No i o to chodzi

Nareszcie mamy poważnego agenta 007, który nie pieprzy się w tańcu, z nikim się nie cacka, ani nie cackają się z nim. Nareszcie aktor gra Bonda, a nie zgrywa się, mizdrząc do kamery mdłymi uśmieszkami. Wreszcie żaden wróg nie zostawia go w wymyślnej pułapce, z której za każdym razem potrafi się bez problemu wydostać. Wreszcie nie ma jakichś szczęk, karłów, ekscentrycznych bogaczy, jakichś bezsensownych gadżetów, basenów z rekinami, jakichś manypeny, tuzinów lasek wskazujących do łóżka przy byle okazji czy łapania spadochroniarzy w powietrzu. Nareszcie czarne charaktery są czarne, a nie groteskowe. Nareszcie sekwencje akcji są mocne, przykuwające uwagę, pomysłowe i dynamiczne. Nareszcie mamy prawdziwego Bonda.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: