszącej się jak Planeta małp nad upadkiem ludzkiej cywilizacji.
                  Błagam, nie podsumowujmy jeszcze! Twa niezgłębiona przenikliwość z pewnością znajdzie jeszcze wiele odpowiednio obelżywych argumentów dla mych nikczemnych interpretacji. Ach proszę! Babraj się jeszcze w brodziku intelektualnym! Tak dobrze Ci to wychodzi o Znawco chińskiej tandety. Pokaż jeszcze swą nieskrępowaną swobodę ferowania wyroków i kształtowania opinii niczym arystokrata wśród idiotów. I błagam odpowiedz wreszcie w swej mądrości na pytanie jakie Ci zadałem, a które ośmielę się zadać powtórnie: Czy możesz wymienić choć jeden wątek, choćby jedną scenę, przynajmniej jedno ujęcie z tego filmu, które wykluczało by moją teorię? Spodziewam się zostać w końcu zasypany wielością wątków, scen, ująć, a może i pojedynczych klatek z filmu, które jak walec zrównają moją przekonania z Twym poziomem o Nieskończona płaskości i Monarcho gleboznawców.

                • A jednak wróciłeś do formy! :P Jakże się cieszę, już się martwiłem po poprzedniej wypowiedzi, że może doznałeś jakiejś kontuzji i bezpowrotnie utraciłem sparingpartnera w tej słownej szermierce... Tylko to przeciwstawienie arystokraty i idiotów jakoś mi nie zasmakowało, no ale już nie będę wybrzydzać, to tylko taka drobna niedoskonałość... "Nieskończona płaskości i Monarcho gleboznawców", cóż za wyrafinowane zawołanie, no no. Nie rozumiem tylko czemu tak skamlesz o tę odpowiedź, której już Ci przecież udzieliłem? Babrać się już absolutnie nie zamierzam, bakcyli tam pełno, na samą myśl o tej mentalnej dżumie, z którą minąłem się o włos, a której pokłosie mogę podziwiać czytając Twe wypociny, trwoga przeszyła mię na wskroś. Może ktoś inny zdecyduje się na taką kąpiel, mnie już w każdym razie wystarczy.

                • Zatem żegnaj szermierzu szpady chińskiej produkcji. Elito człekokształtnych. Znawco jedynie słusznych interpretacji. Ze smutkiem zauważyć tylko muszę, że nie otrzymałem żadnych odpowiedzi na moje pytania o Znawco dżumy i twórco wypocin nieporównywalnie większych niż moje skromne i niegodne. Płyń zatem dalej i oby Cię żadna kąpiel nie spotkała a Twoi adwersarze nie przerastali Cię wzrostem i inteligencją.

                • hehe
                  Ty i te Twoje legendarne pytania.

                • Właściwie wolałbym jednak, by ci adwersarze - dla odmiany - przerastali mnie inteligencją... Od brodzików mnie mdli, wybacz, ale jednak podziękuję. Co do wzrostu natomiast, to może być dowolny, nie łapię tej żaluzji...

                • piękne listy

                • Nawet mi nie mów, że to wszystko przeczytałeś...

                • Moje uszanowanie! Czy ktoś łaskawie powie mi w skrócie o co chodzi w waszej dyskusji? Jestem człowiekiem zbyt zabieganym, żeby mieć czas czytać te głupoty.

                • Otóż chodzi przede wszystkim o to, aby przeczytać te, jak Waść raczyłeś łaskawie określić, głupoty. Po pierwszych powiedzmy czterech postach będziesz miał już pewien ogląd sprawy. Wobec tego życzę miłej lektury :}

                • A więc! Ja czytam waszą dyskusję, a Pana zapraszam do przeczytania komentarzy pod moją oceną "Nietykalnych".

                • Podobnie, jak wobec mego pierwotnego interlokutora w tym temacie, tak i wobec Waszmości chylę czoła po samą glebę, gdyż kunszt i erudycja, jakie tryskają z Twych wypowiedzi pod oceną "Nietykalnych" paraliżują wszelkie receptory, jakimi dysponuję.

                • A jest tego więcej! Trzeba tylko trochę poszukać.

  • Ojej

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
o