Casio Royale najlepszym filmem o Bondzie?!

Zdecydowanie tak. Rozmyślałem nad tym bardzo długo i jestem w 100% o tym przekonany.
W tym filmie nie ma jakiegoś doktorka, który chce przejąć kontrolę nad światem latając ze swoją super ekstrawagancka bronią strzelającą nabojami z uranu. On po prostu jedzie ograć kolesia w karty. Jest to bohater, który swoją charyzmą aż oślepia widza wpatrującego się w ekran. Zmaga się on ze swoimi wewnętrznymi demonami jak każdy człowiek np. scena kiedy jest zdenerwowany i nie obchodzi go czy martini ma być wstrząśnięte czy zmieszane ( taki lekki przykład ale akurat ta scena mi się podobała :) ). Rozumiem, że jest to też pewnego rodzaju zabieg, który ma być uśmiechem w stronę starych bondów ale ta scena dokładnie obrazuje, że jest on po prostu człowiekiem a nie jakimś bogiem czy supermanem latającym po niebie.
My widzowie kochamy oglądać psychopatów (Joker) i protagonistów, gdzie tutaj ten drugi napisany i zagrany jest po mistrzowsku. W pierwszych minutach filmu mamy uciekiniera, który sztukę uciekania opanował do perfekcji (parkour). Uciekający przeskakuję płytę ,lecz Bond nie zachowuje się jak kameleon, nie zamienia się w jednego z synów wiatru, lecz niczym byk rozwścieczony czerwoną płachtą przez hiszpańskiego matadora przebija ścianę. Jest on daleko po 30 i swoją mniejszą zwinność nadrabia inteligencja i doświadczeniem. Mamy agenta, który nie biega jak Mario w pogoni za grzybkami, lecz swoim odmiennym myśleniem zyskuję przewagę nad każdym przeciwnikiem.
Mógłbym tutaj wymienić kilkanaście innych przykładów z tego filmu, które jeszcze bardziej zachwaliłyby tą wspaniale zagraną przez Craig'a postać ale uważam, że nie ma to sensu i ten film trzeba po prostu zobaczyć. Wcześniej dostawaliśmy tego samego agenta powstrzymującego antagonistę, któremu chodzi ciągle o to samo a na ekranie widzieliśmy tylko inne kobiety i coraz to nowsze gadżety. Oczywiście lubię starego Bonda gdzie jest on klasycznym bezuczuciowym bad ass'em, który jest lepszy od każdego w każdej możliwej rzeczy ale tutaj twórcy odbiegli od schematu i zrobili to perfekcyjnie. Moim zdaniem jest to najlepszy film o Bondzie jaki dotychczas powstał. Mogę oglądać go co niedzielę i nigdy mi się nie znudzi.


PS: Nie ma tutaj żadnych odwołań do książki Fleminga, której jeszcze nie miałem okazji przeczytać.

4

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: