Dlatego film jest taki wyjątkowy...

Obejrzałem kilka lat temu.. dałem 8... teraz dopiero zrozumiałem co w tym filmie jest tak niezwykłe i poruszające.

Ten film bardzo dokładnie obrazuje wszystkie uczucia, emocje i przeżycia bohaterów... a zwłaszcza Joe.

Widać je zresztą w oczach prawdziwego Joe. I to jest największa wartość tego filmu... czułem się jakbym siedział w jego głowie po prostu...
Nie te szczeliny, lodowce i góry było najcenniejszym co wydobył autor filmu - tylko właśnie te kolejne stany emocjonalne i refleksje bohatera.
To jedyny tak realny jaki znam dokument "dotknięcia pustki". Zetknięcia się ze śmiercią i mierzenia się z nią... nie jeden a kilkanaście razy pod rząd.

A ja sam kiedyś spadłem w naszych tatrach... przewróciłem się na śniegu i lodzie i koziołkowałem kawał drogi po stromym zboczy w dół doliny...jako zwyczajny pieszy turysta. Moze sie to zdarzyć nam wszystkim i nie trzeba mieć takiego zamiłowania do adrenaliny jak bohaterowie.

Nie wspinałem się jak oni. Ale lecąc w dół myślałem o bardzo podobnych rzeczach co Joe.

Najpierw próbowałem się zatrzymać i byłem przerażony... czułem panikę... potem zdałem sobie sprawę, że nie zatrzymam się i próbowałem łagodzić skutki koziołkowania (próbowałem robić pady które znałem z judo)... nie bałem się już.. nie myślałem o śmierci... o tym co jest dalej... nie myślałem też o bliskich... po prostu walczyłem o przetrwanie. W pewnym momencie mocno uderzyłem się w głowę o kamień (potem się okazało, że miałem pękniętą czaszkę)... po tym uderzeniu straciłem nadzieję (Joe tracił ją kilka razy)...i dodałem sobie otuchy myśląc, że jeszcze jedno takie uderzenie w głowę i zgaśnie światło i skończy się to wszystko (trochę jak Joe, który nie zawiązał supła na linie w lodowej jaskini w razie czego licząc na szybką śmierć spadając z góry na lód)... i już chciałem, żeby to się stało...ale się nie bałem... nie miałem na to czasu, który miał Joe... spadłem na dno doliny.. i później pamiętam już tylko jak zakrwawiony próbowałem wstać ale nogi miałem jak z waty... a później przyleciał śmigłowiec i zabrali mnie do szpitala... byłem pewien, że nie będę mógł chodzić...bałem się tego najbardziej w śmigłowcu... pamiętam wielką moc z jaką podniósł mnie do góry... potem było mi wszystko jedno... nawet nie miałem siły martwić się tym, że pewnie czeka mnie jakaś koszmarna rehabilitacja... a potem okazało się, że jedyny poważny uraz to była ta pęknięta czaszka... nic więcej mi się nie stało...

Ale czułem, że dotknąłem pustki.

Dlatego również z uwagi na własne przeżycia, wierzę, że to co mówili bohaterowie było zgodne z tym co rzeczywiście przeżywali... i do tego jeszcze ich wyrzuty sumienia... konieczność podjęcia decyzji, odcięcia liny etc. to dodatkowo komplikowało tą sytuację..

Pod koniec Joe słyszy Boney M... w piosence pojawiają się słowa "show me emotion..." Joe z tego co opowiadał o sobie, był takim typowym "twardzielem". Już po upadku, płacząc w jaskini obwiniał się za to, że jest taki "miękki".
Ta cała "przygoda" sprawiła, że... pokazał trudne dla siebie emocje, których zapewne wcześniej dawno, dawno nie przeżywał.
Muzyczny podkład jego podświadomości nie był chyba dziełem przypadku.

I przesłanie filmu... mimo dotknięcia pustki i świadomości śmierci itd. - bardzo krzepiące.

Szczególnie to co mówi Joe o podejmowaniu decyzji... musisz podejmować decyzje... dobre lub złe... to nie ma większego znaczenia... ale jeśli tego nie zrobisz, już po Tobie.

8

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: