Pozostał niedosyt.

Jak z życiem i twórczością Iana Curtisa - pozostało zbyt wiele niedopowiedzeń.
Mimo, że bardzo lubię Joy Division i Antona Corbijna (słynie on ze znakomitych teledysków i zdjęć m. in. Depeche Mode), film mnie trochę rozczarował. Film pełnometrażowy a muzyczny klip to jednak coś zupełnie innego, chyba sam reżyser nie przypuszczał, że może być tak ciężko. Tak jakby zabrakło zdecydowania - albo życie prywatne wokalisty, albo historia jego zespołu. W rezultacie nie dowiadujemy się zbyt dużo ani o Joy Division ani o samym Curtisie. A może takie miało być zamierzenie? Aby nie obdzierać idola (zdaniem wielu) z jego legendy i tajemniczości?

5

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: