Lili89 Lili89

Właśnie skończyłam oglądać "Cheerleaderkę" i sama nie jestem pewna co o tym filmie
myśleć.

Dobrze przedstawiono próbę leczenia homoseksualizmu, przerysowując ten proces do
postaci karykaturalnej niemal, ale tak właśnie wygląda "leczenie" ludzi normalnych.
Wspólne mieszkanie w jednym pokoju, wykonywanie zadań w parach, które mogły być
tworzone przez dwóch chłopców czy dwie dziewczyny... czy choćby te lateksowe wdzianka
z uroczystości ukończenia kursu. O symulacji życia seksualnego nawet nie wspominam,
bo brak mi słów.

Za nic nie mogłam się przekonać do Eddie'go Cibrian'a w roli geja. Facet sie do tego
kompletnie nie nadaje. Nawet zagrać tego nie umiał. Jak na niego patrzyłam widziałam
faceta hetero próbującego z marnym skutkiem udawać geja :/

Jak sięgałam po ten film i po obejrzeniu pierwszych 15 minut, miałam nadzieję, że
będzie to wygladało tak, że rodzice wmówili Megan homoseksualizm i wysłali ją do tego
ośrodka, gdzie Megan zaprzyjaźniłaby się z Graham, która pomogłaby jej zrozumieć, że
mimo tego jak bardzo wszyscy próbują mieszać jej w głowie, wcale nie jest lesbijką. Syn
Mary, Rock jest hetero, Megan sie w nim zakochuje, on zakochuje się w niej. Okazuje
się, że wcześniej nie lubiła całowania się z chłopakami bo miała do czynienia tylko z
Jaredem, który był osłem. Na happy end trzeba by było poczekać bo zakochani musieliby
przekonać jakoś Mary, że ich miłość nie jest tylko przykrywką dla Megan, żeby mogła się
wydostać z ośrodka. Sama Mary zrozumiałaby, że nie ma sensu prowadzenie tego typu
terapii, bo każdy jest jaki jest, Graham stworzyłaby parę z Sinead, i wszyscy żyliby długo i
szczęśliwie.

Z racji, że mój scenariusz sie nie sprawdził mam pewnie trochę skrzywione spojrzenie
na ten film, choć jestem w stanie pojąć, że pod tą całą kolorową papką, którą uraczyli
nas twórcy, kryje się jakiś głębszy sens.

Uważam, że temat, poruszony w "Cheerleaderce" bardzo dobrze sprawdziłby się w
dramacie, bo jako komedia jedynie ośmiesza problem braku akceptacji dla
homoseksualistów ze strony ich rodzin, otoczenia.

Podsumowując, pomijając wszelkie przegięcia i niedociagnięcia plus momentami
tragiczną grę aktorską, ten film da się obejrzeć i nawet można się całkiem dobrze bawić,
lecz jeśli ktoś liczy na poważne potraktowanie tematu to szkoda czasu.

  • Safo Safo
    ocena: 5

    Zdecydowanie przy takiej tematyce powinien to być dramat, teraz wyszło coś niepoważnego. Miałam też podobne odczucia, że to wszystko jest wmawiane na siłę. Szkoda zmarnowanego tematu.

  • GinaG
    ocena: 8

    Myślę, że pod tą kolorową papką kryje się głębszy sens. Moim zdaniem jest to wyśmianie podejścia tak zwanych normalnych ludzi do homoseksualizmu. To jakby patrzenie na temat oczami takiej "normalnej" osoby. Moim zdaniem JEST to poważne potraktowanie tematu, ale w bardzo przewrotny sposób:) I śliczne "Glass Vase Chello Case" ...

  • MyNameIsDeath MyNameIsDeath
    ocena: 6

    Eddie Cibrian gral po prostu NIEPRZEGIETEGO geja. To nie mit, oni rowniez chodza po tym swiecie... :/

wczytuję Ladowanie

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: