Rozwalił mnie

Zastanawiam się czemu,gdzieś tam co jakiś czas wracając do Joy Division, do tej pory nie widziałam tego filmu. Nie wiem. Rozwalił mnie, zmiażdżył i wypluł. Sam Rilley zagrał tak, że przez 2h sądziłam że jest prawdziwym Ian`em. Muzyka, przegenialne zdjęcia-Anton wiedział co robi, ta historia trafiła w dobre ręce bo chyba tylko człowiek znający zespół od podszewki mógł ją opowiedzieć. I kłaniam się w pas w podzięce za czarno-białą kolorystykę tego filmu...Czasem dwa kolory wystarczą aby przestać patrzeć oczami i otworzyć się na paletę o wiele ważniejszych emocji, doznań.

11
  • Tak jak wcześniej pisałęm, zachwyty nad filmem będą pochodzić ze strony żeńskiej publiczności. Dla mnie za dużo perypetii małżeńskich a za mało świetnej muzyki. Nie oczekiwałęm w tym filmie dokumentu, ani chwały zespołu, a raczej ekranizacji głęboko zagubionego człowieka i tego co siedziało w jego głowie oraz świetnej muzyki. Ok, Curtis zostqał fajnie pokazany, ale dlaczego tak mało hitów ukazało się w ścieżce dźwiękowej ?! Przecież te ciężkie psychodeliczne kawałki pasowały do filmu jak się masz.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
o