TYTUŁ to: KOŃ WOJNY

ostatnia wypowiedź: Cypisek_syn_rumcajsa
AutorAutor AutorAutor
ocena: 7

nie "Czas".
Nie czas na głupoty.
Dystrybutorze, proszę, uszanuj widza, uszanuj jego inteligencję i co najważniejsze uszanuj film.
"Czas wojny" to zabieg w stylu filmu "Lektor" który pierwotnie miał zostać dystrybuowany pod patetycznym tytułem "Zaklinacz słów".
"Czas wojny" me być też być może chwytem na widzów "Czasu honoru", albo "Czasu Apokalipsy", tymczasem nie ma czasu na głupoty.
Proszę o opamiętanie się i przywrócenie właściwego tytułu filmu.

  • La_Pier La_Pier

    Nie kuś ich, bo zamienią na "Wojna i koń" lub "Czas konia".

    "Czas wojny" brzmi rozsądnie i nieco poetycko. Lekki patos wyczuwalny, ale do przyjęcia.

    • KLAssurbanipal KLAssurbanipal
      ocena: 7

      Tylko że w tytule War Horse, chodzi o kawalerzystę lub konia kawaleryjskiego. Np. Horse Guard, Royal Horse - nazwy konnych regimentów. Oryginalny tytuł ma ścisły związek z kawalerią.
      Mogli go przetłumaczyć np. ''Kawalerzysta'', ''Kawalerzyści'' lub nawet zostawić po angielsku co się często robi np. Mission Impossible.

      • Demolka25 Demolka25

        Gdyby przetłumaczyli na "Kawalerzysta" to na pewno nikt by się tytułu nie czepiał.

      • tomciog18 tomciog18
        ocena: 7

        Raczej w tytule chodzi o konia bojowego nie kawalerzystę, często w filmie jest jedna scena, kwestia dokładnie, która brzmi identycznie co tytuł filmu, niekiedy tłumacząc o co chodziło w tytule jak w filmie jest np. wiele wątków itd. Tutaj taka kwestia właśnie występuje, gdy żołnierz niemiecki i angielski uwalniają Joey'a z drutu kolczastego i pod koniec żołnierz angielski mówi do niego kilka razy "war horse", więc wyraźnie bohaterem tego filmu jest koń i w tytule też chodzi o konia, w każdym momencie filmu koń odgrywa główną rolę, mimo, że właściciele się zmieniają itd. Ten "kawalerzysta" co go wychował i na końcu znowu się spotykają, w pewnym momencie bardzo długo nie jest widziany na ekranie. Więc dokładnie najlepszym tytułem byłby "Koń Bojowy" tak jak lektor przetłumaczył słowa tamtego żołnierza.

    • Umeboshi Umeboshi

      "Czas konia" jak dla mnie tytul bomba :D H5 hehe

    • sitall sitall

      albo koniowy czas wojny:D

      • sitall sitall

        zajebisty tytuł był by :D

      • silverlp1 silverlp1

        HAHAHAHAHAHAHAHAHAHA "Koniowy czas wojny" !!! Za sam tytuł oceniam 10/10 :P

      • czirne87 czirne87
        ocena: 5

        Albo ,, Łysek z pokładu idy szarżuje z impetem".

  • Undead75 Undead75

    Taa, kolejny forumowicz dumny, że zna angielski:-P
    Żaden "Koń wojny", już prędzej "Koń wojenny", ale patrząc na możliwe tłumaczenia nie dziwi fakt, że zdecydwano się na przekład tytułu.

    • AutorAutor AutorAutor
      ocena: 7

      Dziwi.

      • Amilven Amilven

        to spróbuj potłumaczyć sobie książki z angielskiego na polski, zobaczysz, zrozumiesz.

        • AutorAutor AutorAutor
          ocena: 7

          Co ma piernik do wiatraka?

          "War" znaczy wojna, "horse" znaczy koń.
          Nie trzeba być filologiem angielskim by właściwie przetłumaczyć tytuł.
          Ja zaproponowałem (choć to żadna propozycja, tylko oczywiste tłumaczenie) tytuł "KOŃ WOJNY" bo brzmi po prostu mocniej, bardziej majestatycznie, niż "Koń wojenny", ale oba są właściwe.

          Uważam, że zmieniając tytuł dosłowny na zmyślony "CZAS wojny" wyrządzono filmowi krzywdę, a to dlatego, że jak plakat i zwiastun sugerują bohaterem filmu będzie nie tylko człowiek, ale koń właśnie. Bohaterem TYTUŁOWYM ! I to jest novum w tym filmie, i to jest właśnie intrygujące.
          Dlatego w zwiastunie Steven Spielberg dosłownie wjeżdża kamerą do oka konia, bo chce pokazać wojnę także z jego perspektywy. Nie uszanowanie tego skądinąd szlachetnego zwierzęcia przez polskich dystrybutorów jest nie tylko głupie, ale i szalenie nieeleganckie. Przypuszcam, że chodziło wyłącznie o względy komercyjne (bo o jakie inne?), że niby kto pójdzie na film o koniu. Tymczasem w przypadku tego filmu jak najwierniejsze tłumaczenie jest jedynym właściwym rozwiązaniem.
          To nie jest trudne.
          Na dodatek tytuł "Czas wojny" jest nieznośnie patetyczny i jak już pisałem, jedyne z czym mi się kojarzy to z polskim serialem "Czas honoru", a to tani i prymitywny wabik na widza.

          Przypominają się tu zawirowania wokół filmu "LEKTOR", którego dystrybutor chciał wprowadzić początkowo do kin pod rzekomo efektownym, za to sentymentalnym tytułem "Zaklinacz słów". W ostatniej chwili jednak powstrzymał się i wprowadził film pod właściwym tytułem.
          Proszę więc dystrybutora tego filmu o podobny rozsądek.

          Film Spielberga to nie jest blockbuster, to nie jest kino popcornowe, a jednak jestem przekonany, że jak zwykle przyciągnie do kin wielu widzów. Na tym polega magia kina Spielberga. Nieważne jaki temat porusza, widzowie chodzą na jego filmy. Dokręcanie śruby, sztuczne podkręcanie koniunktury w tak prymitywny sposób jak zmienianie tytułu w niczym nie pomoże.

          Ja optuję za KONIEM WOJNY.

          • Mieloneq Mieloneq
            ocena: 6

            "Koń wojny" brzmi przeidiotycznie, podobnie jak wszystkie inne wariacje tego tytułu z koniem w tytule. Taki tytuł totalnie zniechęciłby do wycieczki do kina target dramatów wojennych. Nie wszystkie tytuły muszą być tłumaczone dosłownie...

            • matt_sane matt_sane

              Ale to nie jest film o "Czasie wojny" tylko o "Koniu wojennym". Czemu niby filmom wojennym dawać takie losowe nieuzasadnione tytuły? Bo tytuł "Czas wojny" mógłby mieć równie dobrze "Szeregowiec Ryan" czy każdy inny taki film.

              • Mieloneq Mieloneq
                ocena: 6

                A od kiedy tytuł musi mówić wprost o czym jest ten film? Czyli każdy film z Bruce'em Willisem powinien nazywać się "Bruce Willis spuszcza łomot przeciwnikom"?

                "Czas wojny" pasuje w pełni bo akcja filmu toczy się - niespodzianka - w czasie wojny. Gdyby nazwano go "Gwiezdne wojny" rzeczywiście byłoby coś nie tak, ale w tej sytuacji wszystko jest w porządku.

                Chyba nie ma polskiego tytułu, którego internetowi "eksperci" od tłumaczeń by nie skrytykowali...

                • matt_sane matt_sane

                  Każdy film wojenny dzieje się w czasie wojny, użyłem tego argumentu w przeciwną stroną w poprzednim poście.
                  A od kiedy każdy tytuł ma brzmieć właśnie tak ogólnie np "Czas wojny", "Romans" czy "Napad na bank" kiedy nawet ten film nie jest o samej wojnie, tylko o "Koniu wojennym" jak brzmi z resztą nadany przez twórców tytuł? Ten tytuł jest, więc także po prostu kłamliwy.

                  • Mieloneq Mieloneq
                    ocena: 6

                    Autorzy tłumaczenia mieli trudne zadanie bo musieli spolszczyć tytuł głupi, dlatego użyli czegoś dość uniwersalnego. Łatwo zresztą dostrzec logikę tego tytułu, nie jest on przypadkowy, chodzi o to, że na czas wojny drogi bohatera i jego konia się rozeszły i muszą go przetrwać osobno. Brzmi to głupio, ale o to już pretensje można mieć tylko do Spielberga, który zdecydował się coś takiego nakręcić.

                    • fune fune

                      Autorzy tłumaczenia nie mają decydować co jest głupie a co nie i sobie zmieniać co popadnie, tylko jak najdokładniej przetłumaczyć intencje twórcy. Ich nie ma być ani widać, ani słychać. A twórca nakręcił film zatytułowany Koń bojowy i to już jego broszka, czy pod takim tytułem się sprzeda, czy nie. Ja chcę wiedzieć o co chodziło reżyserowi i sobie to później ocenić, za każdym razem być zmuszoną do sprawdzania oryginału.
                      Jak wspomniałeś, Spielberg zdecydował się właśnie takie coś nakręcić. Swoją drogą nazwy tytułów powinny być w jakiś sposób zastrzeżone, ja zdecydowane nie chciałabym, żeby ktoś sobie tak po prostu zmieniał efekt mojej pracy i przekręcał to, o co mi chodziło.
                      A film jest o koniu, wiadomo, że wojna musi być w tle, bo akurat tak się składa, że koń jest bojowy, ale to tylko tło, a nie główny temat. Czas wojny to tylko zwykła komercjalizacja i żerowanie na tytułach innych filmów, wprowadzając ludzi w błąd.

                      • Mieloneq Mieloneq
                        ocena: 6

                        "Autorzy tłumaczenia nie mają decydować co jest głupie a co nie i sobie zmieniać co popadnie, tylko jak najdokładniej przetłumaczyć intencje twórcy. Ich nie ma być ani widać, ani słychać."

                        Tak to może być w wypadku kina artystycznego. Kino Spielberga to kino komercyjne, stworzone w celach zarobkowych, a dobre tłumaczenie tytułu to jeden z czynników mogących podbić sprzedaż filmu i basta. Za tłumaczenie tytułów nie odpowiada tłumacz tylko ekipa marketingowa.

                        Oczywiście nikt nikomu nie zabrania otworzyć własnej firmy dystrybucyjnej i tłumaczyć tytuły w sposób wierny.

                        • fune fune

                          cóż, widzę, że co niektórym robienie z widzów idiotów, bo inaczej się nie sprzeda (jakoś w innych krajach się sprzedaje) i wprowadzanie ich w błąd, nie przeszkadza
                          to tak samo jak (banalny przykład, ale dokładna analogia) zrobienie wirującego seksu z filmu o tańcu
                          ciekawe, ile osób się wtedy zawiodło, że już nie wspomnę, ilu rodziców zabroniło swoim dzieciom oglądania czegoś o takim tytule (moja mama z pewnością nie puściłaby mnie do kina na film z seksem z tytule)
                          musisz być jednym z tych "mądrzejszych na siłę" i pracować w tym biznesie, bo inaczej nie wyobrażam sobie bronienia takiego myślenia

                          • Mieloneq Mieloneq
                            ocena: 6

                            Jedyne czego w tej chwili bronię to zdrowy rozsądek. Żeby nie odmawiać innym prawa do zarobku wystarczy po prostu pracować gdziekolwiek lub rozumieć jak działa kapitalizm.

                            W innych krajach również są zmieniane tytuły filmów (niby dlaczego tylko w Polsce miałoby tak być?), zanim się cokolwiek napisze warto to sprawdzić.

                            "Mądrzejsi na siłę" starają się być ci, którzy piszą te bzdury o tym, że filmy muszą mieć tytuły tłumaczone wiernie i koniec. Bo oni tak chcą. Ja jedynie przedstawiam sprawę za pomocą odrobiny zdrowego rozsądku.

              • SkowronskiJM SkowronskiJM

                Swoją drogą, czy "Szeregowiec Ryan" powinien się wg. obecnych tu językowych faszystów nazywać "Ratując Szeregowca Ryana"?

                Takie dyskusje są trochę jak rozmowy o okładkach.

                • matt_sane matt_sane

                  Gdyby w filmie był jakiś dziwaczny eksperyment i szeregowiec Ryan byłby koniem, a oryginalny tytuł brzmiał "Koń Ryan na wojnie", tłumaczenie tytułu zaś pomijało ważny fakt, jakim niewątpliwe jest to, że główny bohater jest koniem, to nie powinien brzmieć nawet "Ratując Szeregowca Ryana".

            • le52ek le52ek
              ocena: 4

              Czyli, idąc za ciosem można powiedzieć, że "Czas kopalni" brzmi mniej "prze idiotycznie" niż "Łysek z pokładu Idy" ? ;)

              • Mieloneq Mieloneq
                ocena: 6

                Ale "Łysek z pokładu Idy" to spoko tytuł, w przeciwieństwie do "Konia wojny", który jest głupi. Filmu dziś by nie sprzedał, ale ma swój urok.

                • le52ek le52ek
                  ocena: 4

                  No właśnie, a może ten koń też ma imię i byłby tytuł spoko, w przeciwieństwie do "Czasu konia wojny"

                  • Mieloneq Mieloneq
                    ocena: 6

                    Ale zaznaczyłem przecież, że filmu by nie sprzedał, jeśli tak nazwano by dramat wojenny.

                    "Czas konia wojny" - jeśli dystrybutor chciałby pokonać "Wirujący seks" na liście najgłupszych polskich tytułów to to byłby idealny kandydat.

                    Tytuł musi pasować do tematyki i gatunku filmu. Koń wojny nie przyciągnie nikogo, dojrzałych odbiorców odstraszy konik, a z kolei nastolatki uwielbiające koniki odstraszyłaby wojna w nazwie. Naprawdę, czasem warto się zastanowić na co się narzeka. Obecnie już chyba pod każdym filmem znajdują się "błyskotliwe" komentarze na temat polskiego tytułu.

                    • matt_sane matt_sane

                      Ale czemu nie "Koń wojenny" skoro to nieźle brzmi i film jest o koniu wojennym

                      • Mieloneq Mieloneq
                        ocena: 6

                        Nie. Brzmi słabo. A "czemu" uzasadniłem wyżej, zachęcam do lektury postu PRZED odpowiedzią na niego.

                        • matt_sane matt_sane

                          Brzmi równie głupio jak opis filmu, wiec można mieć pretensje co najwyżej do twórców ale to nie znaczy, ze dystrybutor wybrał dobry tytuł.

                          • Mieloneq Mieloneq
                            ocena: 6

                            Ale skoro twórcy wymyślili głupi tytuł to nie widzę nic złego w próbach poprawienia go przez polskich dystrybutorów, oni wypuszczają u nas film i oni chcą na nim zarobić, nie ma w tym nic dziwnego. Tytuł mógł być lepszy, ale nie jest to na pewno coś co godne jest komentowania tego w internecie, ot tytuł jak tytuł...

                            • Raptosaur Raptosaur
                              ocena: 8

                              Nie lepiej po prostu zostawić "War Horse"? Tytuł zapewne będzie działał podobnie, jak to było ostatnio z "Immortals". Ładnie i tajemniczo brzmiący tytuł na zwykłego Kowalskiego będzie działał przyciągająco. Podobnie jest z tytułem "Avatar", który nie został przetłumaczony, jako "Przedstawiciel" lub "Wcielenie". Trochę egzotycznego i oryginalnego brzmienia tytułu działa przyciągająco. W tym jest czysta psychologia...

                              • Mieloneq Mieloneq
                                ocena: 6

                                "Immortals" jest banalne w wymowie, no i ten film był stargetowany raczej pod widzów w wieku poniżej 30 lat, zaś "Czas wojny" mogą chcieć zobaczyć zarówno młodzi jak i widzowie w podeszłym wieku, dla których "war" może być barierą w wymowie nie do przeskoczenia, nie wspominając już o tym, że dwa obce im słówka do kina ich nie przyciągną.

                                Zadziwia mnie to, że na forach internetowych jest tylu ekspertów w dziedzinie dystrybucji filmów, którzy zawsze wiedzą lepiej niż dystrybutor ;)

                              • AutorAutor AutorAutor
                                ocena: 7

                                Czy ty pracujesz dla dystrybutora?

                                Poza twoim arbitralnym stwierdzeniem, że tytuł "KOŃ WOJNY" brzmi przeidiotycznie, a "Koń wojenny" słabo, nie podałeś żadnego argumentu na sens tytułu "Czas wojny".

                                Poza merkantylnym argumentem oczywiście, co jak już pisałem w przypadku filmu Spielberga nie ma żadnego znaczenia. Jego filmy widzowie oglądają i nie ma to znaczenia, czy film ma tytuł "Kolor purpury", "Imperium słońca", "Amistad", "Szeregowiec Ryan", "Terminal" czy "Monachium".

                                A już twoje stwierdzenie: "skoro twórcy wymyślili głupi tytuł to nie widzę nic złego w próbach poprawienia go przez polskich dystrybutorów" jest dowodem zupełnej ignorancji. Jeszcze by tego brakowało, by polski dystrybutor stawiał się w pozycji lepszego od autora pierwowzoru literackiego i Toma Stopparda, autora scenariusza szacownego dramaturga. To jest już po prostu kpina.

                                Nie broń dystrybutora tylko dlatego, że uważa (na to wg ciebie wychodzi) widza za niedojrzałego, mało obytego, takiego, który sugeruje się tylko tytułem (choć przecież na plakacie widnieje KOŃ, więc kto ma oczy, to się zorientuje, że film jest o koniu na froncie), więc udawanie, że film o tym nie jest przez zatajanie tego w postaci zmiany tytułu jest nie tylko bez sensu ale i bezskuteczne.

                                Nie ma żadnego powodu by film był rozpowszechniany pod tytułem "Czas wojny", a nie pod tytułem "Koń wojny" ("Koń wojenny" jest o tyle mniej foryunny, że może sugerować, że chodzi o jakąś maszynę oblężniczą).

                              • Mieloneq Mieloneq
                                ocena: 6

                                "Czy ty pracujesz dla dystrybutora?" - naprawdę nie trzeba pracować dla dystrybutora żeby wykazać się odrobiną logicznego myślenia...

                                "Nie broń dystrybutora tylko dlatego, że uważa (na to wg ciebie wychodzi) widza za niedojrzałego, mało obytego, takiego, który sugeruje się tylko tytułem" - widać, że masz zerowe pojęcie o kinowej świadomości Polaków. Zdecydowana większość obiekt kinowego seansu wybiera stojąc przed kasą, a wtedy dwa czynniki są istotne: plakat i tytuł. Oba muszą zachęcać do obejrzenia danej produkcji. Osoby obeznane w większości narzekają na polskie tytuły na forach, a potem film ściągają (nie mówię, że wszyscy, sam piractwem się brzydzę). Warto by poszerzyć wiedzę w danym zakresie zanim spróbuje się być mądrzejszym od ludzi, którzy się na tej branży znają...

                                "Nie ma żadnego powodu by film był rozpowszechniany pod tytułem "Czas wojny", a nie pod tytułem "Koń wojny"" - tym sposobem eot z mojej strony, podałem kilka bardzo konkretnych argumentów, jeśli nie potrafisz ich dostrzec to najwyraźniej chcesz sobie jedynie potrollować.

                              • AutorAutor AutorAutor
                                ocena: 7

                                Powiedział Jaś Fasola... zaś argumentów nie wciąż doczytałem się żadnych, poza upartym i zupełnym brakiem wiary w inteligencję widza.

                                To ty najwyraźniej nie masz bladego pojęcia o dystrybucji i promocji filmów.
                                Wygląda tu zupełnie inaczej w przypadku kina artystycznego i komercyjnego. Najnowszy film Spielberga jak już pisałem (czy ty w ogóle czytasz posty ze zozumieniem) nalezy do tego pierwszego rodzaju.

                                To nie jest film skierowany do widzów "Transformerów", ale "Szeregowca Ryana", a to że w przypadku Spielberga może to oznaczać równie wielki sukces komercyjny to zupełnie inna sprawa (o tym zresztą też już pisałem) i takich widzów nie trzeba przyciągać do kina chwytami na tzw. "mocny tytuł".
                                Poszli na "Pianistę" (blisko 2 miliony ludzi), poszli na "Lektora", na "Monachium", czy "Pokutę". Pójdą i na nowy film Spielberga o koniu na froncie. Nie potrzebują wabików. Już nazwisko Spielberga jest gwarantem wysokiej realizacyjnej i artystycznej jakości.

                                Jak można tego nie rozumieć. Wedle twojej pokrętnej logiki oznaczac to musi zmianę także przyszłego tytułu filmu Spielberga "LINCOLN" na jakieś patetyczne hasło, bo kto pójdzie na film pt. "Lincoln", choć jest o... Lincolnie?

                                Zrozum, skoro ludzie chodzili i chodzą na filmy pod tytułem: "Duma i uprzedzenie", "Zielona mila", "Godziny", "Filadelfia", "Stowarzysznie umarłych poetów", "Milczenie owiec", "Ciekawy przypadek Benjamina Buttona", "Lektor", "Monachium",
                                nie ma absolutnie nic złego, ani odstraszającego w tytule "KOŃ WOJNY",
                                tym bardziej, że jak już pisałem KOŃ widnieje na plakacie jako BOHATER TYTUŁOWY i ciężko będzie to zakamuflować, ukryć przed widzem kupującym bilet (i po co?).
                                To jest film o koniu.
                                Tak jak "Hurt Locker" był o saperze, a nie o "W pułapce wojny" - tytuł się nie przyjął, nikt go nie pamięta i ostatecznie wszyscy mówią dziś po prostu "Hurt Locker".

                                KOŃ WOJNY jest tu jedynym właściwym rozwiązaniem.

                              • Undead75 Undead75

                                W sumie ciekawa dyskusja i obie strony mają swoje racje. Problem w tym, że WAR HORSE to nie jest film o koniu. W porządku, koń występuje tutaj jako bohater, ale Spielbergowi nie chodziło o pokazywanie wojny z perspektywy konia. Z tym się zgodzić nie mogę, bo taka teza byłaby równoważna ze stwierdzeniem, że Spielberg zrobił film dla weterynarzy. Ten film jest o ludziach, pokazuje ich losy i dramatyczne historie w czasie wojny. Są Niemcy, Francuzi, Brytyjczycy... Koń przechodzi z rąk do rąk a jego rolą w filmie jest przenosić akcję z miejsca na miejsce. To piękne stworzenie podobnie jak człowiek, pojedyncza jednostka, zostaje porwane przez wir wojny wbrew swojej woli. Stara się przeżyć i wrócić do dawnego życia, bądź też ułożyć je na nowo. O tym jest ten film. Dlatego odżegnywałbym się od czarno-białych sądów odnośnie tytułu i kategoryczne wskazywanie na KOŃ WOJNY jako jedyne słuszne rozwiązanie. CZAS WOJNY ma sens. A tak swoją drogą, jeśli ktoś czasem bywa w UK to gorąco polecam sztukę wystawianą w Londynie, na której wzorował się Spielberg. Tytuł, to WAR HORSE oczywiście. Rewelacja.

                              • AutorAutor AutorAutor
                                ocena: 7

                                Zapewne masz rację. Prawda zawsze leży gdzieś po środku.
                                A ja nigdy nie mówiłem, że KOŃ jest głównym bohaterem, mówiłem, że jest bohaterem TYTUŁOWYM. Postacią kluczową. Zapewne, bo przecież filmu nie widziałem. Oceniam na podstawie zwiastuna, w którym kamera faktycznie wjeżdża do oka konia.

                                Polski dystrybutor odbierając koniowi należne miejsce zwyczajnie wyrządził krzywdę, tak samemu bohaterowi, jak i pisarzowi i jego książce, reżyserowi i oczywiście widzom.

                                Nazywajmy rzeczy po imieniu, tytuł "CZAS WOJNY" jest nie tylko ogólny, przede wszystkim jest taki trywialny.

                                Film taki się nie wydaje, właśnie przez udział konia w tej opowieści wojennej wydaje się nietuzinowy. "KOŃ WOJNY" brzmi surowo, ale jakże szlachetnie.

                              • Klopsik1988 Klopsik1988
                                ocena: 6

                                Ja też wolę tytuł dystrybutora. Choć przyznam że wiele razy narzekałem na dosłownie przetłumaczone tytuły by z dnia na dzień coraz bardziej je akceptować aż wreszcie by nie widzieć w nich nic dziwnego. Jednak na razie boje się że ludzie chcący spokojnie obejrzeć w kinie ten film już na sali zmierzą się z członkami klubu "ty stary .. a gdzie ten jeździec apokalipsy bo na razie tylko jest jakiś koń a i tak jakiś mało nadprzyrodzony ". Inteligencja widza? Koń na plakacie? Zawsze będzie tak że kretyni idą do kina (tych nadal jest solidne zaplecze), decydują po tytule w kasie na co kupić bilet a potem narzekają i wracają do domku z myślą by wcisnąć 1/10 danemu tytułowi na filmwebie. I nie ważne że w tv będą reklamy tego filmu, zwiastuny przed filmami na których byli a w drodze do kasy ze 3 plakaty ze zwykłym koniem. Skleroza zadziała u nich skutecznie jak zawsze. Poza tym ja też uważam że dosłowne tłumaczenie to" Koń wojenny". Oczywiście w tym wypadku różnica jest już symboliczna i lepiej brzmi "koń wojny" ale wtedy znowu jest to ingerencja w tytuł oryginalny. Może się mylę lub obie strony mają rację ale ja bym tak tłumaczył ten tytuł gdyby było " Horse of War".
                                Teraz pojawiają się inne słowa tylko dlatego bo łatwiej bronić tłumaczenie oryginalnego tytułu filmu Spielberga. Niech by to był anonimowy film to zaraz by połowa osób zmieniła zdanie.

                                A co do "Lektora" to dobrze że zachowano taki tytuł ale warto zauważyć jak "łatwo" znaleźć ten film na internetowej aukcji. Wynik wyszukiwania prawie w ogóle nie różni się od ogólnego wglądu na kategorie bo prawie każda aukcja ma w tytule każdego filmu słowo lektor gdy film zawiera polskiego lektora.

                              • AutorAutor AutorAutor
                                ocena: 7

                                Przeraża mnie wasz zupełny brak wiary w widza (was też to dotyczy).

                              • Klopsik1988 Klopsik1988
                                ocena: 6

                                Ja wierze w widza ... Średnio jednego na pięciu. Nie zapominajmy że tytuł filmu czy reklama... Czyli to co pierwsze można zobaczyć/usłyszeć w związku z każdym filmem jest skierowane właśnie do ludzi którzy nie mają pojęcia o danym tytule. Ich chce się zachęcić i na nich zarobić nawet jak by się miało pewność że się zawiodą. Nie dlatego zwiastuny filmów są w 70% akcją i dynamiczną muzyką nawet gdy ów film ma całe 2 sceny akcji ? Dystrybutor by nie wyżył tylko z tych o których się martwisz czyli kinomanów i znających książkę. Tych którzy chcą 100% zgodności z ich wyobrażeniami. On chce widza bez wyobraźni i bez zdania na temat filmu, któremu może wcisnąć wizje że ten film jest czymś innym... Dystrybutorzy postępują jak postępują. Albo chcą chwytliwego tytułu albo nawet nie wierzą że takowy pomoże i w ogóle nie wprowadzają danego filmu do naszych kin ewentualnie robią to na tak małą skale i na krótko że po tygodniu czy dwóch już nie ma szans takiego filmu zobaczyć w kinie. Zapewne interesuje cię ten film od dawna , ja mogę powiedzieć że od dawna tak jest w moim przypadku. Gdyby mnie obudzono w środku nocy i powiedziano oryginalny tytuł od razu skojarzył bym o co chodzi. Czy dali by tytuł "Wojskowa szkapa na tropie żołnierza ostatnio widzianego w okopie" czy w ogóle takowy zasłonili prostokątem z napisem cenzura ja wiedział bym o jaki film chodzi. Co oczywiście nie oznacza że pochwalił bym co nie właściwe. Jeśli ty teraz odczuwasz że ten film jest krzywdzony przez dystrybutora to ja to oczywiście szanuje. Ale to i tak walka z wiatrakami i też nie ma się zbytnio czemu dziwić bo to jak u nas są traktowane tytuły filmów (raczej wszędzie tak są traktowane, wszak nie śledzimy na ogół tytułów z innych krajów i nie wiemy jak są odbierane przez tamtejszych widzów , zapewne też narzekają) i powody tego traktowania to kwestie rozstrzygnięte.

                                O takich widzów którzy już dawno postanowili że ten film zobaczą dystrybutorowi nie chodzi... Inaczej z miłą chęcią by zostawili co jest. Wszak to coś co trzeba konsultować i co niesie jakieś koszty.

                              • pspop pspop
                                ocena: 7

                                a jednak, to był film o koniu:-)

                              • Undead75 Undead75

                                :-) ja nadal uważam, że to nie był film o koniu, a przynajmniej nie przede wszystkim. człowiek, przypadek, wojna, to są kluczowe elementy a koń je pięknie spina. jeśli war horse jest o koniu to easy rider jest o motorach;-)

                              • pspop pspop
                                ocena: 7

                                a włada pierscieni o pierścieniu:-)

                                wiadomo, ze lessie to film o przyjaźni, przywiązaniu i takich innych wzniosłych wartościach, ale właśnie pies jest tam najważniejszy

                                tu było podobnie, a co ten koń spina to zupełnie inna sprawa

                              • dmatwiejczyk dmatwiejczyk
                                ocena: 8

                                Masz trochę racji, że Czas Wojny to niefortunny tytuł, ale KOŃ WOJNY to już w ogóle nie jest po polsku. Nie ma czegoś takiego jak Koń Wojny. Co to w ogóle znaczy? Zastanów się. Jak już to rację mają ci co mówią, że KOŃ WOJENNY. Nie kojarzy się to z żądną maszyna oblężniczą, co za bzdury piszesz. Nie ma takiej maszyny oblężniczej. Chyba że chodzi ci o konia trojańskiego:) No i nie pogrążaj się ignorancją, bo Tom Stoppard nie ma nic wspólnego z tym filmem.

            • chuckyy chuckyy

              To powiedz Spielbergowi, że wymyślił idiotyczny tytuł dla swojego filmu. Nie ma znaczenie Twoje zdanie. Tytuły powinny być tłumaczone dosłownie, ponieważ to autor ustala jak on brzmi, nie jakiś polski psudo tłumaczy.

            • Pastor1 Pastor1

              właśnie, co mnie obchodzi jakiś target - czyli zidiociała, żrąca popcorn masa lemingów - tytuł ma być przetłumaczony wiernie i dokładnie, a jak to na wasze fejsbukowe móżdżki za trudne, to już nie moja wina

          • KarolZet KarolZet

            Jak dla mnie "koń wojny" to byłoby "horse of war", natomiast "war horse" to konstrukcja, która raczej składania do tłumaczenia war jako przymiotnika czyli właśnie "koń wojenny". "Blue bird" nie przetłumaczysz raczej jako "ptak niebieskości" tyko jako "niebieski ptak" czy ładniej "błękitny ptak". Ale ... to dyskusja stara jak świat bo jak ktoś złośliwy kiedyś rzekł: "Tłumaczenia są jak kobiety; Piękne nie są wierne, wierne nie są piękne". W przypadku kobiet to można dyskutować, ale jak dla mnie w kwestii tłumaczeń to jest złota zasada.

            • KarolZet KarolZet

              Oczywiście wszystko przy założeniu, że to "War Horse" to nie jest jakiś idiom, bo wtedy cała dyskusja nie ma sensu.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
WTF:false,ads:true